Na węglu świat się nie kończy. Zwłaszcza na Śląsku

Na węglu świat się nie kończy. Zwłaszcza na Śląsku

W piątek, po 110 latach, wydobycie zakończyła kopalnia „Makoszowy” w Zabrzu. Zwalniani górnicy o nową pracę nie muszą się martwić. Jednak coraz częściej sami szukają jej już poza górnictwem, bo choć to węgiel zbudował potęgę Śląska, to dawno przestał być jego głównym aktywem. Stały się nim nowoczesny przemysł i ludzie. Paradoksalnie ograniczenie zatrudnienia w górnictwie może przyśpieszyć rozwój przemysłu na Śląsku. Jak to możliwe?

Belgia zamknęła wszystkie kopalnie węgla kamiennego ponad dwadzieścia lat temu. Francuzi wydobyli ostatnią tonę w 2004 roku. Dokładnie rok temu w ich ślady poszła Wielka Brytania. Za dwa lata ostatnie dwie kopalnie zamkną Niemcy. W tym samym roku jedyną istniejącą jeszcze kopalnię zamkną Włosi. Do końca 2018 roku większość swoich kopalń węgla kamiennego zlikwiduje także Hiszpania. Likwidacje kopalń trwają także w Czechach, Rumunii i wielu innych krajach świata ─ w tym USA i Chinach.

Dlaczego Europa zamyka kopalnie?

Wszystkie gospodarcze potęgi Europy likwidują górnictwo nie dlatego, że skończył im się węgiel albo przestały go spalać. Ba! Niemcy, Brytyjczycy i Hiszpanie stali się jednymi z największych importerów tego surowca na świecie (wg danych Międzynarodowej Agencji Energii w 2015 roku dwa pierwsze kraje sprowadzały odpowiednio 55 i 25 mln ton). Tymczasem udokumentowane zasoby węgla pozwoliłyby im jeszcze na co najmniej sto lat wydobycia.

{norelated}Górnictwo w tych krajach skończyło się po stu latach intensywnego wydobycia z powodu kosztów. Najpłytsze i najtańsze pokłady węgla już dawno zostały wyeksploatowane. Sięgano coraz głębiej i kopano coraz drożej. W końcu znacznie drożej, niż udawało się sprzedawać węgiel. Zamknięta rok temu brytyjska kopalnia wydobywała węgiel po 150 euro za tonę, chociaż na rynku można go było kupić za 50 euro. Niemcy każdego roku dokładają do górnictwa 1,5 mld euro z pieniędzy podatników. W Hiszpanii krajowy węgiel jest tak drogi, a jednocześnie o słabych parametrach, że rząd wprowadził prawo nakazujące jego zakup.

Polska nie jest wyjątkiem

Nie inaczej jest w Polsce. Zamknięta w piątek kopalnia Makoszowy w 1906 roku rozpoczynała wydobycie na poziomie 170 m, po II wojnie światowej eksploatacja zeszła na poziomy 300-500 metrów pod powierzchnią, a w latach 60. było to już 660 m. Ostatni węgiel z kopalni wyjechał z pokładu położonego 850 metrów pod ziemią.

Po niemal wieku intensywnego wydobycia, średnia głębokość, na jaką zjeżdżają polscy górnicy to już 750 m. Jeszcze dekadę temu było to 100 m płycej, a na początku lat 90. aż 250 m bliżej powierzchni. Rekordzistką jest jedna z najmłodszych polskich kopalń, otwarta w 1979 roku, KWK „Budryk”, gdzie węgiel wydobywa się już z głębokości 1300 m. Temperatura powietrza tak głęboko pod ziemią przekracza 30 st. C, a ścian 50 st. C. Wentylacja, odwodnienie, odmetanowanie i zabezpieczenie przeciwpożarowe coraz głębszych i coraz dłuższych korytarzy jest po prostu coraz kosztowniejsze. Coraz więcej kosztuje także wywóz urobku, przewóz rzeczy, dowóz i dojście pracowników do ścian, nierzadko przekraczające godzinę w jedną stronę.

Spóźniona restrukturyzacja

Pogarszające się warunki wydobycia to tylko jeden z wielu powodów, przez które większość polskich kopalń jest nierentowna. Drugi, to bardzo wysokie koszty pracy, wynikające z jednej strony z przerostu zatrudnienia, a z drugiej z relatywnie wysokich płac. Podczas gdy w państwowych spółkach górniczych koszty pracowników wynoszą ok. 60%, to w zyskownych prywatnych kopalniach są o połowę niższe. Same pensje są tam równie wysokie, ale nie obrosły dziesiątkami kolejnych świadczeń, dodatków i premii z zysków wypłacanych nawet, gdy kopalnia fedruje straty. W prywatnych kopalniach ogranicza się ponadto zatrudnienie przez inwestycje w mechanizację.

Według danych GUS w 2014 roku w wartości dodanej całego przemysłu koszty pracy stanowiły 44%, taki sam odsetek cechował prywatne górnictwo. Z kolei w spółkach górniczych kontrolowanych przez Skarb Państwa koszty pracy stanowiły... 101% kosztów. Ich pokrycie było możliwe poprzez kredyty i dotacje z budżetu państwa.

Brak możliwości redukcji etatów (bo przez lata nie było na to zgody kolejnych rządów) sprawiły, że państwowym kopalniom nie opłacało się w większym stopniu inwestować w maszyny. W efekcie zachowały przestarzałą strukturę zatrudnienia, w której efektywność w przeliczeniu na pracownika jest taka sama, a nie rzadko nawet gorsza, jak w połowie XX wieku. Kopalnia Makoszowy w szczytowym okresie lat 80. wydobywała 5 mln ton węgla rocznie, zatrudniając przy tym 10 tys. pracowników, co dawało 500 ton na osobę. W 2014 roku połączona kopalnia Sośnica-Makoszowy wydobywała zaledwie 440 ton na pracownika. Dla porównania średnie wydobycie z górnośląskich kopalń w czasie I wojny światowej, a więc równo sto lat wcześniej, wynosiło ponad 330 ton na osobę. W ocenie naukowców z Politechniki Śląskiej rentowny poziom dzisiejszego wydobycia zaczyna się przy 1000 ton na osobę, a w 2014 roku przerost zatrudnienia w trzech państwowych spółkach górniczych przekraczał w związku z tym 20 tys. etatów.

Pozostałe koszty, na które najczęściej wskazują  górnicze związki zawodowe, także warto obniżać, ale to zaledwie kropla w morzu. Sytuację bardzo dobrze obrazuje mityczne wręcz „nadmierne opodatkowanie górnictwa”, podnoszone przez przedstawicieli branży. W rzeczywistości połowa „opodatkowania” górnictwa to podatki i składki odprowadzana od wynagrodzeń górników. Jedna czwarta to podatek VAT w całości przenoszony na klientów. Obciążenia specyficzne dla górnictwa stanowią poniżej 5% całego „opodatkowania” węgla.

Zobacz więcej: Górnicy czarują rząd cyframi

Wzrost cen węgla zaszkodzi, zamiast pomóc

Pozorną nadzieją dla śląskich kopalń mógłby być wzrost cen węgla. Trzeba jednak pamiętać, w całym zużyciu energii w Polsce węgiel kamienny stanowi tylko 37%, kolejne 24% zajmuje ropa, a 14% gaz ziemny. Niemal całą ropę i dwie trzecie gazu importujemy. Jeżeli na światowych rynkach wzrosną ceny węgla, więcej wydamy także na import tych węglowodorów. A to będzie dusić polską gospodarkę i w rezultacie popyt na węgiel będzie spadać. Co więcej, droższy węgiel oznacza, że produkcja energii w naszym kraju będzie bardziej niekonkurencyjna względem importowanej. W tym roku, drugi raz po 1989 roku, Polska będzie importerem energii elektrycznej netto (w wysokości ok. 2-3 TWh, czyli ok. 2% zużycia). Droższa energia z węgla oznacza także wyższą konkurencyjność produkcji energii z gazu i źródeł odnawialnych, a w efekcie znowu spadek zużycia „czarnego złota”.

Zapotrzebowanie na węgiel spada

W sytuacji, gdy polskie górnictwo nie jest w stanie skutecznie konkurować cenowo z zagranicznym węglem na rynkach międzynarodowych, jego podstawowym odbiorcą pozostał krajowy rynek. Ten zaś kurczy się od 30 lat i wszystko wskazuje na to, że ten trend się utrzyma. Z danych Międzynarodowej Agencji Energii wynika, że od szczytu zapotrzebowania w 1987 roku zużycie węgla w Polsce spadło o 54%. Zmniejszanie krajowego wydobycia w podobnym tempie było tylko następstwem spadającego popytu. To efekt znacznej poprawy efektywności ─ mniejsze zużycie węgla w produkcji przemysłowej, termomodernizacja budynków i przechodzenie gospodarstw domowych na wygodniejsze i czystsze ogrzewanie gazowe oraz odnawialne źródła energii.

Paradoksalnie nowe bloki węglowe budowane w elektrowniach Kozienice, Jaworzno i Opole, a wkrótce może też w Ostrołęce, także zmniejszą zużycie węgla w Polsce. Nowe wysokosprawne jednostki potrzebują go o połowę mniej, niż elektrownie, które zastąpią. Jak wyliczali w ubiegłym roku menedżerowie Polskiej Grupy Energetycznej, zapotrzebowanie energetyki na węgiel spadnie w ciągu kilku następnych lat o ok. 15-20% do ok. 40 mln ton, z dzisiejszych blisko 50 mln t. Jeszcze gdy to mówili, zdolności wydobywcze polskich kopalń przekraczały 60 mln ton. To oznacza, że likwidowana właśnie kopalnia Makoszowy nie jest bynajmniej ostatnią zamykaną w tej dekadzie.

Zobacz także: Po wyborach kolejne likwidacje kopalń

Praca czeka

Na Śląsku wydobycie węgla i zatrudnienie w górnictwie są najniższe od 50 lat, a wartość PKB regionu najwyższa w historii, zaś bezrobocie najniższe od 25 lat. Stopa bezrobocia rejestrowanego na Śląsku w listopadzie wynosiła zaledwie 6,6%, a biorąc pod uwagę jedynie osoby poszukujące pracy, region z bezrobociem na poziomie 5,1%, był czwartym najlepszym w Polsce.

W wielu firmach na Śląsku brakuje już rąk do pracy. Najtrudniej o pracowników jest w dużych miastach ─ w Katowicach bezrobocie rejestrowane w listopadzie wyniosło zaledwie 2,9%, w Tychach 3,4%, a w Gliwicach 4,3%. Powyżej wojewódzkiej średniej są m.in. Zabrze (7,6%) i Bytom (15,5%).

Ta ostatnia liczba pokazuje kolejne wyzwanie stojące przede wszystkim przed samorządem ─ poprawy mobilności pracowników. Z Bytomia do Katowic można dojechać komunikacją zbiorową w ciągu 25 minut, a do Chorzowa, gdzie bezrobocie jest o połowę niższe, podróż trwa 10 minut. Mimo to wielu pracowników nie podejmuje tam pracy. Co ciekawe, brak rąk do pracy zaczynają odczuwać już także kopalnie. ─ Coraz trudniej jest nam znaleźć pracowników ─ mówi nam osoba z zarządu Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia w Czechowicach-Dziedzicach (bezrobocie w powiecie bielskim wynosi 5,5%).

Przyszłość Śląska to przemysł, ale już nie górniczy

W 2015 roku, mimo likwidacji na Śląsku 9 tys. miejsc pracy w przemyśle, utworzono niemal 18 tys. nowych w tym sektorze, a blisko 3 tys. pozostawało nieobsadzonych.

Podczas gdy od 2005 roku produkcja sprzedana górnictwa w cenach bieżących właściwie się nie zmieniła (realnie więc spadła), to produkcja sprzedana całego śląskiego przemysłu wzrosła o ponad 60%. W efekcie udział górnictwa spadł z 15% w 2005 roku do 10% w ubiegłym roku. I chociaż górnictwo generuje jedynie dziesiątą część przychodów całego śląskiego przemysłu, to zatrudnia co czwartego pracownika (jeszcze dekadę temu zatrudniało co trzeciego).

Paradoksalnie ograniczenie zatrudnienia w kopalniach nie tylko nie będzie żadną katastrofą dla regionu, ale wręcz przyśpieszy jego rozwój w średnim i długim okresie. Każdy zatrudniony w górnictwie generuje dwukrotnie mniejszą wartość PKB, niż gdyby pracował w innej gałęzi przemysłu. Przechodząc do przemysłu maszynowego czy motoryzacyjnego, gdzie brakuje pracowników, dostarczą regionowi znacznie wyższą wartość dodaną, niż fedrując na grubach.

Gospodarka oparta na wiedzy, nie węglu

Przynajmniej od XVIII do XX wieku to górnictwo było motorem napędowym śląskiej gospodarki i symbolem postępu technologicznego. W końcu pierwsza maszyna parowa w kontynentalnej Europie posłużyła pod koniec XIX w. do odwadniania kopalni w Tarnowskich Górach, a wkrótce po jej sprowadzeniu Śląsk stał się prawdziwym zagłębiem technologicznym. Jednak od wielu lat górnictwo jest wręcz hamulcowym dalszego rozwoju. Wkład górnictwa do badań i rozwoju skurczył się do groteskowych rozmiarów. Za to łatwo dostępne i dobrze płatne etaty na kopalniach sprawiły, że województwo ma nadreprezentację mieszkańców z wykształceniem podstawowym, zawodowym i średnim, a mniej z wykształceniem wyższym. Tymczasem to tych ostatnich brakuje na Śląsku najbardziej i to oni będą tworzyć przemysł przyszłości w tym regionie.

Jak podaje GUS, nakłady na działalność innowacyjną w województwie śląskim wzrosły w latach 2005-2015 o jedną trzecią ─ do 3,4 mld zł. Z tego w przetwórstwie przemysłowych w samym 2015 roku zainwestowano 3 mld zł, a w górnictwie… ledwie 0,01 mld zł. Nawet w poprzednich latach, gdy kopalnie zarabiały, na innowacje wydawały śmiesznie mało.

Z kolei ponad trzykrotnie (do 1,3 mld zł rocznie) wzrosły w ciągu ostatnich dziesięciu lat nakłady na same badania i rozwój technologii. Z tego niemal połowę zainwestował przemysł. Zdecydowana większość pieniędzy (ponad 1 mld zł rocznie) napędza rozwój w naukach inżynieryjnych i technicznych. Znacznie wzrosła w tym czasie także liczba patentów zgłaszanych (niemal dwukrotnie) i udzielanych (o połowę).

Według danych GUS udział przychodów netto ze sprzedaży produktów nowych lub istotnie ulepszonych na Śląsku wynosi blisko 12%. Przy czym w sektorze prywatnym to 14%, a w sektorze publicznym… niespełna 1%, choć ten ostatni nadal zatrudnia jeszcze jedną czwartą pracowników przemysłu i zdecydowaną większość górników.

Przez ostatnie dziesięć lat liczba przedsiębiorstw zajmujących się działalnością badawczo-rozwojową w województwie śląskim wzrosła pięciokrotnie ─ do 400, a liczba zatrudnionych przy badaniach ludzi o jedną trzecią, do niemal 10 tys. To etaty nie tylko dla naukowców. Połowę prac badawczo-rozwojowych wykonują osoby z wykształceniem magisterskim, inżynierskim lub niższym.

Jednocześnie w ciągu ostatnich dziesięciu lat o połowę spadła liczba bezrobotnych o wykształceniu podstawowym, zasadniczym zawodowym (w obu przypadkach do ok. 40 tys.) i średnim zawodowym (do ok. 30 tys.).

Rzeczywistość w miejsce polityki

– Górnictwo węgla kamiennego w Polsce jest sektorem schyłkowym. Jeśli nie będziemy go restrukturyzować, upadnie za 5-10 lat. Jeżeli uda się przeprowadzić głęboką restrukturyzację, ostatnie kopalnie będą zamykane w latach 40., a w wypadku bardzo korzystnego splotu okoliczności zewnętrznych, takich jak wysokie ceny węgla na świecie, w latach 60. – mówi w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl dr Maciej Bukowski, współautor ubiegłorocznego raportu Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych „Polski węgiel. Quo Vadis?”.

Na Śląsku jest miejsce na wydobycie węgla z kilku dobrze zorganizowanych kopalni, być może także jednej lub dwóch nowych. Inwestorzy ich jednak nie wybudują, dopóki horyzont zamykania starych nie będzie jasno określony, bo przy nadpodaży surowca na krajowym rynku nigdy nie spłacą kredytów. Po restrukturyzacji wydobycie będzie nadal spadać, w tempie spadku zapotrzebowania na węgiel. Z ubiegłorocznej analizy Warszawskiego Instytutu Studiów Energetycznych wynika, że dzięki restrukturyzacji istniejących i otwieraniu nowych kopalń, jeszcze w 2050 roku Polska może wydobywać ok. 10 mln ton węgla rocznie (z ok. 70 mln t obecnie), pod warunkiem jednak, że produktywność będzie już wówczas wynosić przynajmniej 2000-2500 ton na pracownika. To oznacza, że pracę do tego czasu zachowa jedynie 4-5 tys. pracowników, spośród ok. 85 tys. zatrudnionych obecnie.

Chociaż polscy politycy w większości zdają sobie z tego sprawę, to bez względu na barwy partyjne nie ma odważnego, który byłby w stanie otwarcie powiedzieć „wydobycie będzie maleć, jeszcze szybciej musi spadać zatrudnienie, ale mamy pomysł jak transformować śląską gospodarkę, aby górnicy mogli bez problemu znaleźć pracę w nowych gałęziach przemysłu.”

Z ich ust możemy usłyszeć jedynie, że „będziemy jednak stawiali na węgiel” (D. Tusk), „mamy węgla do wydobycia jeszcze na 200 lat” (A. Duda) czy „mamy złoża, które powinny wystarczyć na 150-200 lat” (K. Tchórzewski).

Ta polityczna godka oczarowała część górników Makoszów, którzy do końca wierzyli, że kopalnia nie zostanie zamknięta. Aby zachować spokój, rząd do samego końca dawał im bowiem nadzieję, choć sam wiedział, jak sprawy się potoczą. Podobnie w latach 90. do końca politycy czarowali górników w Wałbrzychu, a teraz czarują pracowników kolejnych grub, które będą zamykane. Tymczasem rząd powinien zakasać rękawy i przedstawić racjonalny program przestawiania gospodarki Śląska i zachodniej Małopolski na nowe tory, zwiększenia mobilności pracowników i pokazać górnikom, że przyszłość Śląska to wciąż przemysł, ale już nie górniczy.

Przeczytaj także: Rząd jest winien Śląskowi prawdę

Zobacz także...

Komentarze

0 odpowiedzi na “Na węglu świat się nie kończy. Zwłaszcza na Śląsku”

  1. Motto: Koniec świata. * Bob budowniczy: Konferencje klimatyczna ONZ w Polsce, prezentacja pt. „Wpływ globalnej rewolucji antywęglowej na końcu świata w przykładzie osiedla Siersza w Trzebini, powiat chrzanowski, województwo małopolskie” – Bartłomiej Derski.

    Bit: Bomba idea!

    Mat: Chyba miara?

    Bit: Starosta powiatu mógłby zaprosić Pana Redaktora, dobrze zna Sierszę po zlikwidowanej KWK Siersza. Jest tam szkoła, to mógłby się w niej spotkać z mieszkańcami i im pokazać piękną statystykę powodów oraz zmian pozytywnych wpływu OZE.

    Mat: Do czasu tej konferencji to szkół może już tam nie być. I jedynym miejsce na spotkanie z mieszkańcami będzie kościół.

    Bit: Jeżeli gdzieś jest początek nowego świata, to tam jest koniec starego. Kamil Wyszkowski z ONZetu był tam, przez wiele dni o 5.30 wstawał i o 22.30 wracał do Warszawy. Burmistrz Trzebini dał nawet samochód by ONZ mógł poznać zachodnią Małopolskę.

    Mat: Internet – tu jest przedstawiciel D. Tuska http://przelom.pl/blog/tadeusz-arkit/
    a tu A. Dudy http://przelom.pl/blog/beata-szydlo/ Bob i Bit Pana Redaktora zwodzą w globalną otchłań rzeczywistości wedle środka Wawelu i Spodka. Kamila Wyszkowskiego tam Pan nie spotka.

    Bit: O! To Pan Redaktor mógłby zapewne liczyć na lokalną profesjonalną pomoc dziennikarską redakcji przelomu.pl.

    Mat: D. Trump też może być zainteresowany wpływem. W USA już zna. Trzebinia jest niedaleko od Oświęcimia, a tam przybywają prezydenci.

    Bob: Ale Pan Redaktor by zobaczył jak wygląda pod pokładem zderzenie Świata z górą lodową.

    Bit: O! To, to!

    Mat: Za wysokie napięcie.

    Bit: Wycieczka. Turystyka redakcyjna. Żadnych oporów nie będzie.

    Mat: Są granice, których przekroczyć nie wolno!

    Bob: Inna jest rzeczywistość niepisana?

    Bit: Najlepiej zapytać burmistrza Trzebini.

    Mat: I na AGH w Krakowie.

    Bob: To może dopisać? „Wpływ globalnej rewolucji antywęglowej na końcu świata w przykładzie osiedla Siersza w Trzebini, powiat chrzanowski, województwo małopolskie oraz przesłanki pro futuro dla polityki energetycznej” – Bartłomiej Derski.

    Bit: Bomba idea! I najlepsze stanowisko promocyjne gminy Trzebinia na konferencji ONZ w Polsce.

    Mat: Dopisać, to raczej – przesłanki do siwz. I chyba raczej wedle artykułu stanowisko zachodniej Małopolski?

    Bit: Przełom!

    Mat: Siersza będzie jeszcze wielka!

    Bob: Koniec.

    • [quote name=”MIT”] „Wpływ globalnej rewolucji antywęglowej na końcu świata w przykładzie osiedla Siersza w Trzebini, powiat chrzanowski, województwo małopolskie” – Bartłomiej Derski.

      [/quote]

      Boskie 🙂

  2. to kompendium tematu czyli wszystko co powinieneś wiedzieć o górnictwie ale politycy boją się powiedzieć

    dlatego to politykow zasługa że jeszcze nigdy tak wielku obywateli nie dopłacało tak wiele tak nielicznej garstce – w imię czego właściwie?

    • [quote name=”kos-mi-ci”]to kompendium tematu czyli wszystko co powinieneś wiedzieć o górnictwie ale politycy boją się powiedzieć

      dlatego to politykow zasługa że jeszcze nigdy tak wielku obywateli nie dopłacało tak wiele tak nielicznej garstce – w imię czego właściwie?[/quote]

      [quote name=”kos-mi-ci”]to kompendium tematu czyli wszystko co powinieneś wiedzieć o górnictwie ale politycy boją się powiedzieć

      dlatego to politykow zasługa że jeszcze nigdy tak wielku obywateli nie dopłacało tak wiele tak nielicznej garstce – w imię czego właściwie?[/quote]

      Motto: Nowe tory. * Widzimy zatem w Internecie, że liderzy związani z PO i PiS chcą węgla w powiecie chrzanowskim, i więcej, że pojawiają się inicjatywy utworzenia kopalni, a nawet dwóch w Trzebini – Google: „O co chodzi z kopalnią w Trzebini”, „Będą dwie kopalnie pod Trzebinią”. Są również głosy, że „Mieszkańcy Trzebini nie chcą nowej kopalni”, „nie chcą kopalni Trzebinia”, „Radni jednogłośnie przeciwko powstaniu kopalni węgla”. To może Pan Redaktor napisałby w tygodniku „Przełom”? Bliżej ludzi, wyborców i okręgu polityków.

    • Motto: „Wyprawa na Marsa” https://www.youtube.com/watch?v=ORd2NSs325A

      W tej idei i miary wydatki na ruch kosmiczny rozchodzą się na Ziemi. Wszelkie prace i konstrukcje wymagają stabilności w działaniu, czasu, mocy i energii. Cztery lata po lądowaniu na Księżycu nastąpił kryzys energetyczny. I tak to trwa. Zatem bez wyjścia z niego nie będzie lądowania człowieka na Marsie. Nie mniej i nie więcej, prawda czy fałsz?

      • Motto: Wyprawa na Marsa – komunaryzacja czy komercjalizacja?

        Głos z przyszłości – Jeszcze nigdy tak wielu obywateli tego świata nie dopłacało tak wiele i tak długo, tak nielicznej garstce, chociaż liczy ona 100 tys. osób pracujących w instytucjach publicznych i firmach prywatnych – zapytacie po co to było, w imię czego właściwie? Czy dla ruchu w ewolucji kosmicznej? Czy może postępu w metodach, technologii i techniki w tak wielu dziedzinach? Gdy zabraliśmy pieniądze agencjom węgla i dawaliśmy agencjom kosmicznym, to jakże wiele złego głoszono wobec miary kosztów, że handlujemy ideą. Ale dziś, gdy człowiek powrócił z Marsa, zadajmy sobie pytanie – czy był warto? Czy już jesteśmy kosmitami?

        • Motto: Człowiek spadł z Księżyca. * Ale fajne kosmiczne obrazki, kurde balans, będą rakiety lądujące. Będą tańsze loty, będzie więcej. Co tam, że się coś popsuło w satelicie za setki milionów albo wybuchło przy starcie, w locie lub lądowaniu. Nowe, trudne, może się popsuć jak logowanie. NASA w ujęciu idei agencja państwowa da albo może inwestorzy i Elon Musk zarobi. No właśnie – jak długo i ile ma dawać podatnik albo ile ma wydawać E. Musk na bycie ziemskiego poza Ziemią? Tak samo w innych krajkach. Może zamiast dopłacać agencjom OZE to lepiej dopłacać agencjom kosmicznym – muszą mieć zasilanie o jakości kosmicznej, czy to ścieżka do wynalazków i patentów w zakresie energetycznym?

          Kosmito w imię czego patrzysz do garnka górnikom? Nie masz pieniędzy publicznych? Nie masz klienta w swojej domenie?

          Jak zapewnić, że nie będzie w przyszłości kryzysu energetycznego? Ile osób musi realizować trwale działania, posiadać dobrze płatną pracę, zlecenia, na Ziemi, aby zbudować i utrzymać osadę na Marsie? Jak na ten tor wprowadzić energetykę – jej polityków i akcjonariuszy?

          • Bob budowniczy: Bit i Mat, łyk kawy i do sprawy. ‚Ziemscy kosmici’.

            Bit: Największym rynkiem pracy na Ziemi będzie ewolucja kosmiczna.

            Mat: drukarnia pieniędzy – gospodarka i humanizm – ziemscy kosmici

            Bob: Czyli tylko praca?

            Bit: Nie mniej i nie więcej.

            Mat: Tylko ziemska kasa.

            Bob: A ryzyko?

            Mat: Dużo ziemskiej kasy.

            Bit: Potrzeba odwagi górniczej nad Ziemią tak samo jak pod ziemią.

            Bob: Górnicy mają wiedzę i doświadczenie przydatne w kosmosie?

            Mat: Mają dopłaty. Bez nich byłyby kosmiczne pieniądze.

            Bit: Praca zespołowa. Na ziemi jak centrum kosmiczne. Pod ziemią jak stacja kosmiczna. Tlen, woda, światło, temperatura. Itd., itp., ect., ect.

            Bob: To Polska mogłaby być kosmicznym liderem know-how w kosmicznej pracy?

            Mat: Jest węglowym. Daleko od siebie są w Polsce agencje od węgla i kosmiczna.

            Bit: Od gospodarki opartej na węglu do gospodarki opartej na wiedzy.

            Bob: Czyli Minister Nauki miałby zlecić, aby POLSA realizowała badania w Tauronie?

            Bit: To reality, a nie show w medialnym domku.

            Mat: A podatnik na badania da pieniążki?

            Bob: Z ziemskich kosmitów nie ma pożytku?

            Mat: Jest marketing i z niego największa ziemska fortuna.

            Bit: Światło to ruch. Ze światła i przez światło jesteśmy.

            Mat: Światłowody to lepszy interes.

            Bit: Pieniądz łączy wiedzę i umiejętności.

            Mat: Liczy się tylko zysk na koncie i głosy w urnie.

            Bit: Poza Ziemią jest więcej do policzenia niż na Ziemi.

            Bob: Mars?

            Bit: Po Księżycu lecimy dalej.

            Mat: Po księżycowych kręcimy lody marsjańskie.

            Bob: Koniec.

      • [quote name=”MIT”]Motto: „Wyprawa na Marsa” https://www.youtube.com/watch?v=ORd2NSs325A

        W tej idei i miary wydatki na ruch kosmiczny rozchodzą się na Ziemi. Wszelkie prace i konstrukcje wymagają stabilności w działaniu, czasu, mocy i energii. Cztery lata po lądowaniu na Księżycu nastąpił kryzys energetyczny. I tak to trwa. Zatem bez wyjścia z niego nie będzie lądowania człowieka na Marsie. Nie mniej i nie więcej, prawda czy fałsz?[/quote]
        MIT – nie masz Ty za dużo czasu wolnego?

        • [quote name=”Tachys1″][quote name=”MIT”]Motto: „Wyprawa na Marsa” https://www.youtube.com/watch?v=ORd2NSs325A

          W tej idei i miary wydatki na ruch kosmiczny rozchodzą się na Ziemi. Wszelkie prace i konstrukcje wymagają stabilności w działaniu, czasu, mocy i energii. Cztery lata po lądowaniu na Księżycu nastąpił kryzys energetyczny. I tak to trwa. Zatem bez wyjścia z niego nie będzie lądowania człowieka na Marsie. Nie mniej i nie więcej, prawda czy fałsz?[/quote]
          MIT – nie masz Ty za dużo czasu wolnego?[/quote]
          może związkowiec z kopalni???

  3. Panie Redaktorze,

    chylę czoła! Tak powinno się pisać artykuły, przedstawiać dane na wykresach, podawać źródła, zwięźle i na temat !

    Pozdrawiam
    Energetyk PM

  4. Szkoda, ze nie ma korekty, ale artykul jest przepiekny, bo diablo merytoryczny i punktujacy absurdalnosc dyskusji o polskim weglu w mediach i polityce…

    • [quote name=”Szkod”]Szkoda, ze nie ma korekty, ale artykul jest przepiekny, bo diablo merytoryczny i punktujacy absurdalnosc dyskusji o polskim weglu w mediach i polityce…[/quote]
      Proszę o podpowiedź w którym miejscu nasza sroga korekta wewnętrzna się nie spisała? 🙂

  5. Tak naprawdę to w polskim górnictwie chodzi już tylko o dociągnięcie działaczy związkowych do emerytury.

    • [quote name=”obserwator”]Tak naprawdę to w polskim górnictwie chodzi już tylko o dociągnięcie działaczy związkowych do emerytury.[/quote]
      O co toto to nie! Kiedy braknie obecnych kopalń wybuduje się nowe. Tchórzewski wyraźnie zapowiedział, że chce by nie budwały ich firmy zagraniczne (obcy kapitał – a kysz zmoro nieczysta), a nasze koncerny górnicze. Dobre praktyki zaraz się przeszczepi. Na 2019-20 planuje się budowę przynajmniej jednej nowej kopalni, a związkowcy planują uruchomić nowy Związek Zawodowych Budowniczych Kopalń w Polsce 🙂

      • [quote name=”Tachys1″][quote name=”obserwator”]Tak naprawdę to w polskim górnictwie chodzi już tylko o dociągnięcie działaczy związkowych do emerytury.[/quote]
        O co toto to nie! Kiedy braknie obecnych kopalń wybuduje się nowe. Tchórzewski wyraźnie zapowiedział, że chce by nie budwały ich firmy zagraniczne (obcy kapitał – a kysz zmoro nieczysta), a nasze koncerny górnicze. Dobre praktyki zaraz się przeszczepi. Na 2019-20 planuje się budowę przynajmniej jednej nowej kopalni, a związkowcy planują uruchomić nowy Związek Zawodowych Budowniczych Kopalń w Polsce :)[/quote]

        jakby nie patrzeć to chyba jedynym problemem górnictwa w Polsce jest nikt inny jak wąsate zwiąchole, które potworzyły sobie po kilka albo kilkanaście związków zawodowych, w których trwają i trwać chcą nadal.
        To po przez ich obecność na kopalniach mamy do czynienia z absurdalnym przerostem zatrudnienia objawiającym się tym, że z 1000 osób 200-300 rypie na dole a pozostała zgraja (ze zwiącholami na czele) „ciężko pracuje” za biurkiem i tylko czeka na jakieś Barbórki, 13 czy 14.
        Przy normalnym zatrudnieniu i braku ww. patologi na kopalniach jestem wręcz pewny, że kiedy wydobycie na danym zakładzie zwyczajnie byłoby już nieopłacane (np. z powodu głębokości złóż) to zwykły górnik poszedł by bez żadnego dymu do innej kopalni.

      • [quote name=”Tachys1″][quote name=”obserwator”]Tak naprawdę to w polskim górnictwie chodzi już tylko o dociągnięcie działaczy związkowych do emerytury.[/quote]
        O co toto to nie! Kiedy braknie obecnych kopalń wybuduje się nowe. Tchórzewski wyraźnie zapowiedział, że chce by nie budwały ich firmy zagraniczne (obcy kapitał – a kysz zmoro nieczysta), a nasze koncerny górnicze. Dobre praktyki zaraz się przeszczepi. Na 2019-20 planuje się budowę przynajmniej jednej nowej kopalni, a związkowcy planują uruchomić nowy Związek Zawodowych Budowniczych Kopalń w Polsce :)[/quote]
        A to inna sprawa, że z opowiadania o budowie nowych kopalń, a nawet kompleksów energetycznych, da się nieźle latami żyć. Patrz losy PGE Gubin sp. z o.o. (a w szczególności pieniędzy z tej spółki).

    • [quote name=”obserwator”]Tak naprawdę to w polskim górnictwie chodzi już tylko o dociągnięcie działaczy związkowych do emerytury.[/quote]

      przepraszam najmocniej ale czy ta wąsata, związkowa patologia to jest jakiś eksponat muzealny, że będziemy ją utrzymywać na siłę, do momentu aż za swoją „ciężką pracę” dociągną do emerytury?
      Przecież to jest chore. Historia zna wiele przykładów, kiedy ten nowotwór miał centralnie w d… zwykłych ludzi, pod warunkiem że on sam i ludzie go tworzący mogli zachować status quo. Czas świętych krów się skończył i wąsata patologia sama na to sobie zapracowała.
      A jak oburzeni i „spracowani” zwiąchole nie wiedzą o czym piszę to zachęcam porównać to jak działają i dbają o pracowników związki (prawdziwe a nie tylko z nazwy jak ma to miejsce w PL) zawodowe w Niemczech czy Francji. Pozdrawiam.

  6. super artykuł.
    Każdy zwiąchol z kopalni powinien go przeczytać po 10 razy albo i jeszcze więcej do momentu aż zrozumie treści w nim zawarte.

  7. Co do faktu, że należy dostosować poziom wydobyci do aktualnego zapotrzebowania – pełna zgoda, to samo jeśli idzie o efektywność jako wyznacznik dla istnienia (lub zamykania ) kopalń, przerosty zatrudnienia itd. to jasne i klarowne…

    Natomiast sposób argumentacji przytoczony w tekście jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Równie dobrze można argumentować, że kasjerki z Biedronki powinny pracować w jakiejs innej „innowacyjnej” (słowo fetysz) branży bo przecież brakuje tam rąk do pracy a pracując tam budowałyby potęgę regionu… itp.

    albo weźmy jakiś konkretny przykład: „Jeżeli na światowych rynkach wzrosną ceny węgla, więcej wydamy także na import tych węglowodorów. A to będzie dusić polską gospodarkę i w rezultacie popyt na węgiel będzie spadać.” – czyżby ? równie dobrze można założyć, że droga ropa czy gaz spowoduje wzrost popytu na tańszy wegiel (np. do celów grzewczych) a wkrótce być może też nakręci popyt na napęd elektryczny (energię wytwarzana głównie z węgla) . Oczywiście to nie jest talkie proste – podobnie jak to co autor napisał. Polecam zestawić cenę np. ropy i roczną dynamikę PKB w Polsce, i jeszcze zapotrzebowanie na na energię…

    ” Co więcej, droższy węgiel oznacza, że produkcja energii w naszym kraju będzie bardziej niekonkurencyjna względem importowanej. ” – a niby z jakiej przyczyny ? Przecież zdecydowana większość kopalń jest już w strukturach grup energetycznych. Cena węgla „zewnętrzna” nie ma żadnego znaczenia. znaczenie mają koszty wydobycia, cenę ustala się „między sobą”. Ile wzrosła w zeszłym roku cena węgla energetycznego a jak zmieniła się cena energii w Polsce ?

    „Droższa energia z węgla oznacza także wyższą konkurencyjność produkcji energii z gazu” – to tez jest ciekawe bo nie dalej jak kilka wierszy wyżej udowadniał Pan, że istnieje korelacja miedzy cenami weglowodorów…

    Nie mam czasu by znajdować inne „perełki”…

    • Proszę wybaczyć, ale nie mogę się oprzeć:
      [quote name=”Mattt”]Natomiast sposób argumentacji przytoczony w tekście jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Równie dobrze można argumentować, że kasjerki z Biedronki powinny pracować w jakiejs innej „innowacyjnej” (słowo fetysz) branży bo przecież brakuje tam rąk do pracy a pracując tam budowałyby potęgę regionu… itp. [/quote]

      Nie bardzo wiem jak Pan do tego doszedł…Czym innym jest wzrost innowacyjności regionu (do którego górnictwo niekoniecznie się przyczynia), a czym innym sytuacja rynku pracy. Mieszkam na śląsku i spotykam się z przedsiębiorcami z rożnych branż. Wielu narzeka na trudności z pozyskaniem pracowników (co oczywiście obejmuje też inne kwestie żeby być uczciwym). Żeby odnieść się bezpośrednio do zarzutu, to tutaj podeprę się twierdzeniami Janusza Steinhoffa, że większy potencjał ma śląski przemysł maszyn górniczych niż samo górnictwo, a wielu doświadczonych górników mogłoby znaleźć tam zatrudnienie.

      [quote name=”Mattt”]albo weźmy jakiś konkretny przykład: „Jeżeli na światowych rynkach wzrosną ceny węgla, więcej wydamy także na import tych węglowodorów. A to będzie dusić polską gospodarkę i w rezultacie popyt na węgiel będzie spadać.” – czyżby ? równie dobrze można założyć, że droga ropa czy gaz spowoduje wzrost popytu na tańszy wegiel (np. do celów grzewczych) a wkrótce być może też nakręci popyt na napęd elektryczny (energię wytwarzana głównie z węgla) . Oczywiście to nie jest talkie proste – podobnie jak to co autor napisał. Polecam zestawić cenę np. ropy i roczną dynamikę PKB w Polsce, i jeszcze zapotrzebowanie na na energię…[/quote]

      Nie uwzględnia Pan bezwładności i kosztów inwestycyjnych. Przerabianie instalacji grzewczych może być dość kosztowne i potencjalnego większego zapotrzebowania na węgiel do celów grzewczych tu nie widzę – użytkownicy wezmą raczej strategię na przeczekanie wyższych cen. Popyt na samochody elektryczne niekoniecznie będzie związany z drogą ropą tylko z kwestią innowacji (słowo wytrych) w zakresie magazynowania energii, a nawet jeśli, to przełoży się na popyt w segmencie aut nowych, czego skumulowane efekty zobaczymy z 15 lat później. Substytucyjność nośników energii ma pewne ograniczenia. Co do zależności między pkb a zapotrzebowaniem na energię, to tendencja będzie raczej malejąca niż rosnąca.

      [quote name=”Mattt”]” Co więcej, droższy węgiel oznacza, że produkcja energii w naszym kraju będzie bardziej niekonkurencyjna względem importowanej. ” – a niby z jakiej przyczyny ? Przecież zdecydowana większość kopalń jest już w strukturach grup energetycznych. Cena węgla „zewnętrzna” nie ma żadnego znaczenia. znaczenie mają koszty wydobycia, cenę ustala się „między sobą”. Ile wzrosła w zeszłym roku cena węgla energetycznego a jak zmieniła się cena energii w Polsce ?[/quote]

      To trochę logika typu mnie ceny paliwa nie martwią bo i tak tankuję za 50 złotych. A bardziej serio, fajnie by było gdyby miał Pan tu rację, bo dawałoby to nadzieję, że w tym szaleństwie tkwi metoda. Otóż przejęcia kopalń w struktury grup energetycznych niekoniecznie były podyktowane rachunkiem ekonomicznym (no może z wyjątkiem Bogdanki) a presją polityczną. Pojawia się tu bowiem koszt utracony: w momencie kiedy cena wydobycia węgla w kopalni „własnej” koncernu energetycznego będzie wyższa niż jego zakup na rynku, to będzie to generowało stratę w stosunku do sytuacji swobodnego zakupu. I nieważne jaką cenę wewnątrz się ustali: jeśli będzie taka jak rynkowa, to kopalnia wygeneruje stratę, którą koncern będzie musiał pokryć, a jeśli na poziomie kosztów wydobycia + niezbędnych kosztów inwestycyjnych to i tak łatwo policzyć ile się traci na tym biznesie.
      A swoją drogą, hurtowe ceny energii już są u nas wyższe niż np. w Niemczech z ich drogą Eneriewende.

      [quote name=”Mattt”]”Droższa energia z węgla oznacza także wyższą konkurencyjność produkcji energii z gazu” – to tez jest ciekawe bo nie dalej jak kilka wierszy wyżej udowadniał Pan, że istnieje korelacja miedzy cenami weglowodorów… [/quote]

      Słabą stroną artykułu jest brak rozróżnienia tego co oznacza drogi węgiel: czy chodzi o ceny rynkowe (np. ARA dla węgla) czy raczej o kwestię tego że polski węgiel będzie drogi. W pierwszym przypadku korelacja między cenami węgla a innych paliw faktycznie zachodzi co można sprawdzić biorąc dotychczasowe dane dotyczące cen, w drugim już to wymaga komentarza. Kwestia „drogiego węgla” dotyczy bowiem rosnących kosztów wydobycia z powodu wyczerpania „tanich” pokładów. To chyba nie wymaga wielkiego wyjaśnienia. I pod tym względem w śląskich kopalniach lepiej już było. Jednak nasz węgiel energetyczny właściwie w całości zużywamy na miejscu (między innymi dlatego że właśnie jest droższy niż rynkowy) i szefowie koncernów energetycznych kupują go bo lubią swoje posady. Tak więc drogi polski węgiel przekłada się na wyższy koszt wytworzenia energii elektrycznej.

      To czego mi faktycznie brakuje w tym artykule to stwierdzenia, że jakąkolwiek technologię wybierzemy i cokolwiek zrobimy, to prąd i tak zdrożeje. Nie ma przed tym ucieczki, bo energetyka w Polsce wymaga inwestycji i to najlepiej teraz zaraz.
      Skoro tak, to warto myśleć dwa ruchy do przodu i zastanowić się jaki będzie model energetyki w przyszłości, kiedy wydobycie w Polsce się skończy. Jeśli redakcja WN ma rację to zostało nam jakieś 20-25 lat „swojego” węgla maximum. Co potem? Gdzie będzie nasze bezpieczeństwo energetyczne?

  8. Póki co nasz Rząd blokuje rozwój odnawialnych zródeł energi na rzecz nierentownych kopalni węglowych… Kiedy cały świat odchodzi od paliw kopalnych na rzecz OZE. Tymczasem górnicy niestety wyznają PRL’owską zasadę „czy się robi czy się leży to wypłata się należy” – nie ważne, że holding przynosi straty, „my z przywilejów nie zrezygnujemy bo wiemy, że i tak państwo dopłaci”. A wystarczyli by dobrzy managerowie, jak Ci w sprywatyzowanych kopalniach – gdy kopalnia nie przynosi zysków, jesteśmy pod kreską to niestety – trzeba ciąć koszty. A więc koniec z 13, 14 barbórkami i innymi bonusami” – w każdym normalnym przedsiębiorstwie tak by to wyglądało. Z ekonomią się nie wygra, dosypując co chwilę pieniędzy do studni bez dna. (Już o przekrętach biurowych i pasożytujących związkach nie wspominając). Miały być reformy – nie zdały rezultatu z braku kometencji lub strachu przed związkowcami to pozostaje albo prywatyzacja albo wygaszenie. Co z tego, że są u nas duże pokłady węgla, skoro są tak głęboko, że koszty wydobycia przerastają koszt importu nawet z drugiego końca świata gdzie są kopalnie odkrywkowe? Poza tym, od węgla się powoli odchodzi (CO2, szkodliwość, zanieczyszczenie powietrza itp.) i państwo zamiast bez końca ratować nierentowne kopalnie powinno zainwestować w energię odnawialną. Sorry, jest wiele grup zawodowych które są zmuszone się przekwalifikować więc nie rozumiem tego sentymentu do górnictwa!

  9. Ja jestem za węglem, bo pieniądze są w 100 procentach Polskie, a tak pchamy Niemcom pieniądze do kieszeni kupując panele czy wiatraki.

  10. Ten tekst to propagandowy tendencyjny nie mający wiele z rzeczywistością tekst. Nie doczytałem tych głupot do końca. Proszę tego nie publikować nigdzie, to bardzo szkodliwy materiał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

W przypadku problemów z serwisem transakcyjnym prosimy o kontakt mailowy: [email protected]