Spis treści
Projekt UC84 w styczniu wszedł na ostatnią prostą…
Na początku roku, po tym jak rząd przyjął projekt nowelizacji Prawa energetycznego (UC84), wydawało się, że reforma procesu przyłączeniowego wkracza w finalny etap prac legislacyjnych. Zwłaszcza, że udało się wypracować pewien kompromis pomiędzy resortem energii a Ministerstwem Klimatu i Środowiska.
W efekcie do nowelizacji dopisano rozwiązania, mające nieco złagodzić przepisy, związane z zabezpieczeniami wnoszonymi przez podmioty ubiegające się o przyłączenie. Na takie rozwiązania nalegała Paulina Hennig-Kloska, argumentując to obawami zgłaszanymi przez przedstawicieli branży OZE.
Zgodnie z planowanymi przepisami zabezpieczenia będą wynosiły 30 zł za kW w projektach do 100 MW, a powyżej tej mocy 60 zł za kW, ale nie więcej niż 12 mln zł.
Wysokość zabezpieczeń to jeden z najczęściej krytykowanych elementów nowelizacji – zwłaszcza przez organizacje zrzeszające małe i średnie podmioty z branży OZE, m.in. Polską Izbę Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR), Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki i Magazynowania Energii (PSFiME) oraz Krajową Izba Klastrów Energii (KIKE). Według tych podmiotów nowe przepisy będą przede wszystkim faworyzować duże firmy.
Szerzej o tych poprawkach, a także otoczce związanej z projektem UC84, pisaliśmy w artykułach pt. Branża OZE ostro kłóci się o rządowy projekt oraz Rząd zmniejszył nagle wysokość kaucji dla inwestorów w OZE.
Wśród innych rozwiązań, które według założeń mają uporządkować i usprawnić proces przyłączania do sieci, w tym wyczyścić kolejkę z tzw. martwych projektów blokujących moce przyłączeniowe, znalazły się m.in.: skrócenie ważności warunków przyłączenia z 24 do 12 miesięcy, zwiększenie kwoty zaliczki na poczet opłaty za przyłączenie z 30 zł na 60 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej, wprowadzenie bezzwrotnej opłaty za rozpatrzenie wniosku o przyłączenie (1 zł za za każdy kilowat mocy, nie więcej niż 100 tys. zł).
…ale dopiero w lutym poznamy odpowiedzi na kluczowe pytania
W kończącym się tygodniu nowelizacja weszła w etap prac sejmowych (Druk 2150). Niemniej poprawki wprowadzone tuż przed przyjęciem projektu przez rząd w żadnym stopniu nie rozwiały obaw organizacji, które reprezentują przede wszystkim mniejsze i średnie podmioty z branży OZE.
Podczas środowego posiedzenia połączonych komisji energii oraz deregulacji na zaakcentowanie tych obaw nie było za wiele czasu. Zaczęło się ono z opóźnieniem, a do tego zostało skrócone z powodu głosowań sejmowych. W efekcie czasu wystarczyło tylko na krótkie omówienie głównych założeń projektu przez stronę rządową oraz diagnozę tematu ze strony PSE, które tym rozwiązaniom patronuje, a także na wypowiedzi posłów PiS i krótkie stanowiska branży OZE.

Dlatego na czwartek zwołano kolejne posiedzenie komisji, gdzie dla sektora OZE znaleziono więcej czasu. Wszyscy zgodnie wskazywali, że projekt kierunkowo jest słuszny, gdyż wyczyszczenie procesu przyłączeniowego z martwych projektów jest słuszne.
Jednocześnie przekonywali, że przewidywane rozwiązania mogą uderzyć także w dobre projekty, za którymi stoją mali i średni deweloperzy – przede wszystkim polscy – nie mający takiego potencjału finansowego jak państwowe grupy energetyczne czy zagraniczne koncerny.
Jan Sakławski z PSFiME wskazywał m.in., że oprócz obciążeń finansowych kluczowym problemem są zbyt krótkie terminy kamieni milowych związanych z uzyskaniem pozwolenia na budowę i brak uwzględnienia wpływu opóźnień w procesach administracyjnych, które nie leżą po stronie deweloperów, a także problemów związanych z tzw. siłą wyższą.
Podobnego zdania był Henryk Majchrzak z PIGEOR, który podkreślał, że bardzo trudno jest uzyskać pozwolenie na budowę dla elektrowni wiatrowych w ciągu 36 miesięcy już w obecnych realiach, a według planowanych regulacji niedotrzymanie terminów będzie oznaczało utratę zabezpieczeń oraz rozwiązanie umowy o przyłączenie.
Z kolei Tomasz Drzał z KIKE zaznaczał, aby nie deprecjonować wkładu deweloperów w rozwój OZE w Polsce, bo w praktyce to przede wszystkim oni odpowiadają za to, ile farm wiatrowych i fotowoltaicznych udało się dotychczas wybudować. Jego zdaniem bez wyspecjalizowanych podmiotów, które przygotowują projekty kupowane następnie przez inwestorów – w tym firmy państwowe – przygotowanie przedsięwzięć trwałoby znacznie dłużej i było o wiele droższe.
Choć formułowane przez branżę stanowiska były już znane wcześniej, to reprezentujący Ministerstwo Energii wiceminister Konrad Wojnarowski poinformował, że resort tymczasowo wstrzyma procedowanie projektu i jeszcze przedyskutuje z branżą OZE planowane regulacje.
Czwartkowe posiedzenie komisji zakończono więc formalnym zamknięciem pierwszego czytania, bez przejścia do rozpatrywania poszczególnych zapisów nowelizacji. Według zapowiedzi prace komisji mają zostać wznowione 10 lutego, gdy planowane jest kolejne posiedzenie Sejmu.
„Transformacja energetyczna w Polsce już się zakończyła”
Warto jeszcze podkreślić, że podczas obu przytoczonych posiedzeń komisji mocno za dotychczasowym kształtem nowelizacji opowiadał się Grzegorz Onichimowski, prezes PSE. Już na wstępie nieco żartobliwie podkreślił, że zasadniczo „transformacja energetyczna w Polsce się zakończyła”, ale tylko na papierze.
Zarówno PSE, jak i operatorzy sieci dystrybucyjnych, wydali już bowiem tyle warunków przyłączenia dla fotowoltaiki, wiatraków i magazynów energii, że wielokrotnie przekracza to prognozowane zapotrzebowanie. Problem w tym, że tylko niewielka część projektów jest faktycznie realizowana, a wielu podmiotom zależy głównie na zyskownej odsprzedaży warunków.
Onichimowski zaznaczał, że już 2-3 lata temu projekty OZE, w praktyce składające się warunków przyłączenia i „kilku papierków”, były wyceniane za 50-100 tys. euro/MW. W efekcie tzw. development stał się bardzo drogi, co później może odbić się na cenach energii. Prezes PSE podkreślał, że na takie wywindowane cenowo projekty, rzędu nawet 800 tys. zł/MW, nabywcy znajdowali się nawet wśród spółek Skarbu Państwa.

Aktualnie, jak mówił Onichimowski, również w przypadku centrów danych są widoczne podobne działania, bo dla takich obiektów złożono już wnioski o warunki przyłączenia na kilkadziesiąt gigawatów, co szef PSE również skwitował żartem mówiąc, że Polska staje się „nową Doliną Krzemową”.
Prezes PSE przekonywał również, że planowane zabezpieczenia finansowe są konieczne, aby móc weryfikować wiarygodność projektów. Ocenił również, że ich wysokość stanowi tylko niewielką część całkowitych kosztów inwestycji, których dotyczą wnioski składane do operatorów.
Onichimowski podkreślał, że rozwiązania te muszą dotyczyć zarówno dotychczasowych projektów, jak i tych, które będą ubiegały się o przyłączenie do sieci po wejściu nowelizacji w życie – tak, aby nie tworzyć preferencji wpływających na ceny projektów.
Ponadto szef PSE ocenił, że planowane terminy kamieni milowych są odpowiednie. Zwrócił przy tym uwagę, że ich dalsze wydłużanie oznaczałoby, iż czas przewidywany na uzyskanie samego pozwolenia na budowę dla inwestycji OZE zacząłby zbliżać się do terminu, który dotychczas był wymagany w rynku mocy na budowę o wiele bardziej skomplikowanych, dyspozycyjnych jednostek wytwórczych jak elektrownie gazowe.
Przed Ministerstwem Energii stoi zatem trudne zadanie, bo znalezienie kompromisu pomiędzy operatorami sieci a branżą OZE łatwe nie będzie, patrząc na to jak obie strony patrzą na kluczowe zapisy nowelizacji.