Spis treści
Dziesięć czynników trzymających ceny ropy poniżej 100 dolarów
W kwietniu niektóre banki i fundusze hedgingowe prognozowały, że cena baryłki ropy na poziomie 200 dolarów to tylko kwestia czasu. Tymczasem od wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie minęły ponad trzy miesięcy, a cena baryłki wynosi ledwo ponad 80 dolarów. Wpływać na to może wiele czynników, wśród których dziesięć jest kluczowych – analizuje Javier Blas, publicysta Bloomberga.
Zdecydowanie największy wpływ, jak ocenia Blas, mają Chiny, które drastycznie ograniczyły import ropy. Państwo Środka tankowcami w maju sprowadzało około 6,7 mln baryłek dziennie – o blisko 40% mniej niż wynosiła średnia w 2025 roku.

Spadek zakupów o 4 mln baryłek odpowiada mniej więcej łącznemu dziennemu zapotrzebowaniu Niemiec i Francji. Przyczyny spadku importu ropy przez Chiny nie są do końca jasne, ale najpewniej jest to możliwe dzięki ogromnym rezerwom surowca, które w ostatnich latach zgromadzili Chińczycy.
Drugim czynnikiem, utrzymującym ceny ropy w ryzach, jest destrukcja popytu – zwłaszcza w Afryce i uboższych krajach Azji, które w tej sytuacji reagują również większym wykorzystaniem tańszego węgla w energetyce. Blas wskazuje, że zapotrzebowanie rafinerii związane z produkcją paliw i produktów petrochemicznych spadło o około 5 mln baryłek dziennie. Swoje robi też rozwój elektromobilności.
Trzeci powód to utrzymywanie ograniczonego eksportu z krajów Zatoki Perskiej – mimo blokady Cieśniny Ormuz – dzięki rurociągom prowadzącym na zachodnie wybrzeże Arabii Saudyjskiej. Coraz częściej zdarzają się też przypadki omijania blokady przez tankowce, które pokonują cieśninę wzdłuż wybrzeża Omanu z wyłączonymi transponderami.
Czwarty czynnik to nadpodaż na rynku ropy, która była już widoczna przed wybuchem wojny, a ostatnie miesiące pozwoliły oszacować jej rozmiary na około 3-4 mln baryłek dziennie.
Jednocześnie, po piąte, kraje zrzeszone w Międzynarodowej Agencji Energetycznej w marcu podjęły decyzję o uwolnieniu 400 mln baryłek ropy ze zgromadzonych rezerw.
Po szóste, do kryzysu w miarę szybko dostosowały się rafinerie, co m.in. pozwoliło im zwiększyć produkcję diesla i paliw lotniczych, gdy odcięto ich dostawy z Bliskiego Wschodu.
Po siódme, jak ocenia Blas, ograniczeniu wpływu wojny na ceny ropy miał również ten, który podjął decyzję o ataku na Iran, czyli Donald Trump. Prezydent USA zaklina rynek – systematycznie zapowiada rychłe zawarcie pokoju i choć wciąż do tego nie doszło, to traderzy – znając nieprzewidywalność Trumpa – wciąż nie ignorują tych zapowiedzi.
Według publicysty Bloomberga istotnie na ceny ropy działa też wzrost popularności w ostatnich latach kontraktów długoterminowych, co stanowi ósmy czynnik. Dziewiątym jest natomiast coraz lepszy dostęp do wiedzy o bieżącej sytuacji na rynku ropy, w czym pomaga szybki przepływ informacji, dzięki czemu na rynku jest mniej spekulacji.
Dziesiątym, ostatnim powodem wskazanym przez Blasa, jest wzrost produkcji w innych częściach świata, do czego zachęciły też gwałtownie rosnące ceny w pierwszych tygodniach wojny. W efekcie wydobycie ropy wzrosło w kwietniu do rekordowych poziomów m.in. w USA, Brazylii, Gujanie czy Chinach.
Zobacz też: Czy Europa zdąży napełnić magazyny gazu przed zimą?
Kryzysowy spadek zakupów paliw w Europie
W kwietniu sprzedaż paliw silnikowych w strefie euro zaliczyła największy spadek od 2023 roku. Wpływ na ograniczenie zakupów miał wzrost cen, związany z wojną na Bliskim Wschodzie – informuje „Financial Times”.
Dziennik wskazuje, że według danych Eurostatu w kwietniu wolumen sprzedaży paliw był o 3,5% niższy w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Jednocześnie był to pierwszy spadek rok do roku od lipca 2024 roku i najgłębszy spadek od października 2023 roku.
Z kolei według różnych źródeł branżowych, dotyczących sprzedaży detalicznej, w sześciu krajach, w tym w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Norwegii i Austrii, odnotowano w kwietniu dwucyfrowy spadek sprzedaży paliw.
„Financial Times” ocenia, że dane te mogą świadczyć o dostosowywaniu europejskich kierowców do wojny na Bliskim Wschodzie i związanej z nim blokady Cieśniny Ormuz, co odcięło około jednej piątej globalnych dostaw ropy naftowej.
Dwanaście krajów UE w kwietniu odnotowało rok do roku wzrost cen oleju napędowego o ponad jedną trzecią w porównaniu z rokiem poprzednim, a średni wzrost wyniósł blisko 34%. Ceny benzyny w UE wzrosły średnio o niemal 14%.
Kryzys paliwowy nie pozostaje bez wpływu na inflację w strefie euro, która wzrosła z 3 proc. w kwietniu do 3,2 proc. w maju. Na reakcje zdecydował się już Europejski Bank Centralny, który w ostatnich dniach podniósł główne stopy procentowe o 0,25 punktu procentowego. To pierwsze podwyżka od jesieni 2023 roku.
Reagują również rządy, które w reakcji na drogie paliwa obniżają podatki mające wpływ na jego koszt, a także wprowadzają ceny maksymalne. Bruegel, brukselski think tank, szacuje, że na ten cel rządy przeznaczyły już łącznie 11 mld euro.
Eksperci podkreślają, że takie mechanizmy prowadzą – oprócz uszczuplania państwowych budżetów – do późniejszego dostosowania konsumentów do sytuacji rynkowej, a także mogą powodować zjawisko turystyki paliwowej w regionach przygranicznych.
Zobacz także: Kto ma najwyższe ceny gazu na świecie? W 2025 r. Polska zdobyła „tylko” drugie miejsce
Energetyczny powiew optymizmu dla niemieckiego przemysłu
Po pięciu miesiącach tego roku w Niemczech po raz pierwszy od 2022 roku wyprodukowano więcej energii niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, a dynamika wzrostu była największa od dekady. Może to stanowić również nadzieję na poprawę sytuacji niemieckiego przemysłu energochłonnego – ocenia Gavin Maguire, komentator Reutersa.
Maguire powołuje się na dane think tanku Ember, według którego od stycznia do maja 2026 roku w Niemczech wyprodukowano 209 TWh energii elektrycznej – blisko 9% więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku.
Produkcja energii w tym okresie zanotowała pierwszy wzrost od 2022 roku. W poprzednich trzech latach spadki wynosiły od przeszło 3% do ponad 26% w 2023 roku, gdy Niemcy – podobnie jak duża część Europy – odczuwała skutki kryzysu energetycznego, związanego z agresją Rosji na Ukrainę
Za obecny wzrost produkcji w dużej mierze odpowiadają OZE, z których pochodziło o 15% więcej energii niż po pięciu miesiącach 2025 roku. Łącznie OZE odpowiadały za przeszło połowę wyprodukowanej w tym czasie energii, z czego najwięcej przypadło na wiatraki (28%), na następnie na fotowoltaikę (20%), biomasę (8%) oraz wodę (3%).
Komentator Reutersa podkreśla, że rosnący udział wiatru i słońca ma pozytywny wpływ na hurtowe ceny energii, które w ciągu pierwszych miesięcy roku wynosiły średnio około 96 euro/MWh i były zbliżone do tych z analogicznego okresu minionego roku – mimo wojny na Bliskim Wschodzie, która spowodowała wzrost cen gazu.
Gavin Maguire podkreśla, że stabilizacja cen energii i perspektywy związane z ich możliwym spadkiem to pozytywny sygnał dla niemieckiego przemysłu energochłonnego, który od kilku lat zmaga się z trudnościami. Koszty energii są ich główna przyczyną obok konkurencji ze strony amerykańskich i azjatyckich konkurentów.
Większy udział energii z OZE, jak zaznacza Maguire, zmniejsza czynnik ryzyka, związany z kosztami paliw, od których importu są uzależnione Niemcy. Dlatego też mniejsze jest zagrożenie takimi szokami energetycznymi, jak ten z 2022 roku.
Oczywiście nie zmienia to faktu, że do poprawy sytuacji niemieckiego przemysłu wciąż jest daleko, a kluczowe branże – motoryzacyjna i chemiczna – stoją przed koniecznością restrukturyzacji i dopasowania do nowych realiów rynkowych.
Zobacz również: Włosi mogą z przytupem wrócić na budowę polskich elektrowni
Fotowoltaika daje energię Afryce
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej na świecie dostępu do energii elektrycznej wciąż jest pozbawionych około 730 mln ludzi, z czego 80% przypada na Afrykę Subsaharyjskiej. Przeszło 50 mln osób w tym regionie dostęp do elektryczności umożliwiają instalacje fotowoltaiczne oraz baterie, dostarczone przez firmę Sun King – informuje „Financial Times”.
Spółka znalazła się na przygotowanej przez dziennik liście najszybciej rosnących firm w Afryce. Model biznesowy Sun King sprawdza się na obszarach, gdzie sieć elektroenergetyczna jest bardzo słabo rozwinięta, co skutkuje częstymi przerwami w dostawach energii.
Jednocześnie wciąż do wielu miejsc sieci w ogóle nie doprowadzono. Tymczasem Afryka Subsaharyjska to region, w którym wzrost demograficzny należy do najwyższych na świecie, a wraz z tym rośnie również zapotrzebowanie na energię.
W tej sytuacji sposobem na zaspokojenie podstawowych potrzeb staje się instalacja fotowoltaiczna, która pozwala na dostęp do energii w ciągu dnia, a w przypadku wykorzystania magazynu energii – w zależności od jego pojemności – także w godzinach nocnych i przy mniej słonecznej pogodzie.
Według danych za 2024 rok Sun King zatrudniał przeszło 3 tys. osób, a przychody spółki wyniosły przeszło 370 mln dolarów – dwukrotnie więcej niż jeszcze w 2021 roku. Firma szacuje, że dzięki jej instalacjom dostęp do elektryczności zyskało przeszło 50 mln osób w jedenastu afrykańskich krajach – w tym szkoły, szpitale oraz inne placówki publiczne.
Sun King chce też rozwijać się w Azji – poprzez otwarte oddziały w Indiach oraz Mjanmie (Birmie). Łącznie na wszystkich rynkach spółka aktualnie sprzedaje około 330 tys. instalacji fotowoltaicznych miesięcznie, wobec około 100 tys. przed czterema laty oraz 10 tys. przed dekadą.
„Financial Times” wskazuje, że początki firmy sięgają 2008 roku, gdy została założona przez dwóch studentów z amerykańskiego Uniwersytetu Illinois. Przez pierwsze lata działalności jednocześnie budowali sieć sprzedaży i badali potrzeby rynku, a także rozwijali współpracę z dostawcami Chin, skąd do dziś pochodzi większość produktów, które wykorzystuje Sun King.
W ostatnich latach spółka znacząco przyspieszyła wzrost, co jest zasługą dużego spadku cen paneli fotowoltaicznych i magazynów energii, czego powodem była wojna cenowa wśród chińskich producentów i nadwyżka mocy produkcyjnych. Natomiast kolejnym czynnikiem, dzięki któremu Sun King może obecnie liczyć na dalszy wzrost, jest wojna na Bliskim Wschodzie i wysokie ceny paliw, co zachęca do inwestycji w fotowoltaikę.
Zobacz również: Ruszyła sieciowa czystka, choć kolejne wątpliwości wokół UC84 się mnożą
