Spis treści
Rośnie cyfrowy przemysł energochłonny
Według opublikowanego w tym miesiącu raportu ENTSO-E – europejskiego stowarzyszenia operatorów sieci przesyłowej – w Europie działa ponad 10,5 tys. centrów danych o mocy co najmniej 50 kW. Ich łączny popyt moc na potrzeby serwerów to blisko 13 GW z czego niespełna 10 GW przypada na kraje Unii Europejskiej.
Jest to zatem kilkukrotnie mniej niż w USA, gdzie aktualnie trwa boom związany z rozwojem sztucznej inteligencji (AI). Plany inwestycyjne tylko największych koncernów technologicznych – takich jak Microsoft, Alphabet, Meta czy Amazon – przewidują uruchomienie w nadchodzących latach kilkudziesięciu gigawatów w centrach danych.
Nie masz czasu czytać całości? posłuchaj wersji audio tego artykułu:
W USA ten sektor jest głównym motorem wzrostu zapotrzebowania energię i już wpływający na jej ceny. W Europie, jak wskazuje ENTSO-E, między 2025 a 2030 rokiem wzrost zapotrzebowania może wynieść ponad 50%, ale w niektórych krajach dynamika może być znacznie wyższa.

W Polsce według branżowych opracowań wielkość branży wynosi ponad 200 MW. Z dokładnymi wyliczeniami bywa różnie, gdyż niektórzy szacują tylko samą moc IT, czyli na potrzeby serwerów, a nie całej infrastruktury centrum danych, m.in. chłodzenia. Firma doradcza JLL ocenia, że do 2034 roku sektor urośnie do 1,2 GW, a PMR przewiduje ponad 600 MW w 2030 roku. Obecnie ponad 70% istniejących mocy przypada na Warszawę i okolice, kolejne około 20% na Kraków, Poznań i Wrocław.
Z kolei według zaprezentowanego przez PSE w styczniu tego roku projektu Planu Rozwoju Sieci Przesyłowej na lata 2027-2036 zapotrzebowanie na moc ze strony centrów danych w 2036 roku przekroczy 3 GW, a 2040 roku – 5 GW. Zapotrzebowanie energię ma wynieść kolejno przeszło 17 TWh oraz 29 TWh.

Są to zatem i tak pokaźne wzrosty względem obecnego rynku. Oczywiście na wyobraźnię – w tym na medialny rozgłos – mogą wpływać zapowiadane w ostatnim czasie duże projekty, liczone docelowo w setkach megawatów, a nawet w gigawatach.
Wśród nich znajdują się chociażby Data Center Konin (260 MW), za którym stoi Centralna Grupa Energetyczna, Hyperscale Data Center Bełchatów (500 MW, Next Mobile), a zwłaszcza ogłoszony w marcu przez WBS Power projekt Baltic Data Center Campus (3,2 GW) w nadmorskiej gminie Choczewo, czyli tej, w której ma powstać również elektrownia jądrowa.

Twórcą WBS Power jest Maciej Marcjanik, dotychczas znany głównie z branży OZE oraz spółki Projekt-Solartechnik (PST), którą sprzedał grupie TDJ. Marcjanik sam przyznaje, że koszt tylko pierwszego etapu inwestycji, obejmującego 800 MW mocy, to około 8-10 mld dolarów. Na razie trwa więc poszukiwanie partnerów do tego przedsięwzięcia.
Ile Dolin Krzemowych pomieści Polska?
Nie zmienia to jednak faktu, że popularność tematu centrów danych została też dostrzeżona przez podmioty wyspecjalizowane w pozyskiwaniu warunków przyłączenia do sieci. Już wiosną ubiegłego roku Grzegorz Onichimowski, prezes PSE, żartował, że w kolejce u operatora leżą wnioski dla inwestycji o mocy 40 GW, które pozwolą „zbudować w Polsce dwie Doliny Krzemowe”.
Dodawał przy tym, że tego typu „inwestorzy” najpierw „budowali” wiatraki, potem fotowoltaikę, a ostatnio magazyny energii. Teraz nadszedł czas na zajęcie kolejki w centrach danych z nadzieją, że uda się odsprzedać projekt, którego główną wartością są same, trudno dostępne warunki przyłączenia do sieci.
Zobacz także: Rośnie nowa kolejka po przyłącza do sieci. Liczona w gigawatach
Jak sytuacja wygląda aktualnie? Maciej Wapiński, rzecznik PSE, informuje, że spółka do tej pory wydała warunki przyłączenia dla centrów danych o mocy około 6 GW, ale zastrzegł, że „proces jest dynamiczny”.
– Aktualnie jesteśmy w trakcie rozpatrywania wielu takich wniosków, więc wielkości te w najbliższym czasie będą szybko rosły. Szacujemy, że złożone wnioski opiewają łącznie na 150-200 GW – przekazał Wapiński i jednocześnie podkreślił, że spółka nie zawarła jeszcze żadnej umowy o przyłączenie centrum danych.
Dla porównania warto zwrócić uwagę, że niedawno Ofgem, odpowiednik URE w Wielkiej Brytanii, szacował kolejkę po przyłącza dla centrów danych „tylko” na 50 GW. Problem spekulacyjnych wniosków jest dostrzegany nie tylko przez energetyków, ale też przez sam sektor technologiczny. Branżowa organizacja European Data Centre Association w opublikowanym niedawno raporcie rocznym wskazała, że oczyszczenie kolejki do sieci to najpilniejszy problem do rozwiązania. Uwagę na ten proceder zwróciło też ENTSO-E we wspomnianym wcześniej raporcie.
– Utrzymującym się wyzwaniem jest duża liczba spekulacyjnych lub przedwczesnych wniosków o moc przyłączeniową. Deweloperzy często składają wnioski dla wielu lokalizacji jednocześnie lub utrzymują miejsce w kolejce poza jakimkolwiek realnym horyzontem rozwoju – zaznacza ENTSO-E.
Organizacja podkreśla, że choć z punktu widzenia wnioskodawców takie działanie jest racjonalne, to jednocześnie zakłóca sygnały rynkowe i blokuje moc dla wiarygodnych projektów. Dlatego – jak dodaje ENTSO-E – w kolejnych krajach jest widoczny trend podwyższania barier wejścia do kolejki po przyłącze do sieci. Tak, aby premiowały bardziej wiarygodne projekty.

Taka zmiana rozpoczęła się również w Polsce dzięki nowelizacji Prawa energetycznego, znanej pod numerem UC84, które weszła w życie 30 kwietnia. Ma ona utrudnić dostęp do sieci dla wszelkiego rodzaju spekulacyjnych projektów poprzez zwiększenie kosztów związanych z przyłączeniami oraz bardziej restrykcyjnymi terminami na realizację warunków oraz umów przyłączeniowych. Więcej na ten temat pisaliśmy niedawno w artykule pt. Odmowy przyłączeń pobiły rekord przed wejściem w życie sieciowej rewolucji.
U dystrybutorów kolejka krótsza
O informacje dotyczące centrów danych portal WysokieNapiecie.pl poprosił też pięciu największych operatorów sieci dystrybucyjnych.
Na najbardziej rozwiniętym rynku, czyli w Warszawie i okolicach siecią zarządza Stoen Operator. Jak poinformowała nas spółka, obecnie przyłączonych jest dwanaście centrów o łącznej mocy umownej blisko 160 MW. Ponadto umowy przyłączeniowe dla kilku kolejnych projektów opiewają na łącznie ponad 500 MW, a warunki przyłączeniowe na przeszło 300 MW.
Energa-Operator doliczyła się w swojej sieci dwóch centrów o łącznej mocy przyłączeniowej niespełna 5 MW. Jeden obiekt ma zawartą umowę o przyłączenie na 50 MW zarówno dla zasilania podstawowego, jak i rezerwowego. Do tego spółka wydała też warunki dla 19 centrów na łączną moc przyłączeniową 1211 MW, z czego pięć obiektów ma wydane dodatkowe warunki na przyłączenie zasilania rezerwowego na łączną moc 405 MW.
PGE Dystrybucja ma obecnie w sieci centra danych o łącznej mocy 1,5 MW, a na kolejne dwa obiekty o łącznej mocy 30 MW zawarto umowy przyłączeniowe. Spółka wydała też warunki przyłączenia dla 21 projektów o mocy ponad 123 MW.

Tauron Dystrybucja aktualnie nie ma żadnych centrów danych podłączonych do swojej sieci, ale ma zawartą umowę dla jednego obiektu na 46 MW mocy. Do tego dla pięciu kolejnych projektów wydała warunki na łącznie 448 MW, a kolejka wniosków do rozpatrzenia wynosi około 1,4 GW.
Dokładnymi danymi nie dysponuje Enea Operator, gdyż w swoim systemie nie ma kwalifikacji obiektów wyróżnionych jako „centra danych”. Spółka wskazuje też, że nie ma żadnego przepisu prawnego, który obligowałby centra danych do wpisania wprost takiej charakterystyki obiektu.
Niemniej Enea Operator jest pewna tego, że w swojej sieci ma jeden taki obiekt w Poznaniu o mocy kilku megawatów, a w kolejce po warunki znajduje się kilka projektów o łącznej mocy kilkudziesięciu megawatów.
„Nikt nie spekuluje tam, gdzie nie widzi potencjału wzrostu”
Paweł Olszynka, dyrektor działu analiz rynku ICT w firmie PMR, który od lat śledzi polski rynek data center, uważa, że sektor jest blisko kolejnego przeskalowania i skokowego wzrostu.

– Rośnie liczba zapytań o lokalizację centrów danych w Polsce. Ogłoszenia o możliwości wybudowania kolejnych obiektów, nierzadko o skali idącej w setki megawatów, dotyczą coraz częściej innych lokalizacji niż dominująca do tej pory zdecydowanie aglomeracja warszawska. W zasadzie wystarczy realizacja jednego większego projektu o skali 100 MW+, by prognozy rozwoju rynku w średnim okresie (do roku 2030) okazały się niedoszacowane – ocenił Olszynka w odpowiedzi na pytania portalu WysokieNapiecie.pl.
Zaznaczył jednak, że w praktyce jednak tego typu inwestycji należy oczekiwać dopiero w latach 2030-2035. Przyznał też, że w Polsce moc przyłączeniowa zaczęła funkcjonować jak aktywo inwestycyjne.
– To rodzi patologie, ale zarazem mówi coś ważnego o rynku: nikt nie spekuluje tam, gdzie nie widzi potencjału wzrostu. Skala spekulacyjnych wniosków w segmencie data center jest więc jednocześnie problemem regulacyjnym i potwierdzeniem, że Polska stała się rynkiem realnie atrakcyjnym dla infrastruktury cyfrowej – wskazał Olszynka.
– Trzeba jednak bardzo wyraźnie oddzielić moc zarezerwowaną od mocy, która faktycznie zostanie zbudowana i uruchomiona. W centrach danych już sama konstrukcja projektu oznacza redundancję zasilania. Do tego dochodzi rezerwowanie mocy z dużym wyprzedzeniem oraz obrót gruntami i projektami, których główną wartością są właśnie warunki przyłączenia. W efekcie liczby widoczne dziś w systemie przyłączeniowym są tylko częściowo obrazem realnego popytu, a częściowo premią spekulacyjną – dodał.
W jego ocenie nowelizacja Prawa energetycznego nie zakończy spekulacji, ale sprawi, że przestanie ona być praktycznie bezkosztowa. Dlatego z punktu widzenia branży data center to zmiany w dobrym kierunku.

Pozytywnych perspektyw oczekuje Vertiv, globalny koncern wyspecjalizowany w dostawie urządzeń dla centrów danych. Gerard Dermont, dyrektor ds. segmentów strategicznych grupy na Europę Centralną, stwierdził w przekazanym nam komentarzu, że Polska „wyrasta na kluczowy hub cyfrowy regionu”.
– Chociaż dystans do ustabilizowanych rynków FLAP-D (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin) wciąż pozostaje wyraźny, to Warszawa zyskuje na znaczeniu jako preferowana lokalizacja ekspansji dla globalnych hiperskalerów – ocenił Dermont.
Jego zdaniem największymi wyzwaniami są dekarbonizacja miksu energetycznego i dostępność mocy przyłączeniowej.
– Rozwój sztucznej inteligencji, a tym samym globalne zapotrzebowanie na powstawanie centrów danych o mocach liczonych w setkach megawatów pozwoli Polsce utrzymać trend wzrostowy. Po Skandynawii ma ona najlepszy w Europie profil klimatyczny, a polskie firmy posiadają niezbędne doświadczenie w budowie dużych obiektów. A co najważniejsze: w Polsce można znaleźć odpowiednią lokalizację do wielkoskalowego wdrożenia fabryki AI – stwierdził Gerard Dermont.
Serwery zamiast kotłów i silników
Na bardziej rozwiniętych rynkach data center, czyli zarówno w USA, jak i zachodniej Europie, problemy z dostępem do sieci są widoczne znacznie dłużej niż w Polsce. Dlatego tam zaczęto poszukiwać mniej standardowych sposobów na pozyskanie przyłączy.
Takim okazały się być lokalizacje po zamykanych elektrowniach konwencjonalnych, zwłaszcza węglowych, które mają dostęp do kluczowej infrastruktury sieciowej oraz wody potrzebnej do chłodzenia centrów. Ponadto tak energochłonne obiekty to również atrakcyjny klient pod kątem sprzedaży energii.
Dlatego takie koncerny jak francuskie Engie i EDF, niemiecki RWE, portugalskie EDP czy włoski Enel liczą na to, że zainteresowanie ze strony firm technologicznych nie tylko rozwiąże problem związany z rekultywacją terenów po zamykanych elektrowniach, ale pozwoli także na pozyskanie nowych klientów.
W Polsce z taką ofertą w marcu wyszedł Tauron, który wytypował pięć lokalizacji, w których stopniowo do 2035 roku zamierza udostępnić pod centra danych 440 MW mocy przyłączeniowej. Wśród nich są stacje w lokalizacjach związanych z węglowymi aktywami grupy: Jaworzno, Blachownia, Łaziska, Siersza i Bielsko-Biała.

Tauron liczy, że centra pozwolą zwiększyć dystrybucję energii w sieciach należących do grupy. Jednocześnie może z ich operatorami rozmawiać o współpracy w zakresie sprzedaży energii, jak i odbioru ciepła odpadowego z serwerowni.
Taką energetyczno-ciepłowniczą współpracą jest zainteresowana również PGE, która widzi potencjał dla centrów danych na należących do grupy terenach. Dotyczy to nie tylko samej infrastruktury, ale również pracującej w elektrowniach kadry, która ma „wysokie kompetencje techniczne i może być wykorzystywana do części prac związanych z utrzymaniem centrów danych”.
– PGE jest w kontakcie z kilkoma inwestorami zainteresowanymi dostępem do lokalizacji, których właścicielem jest Polska Grupa Energetyczna. Prowadzono z nimi rozmowy dotyczące możliwości współpracy oraz wstępne oceny lokalizacji. PGE podjęło również współpracę z organizacjami, które mają duże doświadczenie w przygotowaniu i prowadzeniu projektów budowy i uruchamiania dużych centrów. Sądzimy, że obie strony mogą w tych przedsięwzięciach skutecznie współpracować, realizując swoje cele i wykorzystując posiadane zasoby – przekazało nam biuro prasowe PGE, jednocześnie dodając, że „rozważane projekty mają duży potencjał, ale wymagają szczegółowych analiz na poziomie modelu biznesowego”.
Warto też podać przykład pozyskania lokalizacji pod centra danych, ale z innego sektora, a mianowicie przemysłu motoryzacyjnego. Chodzi o tereny po zamkniętej fabryce silników spalinowych Fiata w Bielsku-Białej, którą deweloperska spółka DL Invest kupiła od koncernu Stellantis. Nowy właściciel planuje tam inwestycje w centra danych o docelowej mocy 200 MW, za czym przemawia nie tylko infrastruktura, ale też dostępne moce przyłączeniowe po zamkniętej fabryce.
Centra danych nie wszystkich cieszą
O ile centra danych są bardzo energochłonne, to jednak takie obiekty powstające w miejscach dawnych fabryk czy elektrowni nie generują już takiego zapotrzebowania na pracowników jak tradycyjne gałęzie przemysłu. Dlatego nie zawsze budzą pozytywne odczucia społeczne w miejscach, w których powstają.
Oczywiście najbardziej jest to widoczne w USA, gdzie skala tych inwestycji jest ogromna w stosunku Europy, a tym bardziej Polski. Amerykanie wpływ centrów danych widzą nie tylko za płotem, ale też w rosnących cenach energii. Politycy obserwują to natomiast w sondażach – tym uważniej im bliżej jest do kolejnych wyborów.

Dlatego już od ubiegłego roku Donald Trump coraz mocniej naciska na koncerny technologiczne, aby same budowały sobie elektrownie, albo zapłaciły energetyce za ich wybudowanie. Tak, aby rosnące zapotrzebowanie na energię jak najmniej odbijało się na kosztach ponoszonych przez innych odbiorców.
Protesty lokalnych społeczności przeciwko centrom danych w USA są powszechne, ale tematem kampanii wyborczych stają się również w Europie, m.in. podczas marcowych wyborów samorządowych we Francji. Zwłaszcza w poprzemysłowych miastach akcentowano tam, że wielkie serwerownie nie zapewnią nowych miejsc pracy, a do tego budzą obawy związane ze swoją energochłonnością i potencjalnym wpływem na środowisko.

Jeśli chodzi o Polskę, to jak na razie masowych protestów nie ma, bo wciąż ten rynek jest na początkowym etapie rozwoju. Nie oznacza to jednak, że ich nie ma wcale, czego przykładem są Reguły koło Warszawy. Mieszkańcy nie chcą tam mieć sa sąsiada kompleksu centrów danych, które planuje tam postawić deweloperska firma Hillwood.
Bruksela szykuje nowe regulacje, a Polska wciąż nie wdrożyła starych
Stopniowo wymagania wobec centrów danych zamierza zaostrzać Komisja Europejska. Wśród najnowszych pomysłów jest wprowadzenie klas energetycznych dla takich obiektów. W marcu KE przedstawiła projekt rozporządzenia wprowadzającego unijny system oceny, budzący nieco skojarzenia z tym spotykanym chociażby przy urządzeniach dla gospodarstw domowych.
Klasy będą nadawane według współczynnika PUE obiektu, który określa stosunek całkowitego zużycia energii elektrycznej centrum danych do energii zużywanej przez serwery. Współczynnik ten jest zawsze większy od 1, a im bliżej tej wartości, tym lepsza efektywność energetyczna obiektu.

Jeśli chodzi o Polskę, to w październiku ubiegłego roku do wykazu prac legislacyjnych rządu został wpisany projekt nowelizacji Prawa energetycznego (UC121). Ma on wdrożyć te rozwiązania z najnowszej dyrektywy o efektywności energetycznej (EED), które jeszcze się tego nie doczekały.
Teoretycznie termin ich implementacji mijał właśnie w październiku 2025 roku, ale póki co na wpisie do wykazu się skończyło i jak dotąd nie został opublikowany projekt nowelizacji. Powinien się w nim natomiast znaleźć wymóg korzystania z ciepła odpadowego lub z innych zastosowań, umożliwiających odzyskiwanie ciepła odpadowego z centrów danych, których całkowita znamionowa moc wejściowa przekracza 1 MW. Wyjątek mają stanowić sytuacje, gdy operator obiektu wykaże, że nie jest to technicznie lub ekonomicznie wykonalne.
Sama branża data center do zagospodarowania ciepła odpadowego podchodzi pozytywnie i wskazuje, że jeden z największych sektorów ciepłownictwa systemowego w Europie stanowi atut pod kątem lokalizowania takich inwestycji w Polsce.
Obszerniejszą analizę na ten temat przygotowało Polish Data Center Association (PLDCA). Według jego wyliczeń przy potencjalnym rozwoju branży do 500 MW w 2030 roku z centrów danych będzie można teoretycznie odzyskać nawet 19 700 TJ ciepła rocznie. To natomiast w perspektywie 2035 roku mogłoby zaspokoić 16% zapotrzebowania na ciepło sieciowe.
Zobacz także: Nowe centrum danych Atman zużyje tyle prądu co Huta Warszawa
