1. Główna
  2. >
  3. Sieci
  4. >
  5. Branża OZE ostro kłóci się o rządowy projekt

Branża OZE ostro kłóci się o rządowy projekt

Rząd przyjął firmowany przez Ministerstwo Energii oraz PSE projekt nowelizacji Prawa energetycznego, który obejmuje reformę procesu przyłączeniowego do sieci. Kształt planowanych przepisów nie wszystkim się jednak podoba, a mianowicie mniejszym inwestorom OZE oraz szefowej resortu klimatu.
Polska flaga słupy. Fot. Depositphotos
Fot. Depositphotos

Sieciowa nowelizacja prawa energetycznego przyjęta

W środę, na pierwszym w 2026 roku posiedzeniu, rząd przyjął nowelizację prawa energetycznego (UC84), która dotyczy przede wszystkim reformy procesu przyłączeniowego.

Prace nad projektem trwały ponad rok. W pierwotnym kształcie projekt został przygotowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które do konsultacji upubliczniło go w marcu 2025 roku. Jednak rozpatrywaniem uwag, które w nich wpłynęły, a także dalszymi pracami nad nowelizacją, od drugiej połowy minionego roku zajęło się już nowo utworzone Ministerstwo Energii, które wydzielono z MKiŚ wraz z m.in. Departamentem Elektroenergetyki i Gazu.

Prace w rządzie się skończyły, teraz batalia przeniesie się do Sejmu. Z jednej strony projekt rządu popierają PSE i operatorzy systemów dystrybucyjnych. Uważają, ze nie ma lepszego sposobu na odblokowanie inwestycyjnego pata, który jest związany z olbrzymią ilością wydanych warunków przyłączeń.

Projektowi nie sprzeciwiają się też duzi gracze na rynku – wielkie korporacje zagraniczne i polskie państwowe czempiony, choć oficjalnie nie zabierają głosu. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej skupiające zarówno polskich, jak i zagranicznych potentatów nie jest mu przeciwne i nie przyłączyło się do protestów innych organizacji.

Po drugiej stronie stoją mali deweloperzy, skupieni wokół Polskiej Izby Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR). A w niej z kolei głównym graczem jest grupa Enerco, kontrolowana przez jednego z pionierów branży wiatrakowej w Polsce, Piotra Wiśniewskiego. Do protestów przyłączyło się także Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki i Magazynowania Energii, Polskie Stowarzyszenie Energii Słonecznej, Polska Izba Magazynowania Energii oraz Krajowa Izba Klastrów Energii.   

Trzeba odetkać system

Według założeń nowelizacja ma ona usprawnić procedury, ale też uwolnić moce blokowane przez nierealizowane inwestycje. W praktyce bowiem system wydawania warunków przyłączeń na nowe źródła OZE „zatkał się” już wiele miesięcy temu – stworzono potężną bańkę spekulacyjną, głównie wokół projektów fotowoltaicznych.

Odmowy przyłączeń do sieci w latach 2020 2024  Fot  URE
Odmowy przyłączeń do sieci w latach 2020-2024. Fot. URE

Bańka pękła, boom na farmy PV się skończył, ale została olbrzymia liczba wydanych warunków przyłączenia na projekty OZE, oceniana przez PSE na 240 GW, czyli osiem razy tyle niż obecna łączna moc wiatraków i i PV. Przeważająca część tych inwestycji nie jest realizowana, a zdaniem PSE blokuje dostęp do sieci inwestorom, którzy chcieliby rzeczywiście budować swoje projekty.

Zdaniem PSE wyczerpał się model rynku, w którym deweloperzy składają wnioski o warunki przyłączenia, otrzymują je,  następnie uzyskują kolejne etapy pozwoleń po to by na koniec sprzedać gotowy projekt jakiemuś inwestorowi.  Im więcej warunków dostawali, tym większa szansa, że uda się na tym zarobić, bo wiadomo było z góry, że uda się sprzedać tylko małą część rozwijanych projektów.

Marek Duk, dyrektor Departamentu Rozwoju Systemu w PSE, mówił podczas niedawnego Areopagu Energetyki Odnawialnej, że spośród 240 GW wydanych warunków przyłączenia do realizacji nadaje się może 50 GW. Opisywał wnioski, w których magazyn energii jest pokazany na mapce 200 km od miejsca, w którym wnioskodawca  chce się przyłączyć, albo te same projekty zgłaszane do trzech różnych operatorów systemów dystrybucyjnych na granicy ich jurysdykcji. – Mimo, że wnioskodawca zrealizuje najwyżej jeden projekt, i to przy dobrych wiatrach, to i tak z żadnego nie zrezygnuje – wyjaśniał Duk.

Dzięki projektowi dostęp do sieci ma być łatwiejszy dla tych podmiotów, które faktycznie chcą i mają potencjał do realizacji inwestycji. Jednocześnie operatorom ma być łatwiej zarządzać siecią i planować jej rozwój.

Jak rozpoznać spekulanta? Nie ma pieniędzy

Dlatego zaproponowano m.in.: skrócenie ważności warunków przyłączenia z 24 do 12 miesięcy, zwiększenie kwoty zaliczki na poczet opłaty za przyłączenie z 30 zł na 60 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej, wprowadzenie bezzwrotnej opłaty za rozpatrzenie wniosku o przyłączenie (1 zł za za każdy kilowat mocy, nie więcej niż 100 tys. zł), a także wnoszenie zabezpieczeń (30 zł za kW do 100 MW, powyżej tej mocy 60 zł za kW, ale nie więcej niż 12 mln zł) do wniosków o przyłączenie.

I to właśnie te zabezpieczenia są główną kością niezgody projektu. Zdaniem jego autorów tylko w ten sposób można odsiać „spekulantów”, rozwijających dziesiątki projektów w nadziei, że choć kilka uda się sprzedać i blokujących w ten sposób sieci.

Ale mniejsi inwestorzy uważają, że ustawa zamknie przed nimi rynek, a przede wszystkim działa wstecz.

O ile można zrozumieć potrzebę wprowadzania ww. regulacji w odniesieniu do nowych warunków, tj. wydanych po dacie wejścia w życie nowej ustawy, o tyle za całkowicie niewłaściwe należy uznać ich retroaktywnie zastosowanie w odniesieniu do wcześniej wydanych, tj. pod rządami obowiązującej aktualnie ustawy, warunków przyłączenia lub podpisanych już umów o przyłączenie do sieci. Nowe regulacje naruszyłyby konstytucyjną zasadę ochrony praw nabytych” – czytamy w stanowisku PIGEOR.

Zdaniem PIGEOR i popierających je stowarzyszeń wprowadzenie zabezpieczeń spowoduje, że mniejszych firm nie będzie na nie stać, projekty będą więc porzucane.

Skutki, o których już branża nie pisze, łatwo sobie wyobrazić – na rynku pojawi się duża liczba projektów wyprzedawanych dużo poniżej ceny, którą spodziewali się uzyskać deweloperzy.

Wydane odmowy warunków przyłączenia do sieci dystrybucyjnej w podziale na źródła  Fot  URE
Wydane odmowy warunków przyłączenia do sieci dystrybucyjnej w podziale na źródła. Fot. URE

PSE i rządu raczej nie martwi ciężki los tych, którzy rozwijali projekty, żeby je sprzedać. A co z tymi, którzy rzeczywiście chcą budować OZE, ale będzie im brakowało pieniędzy na zabezpieczenie?

Nie wierzymy, że projekty warte miliard zł wywrócą się z powodu braku 6 mln zł zabezpieczenia, zwłaszcza, że turbiny czy transformatory trzeba zamawiać z wyprzedzeniem dwu czy trzyletnim – mówił Marek Duk podczas Areopagu. – Podwyższone zaliczki i zabezpieczenia, które dla dużych projektów OZE mogą sięgnąć łącznie blisko 20 mln PLN, są to środki własne inwestorów (equity), ponieważ finansowanie bankowe rusza dopiero w kolejnej fazie projektu – replikowała Ewa Krasuska z PIGEOR.

Koalicja „małych” wysłała też list do premiera Donalda Tuska, w którym m.in. czytamy, że „wyhamowanie projektów polskich przedsiębiorców poprzez projektowane przepisy może leżeć w interesie międzynarodowych koncernów energetycznych, które po wyczerpaniu możliwości inwestycyjnych w innych krajach, intensywnie poszukują ich w Polsce”.

„Mali” twierdzą też, że nie można wszystkich, dla których uzyskanie zabezpieczenia będzie trudne, wrzucać do jednego worka „spekulantów”.

Dziewięć miesięcy przy nadziei?

Jako alternatywę PIGEOR zaproponował dziewięciomiesięczny okres przejściowy, w którym deweloperzy mogliby wystąpić o zawarcie umowy przyłączeniowej na starych zasadach, a dopiero jeśli po tym okresie nie dojdzie do podpisania umowy, to projekt uznaje się za poroniony i warunki wygasają.

Rząd jednak nie zgodził się z tym rozwiązaniem. Oficjalnego powodu nie podano, bo resort energii nie opublikował zwyczajowego raportu z konsultacji, w którym tłumaczone jest, dlaczego jakaś propozycja jest odrzucana.

Potencjał do przyłączania źródeł OZE  Fot  PSE
Potencjał do przyłączania źródeł OZE. Fot. PSE

Nieoficjalnie usłyszeliśmy od jednego ze współautorów projektu, że w ciągu tych dziewięciu miesięcy operatorzy i tak nie mieliby szans ocenić na ile potężna liczba wniosków o zawarcie umów, które by do nich spłynęła, jest realna, więc pomysł nie miał sensu.

Autopoprawki się pojawiają i znikają

Resorty energii i klimatu wykonywały w trakcie prac różnorakie wolty, których śledzenie sprawiało coraz więcej trudności. Ministerstwo klimatu, który najpierw zaproponowało wprowadzenie zabezpieczeń, zaczęło po kilku miesiącach je krytykować, gdy gospodarzem projektu został już resort energii.

Proponowane w projekcie rozstrzygnięcia negatywnie wpłyną na rozwój branży OZE i transformację energetyczną oraz – co równie istotne – spowodują podniesienie kosztów realizowanych i przyszłych projektów, które ostatecznie zostaną przeniesione na odbiorców końcowychwskazała w piśmie datowanym na 5 stycznia szefowa MKiŚ Paulina Hennig-Kloska, czyli w momencie, gdy projekt znajdował się w porządku obrad posiedzenia rządu 7 stycznia.

Jeszcze w grudniu, na wniosek resortu klimatu, resort energii zaproponował autopoprawkę, która zakładała, że inwestorzy dostaną zwrot części zabezpieczenia, jeśli zrezygnują z projektu. Wysokość zwrotu miała być uzależniona od czasu jaki upłynął od zawarcia umowy o przyłączenie.

Branża nie miała nawet czasu oficjalnie ustosunkować się do tego pomysłu, bo resort energii nagle po kilku dniach z autopoprawki zrezygnował, jako powód podając… zmianę stanowiska resortu klimatu.

Przeciw temu z kolei stanowczo zaprotestowała Paulina Hennig-Kloska. „Niezrozumiałe jest zatem wyrażone w piśmie Ministra Energii stanowisko, że rezygnacja z autopoprawki (..) jest powiązana z uwagą zgłoszoną przez MKiŚ” – czytamy w piśmie wysłanym do sekretarza Komitetu Stałego Rady Ministrów 18 grudnia.

Ale nie wydaje się, żeby ta autopoprawka usatysfakcjonowała protestujących, jeden z naszych rozmówców podsumował ją krótko: – To jest jak plaster na obciętą nogę. My chcemy żeby raczej nie ucinać nogi – stwierdził.

Dystrybucja energii sierpien 2024
Najwięksi dystrybutorzy energii elektrycznej w Polsce.

A minister Motyka, również 5 stycznia, był myślami już znacznie dalej, gdyż wnioskował do marszałka Sejmu, aby projekt UC84 – w razie przyjęcia przez rząd – 8 stycznia zaczął być rozpatrywany na rozpoczynającym się 10 stycznia posiedzeniu. Jak na razie projektowi nie nadano jednak nawet numeru druku, więc najpewniej do prac w Sejmie nowelizacja trafi na kolejne posiedzenie, czyli 21-23 stycznia.

Co nas czeka w parlamencie?

Czy między podzieloną branżą uda się wypracować jakieś porozumienie, które przełoży się na akceptowalne dla obu stron poprawki na etapie prac sejmowych? Jeśli tak nie będzie, to łatwo sobie wyobrazić polityczną pyskówkę, w której opozycja będzie oskarżać rząd o wspieranie „obcego kapitału” kosztem polskich firm, a rząd z kolei będzie twierdził, że opozycja chce ratować „spekulantów” żerujących na systemie energetycznym.

Ale będą to tylko półprawdy. Z jednej strony warto pamiętać, że beneficjentami zmian, oprócz owego „obcego kapitału”, będą także polskie państwowe grupy energetyczne.

Z drugiej strony, nie należy też totalnie demonizować deweloperów szykujących projekty na sprzedaż (owych „spekulantów”). Bez nich branża nie miałaby szans rozwijać się tak szybko – to w większości oni przechodzą przez kolejne etapy pozwoleń budowlanych, negocjują z rolnikami umowy na dzierżawy ziemi, rozmawiają z gminami i lokalnymi społecznościami, biorąc na siebie ryzyko, że duża część projektów nie wypali. Duzi inwestorzy, choć oczywiście nie wszyscy, nie mają do tego chęci ani kompetencji, więc wolą kupować gotowe projekty.

System funkcjonował nieźle, aż do momentu, w którym szereg czynników – niewydolność sieci, spekulacyjny boom na projekty i zbyt liberalne przepisy – spowodowały obecny korek.

Dziś odsianie projektów, które rzeczywiście mają szanse się rozwinąć, nawet jeśli zostaną w przyszłości sprzedane, od projektów typu „szwagier ma kawałek ziemi, więc idziemy po warunki na PV i sprzedajemy za milion”, nie jest łatwe.

Czy możliwy jest więc jakiś kompromis? – Kompromis jest wtedy, kiedy wszyscy są jednakowo niezadowoleni – lubił mawiać prof. Jan Popczyk, jeden z najbardziej zasłużonych polskich energetyków.

Wydaje się, że jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, branża, rząd oraz posłowie i senatorowie będą mieli więc pole do popisu.

Greenpeace: Nikt w państwie nie kontroluje liczby elektrowni gazowych w rynku mocy I ilości gazu, co grozi uwięzieniem Polski w gazowym skansenie. PSE odpowiada: Polski rynek mocy jest europejskim standardem, a bez jednostek gazowych nie da się zapewnić bezpieczeństwa systemu
Infrastruktura gaz`
Zielone technologie rozwijają:
Próba zmiany władzy w Wenezueli to efekt obliczonej na długie lata strategii. Amerykański rząd chce dać zarobić rafineriom na południu USA. A kto na tym straci?
ropa usa fot. Depositphotos
Fot. Depositphotos
Zagraniczna prasówka energetyczna: Jaki los czeka wenezuelską ropę; Wiatraki nie w smak akcjonariuszom Siemensa; Czy Trump uratuje amerykański węgiel; Chińskie wiatraki dobijają się do Europy; Silniki lotnicze sposobem na kolejki po turbiny gazowe.
Oil and gas industry background. Oil pump silhouette against venezuela flag. 3D Rendering
Jak dotąd nikt nie został za to pociągnięty do odpowiedzialności na naftowe przekręty w Wenezueli. Fot. Depositphotos
Tydzień Energetyka: Nowe stare pomysły na wiatraki; Porozumienie w PG Silesia; Poślig nowych gazówek w Ostrołęce, Grudziądzu i Adamowie; PEJ ma 4,6 mld zł; Sukcesja w ZE PAK; Proces o Polimery Police.
Czy polskie wiatraki faktycznie tak bardzo potrzebują 500 metrów
Fot. Depositphotos
Technologie wspiera:
Zielone technologie rozwijają: