Prąd i ciepło ze śmieci? Duże miasta będą miały problemy

Prąd i ciepło ze śmieci? Duże miasta będą miały problemy

Resort środowiska planuje kolejną rewolucyjną zmianę w odpadach. Jej efekty odczują niedawno uruchomione nowoczesne spalarnie, które produkują ze śmieci ciepło i energię elektryczną. Według projektu zmiany prawa, spalanie zmieszanych odpadów ma być zabronione.

Spalarnie wydają się być dobrą odpowiedzią na zagospodarowanie góry śmieci produkowanych przez Polaków. Jednocześnie dają częściową alternatywę do produkcji energii z węgla. Korzyści są dla każdego - firmy śmieciarskie mają gdzie utylizować odpady, powstaje tańsze ciepło i prąd, energetyka zmniejsza emisje, a spalarnie dobrze funkcjonują. Jednym słowem: eldorado. Czy rzeczywiście?

Postawienie nawet najmniejszej spalarni to wydatek kilkuset milionów złotych.  Największe inwestycje finansowane są więc z funduszy unijnych, a tu Bruksela zmienia priorytety i ważniejsze jest zapobieganie produkcji śmieci i ich recykling. Nawet i bez dofinansowania dobrze zaprojektowana spalarnia jednak się opłaci. Ze śmieci komunalnych spalanych w nowoczesnych instalacjach można uzyskać ciepło i prąd. Jest to klasyfikowane jako odzysk odpadów. Tak produkowana energia jest tańsza. Nic dziwnego więc, że za spalanie odpadów biorą się nie w naszym kraju tylko spółki komunalne, ale także energetycy - jak Fortum w Zabrzu (które zresztą od dawna robi to w Skandynawii i na Litwie)  czy PGE w Rzeszowie. Zamiast płacić za paliwo, to spalarnie biorą opłaty za przyjęcie odpadów, np. stawka w Rzeszowie to ok. 300 zł za tonę.

Czytaj także: Energia w firmie nie musi się marnować

Proponowana zmiana przepisów sprawi jednak, że firmy będą musiały dwa razy pomyśleć i policzyć, zanim zdecydują się na inwestycje. Chodzi o to, skąd wezmą odpowiednie śmieci i za ile będą je spalać.

Zakaz spalania zmieszanych odpadów komunalnych

Spalanie niesegregowanych (zmieszanych) odpadów komunalnych ma być w przyszłości zabronione. Taki zapis pojawił się w projekcie nowelizacji ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach i innych ustaw. Projekt skierowano na Komitet Stały Rady Ministrów.

Dla części spalarni to konieczność poszukiwania nowych dostaw "paliwa". Słowem: będzie drożej. Jak ocenił wiceprezydent Bydgoszczy Michał Stybel, skutkiem wejścia w życie zapisów byłby minimum 30-procentowy wzrost opłat za śmieci "na wejściu", bo to jest tylko koszt dodatkowej segregacji, bez uwzględnienia innych pochodnych. Jak przypomina miasto, ciepło z bydgoskiej spalarni to teraz najtańsze źródło energii w lokalnej sieci.

 

Przedsiębiorcy są zaskoczeni. W UE działa około pół tysiąca spalarni śmieci, które odpowiadają za jedną czwartą produkcji energii. "Inne kraje UE nie stosują tego typu rozwiązań do swojego prawodawstwa. Ich wdrożenie w Polsce może skutkować nieosiągnięciem celu ekologicznego dla wybudowanych instalacji termicznego przekształcania odpadów komunalnych, a przez to ryzykiem zwrotu środków otrzymanych z UE" -ostrzega Dominik Gajewski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Co teraz trafia do spalania

- Oceniamy, iż zakaz ten może, w sposób niezamierzony dla jego pomysłodawców, zdemolować prawidłowo działające systemy gospodarki odpadami w tych regionach, które zdecydowały się zainwestować w nowoczesne technologii termicznego przekształcania odpadów komunalnych - mówi Szymon Cegielski, dyrektor zakładu Instalacji Termicznego Przekształcania Odpadów Komunalnych w Poznaniu. To inwestycja wykonana w partnerstwie publiczno-prywatnym, w której swój udział oprócz francuskiego koncernu Suez ma fundusz inwestycyjny Marguerite. Suez zarządza w Europie 47 zakładami termicznego przekształcania odpadów.

Największe instalacje są w Poznaniu i Krakowie - tu każda ze spalarni rocznie przetwarza ponad 200 tys. ton śmieci. W ubiegłym roku Krakowski Holding Komunalny wyprodukował z odpadów 57 tys.  MWh energii elektrycznej i 817 tys. GJ energii cieplnej. Warszawa planuje rozbudowę swojej instalacji i spalanie 300 tys. ton odpadów rocznie. IPTOE w Rzeszowie rocznie może spalać 100 tys. ton śmieci, przede wszystkim zmieszanych odpadów komu­nalnych.

Skład trafiających do spalarni śmieci mniej więcej odpowiada tzw. odpadom mokrym powsta­jącym w gospodarstwach domowych, które prowadzą segregację odpadów. Do instalacji trafiają również nienadające się do recyklingu lub powtór­nego wykorzystania pozostałości z segregacji.

Czytaj także: Na węglu świat się nie kończy

Według rozporządzenia, które weszło w życie 1 lipca 2017 r., mieszkańcy sortują odpady na 4 frakcje selektywnej zbiórki, a reszta stanowi 5 frakcję - „odpad resztkowy”. Resort środowiska tę ostatnią frakcję definiuje inaczej – jako odpad zmieszany i proponuje wprowadzenie zakazu jego termicznego przekształcania. To oznaczać będzie wymóg dalszego sortowania przed przekazaniem tych odpadów do spalarni. - W najbardziej niekorzystnym scenariuszu planowany zakaz może spowodować krótko lub długofalowe braki w zapewnieniu odpowiedniego strumienia odpadów (paliwa) do instalacji i w konsekwencji zakłócić ciągłość prowadzonych procesów przetwarzania odpadów, co zapewne nie pozostanie bez wpływu na wynik finansowy z działalności jak i w konsekwencji spowoduje wzrost kosztów zagospodarowania odpadów - dodaje Cegielski.

"Elastyczna technologia"

Energetyczne spółki są w lepszej sytuacji. Instalacja Termicznego Przetwarzania z Odzyskiem Energii PGE w Rzeszowie jest usytuowana niedaleko sortowni śmieci. Co prawda, w pierwszej kolejności ma obowiązek przetworzyć niesegregowane (zmieszane) odpady komunalne, ale nie obawia się zmiany przepisów. Frakcja "resztkowa", w połączeniu z odpadami pozostałymi z mechanicznej obróbki tzw. MBP, nadal będzie mogła być przetwarzana. Ponadto, zgodnie z posiadaną decyzją pozwolenia zintegrowanego, może być przetwarzane łącznie 39 rodzajów odpadów innych niż niebezpieczne. - W instalacji ITPOE w Rzeszowie nie zabraknie opadów do wytwarzania energii i ciepła i tym samym wprowadzony zakaz nie wpłynie negatywnie na działalność instalacji - zapewnia Agnieszka Dietrich, rzeczniczka PGE Energia Ciepła.

Zmiany przepisów nie obawia się też Fortum w Zabrzu. Uruchomiona tam w ubiegłym roku  elektrociepłownia o mocy cieplnej 145 MW, elektrycznej 75 MW jest "elastyczna" - spalać może trzy paliwa: węgiel, śmieci, biomasę. Co więcej, Fortum nie spalana zwykłych, zmieszanych odpadów komunalnych ale RDF - wysokokaloryczną, suchą frakcję śmieci po segregacji.

Czytaj także: Węgiel najdroższy od lat

- Instalacja w Zabrzu jest elastyczna pod względem wykorzystania paliwa, co pozwala dostosować miks paliwowy do warunków rynkowych. Wykorzystujemy do produkcji węgiel i obecnie RDF, ale potencjalnie może to być także biomasa. Zastosowana technologia pozwala na spalanie nawet 100 proc. węgla, udział RDF i biomasy nie może natomiast przekroczyć 50 proc. Takie rozwiązanie w perspektywie nawet 20-30 lat daje gwarancję, że ceny ciepła i energii nie będą zagrożone skokowymi podwyżkami w momencie zmiany warunków rynkowych - mówi Jacek Ławrecki, rzecznik Fortum.

Przepis, który nie znika

Spalarnie od kilku miesięcy starają się o zmianę projektu. W nowej wersji wprowadzono zapis, że dla instalacji finansowanych ze środków unijnych lub funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej zakaz zacznie obowiązywać  po wygaśnięciu trwałości projektu. Dla wszystkich pozostałych - od połowy 2021 roku.

Według Krajowego Planu Gospodarki Odpadami, do 30 proc. odpadów komunalnych może trafić do spalarni.  Tego poziomu teraz nie przekraczamy, ponieważ istniejące spalarnie nie mają takich mocy przerobowych. Do recyklingu ma trafiać 50 proc. odpadów w 2020 r. i 65 proc. w 2035 r. Ministerstwo Środowiska chce zwiększyć poziomy recyklingu odpadów, ale zamiast lepiej zorganizować selektywną zbiórkę poszło na skróty i zaproponowało zakaz, który uderza w spalarnie. Jak wskazuje Konfederacja Lewiatan, niesie to dla przedsiębiorców dodatkowe koszty, nie przynosi realnych korzyści środowiskowych i nie wpływa realnie na podniesienie poziomu recyklingu.

Czytaj także: Nowy cios w energetykę węglową

 

Partnerzy działu

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PG SilesiaPSE