1. Główna
  2. >
  3. Odnawialne źródła energii
  4. >
  5. Wodór
  6. >
  7. UE traci konkurencyjność i ma wysokie ceny energii. Przywódcy stoją w rozkroku

UE traci konkurencyjność i ma wysokie ceny energii. Przywódcy stoją w rozkroku

Komisja Europejska szykuje nowe pakiety legislacyjne, aby pomóc przemysłowi. Jednak w tym wszystkim ścigamy sprzeczne cele i nie wiadomo, gdzie jest priorytet.
Power line and flag of European Union. Energy crisis. Concept of global energy crisis. Increase in electricity consumption. Arrow on the chart moves up. Increasing cost
Fot. Depositphotos

Rewizja ETS plastrem na dziurawy CBAM?

Czwartkowy, nieformalny szczyt unijnych liderów w belgijskim zamku był poświęcony dwóm kluczowym kwestiom – cenom energii i konkurencyjności unijnych gospodarek. Stagnacja produkcji przemysłowej, rosnące koszty unijnych przedsiębiorstw, presja ze strony chińskich i amerykańskich firm, które wypychają unijnych konkurentów z rynków zarówno w UE, jak i poza nią – o tym wszystkim mieli mówić liderzy państw.

Szczyt był nieformalny, więc oficjalnego komunikatu wzywającego Komisję Europejską do odpowiednich działań nie ma, ale wiadomo, że i tak Bruksela pracuje na kilku frontach. Dwa najważniejsze inicjatywy obecnie to rewizja systemu handlu emisjami ETS oraz preferencje dla unijnych firm w przetargach publicznych. Obie budzą ogromne kontrowersje.

W sprawie ETS chodzi głównie o przemysł. Zgodnie z wcześniejszymi założeniami miano stopniowo pozbawiać przemysł ciężki darmowych uprawnień do emisji, gdyż wchodzi w życie unijne cło węglowe CBAM.

obraz
Raport firmy doradczej Roland Berger dla chemicznego lobby CEFIC przedstawił raczej smutny obraz przemysłu chemicznego w UE.

W praktyce jednak jego skuteczność budzi duże wątpliwości. Tuż przed unijnym szczytem przemysłowcy zorganizowali szeroką kampanię, ostrzegając przez zamykaniem zakładów i utratą miejsc pracy. W przeddzień spotkania unijnych liderów odbyła się duża konferencja przemysłowa w Antwerpii, z szefową KE Ursulą von der Leyen i kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem. Mocno krytykowali dotychczasową politykę  UE, zwłaszcza przedstawiciele przemysłu chemicznego. Szef niemieckiego giganta BASF Marcus Kamieth mówił w wywiadzie dla „FT”, że „UE strzela sobie w stopę”, a  ETS jest „przestarzały”.

ETS jest jednak fundamentem unijnej polityki klimatycznej, a poza tym przynosi państwom UE olbrzymie dochody. Polski budżet będzie z tego miał około 15 mld zł w 2026 roku, ale trzeba pamiętać, że nasz kraj jako całość ma niedobór uprawnień i polskie firmy muszą je kupować także w innych państwach UE.

Przed unijnym szczytem krążyły dziesiątki stanowisk i nieformalnych dokumentów. Do zawieszenia ETS wezwał premier Słowacji Robert Fico, poparli go Czesi.

Natomiast liderzy krajów zachodnich mają problem z jasnym określeniem swojego stanowiska. Największe zamieszanie wywołał kanclerz Friedrich Merz. W trakcie debaty w Anwerpii  powiedział, że system nie został wprowadzony w celu generowania dochodów. Został on ustanowiony, aby redukować emisje CO2, a jednocześnie umożliwiać przedsiębiorstwom produkcję bez emisji CO2. – Jeśli więc nie da się tego osiągnąć i jeśli nie jest to właściwe narzędzie, powinniśmy być bardzo otwarci na jego zmianę lub przynajmniej na jego przesunięcie – tak jak zrobiliśmy to w przypadku ETS 2 dla konsumentów – mówił kanclerz Merz.

obraz
Znika coraz więcej zakładów produkcyjnych, a w wielu wciąż istniejących zmniejszana jest produkcja.

Merz zgadza się ze wszystkimi, którzy mówią, że musimy robić więcej przeciwko zmianom klimatu. – W pełni zgadzam się ze wszystkimi, którzy mówią, że musimy szukać instrumentów – właściwych instrumentów – stwierdził Merz, ale zastrzegł, że robienie tego kosztem przemysłu i miejsc pracy jest „nie do zaakceptowania”. – I dlatego zgadzam się ze wszystkimi, którzy mówią: jeśli to nie jest właściwe narzędzie, musimy o tym rozmawiać – tłumaczył Merz o dodawał, że należy je zmienić, jeśli „nie działa”.

Po wypowiedzi Merza ceny uprawnień do emisji spadły o blisko 10%.

ETS 2 rzeczywiście został przesunięty do 2028 roku, ale ETS 1 obowiązuje i nie da się go przesunąć – nawet zawiesić byłoby trudno z dnia na dzień, ze względu na prawa nabyte. Dziennik „Tagespiegel” poprosił służby prasowe rządu Niemiec o egzegezę oświadczenia kanclerza i dowiedział się, że „kanclerz jest otwarty na dostosowanie w ETS 1 aż po przesunięcie”.

obraz
Według raportu w „chemii” znika coraz więcej miejsc pracy, zwłaszcza w Niemczech i Holandii

Do ogólników ograniczył się prezydent Francji Emmanuel Macron, który stwierdził, że UE musi pogodzić cele klimatyczne z konkurencyjnością. Wezwał do zachowania ETS, ale dał do zrozumienia, że rozumie perspektywę innych krajów. – Jest jasne, że w niektórych państwach nie działa to dobrze, bo ciągle mają zbyt duży udział paliw kopalnych, które wyznaczają koszt krańcowy energii. Na rynku uprawnień jest też zbyt dużo spekulacji. Poza tym cena, która powinna wynosić 30-40 euro za tonę, dziś wynosi około 80 euro, co ma duży wpływ na niektóre gospodarki – zaznaczył prezydent Macron.

Szefowa KE Ursula von der Leyen, nota bene wywodząca się z chadecji tak jak i Merz, broniła ETS. – System handlu emisjami, ETS, przynosi wyraźne korzyści. Od momentu jego wprowadzenia w 2005 roku emisje spadły o 39 procent, podczas gdy gospodarka w sektorach objętych ETS wzrosła o 71 procent. Pokazuje to, że dekarbonizacja i konkurencyjność mogą iść w parze – mówiła w Antwerpii.

Co z tego wszystkiego wyniknie? Bruksela ma już w kwietniu przedstawić plany reformy ETS i raczej należy się spodziewać pozostawienia darmowych uprawnień dla przemysłu. Nie wiadomo natomiast czy unijni urzędnicy uznają racje tych, którzy domagają się większej kontroli nad cenami uprawnień, czy to w formie „korytarza cenowego”, czy też w formie zwiększania liczby uprawnień gdyby cena poszybowała za wysoko.   

obraz
A najczęściej podawaną przyczyną zamknięcia są wysokie koszty energii

Ratowanie konkurencyjności protekcjonizmem?

Drugim tematem, który dominował europejski szczyt były preferencje dla unijnych firm w zamówieniach publicznych. O tym, że Komisja Europejska zamierza w lutym przedstawić propozycje preferencji w zamówieniach publicznych i programach wsparcia dla technologii związanych z energetyką i elektromobilnością pisaliśmy niedawno w artykule pt. „Kupuj europejskie”. Czy UE zrewolucjonizuje przetargi?

Planowane regulacje, czyli Industrial Accelerator Act (IAA), według KE mają wzmocnić unijny przemysł w sektorach m.in kluczowych dla transformacji energetycznej. Niemniej odczucia wśród państw członkowskich, jak i samego przemysłu, nie są jednolite. Do zwolenników IAA należą przede wszystkim Francja i Hiszpania, a sceptyczne stanowisko dotyczy Niemiec, Włoch oraz krajów skandynawskich.

Oczywiście – jak to zazwyczaj bywa z unijnymi przepisami – projekt regulacji wyciekł już poza biura brukselskich urzędników. Jego treść poznała również redakcja portalu WysokieNapiecie.pl, więc w dalszej części artykułu szerzej opiszemy planowane zmiany dotyczące zamówień publicznych i programów wsparcia związanych z energetyką. Choć ten „wyciek” nie jest pełny i brakuje w nim części zapisów oraz załączników, to jednak pozwala ocenić, w którą stronę zmierzają prace nad przepisami.

Oficjalnie KE projekt IAA ma opublikować 25 lutego, a kolejny szczyt przywódców UE zaplanowano na 19-20 marca. Natomiast jeśli chodzi o przebieg czwartkowego szczytu w Belgii, to według relacji portalu Politico rozbieżności wśród państw członkowskich nadal istnieją, a Ursula von der Leyen, przewodnicząca KE, próbuje „znaleźć równowagę między protekcjonistycznymi instynktami Francji a apelami o większą otwartość ze strony Niemiec, Włoch i krajów skandynawskich”.

Chińskie inwestycje na nowych zasadach

Mocniejszy sygnał przy okazji szczytu, a także wycieku najnowszej wersji projektu, popłynął natomiast poza UE, gdyż zaktualizowane regulacje mają bardziej przyjaźnie traktować „zaufanych partnerów”, czyli choćby państwa Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Norwegia, Islandia, Liechtenstein), czy Japonię i Koreę Południową.

Można to więc postrzegać jako odpowiedź m.in. na uwagi formułowane przez Berlin, który w stanowisku do KE podkreślał „potrzebę poprawy ogólnej konkurencyjności UE w sposób otwarty i w ścisłej współpracy z partnerami i krajami o podobnych poglądach”.

Inaczej IAA ma natomiast traktować Chiny. Choć Państwo Środka nie zostało wprost wymienione w regulacjach, to KE chce nałożyć restrykcje na inwestycje w UE przez firmy z krajów trzecich, które kontrolują ponad 40% światowych mocy produkcyjnych w zakresie baterii, pojazdów elektrycznych, fotowoltaiki oraz surowców krytycznych.

Według planowanych regulacji tacy inwestorzy będą musieli inwestować we wspólne przedsięwzięcia z unijnymi podmiotami, a ich udział w projektach ma wynosić maksymalnie 49%. Ponadto zostaną objęci obowiązkami dotyczące transferu technologii, a także poziomu zatrudnienia unijnych pracowników (minimum 50%), nakładów na badania i rozwój oraz wykorzystania materiałów pochodzących z UE (minimum 50%).

Komentatorzy wskazują, że w ten sposób KE w praktyce kopiuje politykę Pekinu wobec zachodnich firm z czasów, gdy Chiny pod koniec ubiegłego wieku szerzej otworzyły się na zagraniczne inwestycje. Bruksela przyznaje w ten sposób, że Chiny w wielu kwestiach prześcignęły UE i to my, Europejczycy, musimy się obecnie od nich uczyć – tak jak oni uczyli się od nas 20-30 lat temu.

Niemniej ze strony chińskich władz oraz koncernów – na czele z BYD – popłynęła już krytyka planowanych regulacji. Ich zdaniem podejście Brukseli jest „przestarzałe”.

Przetargi dla swoich

Jakie są zatem bardziej szczegółowe rozwiązania zawarte w IAA? Według regulacji wykorzystanie potencjału zamówień publicznych jest kluczowe, aby w perspektywie 2035 roku udział produkcji przemysłowej wzrósł do co najmniej 20% wartości dodanej brutto Unii Europejskiej – z nieco ponad 14% w 2020 roku.

Dlatego KE chce wprowadzenia wymogów do przetargów publicznych, dotyczących wybranych technologii związanych z transformacją energetyczną.

Tak więc w przypadku bateryjnych magazynów energii w okresie od roku do trzech lat od wejścia IAA w życie wykorzystywane magazyny będą musiały być montowane w UE, a także m.in. posiadać unijne oprogramowanie. Natomiast po trzech latach wymagane będzie wykorzystanie magazynów, które będą musiały również zawierać wyprodukowane w UE ogniwa oraz katody.

W przypadku instalacji fotowoltaicznych w podobnych ramach czasowych wpierw będzie wymagane m.in. zastosowanie unijnego falownika, a także dwóch innych specyficznych elementów, po czym lista ma zostać wydłużona do trzech komponentów. Dla lądowych i morskich elektrowni wiatrowych najpierw ma być wymagany jeden „główny podzespół” z UE, a po trzech latach – dwa komponenty.

Jeśli chodzi o technologie jądrowe, to przy budowie nowych elektrowni (w tym SMR) po trzech latach od wejścia przepisów w życie co najmniej cztery „główne podzespoły” mają pochodzić z Unii. Od razu ma natomiast pojawić się wymóg stosowania unijnych technologii solarnych i wodnych pomp ciepła.

W przesyle i dystrybucji energii po trzech latach od wejścia przepisów z UE będą musiały pochodzić komponenty do „linii łączących technologie zerowej emisji netto z siecią elektroenergetyczną”. Wśród nich znajdują się kable, przewody napowietrzne, falowniki, konwertery, szafy sterownicze czy wyłączniki.

Po trzech latach mają zacząć też obowiązywać wymogi dotyczące wykorzystania unijnych „urządzeń do zasilania pojazdów”, a także tzw. inteligentnych liczników oraz sieciowej infrastruktury kontrolno-pomiarowej.

Europeizacja aukcji i programów wsparcia

W przypadku bateryjnych magazynów energii, instalacji fotowoltaicznych oraz lądowych i morskich wiatraków powyższe wymogi będą miały też zastosowanie w przypadku udziału w aukcyjnym modelu wsparcia. Poza tymi technologiami wymogi będą dotyczyły również wodoru, m.in. rok po wejściu IAA w życie wykorzystywane elektrolizery będą musiały być montowane w Unii, a także posiadać unijny stos i dwa inne główne komponenty.

Ponadto podobne wymogi będą stosowane w publicznych programach wsparcia przeznaczonych dla gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw.

IAA przewiduje wykluczenie z przetargów wykonawców z państw trzecich, które nie zawarły z UE umów gwarantujących równorzędnego dostępu do zamówień publicznych. Unijne prawo już pozwala stosować takie rozwiązanie, co od ubiegłego roku wykorzystują m.in. najwięksi polscy inwestorzy infrastrukturalni (PKP PLK, GDDKiA), jak i państwowe grupy energetyczne w niektórych przetargach, np. PGE na budowę elektrowni szczytowych w Rybniku i Dolnej Odrze.

Według projektu możliwe będzie wyłączenie ze stosowania wymogów przewidzianych w IAA, jeśli zostanie spełniony któryś z trzech wyjątków.

Pierwszy to sytuacja, w której produkt lub usługa może zostać dostarczony tylko przez jednego, konkretnego wykonawcę i nie istnieje żadna rozsądna alternatywa. Drugi to udokumentowane ryzyko nieproporcjonalnego wzrostu kosztów zamówienia (ponad 30%) lub ryzyko technicznej niekompatybilności w eksploatacji i utrzymaniu. Natomiast trzeci wyjątek to sytuacja, gdy do dwóch przetargów na daną inwestycję, ogłoszonych w ciągu dwóch lat, nie zgłosili się żadni wykonawcy.

Państwowa energetyka nie chce dyskryminacji

Trudno stwierdzić jakie dokładnie wobec IAA jest stanowisko Polski, bo rząd na razie nie zabrał głosu.

Od niemal roku local content na krajowym podwórku jest mocno akcentowany przez rząd i spółki kontrolowane przez Skarb Państwa, ale sprawa jest skomplikowana, bo nie wiadomo co to dokładnie jest „local content”. Czy pompa montowana w Polsce, ale częściowo z chińskich komponentów jest już trochę „polska”, czy jednak „chińska”? A może należy procentowo określać, ile ma być „polskie”, a ile „niepolskie”, nakładając na firmy dodatkową biurokrację. Dlatego w Ministerstwie Aktywów Państwowych powołano w tej sprawie specjalny zespół, który zapewne ustali wskaźnik polskości poszczególnych produktów.

Patrząc na treść stanowiska, który w ostatnim czasie do KE przesłało trzynaście grup energetycznych – kontrolowanych przez publicznych akcjonariuszy lub mających ich w strukturze właścicielskiej – można stwierdzić, że państwowa energetyka nie postrzega IAA tak kolorowo jak Bruksela.

Sygnatariusze listu – wśród których są m.in. Ørsted, EDF, CEZ, a także Polska Grupa Energetyczna – zaapelowali do KE o „wyłączenie działań w sektorze energetycznym, niezbędnych do osiągnięcia unijnych celów dekarbonizacji, z ram zamówień publicznych”.

– Nasz wniosek opiera się na dążeniu do zapewnienia równych szans uczestnikom rynku publicznego i prywatnego, zmniejszenia zbędnych obciążeń administracyjnych, które osłabiają efektywność operacyjną i inwestycje oraz właściwe wykorzystanie zasobów publicznych – wskazano w stanowisku.

– W sytuacji, gdy publiczne przedsiębiorstwa użyteczności publicznej konkurują z prywatnymi przedsiębiorstwami na tych samych rynkach, ciągłe stosowanie asymetrycznych obowiązków w zakresie zamówień publicznych stawia przedsiębiorstwa publiczne w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej. Konkurencja, pomoc państwa i regulacje sektorowe już teraz dyscyplinują zachowania rynkowe i chronią integralność rynku. Wyłączenie sektorowe wyeliminowałoby zatem zakłócenia proceduralne bez naruszania istniejących zabezpieczeń materialnych, które chronią uczciwą konkurencję – podkreślono.

W dalszej części stanowiska m.in. stwierdzono, że nadmierne kryteria pozacenowe mogą opóźnić lub zwiększyć koszty kluczowych inwestycji i spowolnić transformację energetyczną. Ponadto podkreślono, że wprowadzane przez UE reformy powinny umożliwić sektorowi energetycznemu przyspieszenie inwestycji, a nie wprowadzać kolejne przeszkody.

Wzywamy decydentów do skoncentrowania się na umożliwieniu transformacji energetycznej poprzez zapewnienie, że przepisy dotyczące zamówień publicznych wspierają, a nie utrudniają szybką rozbudowę czystej infrastruktury energetycznej, której Europa i jej przemysł pilnie potrzebują – podsumowano.

Szlachetny cel promowania krajowego przemysłu wymaga bardzo starannego i przemyślanego zaplanowania – tak, aby nie wylać dziecka z kąpielą. Niestety politycy mają o tym przeważnie blade pojęcie, a długoterminowe planowanie oraz mówienie wyborcom rzeczy niepopularnych w dobie „socjali” też wyszło z mody.

Elektromobilność napędza:
Fotowoltaikę wspiera:
Zielone technologie rozwijają:
Technologie wspiera:
W ciągu trzech lat realne koszty zakupu prądu w taniej strefie godzinowej spadły o ponad 40%. Taryfy G12, G12w, czy G13 znowu stały się atrakcyjnym rozwiązaniem dla rodzin korzystających z pomp ciepła czy aut elektrycznych. Za minimalna czy średnią krajową pensję kupimy dziś dwa razy więcej prądu w taniej strefie niż w 2023 roku.
ceny prad g12 g11 realne 02 2026
Elektromobilność napędza:
Fotowoltaikę wspiera:
Zielone technologie rozwijają:
Technologie wspiera:
Na posiedzenie sejmowych komisji w sprawie projektu zmian w podłączeniach do sieci resort energii przyszedł z poprawkami, ale to nie wystarczyło. Potrzebne dodatkowe konsultacje z inwestorami, a resort energii musi się też dogadać z resortem klimatu.
sieci
Precyzja połączeń między ogniwami decyduje o sprawności i żywotności BESS. Corabes – nowa polska firma specjalizująca się w projektowaniu i produkcji magazynów energii – udowadnia, że zaawansowane spawanie laserowe to klucz do bezpiecznych i wydajnych systemów.
energy storage system. Renewable energy power plants – photovolt
Zielone technologie rozwijają: