Spis treści
Producenci baterii stawiają na magazyny energii
Słabsze zapotrzebowanie ze strony producentów samochodów elektrycznych sprawia, że producenci baterii większych szans upatrują w rynku magazynowania energii. Popyt na bateryjne magazyny rośnie nie tylko z uwagi na rozwój OZE, ale też dzięki centrom danych budowanym na potrzeby sztucznej inteligencji – analizuje „Financial Times”.
Dziennik wylicza, że już co najmniej dziesięć dużych fabryk baterii w Ameryce Północnej przestawia swoje linie z produkcji baterii do elektryków na magazyny energii.
W ten sposób producenci reagują na decyzje administracji Donalda Trumpa, która z początkiem 2026 roku wygasiła ulgę podatkową dla nabywców samochodów elektrycznych. Rynek spodziewa się z tego powodu spadku popytu na elektryki w USA o około 2 mln pojazdów.
Reforma podatkowa Trumpa skłoniła też analityków BloombergNEF do obniżenia prognozy udziału pojazdów elektrycznych w sprzedaży samochodów w 2030 roku – z wcześniej zakładanych 48% do 27%. Obecnie pojazdy elektryczne odpowiadają za około 8% sprzedaży nowych samochodów w USA.
Według firmy analitycznej CRU, siedem spośród dziesięciu obecnie przebudowanych fabryk będzie produkować przede wszystkim magazyny energii. Wśród nich są zakłady należące również do koncernów motoryzacyjnych, m.in. fabryka Forda w Kentucky, czy wspólne przedsięwzięcie grupy Stellantis i Samsung SDI w Indianie. Na fali zmian również General Motors rozważa produkcję bateryjnych magazynów.
Z kolei Tesla, która w swoich systemach magazynowania energii wykorzystuje baterie od różnych dostawców, w tym CATL i LG, poinformowała, że w 2025 roku zwiększyła przychody w segmencie magazynowania energii o 27% – do 12,8 mld dolarów. Dla porównania w 2021 roku było to 2,8 mld dolarów. Jednocześnie w ubiegłym roku koncern Elona Muska zanotował 9-procentowy spadek przychodów ze sprzedaży samochodów elektrycznych – do 64 mld dolarów.
„Financial Times” zwraca uwagę, że zapotrzebowanie na magazyny energii rośnie nie tylko z uwagi na rozwój OZE, ale także dzięki boomowi związanemu ze sztuczną inteligencją, który szczególnie jest widoczny w USA, gdzie jak grzyby po deszczu wyrastają nowe centra danych. Obiekty te są bardzo energochłonne, a jednocześnie wymagają stabilnych dostaw energii. Bateryjne magazyny energii są w centrach wykorzystywane m.in. jako źródła zasilania awaryjnego.
Dziennik podkreśla także, że choć reforma podatkowa Donalda Trump zlikwidowała wprowadzone za czasów Joe Bidena ulgi dla nabywców elektryków, to jednocześnie utrzymano hojne ulgi dla producentów baterii. Obejmują one ulgę podatkową w wysokości 35 dolarów za wyprodukowany kWh baterii oraz 30-procentową ulgę na inwestycje.
Połączenie tych ulg wraz z blisko 60-procentowymi cłami na produkty z Chin sprawia, że baterie mogą być produkowane w USA po cenach zbliżonych do chińskiego importu.
Zobacz również: Mamy już prawie 10 mln inteligentnych liczników energii
Rynek weryfikuje brytyjskie sieci ładowarek
Po kilku latach od fali inwestycji stacje ładowania samochodów elektrycznych nadszedł czas biznesowej weryfikacji. W Wielkiej Brytanii działa obecnie ponad 150 operatorów, a niektórzy oceniają, że docelowo na rynku może docelowo pozostać tylko kilku największych graczy – analizuje „The Guardian”.
Dziennik przypomina, że inwestorzy rzucili się na ładowarki w czasie pandemii COVID-19, korzystając wówczas z dostępu do kapitału, o który było łatwo z powodu niskich stóp procentowych.
Jednak obecnie – w obliczu silnej konkurencji, rosnących kosztów i wolniejszego od prognozowanego wcześniej rozwoju elektromobilności – operatorzy o słabszej kondycji finansowej, a także firmy, które liczyły na wyższe stopy zwrotu, zaczynają coraz intensywniej poszukiwać kupców na swoje sieci ładowarek.
Aktualnie w Wielkiej Brytanii działa około 88 tysięcy punktów ładowania w 45 tysiącach lokalizacji. Największym graczem na rynku jest koncern naftowy Shell, a następnie wspierany przez rząd Connected Kerb i Pod Point należący do EDF. Do tego na rynku działa też kilka innych dużych podmiotów – od sieci supermarketów Sainsbury’s, przez koncerny paliwowe BP i Total, po Ionity wspierane przez firmy motoryzacyjne.
„The Guardian” wskazuje, że najwięksi operatorzy mogę być zainteresowani przejęciami, bo w ten sposób mogą znacząco zwiększyć skalę działalności bez istotnego wzrostu kosztów stałych. Jednocześnie poprzez większe zapotrzebowanie na energię rośnie ich pozycja negocjacyjna wobec firm energetycznych.
Zobacz także: W przyszłości stacje ładowania aut będą czymś znacznie więcej
Francja przycięła plany inwestycji w OZE
Przedstawiona przez francuski rząd strategia energetyczna na lata 2026-2035 zakłada mniej ambitne cele związane z inwestycjami w energetyke odnawialną niż wcześniej zapowiadano. Podtrzymano natomiast plany związane z budową nowych reaktorów jądrowych, a duży nacisk ma zostać położony na rozwój elektromobilności – informuje „Financial Times”.
Według strategii udział paliw kopalnych w ogólnym zużyciu energii ma zostać ograniczony do 40% w 2030 roku oraz 30% w 2035 roku. Dla porównania w 2023 roku udział ten wyniósł 60%.
Do połowy przyszłej dekady – jak wskazano w strategii – Francja będzie mieć 35-40 GW mocy zainstalowanej w lądowych wiatrakach oraz 55-80 GW w fotowoltaice. Wartości te są niższe niż na etapie konsultacji strategii, gdy przewidywano 45 GW w wiatrakach oraz 75-100 GW w fotowoltaice.
„Financial Times” podkreśla, że planom rozwoju OZE sprzeciwiają się konserwatyści oraz skrajna prawica na czele Marine Le Pen. Polityka energetyczna budzi tak duże podziały, że ma zostać uchwalona w drodze dekretu zamiast głosowania w parlamencie.
Rząd chce również, aby znacząco przyspieszyła elektryfikacja transportu samochodowego. W 2025 roku elektryka wybierał co piąty nabywca nowego pojazdu. W 2026 roku taką decyzję miałby podejmować już co trzeci klient salonu samochodowego, a zachęcić do tego mają rządowe dopłaty.
Ponadto rząd podtrzymuje rozbudowę największej w Europie floty reaktorów jądrowych, liczącej aktualnie 57 jednostek, o kolejne sześć reaktorów. Pierwszy z nich zostanie oddany do użytku nie wcześniej niż w 2038 roku. Do tego w 2026 roku rząd ma podjąć decyzję, czy plan inwestycyjny w energetyce jądrowej rozszerzyć o kolejne osiem reaktorów.
Zobacz także: Francuzi uczą się w Chinach jak szybciej budować elektrownie jądrowe
Chińczycy kopiowali Zachód, a teraz sami walczą z podróbkami
W przeszłości Chiny mocno kojarzyły się z podróbkami różnych produktów i kopiowaniem technologii. Teraz chińskie firmy, gdy same przodują w wielu dziedzinach, muszą zmagać się z podrabianiem swoich produktów na własnym podwórku i rynkach zagranicznych – pisze „The Economist”.
Tygodnik wskazuje, że Chiny od dawna są „centrum podróbek” i nie trzeba się mocno wysilać, aby w Państwie Środka natrafić na liczne produkty imitujące zachodnie marki odzieżowe czy produkty spożywcze.
Jednak chińskim firmom zarzuca się nie tylko luźne podchodzenie do własności intelektualnej w przypadku prostych dóbr konsumpcyjnych. Gdy chińska gospodarka otworzyła się na zagranicznych inwestorów, zaczęły się pojawiać także oskarżenia o kopiowanie bardziej zaawansowanych produktów i technologii, np. modeli samochodów koncernu General Motors. Natomiast Kawasaki czy Siemens twierdziły, skopiowano ich technologie kolei dużych prędkości.
„The Economist” zwraca uwagę, że na obecnym etapie rozwoju, gdy Chiny stały się drugą gospodarką świata, podróbki stały się też poważnym problemem dla tamtejszych firm. Obecna liczba spraw sądowych dotyczących ochrony własności intelektualnej sięga 550 tysięcy rocznie i dotyczą niemal wszystkiego – od smartfonów i motocykli po panele słoneczne i baterie.
Skalę zjawiska w Chinach zwiększyła panująca tam nadwyżka mocy produkcyjnych w wielu sektorach przemysłu. Sprawia to, że firmy szukają sposobów wykorzystanie fabryk i rozwiązanie znajdują w podrabianiu towarów innych producentów. Jednak ten proceder dotyczy nie tylko kopiowania chińskich produktów, ale również towarów zachodnich marek, które później są oferowane do sprzedaży za pośrednictwem takich serwisów jak Amazon.
Coraz więcej firm z Chin oskarża o kradzież też zachodnich konkurentów. Przykładem jest Trina Solar, jeden z największych na świecie producentów paneli fotowoltaicznych, który pozwał Canadian Solar – produkującego większość swoich paneli PV w Chinach – o naruszenie patentów na rynku amerykańskim.
Zobacz też: UE traci konkurencyjność i ma wysokie ceny energii. Przywódcy stoją w rozkroku
