Smog kopnięty prądem? Ceny energii w nocy znowu spadną

Smog kopnięty prądem? Ceny energii w nocy znowu spadną

Ministerstwo Energii i kontrolowane przez państwo spółki energetyczne za pomocą taryfy antysmogowej G12as zagrały znacznie śmielej niż w odsłonie pierwszej. Cena energii zużywanej w nocy spadła średnio o połowę. Marchewka  dla chętnych  jest nieco większa, ale wciąż nie ma kija.

Dla przypomnienia, pierwsza odsłona walki ze smogiem przy pomocy taryf na prąd rozegrała się w dwóch aktach na polu opłat dystrybucyjnych za dostarczoną energię. Czterej największy dystrybutorzy, na dwie raty, ale jednak, obniżyli od początku lutego 10-krotnie opłaty za dystrybucję energii w taryfie G12as (antysmogowej). Na łamach WysokieNapiecie.pl  zauważyliśmy, że obniżka jest mało zachęcająca. Nie przypisujemy sobie sprawczego efektu, ale dwa dni później cztery koncerny energetyczne (jednocześnie z konferencją prasową ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego co wskazuje na skoordynowaną akcję ) ogłosiły, że znacząco obniżają cenę samej energii elektrycznej w taryfie G12as. W zależności od spółki, obniżka wyniesie od 40 do 65 proc. W połączeniu z obniżką opłat dystrybucyjnych rzeczywiście wychodzi taniej, co bardzo dobrze pokazuje przygotowany przez ME diagram. Widać wyraźnie, że na rachunku energia w G12as jest w nocy sporo tańsza niż dwustrefowa taryfa G12 (popularnie zwana „drugą”), a w dzień nie droższa niż zwykła, stała taryfa G11.

Trzeba jednak przypomnieć ograniczenia taryfy G12as. Po pierwsze największa z niej korzyść dotyczy wyłącznie godzin nocnych, od 22 do 6 rano. Wszystkie wyliczenia ministerstwa bazują na założeniu, że grzejemy się wyłącznie w nocy. Tak się nie da – po kilku godzinach w mieszkaniu czy domu po prostu będzie zimno, zwłaszcza jeśli jest to budynek niedocieplony.

A po drugie, obniżka ceny dotyczy jedynie nadwyżki zużycia w stosunku do wartości bazowej. Na razie jest nią zużycie w poprzednim sezonie grzewczym. Nowa taryfa ma zachęcić do przechodzenia na ogrzewanie elektryczne, stąd ci, którzy już go używają, korzyści z niej mieć nie będą. Według wyliczeń Ministerstwa Energii, gospodarstwo domowe zużywające do ogrzewania 10 MWh tylko w G12as i dodatkowo 2,5 MWh zapłaciłoby od 3600 do 4200 zł – w zależności od sprzedawcy i regionu. I tu ciekawostka z rynku. Na sezon grzewczy 2017/2018 Fortum proponował taryfę z rodziny G12 z energią poza szczytem za darmo. Gdyby przyjąć podobne założenia jak resort, i powiększyć komfort zakładając, że 70 proc. energii zużywamy poza szczytem, a 30 proc. - w tym nieco do ogrzewania – w stawce szczytowej, zapłacilibyśmy mniej – jakieś 3300 zł i to przy zwykłych stawkach za dystrybucję. Gdyby zaś połączyć tę ofertę z dystrybucyjną stawką G12as, to koszt spadłby poniżej 2000 zł. Zobaczymy, czy konkurencja państwowych spółek spróbuje ugrać coś dla siebie w kolejnym sezonie.

Z punktu widzenia redukcji niskie emisji taryfa antysmogowa będzie, gdy zaczną z niej korzystać gospodarstwa domowe, będące źródłami zanieczyszczeń. Wszystkie wyliczenia ministerstwa odnoszą się do mieszkań (domów) o całkiem przyzwoitych standardach energetycznych – maksymalnie 165 kWh/m2 na rok. Źródłami smogu są przede wszystkim domy o znacznie niższych standardach, których mieszkańcy są zagrożeni ubóstwem energetycznym. Koszty ogrzewania elektrycznego takich obiektów byłyby niebotyczne, a dyskusja czy ich mieszkańcy się na to zdecydują jest kompletnie bez sensu. Sam minister Krzysztof Tchórzewski, dopytywany o ten kontekst walki ze smogiem wskazał na konieczność współpracy z samorządami, które – jego zdaniem – powinny przygotować odpowiednie sposoby pomocy i z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który ma pieniądze. Bo efekt mogłyby dopiero przynieść włączenie antysmogowej taryfy w pakiety z termomodernizacją, dostarczeniem odpowiednich grzejników itp. Ze słów ministra wynikało, że próby uzgodnienia czegoś dopiero będą robione. Nie chcemy wyjść na wiecznie kraczących sceptyków, ale za rok może się okazać, że z taryfy antysmogowej skorzystało raptem kilkaset gospodarstw domowych.

W podejściu Ministerstwa Energii widać pewną niekonsekwencję. Jednym z elementów walki ze smogiem mają być normy jakości węgla. Minister Tchórzewski zauważył, że nie mogą być zbyt restrykcyjne, bo skutek byłby odwrotny – ludzie z najtańszego węgla przerzuciliby się na śmieci. Tymczasem logika nakazywałaby, że skoro ogrzewanie prądem ma być liczącym się elementem całej układanki, to obok marchewki w postaci promocyjnych cen należałoby jeszcze użyć kija, czyli zdecydowanie ograniczyć dostępność najgorszego węgla i surowo karać tych, którzy palą śmieciami.

 

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

W przypadku problemów z serwisem transakcyjnym prosimy o kontakt mailowy: marketing@wysokienapiecie.pl