Spis treści
Powstanie w Polsce pierwszej na świecie baterii elektrycznej pozostaje nieznanym dokonaniem
Wydarzenia z przełomu 1745 i 1746 roku na zawsze odmieniły losy naszej cywilizacji. Historia ta do dziś niestety pozostaje w Polsce niemal nieznana, choć udział Polaków w tych wydarzeniach i zachowaniu pamięci o nich, był znaczący. Korzystając z fragmentu książki „Wiek energetyków. Opowieść o ludziach, którzy zmieniali Polskę”, autorstwa Rafała Zasunia i, niżej podpisanego, Bartłomieja Derskiego, warto zatem przypomnieć tę historię w 280. rocznice wydarzeń.
Od 1645 roku, a więc w czasach na które patrzymy przez pryzmat „Ogniem i mieczem”, w Europie zaczęto eksperymentować z pierwszymi „maszynami elektrycznymi”. Były to szklane kule, które poprzez ich pocieranie odpowiednimi materiałami, pozwalały naelektryzować ludzi lub przedmioty.
Ta niewidzialna siła, jaką jest elektryczność, zafascynowała wówczas elity intelektualne na całym kontynencie. Dzięki tym prostym maszynom sprawdzali oni na własnej skórze jakie materiały chętniej przewodzą „płyn elektryczny”. Orientowali się, że za pomocą drutu lub łańcucha ludzkich rąk, „płyn elektryczny” może przenosić się na wiele metrów.
Sponsorowana przez króla Polski książka wprowadziła elektryczność na salony
Na prawdziwe salony elektryczność wprowadził natomiast Georg Bose, profesor fizyki Uniwersytetu w Wittenberdze. Niemiec opisał swoje eksperymenty w książce z 1744 roku dedykowanej królowi Polski i Saksonii – Augustowi III oraz – co okazało się najważniejsze – prezentował ich wyniki w spektakularnych płatnych pokazach dla publiczności.
Popisowym numerem było zapalanie wody w metalowym kielichu iskrą z palca. Kolejnym popisem była „elektryczna beatyfikacja”, a więc widoczne w ciemnościach iskry przeskakujące z naelektryzowanego bohatera pokazu na koronę zawieszoną tuż nad jego głową. Na pokazach serca widzów podbijał też „elektryczny pocałunek” – nieświadomego niczego widza, próbującego pocałować naelektryzowaną wcześniej damę, prąd kopał prosto w usta.
Gentelmen’s Magazine: nawet nieokrzesana Polska zafascynowała się elektrycznością
Jak donosił w 1745 r. Gentelmen’s Magazine: „elektryczność stała się tematem modnym. Księżniczki chciały zobaczyć ten nowy ogień, który człowiek wytwarzał sam, a nie pochodził z niebios […]. Panie były zachwycone nowym przywilejem rozpalania świec [iskrą z palca – przyp. aut.]. Publiczne wykłady z filozofii naturalnej z akademickich spotkań przeobraziły się w zgromadzenia beau monde”.
Wśród dam zainteresowanych pokazami elektryczności autor wymienił m.in. Marię Annę hr. Kolowrat-Krakowską, żonę Henryka Brühla, pierwszego ministra polskiego króla Augusta III.
Brytyjski magazyn odnotował wówczas także, nie bez ironii, że: „nawet niezbyt dobrze wychowana Polska nie pozostała obojętna na ten cud natury. Wielki kanclerz Polski Załuski posiada maszynę elektryczną, skonstruowaną na jego zamówienie i przywiezioną z Lipska”.
Kanclerz bp. Załuski był więc jednym z pierwszych znanych „elektryków”. Tak nazywano wówczas ludzi zajmujących się eksperymentowaniem z elektrycznością. Załuski chciał też, aby takich elektryków było w Polsce więcej. Zdawał sobie sprawę z dokonującego się postępu technologicznego i zabiegał o wprowadzanie na polskich uniwersytetach wykładów z fizyki doświadczalnej. Niestety wspierana przez niego Komisja Edukacji Narodowej zaczęła reformować upadłe szkolnictwo wyższe Rzeczpospolitej zbyt późno – tuż przed ostatecznym upadkiem kraju.
W tym samym czasie co bp. Załuski, eksperymenty z maszyną elektryczną prowadził też Niemiec, ks. Ewald Georg von Kleist z Kamienia Pomorskiego, absolwent gdańskiego gimnazjum i zachodnioeuropejskich uniwersytetów, a prywatnie fizyk-amator. Kleist usiłował przelać niewidzialny „płyn elektryczny” do butelki. Eksperyment… się powiódł.
Pierwszy na świecie akumulator powalił 8-latka. Eksperyment się udał!
Jak odnotował jesienią 1745 r. w liście do swojego przyjaciela z gdańskiego gimnazjum, Pawła Świetlickiego, w butelce udało się zgromadzić tyle energii, aby „powalić chłopca w wieku ośmiu bądź dziewięciu lat”. Losu chłopca nie znamy, ale wynalezione przez niego kondensatory dziś znajdziemy w niemal wszystkich urządzeniach elektronicznych.
Ostatecznie wynalazek von Kleista – a więc pierwszy magazyn energii – ochrzczono „butelką lejdejską”. Naukowcy z Uniwersytetu w Lejdzie opublikowali bowiem wyniki swoich nieco późniejszych eksperymentów tuż przed Kleistem. W obronie należnego Niemcowi pierwszeństwa stanęli jednak, znający Kleista od gimnazjum, Paweł Świetlicki i jego kolega z gdańskiego Towarzystwa Fizyki Doświadczalnej – Daniel Gralath.

Pierwsza bateria elektryczna powstała w Polsce
Gralathowi na początku 1746 roku udało się bowiem powtórzyć eksperyment von Kleista, potwierdzając działanie pierwszego na świecie magazynu energii elektrycznej, a nawet rozszerzyć doświadczenie poprzez połączenie kilku butelek. W ten sposób w Gdańsku powstała pierwsza w historii bateria elektryczna.
Sam termin „bateria” dwa lata po gdańszczaninie ukuł inny elektryk – Benjamin Franklin. Owe baterie kondensatorów stały się prekursorem dzisiejszych baterii elektrochemicznych, wśród których królują dziś akumulatory kwasowo-ołowiowe i litowo-jonowe.

Ze względu na obcobrzmiące nazwisko i posługiwanie się językiem niemieckim i łaciną, sylwetka Gralatha została w Polsce zapomniana, a o stworzeniu przez niego pierwszej na świecie baterii elektrycznej nie wie w Polsce niemal nikt. Szkoda tym większa, że gdańszczanin i jego rodzina czuli się obywatelami Rzeczpospolitej i cieszyli się uznaniem polskich królów.
Ojciec Daniela Gralatha przeprowadził się do Rzeczpospolitej pod koniec XVII wieku z Ratyzbony, a w 1690 roku otrzymał prawa miejskie w Gdańsku. Daniel urodził się w 1708 roku już jako poddany polskiego króla. Ukończył gdańskie Gimnazjum Akademickie, następnie przeszedł typową dla tamtego czasu ścieżkę edukacyjną – studiował prawo i filozofię (czyli nauki przyrodnicze, z chemią i fizyką włącznie) na zachodnioeuropejskich uniwersytetach w Halle, Lejdzie i Marburgu, a na koniec podróżował po Francji i Holandii.
Tak wykształcony wrócił do Gdańska w 1734 roku. Miasto broniło wówczas króla Stanisława Leszczyńskiego podczas oblężenia wojsk rosyjskich i saskich w wojnie o sukcesję polskiego tronu. Cztery lata później rozpoczął karierę samorządową – został wybrany do rady jednego z miejskich kwartałów, następnie został jego mistrzem, później miejskim ławnikiem, a w końcu radnym. W 1762 roku król Stanisław August Poniatowski mianował go burgrabią. Rok później mieszkańcy wybrali go na burmistrza.

Równolegle prowadził eksperymenty naukowe i badania. Pomagał też księżnej Annie Jabłonowskiej w przygotowaniu jej gabinetu historii naturalnej. W 1743 roku wspólnie z grupą gdańskich uczonych stworzył Towarzystwo Fizyki Doświadczalnej. Jego członkowie na cotygodniowych spotkaniach przeprowadzali eksperymenty i badania m.in. z fizyki, meteorologii, astronomii, zoologii i astronomii. Publikowali także biuletyny naukowe.
Gralath planował rozszerzenia działalności towarzystwa naukowego na całą Polskę. Jego plany poparł minister Henryk Brühl, ale ostatecznie zostały one zablokowane – prawdopodobnie przez kanclerza Załuskiego, który chciał aby towarzystwo publikowało nie po niemiecku, a łaciną. Poza tym Załuski sam starał się (bez powodzenia) stworzyć towarzystwo naukowe w Warszawie.
Gdańskie towarzystwo inwestowało także w przyrządy naukowe. Uczeni prowadzili eksperymenty z maszyną elektryczną. Największe osiągnięcia przyszły, gdy Paweł Świetlicki otrzymał list od Ewalda Kleista.
Gralath i pozostali członkowie towarzystwa eksperyment z magazynowaniem energii w butelce Kleista odtworzyli i opisali na początku 1746 roku, pomagając Niemcowi w przywróceniu należnego mu pierwszeństwa przed naukowcami z Lejdy, co odnotował w 1767 roku wybitny angielski naukowiec, odkrywca tlenu i historyk odkryć w zakresie elektryczności – Joseph Priestley (przekręcając przy tym nazwisko Świetlickiego na Swiettiki).
Historia elektryczności pisana w Gdańsku
Gdańscy naukowcy poszerzyli badania nad elektrycznością, badając ich wpływ na organizmy żywe (badane ptaki zwykle niestety nie przeżywały eksperymentów) i tętno porażonych ludzi. Sprawdził też przewodzenie łańcucha złożonego z dwudziestu osób. Gralath chciał także zakumulować większy ładunek poprzez elektryzowanie coraz większych naczyń, a gdy to nie zdało egzaminu, wpadł na doniosły pomysł połączenia ze sobą wielu mniejszych butelek Kleista – tworząc w ten sposób pierwszą na świecie baterię kondensatorów.
W latach 1747-1756 w trzech wydaniach pisma gdańskiego towarzystwa opublikował cztery obszerne traktaty podsumowujące historię elektryczności, sposoby przeprowadzania doświadczeń i aktualny stan wiedzy wraz z piśmiennictwem. Były to jedne z pierwszych na świecie tak usystematyzowanych dzieł w zakresie elektrostatyki.
Po ponad stu latach Gralatowie przekazali pamiątki rodzinne do Gdańska
Daniel Gralath zmarł w 1767 roku pozostawiając po sobie poszerzoną wiedzę na temat elektryczności i dwóch synów. Daniel Gralath młodszy (1739-1809) został doktorem prawa, twórcą trzytomowej „Historii Gdańska”, a także rektorem Gimnazjum Akademickiego – zlikwidowanego w czasach zaboru pruskiego. Prawdopodobnie był także autorem anonimowych traktatów wymierzonych przeciwko Prusom po pierwszym rozbiorze Polski.
Drugi syn – Karol Fryderyk Gralath (1741-1818) był rajcą miejskim, a w czasach napoleońskich przewodniczącym senatu Wolnego Miasta Gdańska. Ojcem chrzestnym jego syna został ostatni król Polski – Stanisław August Poniatowski.
Kilkadziesiąt lat po upadku Rzeczpospolitej Gralatowie wyemigrowali do Włoch. Zgodnie z ostatnią wolą dziedzica rodzinnych pamiątek i portretów, w 2013 roku wróciły one z Florencji do Gdańska, z którym rodzina była związana przez 200 lat.
