Spis treści
Od czerwca 2025 piszę na łamach WysokieNapiecie.pl o powiększaniu się różnicy między użytym do prognozowania przyszłego zapotrzebowania na energię elektryczną wariantem wysokim z prognozy liczby ludności Polski do 2060 roku GUS, a faktycznymi danymi raportowanymi przez GUS.
Jednym z powodów jest dalszy spadek liczby urodzeń oraz współczynnika dzietności w Polsce od 2023 roku, który kształtuje się w sposób zupełnie inny niż w wariancie wysokim wykorzystywanym jako założenie do sporządzenia KPEiK-u oraz prognoz zużycia używanych przez PSE. Na wykresie poniżej widać założenie GUS z 2023 roku. W 2025 roku współczynnik ten spadł już poniżej 1.1, więc spadł bardziej niż zakładał najbardziej pesymistyczny wariant prognozy GUS z 2023 roku – oznaczany kolorem wariant niski.

Potwierdziła to aktualizacja GUS z listopada 2025 roku (graf poniżej):

Ma to oczywiście wpływ zarówno na prognozowaną liczbę mieszkańców Polski w kolejnych dziesięcioleciach, (zwłaszcza w interesującym nas okresie 2026-2050), bo wskazuje, jak będzie się kształtowała podaż osób w wieku produkcyjnym, co kolei pozwala na stosunkowo trafne prognozowanie liczby osób pracujących.
Ta ostatnia utrzymuje się na rekordowym poziomie. Z ostatnich danych GUS dotyczących IV kwartału 2025 roku wynika, że pracowało w Polsce 17 milionów 346 tysięcy osób. Oznacza to spadek liczby osób pracujących o 15 tysięcy w porównaniu z rekordowym pod tym względem III kwartałem 2025. Z tego 880 tysięcy osób to osoby pracujące, które osiągnęły już wiek uprawniający do przejścia na emeryturę i grupa tych osób będzie w kolejnych latach wraz ze starzeniem się społeczeństwa rosła.
Ograniczeniem tego wzrostu będą nie tylko chęci konkretnych osób, ale też ich stan zdrowia oraz charakter pracy. Trudno liczyć, że emeryci zapełnią luki kadrowe w zawodach wymagających znacznego wysiłku fizycznego.
W konsultowanym w 2025 roku pierwszej wersji Strategii Rozwoju Polski do 2035 roku czytamy: “W najbliższych dekadach w Polsce prawdopodobny jest znaczący spadek liczby osób pracujących. Polska osiągnęła szczyt liczby ludności w wieku produkcyjnym, wynoszący 24,6 mln osób, w 2010 r. Do 2024 r. liczba ta zmniejszyła się o ok. 2 mln. Spadek ten był jednak do tej pory kompensowany stosunkowo szybkim wzrostem aktywności zawodowej oraz poprawiającą się sytuacją na rynku pracy.
W konsekwencji liczba osób pracujących w gospodarce rosła. Możliwe jednak, że jej najwyższa wartość została już osiągnięta w latach 2023-2025 (blisko 17,4 mln). Rezerwy podaży pracy wciąż istnieją, lecz są mniejsze niż w przeszłości. […] Tymczasem liczba osób w wieku produkcyjnym zmniejszy się o kolejne ok. 1,5 mln. do 2035 r. oraz o ok. 6 mln. do 2050 r. Spadek podaży pracy wydaje się więc nieuchronny.”
Według szacunków GUS – na końcu 2025 r. w wieku produkcyjnym było 21,7 mln osób (tj. o ok. 128 tysięcy mniej niż rok wcześniej). Wariant wysoki GUS, którym posługuje się Ministerstwo Energii oraz PSE, zakłada, że w 2030 roku liczba osób w wieku produkcyjnym wyniesie 21,1 miliona, po czym w wyniku wzrostu liczby urodzeń oraz migracji wzrośnie spadać będzie zdecydowanie wolniej niż w pozostałych dwóch wariantach.
Zgodnie z prognozą wykorzystaną do przygotowania Strategii Rozwoju Kraju do 2035 roku, w ciągu najbliższej dekady wartość ta ma spaść do ok. 20,2 miliona osób, a do 2050 roku do poniżej 16 milionów. Innymi słowy liczba osób w wieku produkcyjnym skurczy się o ponad 25%.
Tymczasem KPEiK oraz Plan Rozwoju Sieci Przesyłowej na lata 2027-2035 opracowane zostały przy założeniu, że osób w wieku produkcyjnym będzie o 2 miliony więcej w 2050 roku, zaś populacja Polski będzie o ponad 5,5 miliona większa niż w scenariuszu którego założenia pokrywają się w największym stopniu z danymi demograficznymi GUS z lat 2023-2025.
5,5 miliona osób to liczba mieszkańców Finlandii, Irlandii lub Słowacji.

Krajowe zużycie energii elektrycznej w Finlandii w 2025 roku wynosiło 87,3 TWh, w Irlandii: 37,4 TWh, a na Słowacji: 26,8 TWh. Finlandia to kraj najszybciej ograniczający wykorzystanie paliw kopalnych w sektorze energetycznym i ciepłowniczym, wykorzystujący pompy ciepła w prawie 30% budynków, w którym już 13% samochodów można ładować prądem.
To prawdopodobnie najlepszy, choć dalej niedoskonały przykład, ilustrujący, jak znaczący pod względem poziomu krajowego zużycia energii elektrycznej będzie istotny ubytek populacji oraz liczby osób w wieku produkcyjnym w Polsce w ciągu najbliższych 25 lat.
Jak duże konsekwencje będzie mieć niedoszacowanie tempa ubytku ludności przy planowaniu infrastruktury energetycznej w Polsce?! Zgodnie z danymi Eurostatu, z których korzysta Komisja Europejska (w tym do określania populacji w celu określenia udziału kraju podczas głosowań, w których kryterium jest uzyskania zgody lub sprzeciwu państw, w których mieszka co najmniej 65% populacji UE), liczba mieszkańców Polski w styczniu 2025 i tak była już o prawie milion mniejsza niż ta, którą raportował na koniec 2024 roku GUS.
Co się dzieje z zapotrzebowaniem na prąd w Polsce?
Od kilku lat jak mantra rządzący powtarzają, że “w związku z rosnącym zapotrzebowaniem na energię elektryczną”, należy budować więcej źródeł wytwórczych, w tym elektrowni jądrowych.
Podczas gdy krajowe zużycie energii elektrycznej nieznacznie wzrosło (o 1,2 TWh) w 2025 w stosunku do 2021 roku, według danych ARE w 2024 ponad 12 TWh zużywane było na potrzeby energetyczne elektrowni i elektrociepłowni zawodowych, zaś ponad 1,5 TWh na potrzeby energetyczne elektrociepłowni przemysłowych. Wyłączanie wysłużonych bloków węglowych w dużym stopniu odpowiada za spadek różnicy między krajowym zużyciem energii elektrycznej brutto i netto wynoszącym w latach 2022-2025 aż 8,8 TWh.
Należy tu także wspomnieć o dynamicznym rozwoju odnawialnych źródeł energii oraz autokonsumpcji energii elektrycznej na potrzeby własne, zarówno przez prosumentów jak instytucje państwowe i samorządowe (w tym należące do przedsiębiorstw samorządowe), przedsiębiorstwa prywatne oraz pod kontrolą skarbu państwa. Dodatkowo w 2025 roku krajowe zużycie energii elektrycznej zarówno netto jak i brutto spadło w stosunku do 2024 roku.

Źródło: PSE S.A. Plan Rozwoju Sieci Przesyłowych str. 20
Dodatkowo według Agencji Rynku Energii w 2025 roku do KSE trafiło ponad 8.6 TWh energii elektrycznej wyprodukowanej w instalacjach prosumenckich energii odnawialnej. Dynamiczny przyrost energetyki prosumenckiej od 2021 roku prowadzi też do wzrostu energii zużywanej na potrzeby własne zwłaszcza w okresie marzec-wrzesień, którą eksperci szacują na 20-25% energii oddawanej do sieci.
Brak oceny tempa wzrostu energii produkowanej i zużywanej na potrzeby własne w projekcjach zapotrzebowania na energię elektryczną w następnych dziesięcioleciach jest – obok ignorowania negatywnego wpływu kryzysu demograficznego – drugim czynnikiem podważającym wiarygodność prognoz dotyczących zapotrzebowania na energię elektryczną.
A prognozy te Ministerstwo Energii oraz Polskie Sieci Energetyczne przedstawiają opinii publicznej jako jedyne i w zasadzie niekwestionowane przez ekspertów prognozy kształtowania się zużycie energii elektrycznej w przyszłości. Dyskusje dotyczą sposobów zaspokajania w ten sposób prognozowanego zapotrzebowania – rodzaj miksu energetycznego, jego koszty, bariery dla rozwoju określonego rodzaju źródeł energii – ale nie sam poziom prognozowanego krajowego zużycia energii elektrycznej.

Źródło PRSP str. 26
Proszę zauważyć, że w prognozie PSE podstawa zapotrzebowania praktycznie się nie zmienia przez najbliższe 15 lat, pomimo znacznego spadku liczby ludności i liczby osób w wieku produkcyjnym, która jest zakładana w tym okresie przez GUS oraz pomimo wzrostu udziału energii odnawialnej produkowanej i zużywanej na własne potrzeby.
Co więcej, wysoki wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną zmusza PSE do rozpoczęcia wykresu powyżej na poziomie ponad 11 TWh wyższym niż zużycie energii elektrycznej netto w 2025 roku (160.9TWh), by następnie wzrost rok do roku był już dużo bardziej umiarkowany.
Nie ma żadnego uzasadnienia, by po spadku o 1,5 TWh w 2025 roku zużycie skoczyło nagle o 11 TWh, po czym też – bez żadnego racjonalnego uzasadnienia – tempo wzrostu spadło do 3 TWh w 2027 roku. Zwłaszcza, że w ciągu ostatnich 10 lat największy roczny wzrost zużycie energii elektrycznej netto – i to po pandemicznym 2020 roku – nie przekraczał 8 TWh.
Po bardzo rachitycznym wzroście krajowego zużycia energii elektrycznej netto od 2021 roku mamy według Ministerstwa Energii oraz PSE rozpocząć od 2027 roku okres bardzo znaczącego wzrostu – od 3 TWh do 7 TWh rocznie. 2026 roku pozwoli zweryfikować czy nastąpiła zmiana jakościowa w obserwowanych wartościach miesięcznych i rocznych. Styczeń 2026 zaczęliśmy z przytupem – z powodu mrozów zużycie energii elektrycznej brutto było o prawie 1.5 TWh wyższe niż w styczniu 2025 roku. Czy tak gwałtowny wzrost zostanie utrzymany w następnych miesiącach pokażą kolejne miesiące. Do spadku zużycia w ramach KSE względem analogicznych miesięcy w poprzednich latach dochodzi zwłaszcza o miesiącach o największym nasłonecznieniu – od marca do września.
W UE zużycie nie chce rosnąć zgodnie z prognozami
Prognozowanego od wielu lat wzrostu zużycia elektryczności nie widać także w wielu innych krajach Unii Europejskiej, nawet takich, które doświadczają silnego wzrostu gospodarczego. Nie jest wyłącznie polska specyfika.
W Hiszpanii zużycie energii elektrycznej było w 2025 niższe niż 2007 i to pomimo znacznego wzrostu liczby mieszkańców tego kraju oraz czterech lat silnego wzrostu gospodarczego. We Francji, w Niemczech oraz w Wielkiej Brytanii zużycie elektryczności było w 2025 niższe niż w 2010, pomimo wzrostu liczby mieszkańców i postępującej elektryfikacji transportu. Zużycie energii elektrycznej było niższe niż w 2010 roku również we Włoszech, w Belgii, w Bułgarii, w Czechach, w Finlandii, w Grecji, w Luksemburgu, w Rumunii, na Słowacji, na Słowenii i w Szwecji.
Zużycie energii elektrycznej rośnie co prawda w Austrii, w Danii, w Holandii, w Irlandii, w Portugalii oraz na Węgrzech, ale w stosunku do liczby krajów, w których nie rośnie ono, lub wręcz spada, trudno powiedzieć, czy ten kierunek w krajach wymienionych powyżej wynika z ogólnego trendu czy raczej z uwarunkowań krajowych.


Jak przyznawał niemiecki think tank Agora Energiewende w 2015 roku “w 2005 większość ekspertów przewidywała trwały wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną przez następne 10 lat, jednakże osiągnęło ono swój szczyt w 2008 i w 2015 roku było poniżej poziomów z 2005 roku”.
Euroelectic w połowie 2024 roku informował, że 23% energii używanej w Unii Europejskiej było zaspokajane przez energię elektryczną. Zgodnie z wyliczeniami organizacji tempo elektryfikacji musiałoby znacząco przyspieszyć w ciągu następnych 25 lat w porównaniu do poprzednich trzech dekad, by osiągnąć cele klimatyczne UE

Dane historyczne obejmują też Polskę:

Według Komisji Europejskiej w 2024 roku poziom elektryfikacji wynosi 16,6 %, podczas gdy średnia unijna to 22,9 %. Aby osiągnąć poziom krajowego zużycia netto prognozowanego przez PSE oraz Ministerstwo Energii, należałoby więcej niż podwoić tempo elektryfikacji wszystkich sektorów gospodarki, w tym przede wszystkim – transportu, ogrzewania budynków, ciepłownictwa oraz przemysłu do 2030 roku. Inwestycje w silniki i bloki gazowe w elektrociepłowniach w największych polskich miastach – w tym a najbogatszym mieście w Polsce – oddalają nas od tego celu.
Kto zużyje ten prąd?
I teraz podstawowe pytanie – w jaki sposób kurczenie się zasobów siły roboczej oraz braki kadrowe wpłyną na zużycie energii elektrycznej oraz zapotrzebowanie na nią? Bo sektor energetyczny oraz dokumenty, które mają ułatwiać podejmowanie kluczowych decyzji infrastrukturalnych i inwestycyjnych w polskiej energetyce, są wyjątkowo odporne na informacje publikowane przez GUS, specjalistów od rynku pracy, pracowników dotykanych brakami kadrowymi sektorów oraz coraz częściej podnoszonych przez ekonomistów.
Zarówno elektrownia jądrowa, dla której jest tak wielkie społeczne poparcie w Polsce, jak i rozwój sieci energetycznych, planowane są przy założeniu bardzo dużego wzrostu zużycia i zapotrzebowania na energię elektryczną. A ten miałby być wynikiem utrzymywania się wysokiego poziomu wzrostu gospodarczego w następnych dekadach oraz elektryfikacji kluczowych sektorów gospodarki, w tym między innymi transportu drogowego oraz ciepłownictwa, a także gospodarstw domowych.
W tych prognozach nie uwzględnia się negatywnego wpływu ubytku pracowników, spadku populacji oraz wzrostu autokonsumpcji. Spadać też będzie zapotrzebowanie na energię elektryczną z zamykanych elektrowni i elektrociepłowni węglowych. I tak zgodnie z ostatnią wersją Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu do 2030, do 2040 roku zużycie energii elektrycznej ma wynosić 300 TWh, zaś według Polskich Sieci Energetycznych ponad 260 TWh w 2040 roku. Wszystkie te parametry będziemy mogli śledzić. Zanim zaczniemy lać beton i wbijać symboliczne łopaty pod jądrową Ostrołękę C.



Kuba Gogolewski – od października 2025 r. dyrektor programowy Fundacji Mission Possible. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Od 15 lat związany z sektorem pozarządowym w Polsce oraz zagranicą.