Spis treści
Oferta Pstryk rozruszała detalicznym rynek energii elektrycznej
Gdybyśmy mieli krótko podsumować najciekawszą ofertę sprzedaży prądu dla gospodarstw domowym, jaką mamy dziś na polskim rynku, to wygląda ona tak:
- Masz gwarancję, że nie zapłacisz za prąd więcej niż w taryfie, którą zapewne masz teraz (miesięczna maksymalna cena wynosi 61 gr/kWh brutto).
- Jednocześnie, jeżeli kupisz prąd taniej, to obniżysz sobie rachunek.
- Nie masz żadnej miesięcznej opłaty handlowej.
- Możesz skorzystać z tej oferty także nie mając żadnego specjalnego licznika (LZO).
- Masz jednorazową opłatę na start (299 zł za miernik, który montujesz w swoim domu/mieszkaniu, ale co jakiś czas możesz złapać promocję na opłatę startową za 0 zł, jak teraz).
- Możesz też skorzystać z kodu polecającego i na start zarobisz 50 zł.
- Wraz z miernikiem dostajesz dostęp do aplikacji pokazującej twoje aktualne zużycie energii i godzinowe dane historyczne, dzięki czemu będziesz mógł sprawdzić jaka taryfa da Ci najwięcej oszczędności, gdybyś chciał wybrać inną.
- Nie masz żadnej opłaty za zerwanie umowy, możesz zrobić to w dowolnym momencie i wrócić do dowolnej taryfy u innego sprzedawcy prądu.
- Możesz kupować prąd po cenach ujemnych, czyli zarabiać na tym, że np. ogrzewasz mieszkanie pompą ciepła albo ładujesz samochód.
- Jeżeli masz fotowoltaikę i magazyn energii, możesz też zarabiać na sprzedaży prądu wieczorami po wysokich cenach (w miniony wtorek było to, bagatela, 3 zł/kWh).
- Zyski ze sprzedaży prądu do sieci pokryją Ci wszystkie opłaty, łącznie z dystrybucją, dzięki czemu Twój rachunek na koniec miesiąca może wynieść okrągłe 0 zł do zapłaty, a nadwyżka Twoich przychodów trafi do depozytu pokrywającego kolejne faktury.
- Depozyt prosumencki, który u innych sprzedawców można wykorzystać przez rok, u tego sprzedawcy możesz wykorzystać bezterminowo.
- Jeżeli masz więcej liczników prądu, np. domek na wsi z fotowoltaiką, mieszkanie w mieście i garaż z ładowarką, wszystkie możesz rozliczać w ramach jednej miesięcznej płatności. Jeżeli Twój domek wygeneruje 200 zł zysku na sprzedaży nadwyżek prądu, a Twoje mieszkanie pobierze prąd za 200 zł, Twoja płatność na koniec miesiąca wyniesie 0 zł.
- Koszty zakupu prądu znasz na bieżąco, co do minuty.
- W zasadzie nie masz prognoz, bo faktury bazują na Twoim rzeczywistym zużyciu.
- Jeżeli masz fotowoltaikę, to na bieżąco możesz sprawdzać ile wynosi Twój depozyt, z którego możesz pokrywać kolejne rachunki za prąd.
- Umowę na zmianę sprzedawcy podpisujesz w 5 minut w aplikacji na telefon, a cały proces wypowiedzenia obecnej umowy i przejścia na nowe warunki, załatwia za Ciebie nowy sprzedawca.
- Nowy sprzedawca rozlicza Cię zarówno za prąd, jak i za dystrybucję, na jednej fakturze, jak obecnie.
- Oferta (co nie jest tak oczywiste w przypadku państwowych koncernów) dostępna jest w całej Polsce.
To warunki, jakie oferuje gospodarstwom domowym relatywnie młody, bo działający od 2024 roku, sprzedawca prądu – Pstryk. Firma kierowana jest przez byłego wieloletniego prezesa Energi, Mirosława Bielińskiego, oraz trzech inwestorów technologicznych, w tym Leszka Jastrzębskiego, z ogromnym doświadczeniem m.in. w branży e-commerce. Jest właściwie pierwszą w Polsce, która walczy o klientów ofertą i obsługą klienta, a nie sztuczkami lub dodatkowymi ubezpieczeniami.

Dekady marazmu w segmencie detalicznym
Przed powstaniem Pstryka, w segmencie klientów domowych (poza rewolucją prosumencką, o której za chwilę) od 80 lat nie działo się w zasadzie nic szczególnego. Mieliśmy doroczną regulacją cen taryfowych i ewentualnie ich „mrożeniem” w ostatnich latach.
Wolnorynkowe (niezatwierdzane przez URE) oferty zwykle ograniczały się do łączenia sprzedaży prądu z ubezpieczeniem takim jak bezpłatna pomoc fachowców (elektryka, hydraulika, informatyka) na wypadek awarii w domu, za które spółki energetyczne życzyły sobie dodatkowe 15-30 zł miesięcznie.
Nie było w zasadzie żadnych innowacji i żadnej walki o klienta (poza epizodem sprzed dekady, gdy kilka firm od sprzedaży bezpośredniej, mających armię domokrążców, wciskało oferty „na elektrownię”, z ubezpieczeniami). Większego sukcesu nie odniosły też umowy łączące prąd z gazem, czy z abonamentem telefonicznym.
Ponad sto lat marazmu, podczas którego odbiorcy domowi realnie mogli tylko czekać na ogłoszenie taryf na prąd i grzecznie za nie płacić, zmieniając najwyżej umowę na strofową (taniej w wybranych godzinach, drożej w pozostałych) przerwał dopiero boom fotowoltaiczny.
Rewolucja prosumencka – fotowoltaikę na dachu ma 6 mln Polaków
W ciągu kilku ostatnich lat co czwarty właściciel domu jednorodzinnego w Polsce zainstalował sobie na dachu panele słoneczne. Od tego momentu ceny prądu przestały interesować jakieś 4 mln Polaków (1,2 mln rodzin), którzy rozliczają fotowoltaikę „na starych zasadach”. Ich miesięczne rachunki za prąd wynoszą po kilkanaście złotych.
Zmiana zasad rozliczania prosumentów w 2022 roku nieco przygasiła zapał Polaków do energetyki słonecznej, ale tylko na chwilę. Panele fotowoltaiczne i domowe baterie mocno potaniały i inwestycje w domowe elektrownie słoneczne znów ruszyły. Co miesiąc kilkanaście tysięcy kolejnych polskich rodzin staje się prosumentami na nowych zasadach. Do dziś to już kolejna armia – 400 tys. odbiorców, czyli jakieś 1,5 mln Polaków.
Z kolei liczba (zgłoszonych) magazynów energii elektrycznej u prosumentów już na koniec ubiegłego roku przekroczyła 110 tys., rosnąc o kilka tysięcy miesięcznie, więc dziś może już dochodzić do 150 tys. instalacji domowych baterii, z których korzysta 0,5 mln Polaków.
Enea, Energa i Tauron zachęcają tanimi godzinami
To właśnie wzrost udziału fotowoltaiki w krajowym rynku energii, a po części zapewne też i nowy sprzedawca, z całkowicie nieszablonowym podejściem do rozliczania odbiorców i prosumentów, wreszcie ruszyły segment klientów detalicznych na tyle, że nawet ospałe państwowe koncerny energetyczne wreszcie zauważyły zachodzące wokół zmiany. Państwowi giganci musza odbierać prąd od wspomnianej armii 1,2 mln prosumentów na starych zasadach i sprzedawać go na rynku, często po 0 zł lub w cenach ujemnych, więc wreszcie zaczęły szukać sposobu, aby ten prąd trafiał nie tyle na rynek, co do ich własnych klientów.
Poznańska Enea tydzień temu zaproponowała odbiorcom domowym „EneoWeekend”. W ramach tej oferty zachowujemy dzisiejszą stawkę z taryfy regulowanej całodobowej (G11) na dwa lata (62 gr/kWh brutto), ale dodatkowo zapłacimy o 50% mniej w weekendy i święta w godzinach 10-16 (31 gr/kWh) prze cały rok, a od kwietnia do września dodatkowo jedna z tych godzin (13:00) będzie kosztować symboliczny 1 gr/kWh brutto. W zamian musimy jednak zgodzić się na dodatkowe ubezpieczenie (24,60 zł/m-c) przewidujące pomoc elektryka w nagłych awariach. Jednak Enea oferuje ten produkt wyłącznie odbiorcom przyłączonym do sieci Enea Operator. Aby skorzystać z oferty trzeba także posiadać licznik zdalnego odczytu (LZO).
Nową ofertę pokazała także gdańska Energa. Wybierając „Tanie weekendowanie” utrzymujemy obecną standardową stawkę (62 gr/kWh brutto) przez dwa lata, ale w okresie kwiecień-wrzesień w weekendy i święta przez 6 godzin (10-16) zapłacimy za prąd tylko symboliczny 1 gr/kWh. Do tego co miesiąc zatankujemy do 75 litrów paliwa na stacjach Orlen o 10 gr/l taniej (co ciekawe, na stacjach Orlen Charge nie naładujemy auta taniej w tej promocji). W zamian dojdzie nam jednak opłata handlowa 19,90 zł/m-c. Warunkiem zawarcia umowy jest posiadanie licznika zdalnego odczytu (LZO), jednak na obszarze Energa Operator, korzystają z nich już niemal wszyscy klienci.
W sobotę Tauron ogłosił z kolei dwie nowe oferty. Pierwsza to „Tanie weekendy z Serwisantem”. W jej ramach cena energii nie jest stała, lecz zależy od godziny, dnia tygodnia i sezonu. Najmniej (tylko 7 gr/kWh brutto) zapłacimy w sezonie „fotowoltaicznym” (kwiecień-wrzesień) w weekendy i święta w godzinach 9-17. Ponieważ umowę zakupu prądu łączy się z taryfą G13s, to w tym samym czasie mam także tanią dystrybucję (5 gr/kWh). W efekcie całkowite zmienne ceny prądu wyniosą nas wtedy zaledwie 12 gr/kWh brutto. Jednak zimą, w dni robocze, niemal przez całą dobę będziemy mieć stawki takie jak w taryfie G11 lub istotnie droższe (nawet 1,27 zł/kWh za prąd plus 41 gr/kWh za dystrybucję w zimowych szczytach rano i popołudniu). Za to zimowe weekendy będą o połowę tańsze od standardowych stawek z G11. Produkt sprzedawany jest z ubezpieczeniem (serwisant z naprawą sprzętów domowych) za 29,50 zł/m-c. Oferta dostępna jest tylko na obszarze Tauron Dystrybucja (i Tauron Dystrybucja GZE), wyłącznie dla odbiorców z licznikami zdalnego odbioru (LZO).
Tauron z nową ofertą dynamiczną
Tauron podjął też rękawicę rzuconą przez Pstryka. Prywatny sprzedawca od początku istnienia „mrozi” ceny prądu swoim klientom korzystającym ze stawek giełdowych. Daje im gwarancję, że nie zapłacą więcej niż 61 gr/kWh, czyli tyle co w taryfie G11. To ogromna zachęta do wypróbowania taryfy dynamicznej, bo odbiorca nie ryzykuje wysokim rachunkiem na koniec miesiąca. W naszej ocenie sufit cenowy jest wręcz postawiony zbyt nisko, bo klient przechodzący z taryfy G11 na dynamiczną nie musi robić nic, aby płacić tyle samo co dotychczas, a najwyżej może zaoszczędzić przypadkiem, co może generować koszty dla sprzedawcy. Teraz Tauron poszedł w podobnym kierunku – także mrozi ceny klientom – ale stosując nieco wyższą cenę maksymalną.
W ramach oferty „Ceny dynamiczne MAX” klienci Tauron Dystrybucja mogą zawrzeć umowę na zakup prądu po cenach giełdowych z gwarancją, że na koniec miesiąca nie zapłacą za prąd więcej niż 68 gr/kWh brutto. W przeciwieństwie do Pstryka, mamy tu jednak także cenę minimalną – na koniec miesiąca nie może być niższa niż 1 gr/kWh (w Pstryk część klientów, głównie prosumenci, osiągają wartości ujemne, więc płacą 0 zł, a nadwyżki przenoszą im się na kolejne miesiące). W zamian Tauron dolicza jednak do rachunku opłatę handlową w wysokości 23,49 zł/m-c. Klienci nadal mają jednak do dyspozycji ofertę z cenami dynamicznymi bez abonamentu. Oferta Taurona wymaga posiadania licznika zdalnego odczytu (LZO).
Aktywni odbiorcy mogą dużo oszczędzić a nawet zarobić
Zmiany na rynku wywołane rozwojem fotowoltaiki, magazynów energii i wejściem nowego aktywnego sprzedawcy, sprawiają, że możliwości do znacznego ograniczenia rachunków za prąd pojawia się coraz więcej – zarówno w formie bardzo bezpiecznych ofert Enei i Energi, jak i stawek wielostrefowych Taurona, czy ofert z cenami dynamicznymi (zwłaszcza w Pstryk i Tauronie).
Oferta Pstryk, gdzie klienci mają naliczane ceny ujemne za pobór energii, a dodatkowo mogą także zarabiać na sprzedaży prądu z fotowoltaiki po cenach giełdowych godzinowych, potrafi wygenerować wręcz znaczące miesięczne zyski na poborze i produkcji prądu w gospodarstwach domowych czy spółdzielniach. Jedna z polskich spółdzielni, grzejąc ciepłą wodę użytkową dla mieszkańców i magazynując tani prąd w środku dnia, a sprzedając go wieczorami, tylko w ciągu jednego miesiąca wygenerowała na swoim rachunku ponad 100 tys. zł zysku za pobraną energię, który trafił do depozytu i będzie pokrywał mieszkańcom koszty ogrzewania zimą.
Rynek energii elektrycznej w końcu daje odbiorcom znacznie więcej możliwości niż tylko grzecznie czekać i płacić regulowane stawki za prąd. To ogromna szansa dla tych odbiorców, którzy mają znaczne pobory energii, więc inwestycje w zarządzanie prądem mogą im się szybko spłacić.
