PSE ostrzega: ryzyko, że zabraknie mocy w systemie „jest istotne”

PSE ostrzega: ryzyko, że zabraknie mocy w systemie „jest istotne”

Potrzeba więcej prądu z gazu, ale na razie nie widać kto poza PGE miałby zbudować nowe źródła. W trudnych chwilach ratować może nas jedynie import energii.

Opublikowany 11.12 dokument PSE „Projekt planu rozwoju w zakresie zaspokojenia obecnego i przyszłego zapotrzebowania na energię elektryczną na lata 2021-2030” to liczący 57 stron raport na temat rozwoju energetyki do 2030 r.

Najważniejsze pytanie, na które próbuje odpowiedzieć operator brzmi: co się stanie po 2025 r. kiedy wygaśnie rynek mocy dla starych elektrowni węglowych. Czy zostaną zlikwidowane, czy też część z nich spróbuje jednak przetrwać na rynku i zarabiać na drogim prądzie sprzedawanym w godzinach szczytowego zapotrzebowania?

„Rzeczywista liczba jednostek nieefektywnych ekonomicznie maleje wraz z pogarszaniem się bilansu mocy i wzrostem cen oraz marż na rynku energii. Należy spodziewać się wystąpienia równowagi między określonym poziomem bezpieczeństwa dostaw, a wolumenem nieefektywnych jednostek. Niemniej jednak, punkt tej równowagi może ustalić się przy nieakceptowalnych wartościach wskaźników bezpieczeństwa, w związku z czym ryzyko braku wystarczalności zasobów należy uznać za istotne” – pisze PSE. To znaczy, że firmy energetyczne będą bawić się w grę „kto pierwszy mrugnie” i będzie zmuszony do zamknięcia swoich starych bloków. Wszystkie firmy energetyczne inwestują  setki milionów w dostosowanie tych jednostek do norm emisji siarki, azotu, rtęci i innych szkodliwych substancji. Pytanie czy to nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto, bo znaczna część tych bloków po 2025 r. zniknie z systemu?

W tej sytuacji uratuje nas import. „Niezależnie od przyjętego wariantu, połączenia transgraniczne mają istotny udział w zapewnieniu odpowiedniego bilansu mocy. W wariantach uwzględniających brak importu mocy na połączeniach transgranicznych uwidocznione zostało ryzyko braku wystarczalności zasobów we wszystkich analizowanych latach. Należy podkreślić, że dostępność importu mocy na połączeniach transgranicznych pozwala na zachowanie standardu bezpieczeństwa do roku 2025” – czytamy w raporcie operatora.

A po 2030 r. stare elektrownie zaczną wymierać jak dinozaury -  w ciągu 10 lat ma zniknąć 15 GW.

Czytaj także: Rekordowy import mocy od sąsiadów

Kto doda gazu?

System energetyczny potrzebuje więcej elektrowni gazowych, które zapewnią niezbędną elastyczność, bo można je szybko włączać i wyłączać, tak aby współpracowały z niestabilnymi źródłami odnawialnymi – wiatrem i fotowoltaiką. Na ostatniej aukcja na rynku mocy  pokazała się zaledwie jedna duża elektrownia gazowa – planowana przez PGE jednostka o mocy 1400 MW w Dolnej Odrze.Nie wystartowała ani przygotowywana przez Energę gazówka w Grudziądzu, ani Tauronowy blok w Łagiszy o którym mówi się już od wielu lat. – Nie wiem czy spółki energetyczne nie tracą w błyskawicznym tempie kompetencji do rozwijania nowych projektów – zastanawia się w rozmowie z nami jedna z osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo systemu. – Może gdyby prezesi rzadziej uczestniczyli w różnych konferencjach, to mieliby więcej czasu na pracę – dodał z przekąsem.

A miejsce pod nowe gazówki jest. Operator wskazał  aż 30 potencjalnych lokalizacji największych elektrowni gazowych, jednostek klasy 500-700 MW, gdzie możliwe jest ich przyłączenie do sieci przesyłowej. W sumie daje to więc grubo ponad 15 GW mocy gazowych.

Na sporządzonej przez PSE mapie widać kilka znanych lokalizacji, jak Dolna Odra, Grudziądz, Gdańsk, Warszawa - Siekierki. Duży blok gazowy w Ostrołęce można uznać za następcę węglowej Ostrołęki B, bo o zastąpieniu jej gazem już zdążył napomknąć prawdopodobny właściciel Energi- PKN Orlen. Możliwa jest też budowa gazówek w miejscowościach, gdzie dziś królują węglówki:   w Bełchatowie, Adamowie i Pątnowie, w Sierszy, Połańcu, Rybniku, Kozienicach.

Wyjątkową ciekawostką jest lokalizacja Plewiska pod Poznaniem. To ważny węzeł sieci przesyłowej najwyższych napięć, który w przyszłości będzie jeszcze przez PSE rozbudowywany. Czyżby to tam operator planował zlokalizować swój własny blok energetyczny do lepszego zarządzania siecią, którego temat pojawił się jakiś czas temu?

Gaz trzeba dostarczyć

Duża elektrownia gazowa wymaga oczywiście paliwa i najczęściej musi być przyłączona bezpośrednio do sieci przesyłowej. Żeby w ogóle o niej myśleć, trzeba odpowiednio wcześniej pomyśleć o odpowiednim gazociągu. Operator przesyłowy gazu Gaz-System nieustannie apeluje o to, żeby odpowiednio wcześniej duzi inwestorzy sygnalizowali operatorowi zamiar przyłączenia się do sieci przesyłowej.

W ocenie Gaz-Systemu, już od ponad dwóch lat widać zwiększony poziom zgłoszeń dotyczących przyłączenia do sieci przesyłowej. Plany inwestora niekoniecznie składają się w całość z możliwością budowy odpowiedniego przyłącza. W wielu przypadkach inwestorzy nie uwzględniają w harmonogramach o uwzględnieniu czasu potrzebnego do wykonania  przyłączenia do sieci gazowej - podkreśla Gaz-System.

Czytaj także: Czy gaz zdąży na czas?

Jednak PSE, tworząc mapę potencjalnych lokalizacji elektrowni gazowych wzięło również pod uwagę to, co planuje drugi - gazowy - operator przesyłowy. Niektóre ze wskazanych miejsc pokrywają się bowiem z obszarami zainteresowania Gaz-Systemu, jeśli chodzi o przyłącza do sieci przesyłowej.

Plany na razie wyglądają okazale, ale nie wiadomo, czy życie i polityka UE ich nie zweryfikują. Gaz powoli, ale systematycznie jest spychany do grupy „niedobrych” paliw kopalnych. Europejski Bank Inwestycyjny ogłosił niedawno, że przestaje finansować jednostki o emisyjności przekraczającej 250 kg CO2 na MWh, co w praktyce wyklucza istniejące bloki gazowe. Ale na organizowanej pod koniec listopada w Parlamencie Europejskim przez europosła PO Jerzego Buzka konferencji szef banku Santander Polska, Juan Antonio de Aguirre mówił, że dzięki rynkowi mocy bloki gazowe bez trudności znajdą finansowanie. Trzeba też pamiętać, że elektrownie i elektrociepłownie gazowe buduje się na 15-20 lat. Mamy więc trochę czasu, aby już teraz  pomyśleć o nowych, bezemisyjnych rozwiązaniach.

Magazyny pojawiają się...na mapie

Po raz pierwszy w historii warunki przyłączenia do sieci przesyłowej dostały też magazyny energii. I to od razu aż 312 MW.

Baterie mogą powstać w okolicach Kozienic oraz nad Narwią, niedaleko Ostrołęki. Inwestorem jest założona przez trzech polskich przedsiębiorców Krajowe Systemy Magazynowania Energii. Do tego może dojść magazyn o mocy 48 MW przyłączony do sieci dystrybucyjnej Energi w Koninie. Niestety magazyny nie wystartowały w grudniowej aukcji rynku mocy. Pytanie czy polskim przedsiębiorcom uda się zdobyć finansowanie żeby zbudować te magazyny wciąż czeka na odpowiedź.

Czytaj także: Rynek mocy to coraz większa moc…. kosztów. Tak drogo jeszcze nie było

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE