1. Główna
  2. >
  3. Technologia
  4. >
  5. Cieśnina Ormuz już nigdy nie będzie otwarta jak niegdyś

Cieśnina Ormuz już nigdy nie będzie otwarta jak niegdyś

Zagraniczna prasówka energetyczna: Co zmieni "otwarta" Cieśnina Ormuz; Equinor urósł na wojnie na Bliskim Wschodzie; Bruksela w konfrontacji z Pekinem musi mierzyć zamiary na siły; Gigantyczne koszty inwestycji w holenderskie sieci.
Ormuz Iran fot. Depositphotos
Fot. Depositphotos

Co zmieni porozumienie USA-Iran?

Nawet jeśli dzięki porozumieniu USA i Iranu ruch tankowców wróci do poziomu sprzed blokady Cieśniny Ormuz, to nigdy już nie będzie ona tak naprawdę „otwarta” – pisze Tim McDonnell, komentator portalu Semafor.

McDonnell zaznacza, że choć po ustaleniach na linii Waszyngton – Teheran na rynek popłynęła fala optymizmu, to nikt nie popada w przesadną euforię, biorąc pod uwagę budzące wiele wątpliwości zapisy dotychczasowego porozumienia. Nawet mimo pojawiających się już prognoz spadku cen ropy na kolejne kwartały istnieje świadomość, że sytuacja może w każdej chwili diametralnie się zmienić.

Długoterminowo kluczowe będą również zmiany, do których impuls dała irańska blokada strategicznego szlaku handlowego. Przede wszystkim Cieśnina Ormuz nie będzie już tak samo „otwarta” jak wcześniej, gdyż według porozumienia Teheran ma mieć prawo do pobierania opłat od przekraczających ją statków. Nie wiadomo jednak, ile w praktyce ma ona wynosić i jak będzie egzekwowana.

W reakcji na wydarzenia ostatnich miesięcy kraje Zatoki Perskiej mogą też przyspieszyć inwestycje w rurociągi, które zwiększą możliwość eksportu ropy i gazu alternatywnymi trasami. Jednocześnie jasne stało się, że amerykańska armia nie jest zdolna do szybkiego pokonania słabszego przeciwnika, jak i skutecznej ochrony swoich sojuszników w regionie.

W efekcie, jak podkreśla Tim McDonnell, kraje Zatoki Perskiej będą dążyć do dywersyfikacji swoich strategicznych sojuszy w takim samym stopniu, jak do rozbudowy sieci rurociągów.

W dłuższym terminie znaczenie ma również to, że wojna na Bliskim Wschodzie stanowi kolejny impuls do przyspieszenia elektryfikacji transportu oraz inwestycji w OZE. Szok związany z blokadą Cieśniny Ormuz po raz kolejny przypomniał o tym, jak gwałtowne mogą być zmiany cen paliw, a zatem i poziom ryzyka z nimi związanego.

Zobacz również: Małe LNG może zająć swoją niszę na rynku. Ale ten rynek wygląda obecnie blado

Equinor urósł na wojnie na Bliskim Wschodzie

Ostatnie miesiące wywindowały kurs największego europejskiego dostawcy węglowodorów. Equinor mimo planów związanych z transformacją energetyczną wciąż opiera się przede wszystkim na paliwach kopalnych – pisze „The Economist”.

Tygodnik analizuje sytuację norweskiego koncernu przez pryzmat wydarzeń na Bliskim Wschodzie, które doprowadziły wzrostu cen ropy i gazu. W ślad za nimi rosły również giełdowe notowania grupy – w szczytowym momencie akcje były one o około połowę droższe niż w przededniu ataku USA i Izraela na Iran, a obecnie jest to około 20%.

Jak stwierdza „The Economist”, Equinor aktualnie tkwi pomiędzy starzejącym się biznesem wydobywczym a „zieloną” przyszłością, co do której ambicje zostały jednak przyhamowane.

W przypadku węglowodorów za 65% produkcji odpowiadają złoża ropy i gazu na norweskim szelfie kontynentalnym, większość jest już mocno zaawansowana pod względem zagospodarowania. W nadchodzących latach Equinor zamierza więc przeznaczyć 60% swoich nakładów na inwestycje w niewielkie złoża w pobliżu istniejącej już infrastruktury wydobywczej. Do tego ma zostać zintensyfikowane wydobycie z dotychczasowych złóż.

Według przewidywań norweskie wydobycie osiągnie szczyt w 2027 roku na poziomie 1,4 mln baryłek dziennie, po czym będzie stopniowo spadać do 1,3 mln baryłek na początku lat 30. XXI wieku.

Jeśli chodzi o zagraniczne aktywa wydobywcze, to nacisk ma zostać położony przede wszystkim na złoża w Brazylii oraz USA. Produkcja poza macierzystym rynkiem ma wzrosnąć o 30% do 2030 roku, osiągając poziom 950 tys. baryłek dziennie.

Co natomiast z zieloną przyszłością koncernu, którą zapowiadała w 2018 roku zmiana nazwy grupy ze Statoil na Equinor? Według planów sprzed kilku lat czysta energetyka miała odpowiadać w 2030 roku już za 10% biznesu koncernu, a inwestycje związane z osiągnięciem tego celu miały w latach 2021-2026 wynieść 23 mld dolarów.

Jednak po pandemii COVID-19 problemy związane z łańcuchami dostaw, inflacją oraz wysokimi stopami procentowymi doprowadziły do ograniczenia planów koncernu w morskiej energetyce wiatrowej, w tym do rezygnacji z niektórych projektów. W efekcie zapowiadaną skalę działalności w zielonym biznesie Equinor osiągnie później niż przewidywano.

Zobacz także: Czy Iran zostanie nowym wielkim graczem na światowym rynku gazu?

Bruksela w konfrontacji z Pekinem musi mierzyć zamiary na siły

Rośnie apetyt przywódców Unii Europejskiej do zaostrzania polityki handlowej UE. Bruksela powinna jednak poważnie się zastanowić nim rzuci rękawicę przeciwnikowi, który dysponuje znacznie większą siłą ognia – ocenia Alan Beattie, publicysta „Financial Times”.

Beattie zaznacza, że choć UE od lat jest zaniepokojona rosnącą dominacją handlową i przemysłową Chin, to w praktyce niewiele niewiele robi, aby temu skutecznie przeciwdziałać.

Wpływ na to mają wewnętrzne podziały wśród państw członkowskich – tych, które mają bardziej protekcjonistyczne stanowisko – jak Francja – a tych, które boją się skutków wojny handlowej, choćby Niemiec obawiających się o eksport swoich towarów na rynek chiński, czy Hiszpanii liczącej na inwestycje firm z Państwa Środka.

Negatywne reakcje Pekinu dotychczas budziły m.in. cła wprowadzone na samochody elektryczne, które w praktyce tylko nieco przyhamowały wzrost importu chińskich elektryków do UE. Teraz Bruksela przymierza się też do ceł na produkowane za Wielkim Murem hybrydy, których sprzedaż dynamicznie rośnie.

Alan Beattie stwierdza, że potencjalna wojna celna Brukseli z Pekinem jest skazana na porażkę – nawet w przypadku tych produktów, w których UE mogłaby realnie zaszkodzić Chinom. Jako przykład Beattie wskazuje maszyny do produkcji półprzewodników holenderskiej firmy ASML.

Publicysta „Financial Times” powołuje się na wyniki przeprowadzonej niedawno symulacji unijno-chińskiej wojny handlowej. Różnorodni eksperci i analitycy wcielili się w niej w role przedstawicieli Komisji Europejskiej, państw członkowskich, Chin oraz innych krajów, takich jak USA czy Japonia.

Symulacje pokazały, że początkowe bojowe nastroje zostały złagodzone pod wpływem Niemiec i Hiszpanii, a następnie Holandii obawiającej się o przychody ASML. Tymczasem Chiny nawet na złagodzone stanowisko UE szybko zareagowały m.in. groźbą ograniczeń w dostawach pierwiastków ziem rzadkich oraz składników dla przemysłu farmaceutycznego.

W efekcie skutkiem tej potyczki była zgoda UE na niejasną chińską propozycję, według której Pekin miał przedstawić w ciągu dwóch miesięcy plany redukcji nadwyżek mocy produkcyjnych i działań w celu zrównoważenia nierównowagi handlowej pomiędzy Chinami a UE.

– Dla UE nie ma innej drogi niż wzmocnienie własnego przemysłu i zmniejszenie zależności od importu chińskich surowców. Taki wysiłek wymaga jednak lat, a nawet dekady konsekwentnie realizowanej polityki przemysłowej, która nie spowoduje zakłóceń w handlu i nie sprowokuje Pekin do odwetu – ocenia Alan Beattie i dodaje, że Europejczycy powinni wyciągnąć wnioski z doświadczeń Donalda Trumpa, który musiał hamować swoje zapędy w dalszym eskalowaniu wojny celnej z Chinami.

Zobacz również: Test elektrycznej limuzyny z Chin: 3 tys. km za kierownicą Exltantix ES

Gigantyczne koszty inwestycji w holenderskie sieci

TenneT – operator holenderskich sieci przesyłowych – szacuje, że koszty inwestycji związanych z modernizacją i budową nowej infrastruktury mogą sięgnąć nawet 1,2 bln euro do 2040 roku – donosi Reuters.

Agencja wskazuje, że od 2022 roku w Holandii są wprowadzane lokalne moratoria na przyłączanie nieprosumenckich instalacji OZE, a także ograniczenia we wprowadzaniu energii do sieci przez prosumentów. Od lipca restrykcje mają objąć prosumentów w Utrechcie – czwartym pod względem ludności mieście.

Moc zainstalowana OZE tylko między 2019 a 2023 podwoiła się, osiągając 36 GW, a udział energii odnawialnej w miksie energetycznym sięgnął 41%.

Obecnie wyzwaniem staje się dostosowanie infrastruktury sieciowej do przyłączania nowych źródeł w kontekście rosnącego zapotrzebowania na energię, m.in. ze strony centrów danych. Holandia należy do największych rynków w Europie pod względem ilości tego typu obiektów, a rozwój sztucznej inteligencji napędza kolejne inwestycje.

Według TenneT obecnie w budowie znajduje się centra danych o mocy 630 MW. Kolejne 2,4 GW są w trakcie developmentu, a blisko 8 GW oczekuje w kolejce po przyłącza. Do 2030 roku centra mają odpowiadać za 15% krajowego zużycia energii wobec 5% obecnie.

Reuters podkreśla, że z jednej strony problemem w Holandii jest brak wystarczającej elastyczności odbiorców oraz zbyt małe zdolności magazynowania energii, a z drugiej strony trudności związane z rozwojem infrastruktury sieciowej. Wynikają one m.in. z czasochłonnych procedur administracyjnych oraz problemów z pozyskiwaniem gruntów pod inwestycje.

Według TenneT całkowity czas realizacji projektu może sięgnąć nawet 12 lat, a przeszło połowa zadań zaplanowanych do 2030 roku wciąż oczekuje na niezbędne pozwolenia. W 2025 roku TenneT zainwestowało w sieci blisko 15 mld euro w ulepszenie sieci energetycznej, a potrzebne nakłady do 2040 roku spółka szacuje nawet na 1,2 bln euro.

Operator zakłada, że przeszło setka projektów ma zostać zrealizowana w formule partnerstwa publiczno-prywatnego, co ma przyspieszyć inwestycje o 40–50%. Jednocześnie zmieniane są zasady związane z przyłączeniami do sieci – tak, aby preferowały lepiej przygotowane przedsięwzięcia, gotowe do szybszej realizacji.

Nacisk ma zostać również położony m.in. na budowę interkonektorów z sąsiednimi krajami oraz współpracę międzynarodową przy budowie podmorskich sieci na potrzeby morskich farm wiatrowych na Morzu Północnym.

Zobacz też: Ruszyła sieciowa czystka, choć kolejne wątpliwości wokół UC84 się mnożą

Zielone technologie rozwijają:
Technologie wspiera:
Tydzień energetyka: Tankowce wciąż boją się płynąć, ale Amerykanie i Irańczycy zaczęli negocjacje trwałego pokoju; Pieniądze z KPO pożyczone w rekordowym tempie; Polenergia zniknie z giełdy; Ugoda w Turowie między PGE a wykonawcami; Trump znalazł nowy sposób na wiatraki.
Crude oil tanker waiting for uploading near a sea port at the anchorage
Fot. Depositphotos
Zielone technologie rozwijają:
Technologie wspiera:
W 1745 roku niemiecki naukowiec, absolwent polskiego gimnazjum, wynalazł pierwsze urządzenie do magazynowania energii elektrycznej. Kilka miesięcy później, na podstawie jego wskazówek, Polacy zbudowali pierwszy zespół takich akumulatorów, nazwany wkrótce przez Benjamina Franklina baterią elektryczną. O zainteresowaniach polskiego dworu elektrycznością donosił wówczas nawet Gentelmen’s Magazine.
kleist 1745 kondensator
Rozwój magazynów energii wymaga jasnych standardów bezpieczeństwa. Pożary baterii i magazynów pokazują, że bez jednolitych wytycznych dotyczących konstrukcji, monitoringu i ochrony przeciwpożarowej rynek będzie rozwijał się w warunkach niepewności i rosnącego ryzyka.
pozar bess kwpsp-poznan-czajkow-2mwh-1
Chłodzenie kontenerowego magazynu energii o pojemności 2 MWh. Fot. KW PSP w Poznaniu.
Technologie wspiera:
Komisja Europejska ujawniła częściowo wniosek o notyfikację pomocy publicznej dla nowych elektrowni jądrowych we Francji. Obok standardowych kontraktu różnicowego i wkładu z kieszeni francuskich ciułaczy, rząd w Paryżu obiecuje zapłacić za ewentualne przekroczenia kosztów.
Atom francja ue ChatGPT
Technologie wspiera: