Spis treści
Drożej i krócej
Minął już przeszło miesiąc od wejścia w życie nowelizacji Prawa energetycznego, znanej pod numerem UC84. To największa od lat reforma procesu przyłączeniowego, która radykalnie zmienia dotychczasowe zasady – zwłaszcza pod względem obciążeń finansowych, a także terminów, od których zależy wygaśnięcie wydanych warunków oraz zawartych umów umów o przyłączenie do sieci.
Zgodnie z nowymi przepisami m.in. skrócono ważność warunków przyłączenia z 24 do 12 miesięcy, zwiększono kwoty zaliczki na poczet opłaty za przyłączenie z 30 zł na 60 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej, wprowadzono bezzwrotną opłatę za rozpatrzenie wniosku o przyłączenie (1 zł za za każdy kilowat mocy, nie więcej niż 100 tys. zł). Ponadto wprowadzono też zabezpieczenia wysokości 30 zł za kW w projektach do 100 MW, a powyżej tej mocy 60 zł za kW, ale nie więcej niż 12 mln zł.
Dotyczy to również projektów, które były w toku przed wejściem ustawy w życie, a dokładne kwoty i terminy wniesienia zabezpieczenia są zależne od etapu, na jakim znajduje się projekt. Brak wniesienia zabezpieczenia oraz uzupełnienia zaliczek oznacza wygaśniecie umowy przyłączeniowej, utratę warunków przyłączenia, albo brak rozpatrzenia wniosku o przyłącze.
W ten kontrowersyjny sposób ma być zrealizowany jeden z głównych celów nowelizacji, czyli wyczyszczenie kolejek do sieci z tzw. projektów spekulacyjnych.

Oprócz odpowiedniego zaplecza finansowego, potwierdzającego potencjał do realizacji projektu, inwestorów motywować mają też kamienie milowe, które przewidują maksymalny czas na uzyskanie pozwolenia na budowę dla poszczególnych instalacji – również pod rygorem wygaśnięcia umowy, m.in. dla fotowoltaiki i magazynów energii są to 24 miesiące, a dla turbin wiatrowych i biogazowni – 36 miesięcy.
Zobacz także: Odmowy przyłączeń pobiły rekord przed wejściem w życie sieciowej rewolucji
Mnożą się wątpliwości
Jeszcze przed wejściem nowelizacji w życie pojawiały się głosy, że nowe przepisy budzą wiele wątpliwości interpretacyjnych. Pisał o tym również szerzej na łamach portalu WysokieNapiecie.pl Przemysław Mazur, radca prawny, partner w kancelarii Romanowski i Wspólnicy. Wątpliwości dotyczą m.in. okresów przejściowych oraz nawet samego terminu wejścia przepisów w życie. Tymczasem od tego zależy, do kiedy powinny zostać wniesione/uzupełnione zaliczki i zabezpieczenia, a także terminy uzyskania pozwoleń na budowę.
Zobacz więcej: Ustawa sieciowa może wywołać falę sporów o interpretację przepisów
Zapewne spora część tych niejasności to efekt poprawek, które nanoszono pod koniec parlamentarnych prac nad nowelizacją, gdy Ministerstwo Energii próbowało w końcu znaleźć jakiś kompromis pomiędzy operatorami sieci a podzieloną w swoich stanowiskach branżą OZE.
W efekcie na spotkaniu informacyjnym, które w temacie UC84 zorganizowały 21 maja Polskie Sieci Elektroenergetyczne oraz Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej (PTPiREE), już na wstępie podkreślono, że przepisy budzą wiele wątpliwości interpretacyjnych. Marek Duk, dyrektor Departamentu Rozwoju Systemu PSE, mówił, że operator wystąpił do resortu energii z prośbą o interpretację, ale ten zamiast odpowiedzi zasugerował kontakt z Urzędem Regulacji Energetyki.
W tej sytuacji, jak mówił Duk, jeśli takie wiążące interpretacje z ME czy URE się nie pojawią, to pozostaje się trzymać jak najbardziej bezpiecznych rozwiązań. Potencjalne przyszłe spory trafią więc do URE lub sądów. Operatorzy mają też dążyć do tego, aby jak najbardziej ujednolić procedury oraz wzory wniosków.
„Chaos interpretacyjny”
Ewa Krasuska, dyrektor generalna Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR), liczyła, że przywołane spotkanie informacyjne PSE i PTPiREE rozwieje wątpliwości dotyczące wejścia przepisów w życie, ale niejasności pozostały.
– Chaos interpretacyjny w zakresie biegu terminów naraża podmioty przyłączane na działającą „z mocy prawa” sankcję automatycznej utraty ważności warunków przyłączenia lub wygaśnięcia umów. Doprowadzić to może w nadchodzących miesiącach do efektu fali, prowadzącej do eliminacji ogromnej liczby projektów w toku. Obecna sytuacja narusza zaufanie poczucie bezpieczeństwa prawnego – ocenia Krasuska dla portalu WysokieNapiecie.pl.
– Z drugiej strony PSE i PTPiREE sugerują wcześniejsze realizowane obowiązków nakładanych przez ustawę, czyli wpłat zaliczek i zabezpieczeń w pełnych kwotach – tak by działania faktyczne podmiotów przyłączanych były skuteczne nawet przy najbardziej skrajnej interpretacji przepisów ustawy. A to całkowicie wypacza sens i logikę wprowadzanych regulacji – przestrzega.
PIGEOR uważa, że intencją resortu energii było to, aby dać przedsiębiorcom odpowiednio długie vacatio legis, a także respektować prawa nabyte związane z prowadzonymi już projektami.
– Niestety stanowisko PSE i PTPiREE stoi w sprzeczności z tymi wyrażonymi w procesie legislacyjnym stanowiskami ministra energii, posłów i senatorów, co wypacza sens regulacji wprowadzonych uchwaleniem projektu ustawy UC84. Jeśli komunikaty operatorów miałyby stanowić praktyczną wskazówkę właściwego stosowania przepisów ustawy, a na pewno nie można ich ignorować, wymagają niezwłocznego skorygowania zasad interpretacji vacatio legis – stwierdza Ewa Krasuska.

Anita Szemraj, senior associate w praktyce Energetyki i Infrastruktury kancelarii CMS, w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl również potwierdza wątpliwości interpretacyjne związane z UC84.
– Otrzymujemy w tej sprawie sporo zapytań – nie tylko od inwestorów, ale również od samych operatorów sieci. Próbujemy racjonalnie podejść do intencji ustawodawcy doradzając inwestorom, ale jednocześnie i tak rekomendujemy im zwrócenie się z pytaniami do operatora z prośbą stanowisko dotyczące danego przypadku. Przykładowo z samej ustawy nie wynika wprost, że to operatorzy są zobligowani do wzywania inwestorów o uzupełnienia czy wniesienia opłat, zaliczek i zabezpieczeń – podkreśla prawniczka.
Dlatego inwestorzy muszą pilnować swoich interesów, gdyż okresy przejściowe w tym zakresie są krótkie. Ponadto posiadanie wykładni ze strony operatora może też być przydatne w sytuacji, gdyby sprawą musiało się zająć URE lub sąd.
– Analizując przepisy przejściowe czasem dochodziliśmy do absurdalnych wniosków, że po wejściu ustawy w życie niektóre podmioty miałyby na spełnienie wymogów tylko kilka dni. Nie wydaje się to być zgodne z zasadami racjonalności ustawodawcy, ale taka interpretacja przepisów jest możliwa – tłumaczy Anita Szemraj.
Nowelizacja do nowelizacji?
Rynek obecnie skupia się przede wszystkim na terminach związanych z nowymi zobowiązaniami finansowymi, gdyż ma to duży wpływ na koszty inwestycyjne projektów. Wkrótce więcej uwagi zaczną zajmować kamienie milowe dotyczące terminu uzyskania pozwolenia na budowę.
W zależności od zaawansowania projektu trzeba będzie ocenić szansę na dopełnienie tego obowiązku. W szczególności dotyczy to tzw. starych projektów, dla których umowy o przyłączenie zawierano przed 30 kwietnia 2022 roku.

– Co prawda przepisy umożliwiają wydłużenie umowy nawet o dwa lata, jeśli operator uzna, że spełnione zostały okoliczności chroniące umowę przed rozwiązaniem. Jednak w tym przypadku trzeba będzie ponownie wnieść zabezpieczenie wysokości 60 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej, z górnym progiem w wysokości 12 mln zł. To sprawia, że dla części projektów ten warunek finansowy może być trudny do osiągnięcia – wyjaśnia Anita Szemraj.
Jej zdaniem również sam katalog okoliczność pozwalających na wydłużenie umowy przyłączeniowej dla „starych projektów” budzi wątpliwości – zwłaszcza w przypadku przewlekłości postępowań administracyjnych, co jest kwestią mocno subiektywną.
– Zakładamy, że może to być oceniane na podstawie tego, czy inwestor dopełnił należytej staranności w zakresie terminowego składania wniosków i uzupełnień. Co prawda trudno aktualnie doszukiwać się wpływu pandemii COVID-19 czy wojny na wschodnią granicą na pracę urzędów, ale zastrzeżenia dotyczące tempa pracy administracji publicznej są powszechne – stwierdza prawniczka.
Dodaje przy tym, że podobne wątpliwości można mieć też do takiej okoliczności jak zakłócenia w globalnych lub lokalnych łańcuchach dostaw komponentów i technologii. Nie są to pojęcia ustawowo zdefiniowane, jak choćby stan klęski żywiołowej.
– Biorąc pod uwagę wszystkie wątpliwości interpretacyjne zgłaszane zarówno od operatorów jak i inwestorów, można przypuszczać, że ustawodawca podejmie się nowelizacji przepisów. Z pewnością kluczowa będzie rola operatorów, którzy po tym czasie będą mieli większą praktykę ze stosowania nowych zasad. Z drugiej strony również sami inwestorzy takie uwagi zgłaszają na bieżąco. Oby tylko przepisy przejściowe ewentualnej nowelizacji nie wprowadziły jeszcze większej niepewności niż te, które aktualnie obowiązują – podkreśla Anita Szemraj.
Zamiast rezygnować można współpracować
Pewnym zaskoczeniem było to, że mimo kontrowersji i sprzeciwu wobec UC84 ze strony PiS oraz obu Konfederacji nowelizacja nie wylądowała w koszu przez weto Karola Nawrockiego. Niemniej swoje W.E.T.O. niedługo po podpisaniu ustawy przez prezydenta ogłosiło PST, czyli spółka z grupy Grenevia, która rozwija projekty OZE. W tym przypadku skrót inicjatywy uruchomionej przez firmę oznacza „wsparcie energetyki w trudnym otoczeniu”.
– Przy obecnej sytuacji sieciowej trzeba szukać współpracy – zwłaszcza, jeśli dotyczy to projektów położonych w podobnych lokalizacjach do naszych inwestycji, dzięki czemu mogą się one uzupełniać. Możemy decydować się na odkupienie projektów, ale równie dobrze możemy pomóc dotychczasowym inwestorom w ich rozwoju. Spotykamy się z szerokim spektrum ofert pochodzących od różnych podmiotów – mówi nam Artur Kalicki, prezes PST.

Wśród nich – jak wylicza – są m.in. właściciele dużych gruntów, którzy jednocześnie nie mają doświadczenia w energetyce i developmencie. Są też mali i średni deweloperzy, którzy mają obiecujące projekty, choćby dzięki małej odległości od GPZ, ale jednocześnie nie mają zaplecza finansowego, aby udźwignąć nowe obciążenia związane z UC84.
– Inni inwestorzy natomiast traktowali OZE jako potencjalny dodatkowy biznes, ale jednak uznali, że jest to zbyt wymagający rynek i chcą spieniężyć projekty. Oczywiście otrzymujemy też propozycje dotyczące spekulacyjnych projektów, które poza warunkami przyłączeniowymi nie mają żadnej wartości, ale są one w mniejszości – stwierdza Kalicki.
Samo PST od samego początku prac legislacyjnych nad nowelizacją zgłaszało krytyczne uwagi odnośnie do wzrostu kosztów związanych z procesem przyłączeniowym, a także skróceniem terminu ważności warunków przyłączeniowych.
– W tym względzie podzielaliśmy stanowisko większości polskich, prywatnych inwestorów OZE, którzy w ostatnich latach wydali miliardy złotych na rozwój projektów. Również patrząc na historię energetyki odnawialnej w Polsce to właśnie takie podmioty głównie odpowiadały za jej rozwój – nawet jeśli teraz właścicielami farm wiatrowych czy fotowoltaicznych są zagraniczne koncerny lub państwowe grupy energetyczne – uważa Kalicki.
– Nikt oczywiście nie zaprzecza, że zjawisko spekulacyjnego blokowania mocy przyłączeniowych stało się w ostatnich latach dużym problemem, ale chcąc ten problem rozwiązać wszystkich wrzucono do jednego worka – zaznacza prezes.
Rynek weryfikuje projekty
Łukasz Łuczak, ekspert sieciowy w spółce PNE Polska, również podziela zdanie, że dotychczasowa skala rozwoju OZE w Polsce to również zasługa tego, że dostęp do sieci elektroenergetycznej był relatywnie inkluzywny.
– Oczywiście to duży sukces, który z czasem wygenerował problemy w postaci blokowania mocy przyłączeniowych i UC84 w dosyć gwałtowny sposób ma go rozwiązać. W praktyce dotychczas – wcześniej czy później – robił to rynek, a zwłaszcza instytucje finansujące. Obecnie obserwujemy, że bardzo trudno pozyskać finansowanie bankowe np. dla fotowoltaiki, bo nasycenie rynku energetyką słoneczną jest bardzo wysokie i bez dużego przyrostu magazynów energii perspektywy dla fotowoltaiki nie zaczną się poprawiać – mówi nam Łuczak.

Jak dodaje skutki działania UC84 na rynku są już widoczne. Deweloperzy analizują swoje portfele i decydują o przyszłości projektów.
– Przy aktualnych terminach związanych z kamieniami milowymi, a także wyższych obciążeniach finansowych, należy przewartościować, czy warto trzymać obecnie cenne warunki przyłączenia, czy jednak odpuścić i powrócić do operatora z projektem o wyższym stopniu zaawansowania. To, że inwestorzy chcieli poznać wcześniej warunki przyłączenia i mieć w jakimś stopniu zapewniony dostęp do sieci nie było niczym złym, tak wyglądał rynek i każdy próbował się w nim odnaleźć, teraz zasady diametralnie się zmieniły – uważa ekspert.
PNE rozwija głównie projekty wiatrowe wraz z towarzyszącą im opcją hybrydyzacji. Zazwyczaj są to więc projekty długoterminowe, gdyż development w energetyce wiatrowej w Polsce jest bardzo trudny. W przypadku PNE zajmuje to średnio 6-8 lat.

– Moim zdaniem wkrótce rynek zweryfikuje również sporą część projektów wiatrowych, których według wydanych warunków i zawartych umów przyłączeniowych łącznie jest około 34 GW. Wydaje się, że sporo z nich bazuje na procedurach planistycznych sprzed wielu lat, więc ich założenia powstawały w całkiem odmiennej rzeczywistości kosztowej i technologicznej. Przy obecnych obciążeniach finansowych związanych z UC84 tylko te najtańsze do realizacji projekty, np. położone blisko GPZ, będą wciąż pozytywnie rokować biznesowo – ocenia Łukasz Łuczak.
– W trudnej sytuacji będą ci, którzy postawili tylko na fotowoltaikę, albo magazyny energii. Jeśli chodzi o te ostatnie, to rynek również może stosunkowo szybko się nasycić, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że wsparcie z rynku mocy i NFOŚiGW pozyskały już projekty magazynów energii o łącznej mocy nawet 15 GW. Całkiem inną kategorią są centra danych, bo tam spekulacyjne składanie wniosków o przyłącza wymknęło się spod jakiejkolwiek logiki biznesowej, więc skala redukcji będzie największa – dodaje.
Zobacz więcej: Po fotowoltaice i magazynach energii sieciowi spekulanci pokochali centra danych
Jak nie potknąć się o kamienie milowe
Artur Kalicki zaznacza, że UC84 dla PST oznacza nie tyle dylematy związane z tym, czy rezygnować z niektórych projektów, lecz bardziej sprawia, że konieczne będzie bardziej elastyczne podejście do projektów. Za skróceniem terminów nie poszły bowiem dotąd realne zmiany związane z przyspieszeniem tzw. permittingu.

Problemem jest przede wszystkim planowanie przestrzenne, czego przykładem jest kolejne wydłużenie terminu, w którym gminy mają uchwalić plany ogólne – do końca sierpnia 2026 roku.
Zobacz również: Czy ktoś czeka na obszary przyspieszonego rozwoju OZE?
– Przyjęte w UC84 kamienie milowe na uzyskanie pozwolenia na budowę dla fotowoltaiki i magazynów energii uważamy za ambitne, ale wykonalne. Natomiast w przypadku elektrowni wiatrowych można by postrzegać termin jako realny, gdyby był liczony od momentu zakończenia procedury planistycznej, która nierzadko sama zajmuje minimum 2-3 lata. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że w wielu częściach Polski energetyka wiatrowa jest wykorzystywana do lokalnej walki politycznej – podkreśla prezes Kalicki.
Obecnie PST ma kilkanaście projektów wiatrowych o mocach od kilkudziesięciu do ponad 100 MW – głównie na etapie planistycznym oraz w przygotowaniu do badań środowiskowych i pomiarów wietrzności.
– W przypadku niektórych przygotowywaliśmy się do wystąpienia o warunki przyłączenia, zakładając, że zdążymy z realizacją inwestycji w dotychczasowych terminach sprzed UC84. W obecnych realiach planistycznych i sieciowych postrzegamy farmy wiatrowe bardziej jako strategiczne inwestycje długoterminowe – wyjaśnia Artur Kalicki.

Łukasz Łuczak zwraca też uwagę, że dla inwestorów prywatnych, zwłaszcza tych notowanych na giełdzie jak PNE, kluczowe jest to, aby inwestowany kapitał pracował i szybko przekładał się na wyniki.
– Teraz proces przyłączeniowy będzie wiązał się z mrożeniem dużych kwot, co potencjalnie może wpływać też na atrakcyjność polskiego rynku OZE na tle innych krajów Europy. Z drugiej strony dla inwestorów długoterminowych, takich jak PNE Polska, skutki UC84 teoretycznie powinny być pozytywne, bo zostaną wyeliminowani spekulanci: dla lepiej przygotowanych inwestorów, zdeterminowanych do realizowania projektów, powinno być dostępnych więcej mocy przyłączeniowych – ocenia ekspert.
– Ponadto jeśli operatorzy nie będą przytłoczeni wnioskami o przyłączenia, to może będą bardziej przychylni do elastycznej współpracy z deweloperami. Będzie dobrze, jeśli chociaż obieg bieżących informacji na linii inwestor – operator będzie szybszy niż dotychczas. Jednocześnie można sobie zadawać pytanie, czy jeśli liczba wydanych wniosków i zawartych umów zostanie radykalnie zredukowana, to czy operatorzy nie dojdą do wniosku, że ich plany rozwoju sieci nie są przeskalowane i również będą wymagały korekty – podsumowuje Łukasz Łuczak.
Zobacz również: Energetycy boją się o transformatory. Trwa walka o dostawy kluczowej stali
