Centralny magazyn węgla się wypełnia, a zużycie dalej spada

Centralny magazyn węgla się wypełnia, a zużycie dalej spada

Wagony niepotrzebnego węgla dzień i noc wypełniają centralny magazyn węgla w Wielkopolsce, a w całym kraju zwały „czarnego złota” przekraczają już 14,5 mln ton. To wystarczy, aby zaspokoić zapotrzebowanie polskich elektrowni przez pół roku. Tymczasem spółki energetyczne odpisują 0,5 mld zł straty Polskiej Grupy Górniczej i nie mają już gdzie upchnąć niepotrzebnego paliwa.

Na koniec 2019 roku na zwałach w całej Polsce zalegało już 14,5 mln ton węgla kamiennego. Ostatni raz tak duże zapasy na koniec roku mięliśmy podczas poprzedniego kryzysu w górnictwie w latach 2012-2015. Wówczas jednak cały sektor był dużo większy. Roczna sprzedaż węgla przekraczała nawet 77 mln ton. Tymczasem dziś mamy już dużo mniej kopalń, dużo mniejsze zapotrzebowanie i dużo mniejszą sprzedaż (tylko 58,5 mln ton w 2019 roku).

W efekcie tak ogromne zapasy węgla nie tylko mogą mieć dużo większy wpływ na branżę, ale i fizycznie trudno je już po prostu pomieścić. Zapasów sięgających prawie 10 mln ton w energetyce nie było od lat, a przecież zużycie węgla jest tam już znacznie mniejsze niż wcześniej – najniższe od kilkudziesięciu lat. Z kolei wielu składowisk węgla już nie ma, bo zamknięto kopalnie, przy których wcześniej usypywało się góry surowca. Dlatego rządowe koncerny wożą teraz węgiel do… centralnego magazynu węgla w Ostrowie Wielkopolskim w samym centrum kraju.

Nikt miałów energetycznych tam nie potrzebuje, ich przewóz jest drogi, a mieszkańcy są przerażeni hałasem sunących całą dobę pociągów i wdychają pył rozchodzący się z wywrotnicy zbudowanej za komuny pod gołym niebem. Jednak dzięki temu politycy mogą odsunąć problem dalszej restrukturyzacji górnictwa jeszcze o kilka tygodni. Gdyby dobrze poszło, to może ta polityczno-gospodarcza bomba nie wybuchłaby nawet do wyborów prezydenckich. Szanse na to są jednak coraz mniejsze.

W gospodarce kapitalistycznej producent, który wytwarza za dużo, zdobyłby nowe rynki zbytu, eksportując towar albo ograniczył produkcję. W polskich realiach gospodarki państwowej kopalnie wydobywają jednak na magazyn, bo dzięki temu… górnicy dostaną większą czternastkę. Plany wydobycia zostały w część kopalń zrealizowane, więc PGG w piątek wypłaciła pracownikom 389 mln zł (z podatkami i składkami) premii. To jednak za mało, związki zawodowe z PGG żądają 12-procentowej podwyżki płac w tym roku. Jeśli zarząd nie spełni tych oczekiwań, kopalnie PGG staną na dwie godziny w poniedziałek, 17 lutego, a następnie działacze związkowi przyjadą do Warszawy manifestować swoje niezadowolenie 28 lutego. To stawia zarząd PGG pod ścianą, bo efektywność wydobycia węgla jest dziś niższa niż była 15 lat temu, choć w tym samym czasie pensje poszły ostro do góry.

Także i o większym eksporcie nie ma dziś jeszcze mowy, bo górnictwo musiałoby pokazać gigantyczne straty. W Polsce węgiel wydobywa się bowiem dużo drożej, niż niemal wszędzie na świecie. Na każdej tonie wyeksportowanego węgla energetycznego Polska Grupa Górnicza musiałaby zrealizować ok. 50-100 zł straty. W grudniu ceny węgla dla polskiego górnictwa sięgały 265 zł/t, podczas gdy importowany węgiel o tej samej kaloryczności można było kupić w portach bałtyckich za mniej niż 170 zł/t. Pozbycie się więc w ten sposób 10 mln ton węgla energetycznego oznaczałoby wykazanie… od 0,5 do 1 mld zł straty.

Na razie jednak PGG zaktualizowała tylko wartość swoich aktywów trwałych. Cztery giełdowe koncerny energetyczne, które zostały zmuszone przez rząd do zainwestowania w PGG (maja 59 proc. jej udziałów) poinformowały w związku z tym o odpisach w ramach swoich skonsolidowanych wyników finansowych na… 469 mln zł.

A to wszystko w sytuacji, w której PGG sprzedaje węgiel państwowym koncernom energetycznym po cenach najwyższych od siedmiu lat. Gdy jego ceny w końcu spadną, co w gospodarce kapitalistycznej powinno nastąpić już dawno, bo na rynkach międzynarodowych węgiel jest dziś najtańszy od czterech lat, górniczy kolos na glinianych nogach straci równowagę równie szybko, jak stało się to pod koniec rządów PO-PSL.

Ponownie więc zobaczymy plan naprawczy, program ratowania górnictwa, znowu inne państwowe koncerny zostaną zmuszone do dokapitalizowania spółki, zamknie się kolejne 2-3 kopalnie (wówczas już ruchy kopalń zespolonych, bo tak brzmi to lepiej) i na kilka kolejnych lat znowu zapomni o restrukturyzacji tej branży, bo znowu wrócą wyższe ceny surowca i politycy tego lub kolejnego rządu będą mogli się chwalić jak to wyprowadzili spółkę na prostą. A to wszystko jeszcze przez ok. 15 lat, czyli do chwili zamknięcia ostatniej śląskiej kopalni wydobywającej węgiel energetyczny.

Składowanie ok. 300 tys. ton węgla kamiennego w centralnym magazynie to przedsięwzięcie dające politykom trochę czasu, ale kosztujące miliony złotych (zdjęcie z połowy lutego 2020 roku).

Zobacz także powiązane artykuły:

Elektrownie spaliły o 3 mln ton węgla mniej

Podlasie ucieka od węgla

Górnictwo czeka na majowe wybory

Polski węgiel droższy od importowanego. Zwały rosną. Górnictwo czeka kolejny kryzys

Wydobycie węgla w Polsce w 2018 w dół, zatrudnienie w górę

Centralny magazyn węgla należący do Węglokoksu w Ostrowie Wielkopolskim pod koniec stycznia 2020 roku:

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE