Spis treści
Decyzję oficjalnie potwierdziła Rada Polityki Nuklearnej (Conseil de politique nucléaire – CPN) obradująca pod przewodnictwem prezydenta Emmanuela Macrona. CPN to premier, 8 ministrów, szef sztabu generalnego i szef Komisariatu Energii Atomowej CEA.
Prezydent Republiki zwołał posiedzenie Rady w symbolicznym miejscu, w elektrowni jądrowej Penly nad kanałem La Manche, gdzie już 2 lata temu ruszyły prace ziemne pod planowane dwa EPR 2. Macron, w gustownym firmowym kasku EDF ogłosił, że Rada zapoznała się z postępami nowego programu jądrowego i potwierdziła decyzję o finansowaniu. EDF określił koszt budowy serii nowych reaktorów na 72,8 miliardów euro w pieniądzu z 2020 roku, a prezydent oświadczył, że 60% z tej kwoty, czyli 44 miliardy euro będą pochodziły z oszczędności obywateli, zgromadzonych w gwarantowanym przez państwo systemie.

Uśmiechnięty Emmanuel Macron podczas wizyty w elektrowni Plenly ogłosił, że do budowy zostaną wykorzystane czerwone książeczki Livret A.
Zgodnie z przedstawionymi Radzie przez EDF informacjami, FID czyli ostateczne decyzje inwestycyjne mają zapaść do końca tego roku, a pierwszy z nowych reaktorów ruszyć w 2038 roku. Rada wyraziła też oczekiwanie, że odpowiednie organy państwa oraz EDF podejmą negocjacje z Komisją Europejską co do zatwierdzenia pomocy publicznej i mechanizmów wsparcia. Ponieważ nowe reaktory mają się spłacić dzięki kontraktom różnicowym, w których strike price – zgodnie z wytycznymi CPN – ma wynosić nie więcej niż 100 euro za MWh w pieniądzu z 2024 roku.
Czytaj też: Francuzi chcą mieć dużo atomu i mało OZE. Ale skąd wziąć pieniądze?
Oszczędności włożone do reaktora
We Francji istnieją trzy systemy, pozwalające obywatelom oszczędzać w bezpieczny sposób. Program nuklearny sięgnie po pieniądze zgromadzone w najpopularniejszym z nich – Livret A (książeczka A). Livret A może otworzyć każdy w dowolnym banku i zgromadzić na niej maksymalnie 22 950 euro plus odsetki.
Wkład jest całkowicie gwarantowany przez państwo, stopa oprocentowania jest regulowana i wynosi obecnie 1,5%, a odsetki są zwolnione z podatku od zysków kapitałowych i ze składek na ubezpieczenia społeczne.
Zgodnie z danymi Banku Francji, czyli francuskiego banki centralnego, na koniec 2024 roku Livret A posiadało 83% Francuzów, co przekładało się na 58 milionów książeczek. Średnia suma oszczędności na nich wynosiła 7 482 euro, a cała kwota na nich zgromadzona to około 432 miliardy euro. Czyli rząd zamierza sięgnąć po 10 proc. z tych środków, co oczywiście może się zmienić, jeśli obywatele ulegną panice i zaczną wyciągać swoje zaskórniaki.
Na razie nic na to nie wskazuje, zresztą pomysł sięgnięcia po tę kasę ma już parę lat i nie przełożył się na spadek popularności czerwonych książeczek.
Do tej pory oszczędności z rachunków Livret A służyły przede wszystkim finansowaniu inwestycji mieszkaniowych, a ponieważ ceny nieruchomości rosną, nie było problemów z wypłatą odsetek. Z inwestycją w elektrownie atomowe sytuacja jest jednak inna.
Politycy załatwili EDF
Decyzja o sięgnięciu po zaskórniaki przysłowiowych pani i pana Dupont ma kilka przyczyn. Po pierwsze, sam EDF nie jest w stanie sfinansować budowy nowych reaktorów, bo padł ofiarą francuskich polityków, którzy oczywiście chcieliby mieć inwestycje, ale ważniejsze były niskie ceny prądu we Francji.
W efekcie niekorzystnych decyzji regulacyjnych EDF, niegdyś blue chip francuskiej giełdy, został całkowicie znacjonalizowany i wycofany z parkietu. Powinno to być ostrzeżeniem dla polityków z innych krajów, którym wydaje się, że można utrzymywać sztucznie niskie ceny prądu i jednocześnie inwestować miliardy w nowe moce czy sieci.
W grę wchodziło też dokapitalizowanie EDF z budżetu, ale wymagałoby to zwiększenia długu publicznego, tymczasem Francja wydaje już 60 mld euro rocznie na obsługę długu przekraczającego 110 proc. PKB.
Jak się zadłużać nie zwiększając długu (na razie)
Mechanizm wykorzystania oszczędności Francuzów jest więc sprytnym zabiegiem księgowym pozwalającym na papierze nie zwiększać długu. Francuska Caisse des Dépôts et Consignations (instytucja trochę podobna do naszego BGK) udzieli EDF pożyczki na nowe bloki atomowe.
Jeśli EDF będzie w stanie tę pożyczkę spłacić, to manewr się uda. Ale jeśli budowa nowych bloków się opóźni (a ostatnia we Flamanville ciągnęła się 20 lat), to EDF nie będzie mógł spłacić długu.
Ponieważ oszczędności na rachunkach Livret A gwarantuje francuskie państwo, to oczywiście będzie musiało dosypać pieniędzy do Caisse de Dépôts. W takiej sytuacji rosnącego zadłużenia nie da się już zamieść pod dywan.
Decyzja rządu w Paryżu wywołała więc olbrzymie kontrowersje wśród francuskich ekonomistów.
– Mamy do czynienia z formą ukrytego długu publicznego, jeśli EDF nie będzie w stanie spłacić długu, spadnie on na państwo – ostrzega Jean Gadrey, z Uniwersytetu w Lille.
Jean Marie Harribey z Uniwersytetu w Bordeaux i Benjamin Coriat z Uniwersytetu Paris-13 piszą o „uspołecznieniem ryzyka i prywatyzacji zysków”, a Bernard Laponche ostrzega, że koszty energetyki jądrowej są niemal zawsze niedoszacowane w momencie podejmowania decyzji politycznych. Nicolas Nace pyta dlaczego z podobnego mechanizmu nie korzystają OZE.
Przed ryzykiem finansowym dla EDF i budżetu ostrzegał też francuski Cour de Comptes czyli odpowiednik polskiego NIK.
Obrońcy decyzji rządu tłumaczą, że sięgnięcie po środki z Livret A to najlepsze rozwiązanie. – Pomimo pożyczki dla EDF Caisse des Dépôts będzie miała dość środków aby dalej finansować budownictwo socjalne i samorządy – obiecywał we francuskiej TV jej prezes Oliver Sichel.
Żaden nowy projekt jądrowy w Europie nie został sfinansowany bez istotnego wsparcia państwa – mówił Elie Cohen z prestiżowej paryskiej SciencesPo.
Atom i OZE się na razie gryzą
Dla Francji nowa seria elektrowni jądrowych wpisuje się w strategiczną koncepcję niezależności od importu paliw kopalnych poprzez elektryfikację czego się da. Przy czym głównym celem jest dekarbonizacja produkcji energii elektrycznej, a nie udział OZE. I takie podejście zawarli też w swoim KPEiK, wysłanym do Brukseli.
Jak jednak reaktory będą wpisywać się w zmienność produkcji OZE i w zwiększenie elastyczności całego systemu elektroenergetycznego? To kwadratura koła, z którą mierzą się wszystkie kraje planujące rozbudowę zarówno elektrowni atomowych jak i OZE.
Zobacz też: „Tak” dla elektrowni atomowych. Ale pomysł na ich finansowanie wymaga refleksji
Wiatraki i OV dają najtańszą energię na rynku, można je też stosunkowo szybko budować, ale elektrownie atomowe w takim systemie pracują coraz mniej godzin w roku, co bardzo mocno podnosi koszty ich budowy.
W lutym tego roku EDF opublikowało obszerną analizę, w której koncern próbuje wskazać kierunki zarządzania swoją flotą prawie 60 działających reaktorów. Przede wszystkim EDF wychodzi z założenia, że to atom musi się dostosowywać do pracy innych źródeł, typu hydroelektrownie (o ile mają dość wody – w czasach suszy to często niedostrzegany problem), wiatr i słońce (które nie zawsze są dostępne), czy pewne źródła kogeneracyjne, które z różnych powodów muszą działać.
Francuskie reaktory konstrukcyjnie są przystosowane do zmiany mocy i działają tak w cyklach dziennych od lat 80. Tyle, że z obliczeń EDF wynika, że z czasem dzienne wahania mocy elektrowni jądrowych coraz bardziej rosną.
O ile w 2013 roku różnice wynosiły nieco ponad 1 GW, to w 2024 roku były już ponad 6 razy większe. Na przykład w piątek 20 marca w nocy francuskie elektrownie jądrowe pracowały z mocą 46 GW, to tuż po południu było to 38 GW, głównie powodu pracy 19 GW fotowoltaiki.
Technicznie takie „huśtanie” blokami jest możliwe, jednak ograniczenie produkcji to mniej sprzedanego prądu i powstaje finansowy problem.
Bez optymalizacji produkcji w cyklu dobowym elektrownie jądrowe ponoszą w określonych godzinach straty, na przykład z powodu ujemnych cen.
W 2024 roku z powodu konieczności zjeżdżania i podjeżdżania z mocą, zwanej z francuska „modulation”, elektrownie jądrowe EDF nie wyprodukowały 31 TWh, w tym roku ma to wynosić już 35,6 TWh, a w 2028 – 42,5 TWh.
Dodatkowo nakładają się na to wymagania francuskiego operatora przesyłowego RTE. EDF wskazuje na wiosnę i lato 2025 roku, kiedy to planował wręcz zatrzymać pewien blok na południowym-zachodzie Francji, a operator wymusił jego działanie. EDF sugeruje, że RTE powinno zrekompensować koncernowi poniesione straty.
EDF zwraca też uwagę na istotne zmiany w zapotrzebowaniu na prąd. O ile mniej więcej do 2008 r. zapotrzebowanie na prąd we Francji rosło, o tyle po kryzysie finansowym zaczęła się stagnacja, zwłaszcza w sektorze budynków (odpowiada za 39 proc. zapotrzebowania). „W 2024 r. zużycie energii elektrycznej (wyrównane o wpływ warunków pogodowych) jest porównywalne do poziomu z 2008 r. i wynosi o 6%–8% mniej względem średniej z lat 2017–2019. Spadek odpowiada 30–35 TWh rocznego zużycia – czytamy w raporcie EDF.

Elastyczny atom kosztuje więcej
Zmiany mocy, z którą działa reaktor kosztuje. Koszty zmienne elektrowni jądrowej nie są wysokie, ale odczynniki potrzebne do regulacji mocy, obsługa ludzka całego procesu i dodatkowe kontrole stanu technicznego już tak. Podobnie jak remonty turbozespołów i przystosowanie ich do zmiennej mocy.

Zakładając brak wzrostu zużycia prądu, przy rosnącej produkcji OZE sytuacja w kolejnych latach będzie wymagać większej liczby chwilowych wyłączeń bloków jądrowych. EDF ocenia, że w takich sytuacjach rośnie ryzyko, że mogą one nie zdążyć wrócić do systemu z odpowiednią mocą. A to oznacza trudne do zbilansowania braki po stronie produkcji. Koncern ocenia, że jeśli minimalna potrzebna moc energetyki jądrowej spadnie poniżej 18 GW, to zarządzanie co i kiedy zatrzymać, zacznie sprawiać problemy.

Co jednak, gdy i OZE i reaktorów będzie więcej? Zmienność wzrośnie. Bez zwiększonego popytu poza godzinami szczytu technicznie i finansowa Francuzi będą mieli problem. Tak przynajmniej przewiduje EDF.
Czytaj też: Atom kontra OZE – co się dzieje w Europie i na świecie

