W sprawie Turowa trwa wyścig z czasem, ale Polska jeszcze nie wystartowała

W sprawie Turowa trwa wyścig z czasem, ale Polska jeszcze nie wystartowała

Czesi i Polacy szykują się do decydującej batalii negocjacyjnej i prawnej. Czesi działają szybciej i mają dokładny plan co chcą od Polski uzyskać, a nasza administracja zdążyła zrobić bardzo niewiele.

7 czerwca czeski rząd przyjął stanowisko negocjacyjne. Polska na razie swojego stanowiska nie ma – rząd ma je dopiero przyjąć w tym tygodniu. A czas nagli – od 21 maja czyli postanowienia Trybunału Sprawiedliwości o nakazującego Polsce zaprzestanie wydobycia węgla w Turowie sytuacja prawna kopalni i połączonej z nią elektrowni jest bardzo niepewna.

Po posiedzeniu rząd czeskie Ministerstwo Środowiska wydało komunikat, który na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo koncyliacyjny.

Spór o kopalnię Turów zmierza do stołu negocjacyjnego. Po kilku tygodniach, gdy Trybunał Sprawiedliwości UE zarządził środki tymczasowe w celu natychmiastowego zawieszenia wydobycia w kopalni Turów, Polska rozpoczęła negocjacje z Czechami w sprawie warunków ewentualnego cofnięcia pozwu.

Powództwo wniesione przez Republikę Czeską do Trybunału Sprawiedliwości może być skierowane wyłącznie przeciwko naruszeniu prawa unijnego przez Polskę. Skutkiem takiego działania może być jedynie ustalenie, czy Polska naruszyła prawo unijne. Z drugiej strony w postępowaniu przed Trybunałem Czechy nie mogą domagać się trwałego zamknięcia kopalni Turów, co bywa błędnie interpretowane. Jednak nakaz natychmiastowego zamknięcia kopalni Turów do czasu wydania wyroku merytorycznego stworzył pole do uzyskania w krótkim czasie prawdziwie praktycznego, namacalnego rezultatu dla ludności dotkniętego regionu i jego otoczenia” – stwierdził cytowany w komunikacie Martin Smolek, czeski wiceminister spraw zagranicznych.

Dalej komunikat głosi, że umowa między Republiką Czeską a Polską powinna zawierać jasne terminy wykonania określonych zobowiązań, w tym sankcje za ich nieprzestrzeganie. Wszelkie spory wynikające z niniejszej umowy powinien rozstrzygać Trybunał Sprawiedliwości UE, który powinien gwarantować wykonalność zobowiązań umownych.

Mamy teraz mandat do rozpoczęcia negocjacji z Polską. W tej chwili nie można oszacować, ile czasu zajmie wynegocjowanie szczegółowego tekstu umowy międzyrządowej z Polską, ale obie strony są zainteresowane, aby było to jak najszybciej. Będą nad nim pracować eksperci z ministerstw spraw zagranicznych i środowiska, a wszystko będzie się odbywać przy udziale przedstawicieli regionu libereckiego – dodał wiceminister środowiska Vladislav Smrž.

Czesi postępują jednak zgodnie z dyplomatyczną maksymą prezydenta USA Theodore’a Roosevelta „przemawiaj łagodnie, ale trzymaj w ręku gruby kij”. W tym samym pojednawczym komunikacie w ostatnim zdaniu czytamy, że „na dzisiejszym posiedzeniu rozprawie rząd zgodził się również wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości UE o nałożenie na Polskę dziennej kary pieniężnej w wysokości 5 mln euro za nieprzestrzeganie nakazanego środka tymczasowego – tj. kontynuację wydobycia w kopalni Turów, wbrew postanowienie sądu z  21 maja 2021 r.”.

Zapłacimy, ale jak?

Polska w zasadzie zgodziła się już na czeskie żądania. 24 maja, kilka dni po postanowieniu unijnego trybunału

podczas spotkania w Libercu Vladislav Smrž i polski wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń podpisali wstępne porozumienie. WysokieNapiecie.pl udało się zapoznać z jego treścią.

Polska zgodziła się m.in. na  „wpłatę kwoty 40- 45 milionów euro (obejmującej sfinansowanie kosztów poniesionych na eliminację ryzyk związanych z działalnością kopalni monitorowanie skutków działalności kopalni i współfinansowanie z Republiką Czeską innych projektów). Po wpłaceniu tej kwoty Republika Czeska wycofa w określonym terminie swoją skargę do czasu zawarcia umowy zostanie znaleziony sposób przekazania środków który będzie dla obu stron możliwy pod względem prawnym”.

To właśnie kluczowy element polsko-czeskiej umowy. Trzeba znaleźć konstrukcję prawną, która umożliwi Polsce przekazanie tych pieniędzy. Przede wszystkim trzeba będzie rozstrzygnąć czy zrobi to w jakiś sposób rząd, czy też właściciel Turowa czyli PGE.

Nie wiadomo ile czasu zajmie prawnikom wymyślenie takiego mechanizmu, który musi przecież też zawierać jakieś sposoby kontroli nad wydawaniem tych pieniędzy.

Czeski prawnik to szybki jest, a polski to taki więcej powolny

Jednocześnie strona polska wciąż pracuje nad wnioskiem do TSUE o zmianę środka zabezpieczającego czyli postanowienia o zatrzymaniu wydobycia węgla w Turowie. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział jego wysłanie następnego dnia po decyzji TSUE, ale minęły dwa tygodnie a polskim prawnikom nie udało się go napisać.

- We wniosku o zmianę postanowienia zabezpieczającego Polska może podnieść wszystkie argumenty, które nie zostały przez nas przedstawione w trakcie postępowania. Nie muszą to być wcale nowe okoliczności faktyczne, wystarczy aby były to okoliczności nie znane wcześniej Trybunałowi – tłumaczy w rozmowie z portalem WysokieNapiecie. pl prof. Waldemar Gontarski, prawnik reprezentujący wcześniej Polskę przed TSUE w innych sprawach. - Mogą więc być to okoliczności związane z realnym zagrożeniem zdrowia i życia ludzi w związku z realnym ryzykiem ograniczenia dostaw energii, argument nieodwracalności zaprzestania wydobycia w związku z zalewaniem kopalni czy argument realnego zagrożenia dla mieszkańców Bogatyni w związku z przerwaniem dostaw ciepłej wody i ogrzewania. Zatem wszystkie te argumenty, których Polska nie przedstawiła albo niewystarczająco dobrze uzasadniła dotychczas. Przecież w postanowieniu ws. tymczasowego zaprzestania wydobycia wiceprezes Trybunału wielokrotnie tłumaczyła, że Polska w niewystarczający sposób uprawdopodobniła ryzyka dla polskich obywateli, skupiając się na argumentach natury ekonomicznej. Pismo procesowe z tymi argumentami powinno zostać złożone natychmiast – ale to natychmiast – w Luksemburgu.

Rzeczywiście najpoważniejszym polskim orężem powinna być kwestia liczącej 15 tys. mieszkańców Bogatyni, która w całości jest zaopatrywana w ciepłą wodę z elektrowni. Zatrzymanie pracy kopalni spowoduje wyłączenie elektrowni (węgla brunatnego nie da się tam dowozić).  Miasto, w tym szpitale, szkoły, przedszkola, żłobki nie miałyby ciepłej wody.

Czytaj także: Czechy wycofają skargę na Turów. Polska zapłaci za inwestycje

Jeśli postępowanie w sprawie zasadniczego wniosku Czech miałoby się przeciągnąć, to jesienią Bogatynia zostałaby także pozbawiona ogrzewania.

Polska powinna też dołączyć szczegółową analizę wpływu wyłączenia Turowa na polski system energetyczny i możliwości importu prądu, które według PSE w takiej sytuacji się zmniejszą. Dotychczasowe ogólnikowe argumenty Warszawy o zmniejszeniu bezpieczeństwa energetycznego spotkały się z ripostą sędzi Rosario Lapuerty - „państwo członkowskie nie poparło tego twierdzenia dowodami i że, nawet jeśli nagła niedostępność danej elektrowni może powodować negatywne skutki, operatorzy systemu elektroenergetycznego są w stanie tak zrównoważyć sieć elektroenergetyczną, aby zrekompensować taką niedostępność. Tak więc Polska nie wykazała w wystarczający sposób, że zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów wiązałoby się z rzeczywistym zagrożeniem jej bezpieczeństwa energetycznego, zaopatrzenia polskich odbiorców w energię czy też dla transgranicznych przesyłów energii”.

 Premier Mateusz Morawiecki mówił, że w polskim wniosku zostanie podniesione wcześniejsze ukończeniu wału, który ma zapobiec odpływaniu wody z czeskiej strony ( w 2021 a nie w 2023 r.). Ale 26.05 na łamach dziennika "Hospodarske Noviny" szef czeskich służb geologicznych Zdenek Venera zasugerował, że wał powinien być dłuższy niż zaplanowali Polacy. Trudno powiedzieć, czy w przyszłości nie zgodzi się z nim czeski rząd, więc ta kwestia także powinna być wyjaśniona.

Jeśli Polska i Czechy szybko się nie dogadają i Praga nie wycofa skargi, to TSUE rozpatrzy wniosek Czech o nałożenie na Polskę kary finansowej. A co się stanie  jeśli Polska zdąży wysłać swój wniosek o zmianę zabezpieczenia zanim TSUE zdecyduje o karze? Zdaniem prof. Gontarskiego w takiej sytuacji polski wniosek – jako dalej idący – będzie rozpatrywany jako pierwszy.

Możemy mieć więc wyścig wniosków – polskiego o zmianę zabezpieczenia, czeskiego o nałożenie kary, tyle że Polska jeszcze w nim nie wystartowała.

Bruksela wkracza do gry

Tymczasem do postępowania w TSUE przyłączyła się także Komisja Europejska, wysyłając do TSUE swoje stanowisko Jak wyjaśniła nam Daniela Stoycheva ze służb prasowych KE, Komisja zdaje sobie sprawę, że Polska i Czechy rozmawiają o polubownym zakończeniu sporu, ale póki to nie nastąpiło, przypomniała sądowi argumenty, które przedstawiła w grudniu. 2020 r.  Komisja przyznała wtedy rację Czechom, że Polska naruszyła procedury wynikające z unijnej dyrektywy o ocenie wpływu na środowisko. Przypomnijmy, że polska administracja wydała kopalni w Turowie koncesję na wydobycie węgla w Turowie nadając decyzji środowiskowej rygor natychmiastowej wykonalności. Takiej możliwości nie ma w dyrektywie. Bruksela wszczęła w tej sprawie postępowanie jeszcze w 2019 r. i Polska raczej wiedziała, że je przegra, bo na początku 2021 r. przepisy zostały zmienione.

Pozostałe zarzuty Pragi – tj. naruszenie ramowej dyrektywy wodnej oraz kolejnej dyrektywy środowiskowej Bruksela w grudniu uznała za nieuzasadnione.

- Komisja stoi na stanowisku, że Polska musi niezwłocznie wykonać postanowienie TSUE o wstrzymaniu wydobycia w Turowie i  będzie śledzić czy zostało ono wykonane  – dodaje Stoycheva.

Czytaj także: Elektrownia Turów do wyłączenia w 2035 r.

Zobacz także...

Koniec epopei Nord Stream 2

Leszek Kadej

Mimo piętrzących się trudności Moskwie i Berlinowi uda się wkrótce doprowadzić do zakończenia budowy bałtyckiego gazociągu. Jakie będą skutki pojawienia się nowej drogi dost...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE