Spis treści
EDF do nowego programu jądrowego szkoli się w Chinach
Największy operator elektrowni jądrowych w Europie znów chciałby budować jednocześnie dziesiątki reaktorów, jak we Francji latach 80. ubiegłego wieku. W tym celu EDF chce zreorganizować swój łańcuch dostaw, a także zoptymalizować proces inwestycyjny bazując na doświadczeniu Chin – pisze „Financial Times”.
Dziennik podkreśla, że w przeszłości Francuzi oddawali do użytku bloki jądrowe nawet po sześciu latach, a w latach 80. i 90 XX wieku uruchomili 57 reaktorów. Natomiast jedną z ostatnich inwestycji – trzeci blok w Elektrowni Flamanville – oddano do użytku na przełomie 2023 i 2024 roku po szesnastu latach realizacji.
Od tego, czy EDF zacznie szybciej prowadzić inwestycje w dużej mierze zależy renesans energetyki jądrowej nie tylko we Francji, gdzie rządowe plany przewidują w nadchodzących latach budowę co najmniej sześciu nowych reaktorów. Potencjał wykonawczy koncernu ma też wpływ na możliwość prowadzenia projektów w innych krajach Europy, które również snują plany dotyczące budowy nowych elektrowni.
Dlatego EDF wysłał swoich pracowników na staże do chińskich zakładów CGN i China Nuclear Engineering Corporation, aby na podstawie tamtejszych doświadczeń usprawnić zarządzanie łańcuchami dostaw i pracami na placu budowy. Tak, aby dostawy urządzeń oraz prace budowlane i montażowe optymalnie się zazębiały, a kontrole jakości i bezpieczeństwa były krótsze i nie opóźniały inwestycji.
„Financial Times” wskazuje, że realizowany obecnie przez EDF projekt Hinkley Point C ma być gotowy nie wcześniej niż w 2029 roku, czyli ponad 12 lat po finalnej decyzji inwestycyjnej. Wynikało to po części ze zmieniających się wymagań bezpieczeństwa ze strony brytyjskiego dozoru jądrowego.
EDF jest również częścią konsorcjum budującego w Wielkiej Brytanii elektrownię Sizewell C. Bernard Fontana, dyrektor generalny koncernu, podkreśla, że udało się tam skrócić czas budowy reaktora o 52 miesiące, czyli ponad cztery lata – dzięki znacznemu zmniejszeniu liczby kontroli. W Hinkley Point C przeprowadzono ich około 26 tysięcy.
Fontana zapowiada, że EDF będzie dążyło do tego, aby poprzez zwiększenie efektywności prac docelowo obniżyć liczbę kontroli do zaledwie 700.
Zobacz też: Szacowane koszty nowych elektrowni atomowych we Francji ciągle rosną
Spada eksport węgla energetycznego na globalnym rynku
W 2025 roku eksporterzy węgla energetycznego sprzedali o 3 procent mniej surowca niż rok wcześniej, co było pierwszym rocznym spadkiem od czasów pandemii COVID-19. Na globalnym rynku nie widać czynników, które miałyby pozwolić na odbudowanie popytu – analizuje Gavin Maguire, komentator Reutersa.
Według przywoływanych przez niego danych firmy Kpler w ubiegłym roku połowa z dziesięciu największych importerów węgla energetycznego zmniejszyło zakupy – w tym trzech największych, czyli Chiny (308 mln ton), Indie (157 mln ton) oraz Japonia (100 mln ton).
Łącznie te państwa kupiły 565 mln węgla – o prawie 50 mln ton mniej niż rok wcześniej (-8 procent). Na dalszych miejscach znalazły się Korea Południowa, Wietnam, Tajwan, Malezja, Filipiny, Turcja, Tajlandia, Bangladesz oraz Holandia. W sumie w 2025 roku wyeksportowano 936 mln ton – najmniej od 2022 roku.
Gavin Maguire podkreśla, że spadające zakupy ze strony trzech największych importerów, odpowiadających za blisko 60 procent globalnego popytu, skłania do wniosku, że szczyt zapotrzebowania na węgiel energetyczny na światowym rynku mógł już zostać osiągnięty.
Komentator Reutersa wskazuje, że szybki rozwój OZE w Chinach oraz wsparcie dla utrzymania krajowego wydobycia najpewniej będzie nadal prowadziło do redukowania importu. Również w Indiach sektor węglowy może liczyć na państwową pomoc. Z kolei Japonia wznawia pracę elektrowni jądrowych, które unieruchomiono w 2011 roku po katastrofie w Fukushimie.
Maguire zwraca uwagę, że w większości krajów rozwijających się węgiel wciąż pozostaje stosunkowo tanim surowcem, pomagającym pokryć rosnące zapotrzebowanie na energię. Jego zdaniem ta sytuacja może potrwać jeszcze dekadę, nim wystarczająco rozwinie się rynek magazynów energii.
Niemniej wzrost popytu w tych krajach stanowi jedynie ułamek na tle wolumenu węgla importowanego przez Chiny, Indie czy Japonię. W efekcie państwa te nie są w stanie wypełnić luki na rynku, za którą odpowiada zapotrzebowania ze strony trzech największych importerów.
Zobacz również: Rekordowy pobór mocy. Węgiel dostarczył 59%
Metan wycieka amerykańskim potentatom gazowym
Organizacje ekologiczne alarmują, że firmy należące do grona największych producentów gazu łupkowego w USA mają problemy z dużymi wyciekami metanu, który jest wielokrotnie bardziej szkodliwy dla klimatu niż CO2 – donosi „Financial Times”.
Dziennik podaje, że czujniki lotnicze i satelity miały zarejestrować w ubiegłym roku ponad 20 dużych wycieków metanu, za które były odpowiedzialne EQT Corp oraz Expand Energy – najwięksi producenci gazu w Basenie Appalachów. Ponadto kilka tego typu zdarzeń zanotowano w przypadku spółki Berkshire Hathaway Energy.
Gas Leaks and Earthworks przeanalizowało dane zebrane przez satelity Carbon Mapper, dotyczące ponad 80 dużych wycieków metanu w Wirginii Zachodniej i Pensylwanii.
Większość z nich to tzw. superemitery metanu, które zgodnie z definicją amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska uwalniają ponad 100 kg metanu na godzinę. Wycieki z instalacji należących do EQT Corp czy Berkshire Hathaway Energy sięgały nawet 1000-3000 kg metanu na godzinę.
EQT Corp zakwestionowało niektóre z wycieków wskazywanych przez organizacje ekologiczne, powołując się przy tym na dane innych firm monitorujących emisje. Niemniej firmy te chciały komentować sprawy. Do tematu nie odniosło się także Expand Energy. Z kolei Berkshire Hathaway Energy podkreśliło, że usunęło źródła wycieków, a na odczyty czujników mogą wpływać też instalacje innych podmiotów.
„Financial Times” przypomina, że metan – główny składnik gazu ziemnego – jest ponad 80 razy silniejszym gazem cieplarnianym niż CO2. Ograniczanie jego emisji należy do głównych celów ONZ w zakresie ochrony klimatu. USA – według Międzynarodowej Agencji Energetycznej – są największym na świecie emitentem metanu pochodzącego sektora ropy i gazu.
Jednak według badań – przeprowadzonych przez organizacje ekologiczne Environmental Defense Fund i MethaneSAT oraz Uniwersytet Harvarda – w USA większość emisji metanu w branży pochodzi z mniejszych źródeł o wydajności poniżej 100 kg na godzinę.
Największe amerykańskie koncerny naftowe i gazowe systematycznie podkreślają, że pracują nad ograniczaniem emisji metanu. Jako powód wskazują również na wymagania ze strony Unii Europejskiej, do której planują zwiększać sprzedaż gazu.
Zobacz także: Zwiększenie obliga gazowego nic nie zmieni na rynku. Ceny nie spadną
Indie elektryfikują się szybciej niż Chiny
Dzięki spadkowi cen fotowoltaiki, turbin wiatrowych oraz magazynów energii Indie mogą elektryfikować swoją gospodarkę szybciej niż robiły to Chiny na podobnym etapie rozwoju gospodarczego – wskazuje Bloomberg.
Agencja powołuje się raport think tanku Ember, według którego Indie zużywają również mniej paliw kopalnych niż Chiny na analogicznym etapie rozwoju. Oznacza to, że gospodarki krajów rozwijających się nie muszą podążać tą samą ścieżką transformacji energetycznej jak wcześniej Państwo Środka czy kraje Zachodu, gdyż mogą wdrażać czyste technologie szybciej i taniej.
Ember wylicza, że obecny stopień rozwoju gospodarczego Indii można porównać z tym, który Chiny notowały w 2012 roku. Jednak zużycie węgla i ropy naftowej na mieszkańca Indii jest o wiele mniejsze niż w porównywalnym okresie w Chinach. Również zapotrzebowanie na te surowce w indyjskiej gospodarce rośnie wolniej niż w chińskiej.
Autorzy raportu podkreślają, że Indie mają dostęp do paneli słonecznych i samochodów elektrycznych po znacznie niższych cenach niż Chiny ponad dekadę temu, co też w dużej mierze jest zasługą chińskich producentów.
W 2024 roku 5 procent sprzedaży nowych samochodów w Indiach stanowiły pojazdy elektryczne. Z kolei zużycie ropy naftowej na osobę w transporcie drogowym było 60 procent niższe niż w momencie, gdy Chiny osiągnęły taki próg sprzedaży elektryków. Dlatego Ember spodziewa się, że szczytowe zużycie ropy naftowej na osobę w Indiach prawdopodobnie nigdy nie osiągnie poziomu z Chin.
Cytowani przez Bloomberga autorzy raportu oceniają, że kraje takie jak Indie, które nie mają znaczących krajowych rezerw paliw kopalnych, staną się „elektropaństwami”, które zaspokajają większość swojego zapotrzebowania na energię przy użyciu energii elektrycznej z OZE.
Jednak ani Indie, ani Chiny nie robią tego, aby ograniczyć swoje emisje CO2 lub osiągnąć cele klimatyczne. Robią to, ponieważ ma to sens ekonomiczny – szczególnie dla Indii, które według Międzynarodowej Agencji Energii 40 procent swojego zapotrzebowana na energię pierwotną pokrywają importem węgla, ropy naftowej i gazu.
Obecny udział energii elektrycznym w końcowym zapotrzebowaniu na energię w Indiach wynosi ponad 19 procent i jest porównywalnym z tym, który Chiny notowały w 2012 roku.
Zobacz też: Pakiet sieciowy, zmiany w ETS i nowy fundusz dla przemysłu. Co Bruksela szykuje w 2026 r.