Elektrownie spaliły o 3 mln ton węgla mniej

Elektrownie spaliły o 3 mln ton węgla mniej

Polska energetyka zużyła w 2019 roku o ponad 3 mln ton węgla kamiennego mniej, niż rok wcześniej. To najmniej od czasów PRL, a zapotrzebowanie w kolejnych latach wciąż będzie spadać i to dużo szybciej od rządowych prognoz. Także dzięki nowym… blokom węglowym.

Zużycie węgla kamiennego w elektroenergetyce zawodowej w 2019 roku wyniosło niespełna 36,1 mln ton i było o ponad 7 proc. niższe niż rok wcześniej – wynika z danych Agencji Rynku Energii przeanalizowanych przez portal WysokieNapiecie.pl.

Potwierdziły się tym samym szacunki portalu WysokieNapiecie.pl ze stycznia.

Czytaj także: Górnictwo czeka na majowe wybory

To najgorszy dla branży górniczej wynik od czasów PRL. Jeszcze w 1990 roku zużycie węgla kamiennego w elektroenergetyce zawodowej było o jedną trzecią wyższe i wynosiło 47,7 mln ton. Kilka kolejnych ton węgla spalały wówczas elektrownie przemysłowe (w 2019 roku było to już tylko 3,8 mln ton).

Jeżeli ten trend się utrzyma, już w tym lub następnym roku zużycie węgla spadnie do poziomu, jaki – według rządowych prognoz do projektu polityki energetycznej państwa – mieliśmy osiągnąć dopiero w 2030 roku. Natomiast za 3-4 lata możemy dojść do poziomu, który politycy planowali osiągnąć w… 2040 roku. To pokazuje jak oderwane od rzeczywistości są założenia na których pracuje polski rząd.

W górnictwie bal jak na Titanicu

To jednocześnie jasny sygnał dla polskiego górnictwa – krajowy rynek szybko się kurczy, więc aby utrzymać wydobycie, górnictwo powinno zmniejszyć koszty produkcji paliwa do poziomu cen światowych i ponownie eksportować nadwyżki. Na to ostatnie nie widać jednak szans. Górnicze związki zawodowe Polskiej Grupy Górniczej chcą przeznaczyć marny zysk firmy, w której pracują, w jak największej części na 14-tą pensję dla pracowników. Działacze zachowują się tak, jakby nie wierzyli, ze ich firma ma jeszcze jakiekolwiek szanse na przetrwanie dłużej niż kilka-kilkanaście lat, więc duże inwestycje są jej już niepotrzebne.

W rządzie kierunek na gaz i OZE

Świadomość tego, że może się tak stać dużo szybciej, niż politycy sobie wyobrażali, zdaje się być coraz większa także w rządzie. We wtorek Gaz-System i Enea podpisały list intencyjny na zaprojektowanie przyłączenia gazowego do Kozienic, największej w Polsce i Unii Europejskiej elektrowni opalanej węglem kamiennym. W wypowiedziach obecnych tam czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości dominowały akcenty nastawione na transformację energetyczną.

Zobacz także: Rekord produkcji prądu z wiatru. W cztery dni tyle co w miesiąc

– Gazociąg Baltic Pipe będzie służył do sprowadzania do polski gazu, który nie będzie limitowany kwestiami politycznymi. Natomiast to porozumienie jest drugą częścią realizowanej strategii, by bezpiecznie sprowadzany gaz wykorzystywać do bezpiecznego produkowania energii elektrycznej w Polsce – tłumaczył podczas uroczystości Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury przesyłowej. – Wysłużone elektrownie węglowe w Polsce będą w dużej mierze zastępowane gazem, a elektrownie gazowe są nam potrzebne, aby realizować kolejną część naszej strategii, abyśmy mogli budować duże elektrownie odnawialne. One wymagają zaplecza, takich elektrowni, które będą pracować gdy jest bezwietrznie – dodał minister.

– Kozienice będą wycofywać stare bloki, które są już wyeksploatowane i są nieefektywne – wtórował mu Marek Suski, przewodniczący sejmowej Komisji ds. Energii i Skarbu Państwa oraz członek Komitetu Politycznego PiS. Dodał jednocześnie, że w Polsce powstają tez duże fermy fotowoltaiczne, więc krajowy miks energetyczny będzie bardziej zróżnicowany. Zapewnił jednak, że Polska z węgla nie rezygnuje.

„Brudne” koncerny nie pożyczą pieniędzy

Rezygnują z niego jednak państwowe koncerny energetyczne. Kozienice najpóźniej w 2029 roku (a przedstawiciele spółki nie wykluczają, że szybciej) zacznie wycofywać stare bloki węglowe klasy 200 MW. Ma ich w sumie osiem. Zastąpić mają je bloki gazowe (na decyzję co do ich wielkości spółka daje sobie jeszcze czas). Wbrew pozorom także nowy blok węglowy, o mocy 1075 MW w Kozienicach, oznacza zmniejszenie zapotrzebowania na węgiel. Dużo bardziej sprawna jednostka wypiera bowiem z rynku najmniej efektywne instalacje. Przy produkcji tej samej ilości prądu zużywa o jedna trzecią mniej węgla. Jednak i ten blok jest już dziś wypierany z rynku przez kolejne źródła energii – wiatr i fotowoltaikę. Same panele słoneczne stawiane na dachach polskich domów w ty roku ograniczą zapotrzebowanie na węgiel o kilkaset tysięcy ton.

Zobacz także: Produkcja energii elektrycznej z węgla w Europie ostro hamuje

Na niskoemisyjne źródła energii przestawia się także Polska Grupa Energetyczna. Spółka ogłosiła, że stare bloki węglowe w Elektrowni Dolna Odra także zastąpią jednostki gazowe. Kilkanaście dni temu, w obecności prezydenta Andrzeja Dudy oraz ministrów Jacka Sasina i Michała Kurtyki, PGE GiEK podpisała kontrakt na budowę za 3,7 mld zł netto dwóch bloków gazowych o sprawności 63 proc. z konsorcjum amerykańskiego GE i polskiego Polimeksu. Instalacje mają ruszyć w 2023 roku.

Koncerny nie tylko widzą, że inwestycje w nowe bloki węglowe lub kompleksowe modernizacje istniejących nigdy się nie spłacą, ale też odchodzą od węgla bo nie mają innego wyjścia. Instytucje finansowe nie chcą już po prostu pożyczać pieniędzy na takie inwestycje, a nawet przykręcają źródło finansowania tym koncernom, które dziś mają w swoich portfelach zbyt dużo „brudnych” aktywów. Podobną politykę zaczęli przyjmować najwięksi ubezpieczyciele. Tych nieprzekonanych skłoni natomiast do tego europejska taksonomia, czyli klasyfikacja inwestycji według ich wpływu na środowisko. Koncerny, które najbardziej dokładają się do ocieplania klimatu i zanieczyszczenia środowiska nie będą w stanie zdobyć finansowania lub będzie to dla nich bardzo kosztowne.

Zobacz także: Epopeja elektrowni Ostrołęka C dobiegła końca

To jeden z kluczowych powodów dla których w PGE słychać dziś głównie o inwestycjach w morskie farmy wiatrowe i fotowoltaikę, wspierane przez elektrownie gazowe, a nie o węglu, zwłaszcza brunatnym. Gdyby koncern dostał od polityków zielone światło, zapewne dawno zamknąłby już takie projekty jak nowe odkrywki węgla brunatnego pod Gubinem i Legnicą czy budowa kompleksu energetycznego wokół złoża Złoczew. Być może ostatnia zmiana narracji politycznej w końcu im to umożliwi, bo dziś prowadzenie każdego z tych projektów jest już marnowaniem pieniędzy i wstrzymywaniem inwestycji w tych regionach.

Zobacz także: Świat inwestuje w wodór. To on zastąpi gaz ziemny

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE