1. Główna
  2. >
  3. Technologia
  4. >
  5. Atom
  6. >
  7. Rząd nie wyciąga wniosków z własnych błędów w sprawie inwestycji energetycznych

Rząd nie wyciąga wniosków z własnych błędów w sprawie inwestycji energetycznych

Co pięć lat z demograficznej mapy Polski ubywa liczba mieszkańców równa populacji Poznania. Jak to możliwe, że odpowiedzialni za planowanie przyszłość energetyki w Polsce tego nie widzą?
Elektrownia atomowa
Elektrownia atomowa

Jest połowa 2013 roku. Ówczesny prezes PGE Krzysztof Kilian ogłosił, że przy ówczesnych cenach energii budowa elektrowni węglowych jest nieopłacalna oraz, że nie spodziewa się wzrostów cen energii elektrycznej w średnim okresie. Jak pisało pod koniec 2013 roku WysokieNapięcie.pl “Opole było i jest sztandarową inwestycją rządu. Ministerstwo Skarbu, Ministerstwo Gospodarki, lokalni politycy – wszyscy jej chcieli, bo uważali, że jest potrzebna zarówno  dla rozruszania gospodarki jak i w przyszłości dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.” 

Co więcej, “Kilian naraził się też Donaldowi Tuskowi. Wiosną przekonał go, że inwestycja w Opolu jest nieopłacalna, ale nie wziął pod uwagę skali protestów przeciw decyzji o skasowaniu elektrowni. Tusk pod wpływem protestów na Opolszczyźnie, a także w wyniku perswazji Ministerstwa Gospodarki i środowiska energetyków zmienił zdanie. Kiedy w sierpniu budowa Opola nie ruszyła, udzielił Kilianowi połajanki na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu.

Pod koniec października 2013 roku Krzysztof Kilian podaje się do dymisji. Nowym prezesem PGE zostaje Marek Woszczyk, który wraz z ówczesnym wiceprezesem ds. rozwoju Dariuszem Marcem informuje opinię publiczną na początku 2014 roku, iż “nowy zarząd PGE ocenił, że prognozy kształtu rynku energii, jej zużycia, cen węgla i polityki klimatycznej pozwalają założyć, że dwa nowe bloki w Opolu będą rentowne, tzn. stopa zwrotu z tej inwestycji będzie wyższa niż średni koszt kapitału dla całej grupy.” Wiceprezes ds. rozwoju PGE Dariusz Marzec zaznaczył, że w prognozie przyjęto konserwatywne założenia. Ceny emisji CO2 miały według wtedy zakładanych scenariuszy, wynosić w 2020 roku 10 euro, a w 2035 r. – 35 euro.(sic!).

Koszt budowy dwóch nowych bloków w Elektrowni Opole wynosił ponad 11,5 mld złotych i jeszcze w momencie zakończenia budowy w październiku 2019 roku, a więc 6 lat temu, zarząd PGE utrzymywał, że zapewnią one energię elektryczną dla 4 mln gospodarstw domowych i zostały zaprojektowane na 35 lat pracy. 

Minęło 6 lat i wiemy, że inwestycja w nowe bloki w Opolu nigdy się PGE nie zwróci, a ich przetrwanie do 2035 roku możliwe będzie jedynie dzięki różnego rodzaju subwencjom rządowym, w tym przychodom z opłaty mocowej.

Gdyby oddanym do użytku blokom numer 5 i 6 w elektrowni Opole udało się jednak dotrwać do 2035 roku, co dziś wydaje się optymistycznym założeniem, ich czas pracy będzie wynosić nie 35, a 16 lat, czyli jest to mniej niż połowa okresu, na który zostały zaprojektowane 11 lat temu. Przy czym wiadomo już dziś, że bez wsparcia państwowego w postaci opłat mocowych po 2028 roku wszystkie bloki węglowe byłyby nierentowne, przynosząc spółkom, będących ich właścicielami straty.

Tyle się zmieniło w ciągu 11 lat. Cena emisji tony dwutlenku węgla przekroczyła 40 euro nie w 2035 roku, a jeszcze przed rokiem 2022 i od 2022 roku rzadko spadała poniżej 60 euro za tonę, przekraczając 100 euro po raz pierwszy w lutym 2023 roku.  Udział energii wytworzonej przez źródła wiatrowe oraz słoneczne zdecydowanie przekroczył prognozy rządzących z tamtego okresu. 

Nowy blok w elektrowni Turów oddano do użytku w połowie 2021 roku. Jego budowa kosztowała 4,3 miliarda złotych, PGE oraz konsorcjum odpowiedzialne za budowę bloku oskarżają się wzajemnie i wysuwają wobec siebie wieluset milionowe żądania sądowe, a planowany do 2044 roku blok będzie miał szczęście jeśli  dociągnie do 2035 roku. Ponownie bardzo dużo pary w gwizdek oraz nietrafiona inwestycja, która nigdy się nie zwróci. 

Koszt budowy elektrowni Ostrołęka C miał wynosić początkowo 5 mld złotych, wzrósł do 9 miliardów i na szczęście skończyło się na zmarnowaniu 1,5 mld złotych na przygotowania do i rozpoczęcie budowy, a ostrołęckie dwie wieże stały się przedmiotem memów i kpin.

Czy  nauczyliśmy się czegoś z porażek inwestycji w nowe bloki węglowe w elektrowni Opole, elektrowni Turów oraz w elektrowni Ostrołęka?

Elektrownia jądrowa jak Opole

Znowu październik – tym razem 2025. Premier Donald Tusk niepomny pomyłki sprzed 11 lat bez mrugnięcia okiem ogłasza, że energia elektryczna z pierwszej polskiej elektrowni jądrowej zapewni bezpieczeństwo energetyczne już nie czterem jak w przypadku bloków w elektrowni Opole, a dwunastu milionom gospodarstw domowych. Rząd nie planuje już inwestycji na 35 lat, a na ponad 60. Także budowa będzie dłuższa.

Pamiętacie jak śmiesznie wyglądają dziś założenia, które prezentowali Marek Woszczyk, wtedy jeszcze jako prezes PGE, a nie jak dziś odpowiedzialny za budowę elektrowni jądrowej w gminie Choczewo PEJ oraz Dariusz Marzec, dzisiejszy prezes zarządu PGE? Cena emitowanej tony dwutlenku węgla w 2035 roku – 35 euro, powolny rozwój OZE…

To przyjrzyjmy się założeniom demograficznym, które pozwalają rządowi oraz PEJ twierdzić, że elektrownia jądrowa (a w planach jest nie jedna, a wiele) jest nam potrzebna w najbliższych dziesięcioleciach. 

Jak się ma demografia i  rzeczywiste zużycie energii elektrycznej do a prognoz rządowych we wniosku notyfikacyjnym i w ostatniej wersji KPEiK2030: 

Wyniki prognozy GUS wskazują, że do 2060 r. liczba ludności Polski zmniejszy się o 6,6 mln. osób (w odniesieniu do 2024 r). Jedna czwarta wszystkich pracujących dziś w Polsce osób przejdzie na emerytury w ciągu najbliższej dekady, a młodych Polek i Polaków jest dwukrotnie mniej. 

kuba tabela

W 2025 r. na emerytury przechodzą kobiety z rocznika 1965, w którym urodziło się 270 tys. dziewczynek, oraz mężczyźni z rocznika 1960, w którym przyszło na świat 340 tys. chłopców. To łącznie 610 tys. osób, z których ok. 350 tys. nadal pracowało w tym roku lub jeszcze pracuje.

W pierwszym półroczu 2025 r. na emerytury przeszło 164 tys. osób, a na koniec roku może to być ok. 330 tys. Tymczasem w dorosłość wkracza w tym roku populacja z rocznika 2007, kiedy urodziło się 387 tys. dziewczynek i chłopców. Zdecydowana większość młodych ludzi w tym wieku nadal się kształci, podczas gdy na rynek pracy trafiają nieliczni.

Jak pokazuje wykres GUS opublikowany pod koniec września 2025 roku rynek pracy zasilają obecnie roczniki dużo mniej liczne niż te, które aktualnie osiągają wiek emerytalny. 

kuba urodziny

Nic dziwnego, że łagodzenie zmian demograficznych i adaptacja do nich została zidentyfikowana jako jeden z trzech głównych celów Strategii Rozwoju Polski do 2035 r., zaś spadek podaży pracy zdiagnozowany został jako jedno z głównych zagrożeń dla konkurencyjności polskiej gospodarki w najbliższej dekadzie.

W Strategii czytamy:  “W najbliższych dekadach w Polsce prawdopodobny jest znaczący spadek liczby osób pracujących. Polska osiągnęła szczyt liczby ludności w wieku produkcyjnym, wynoszący 24,6 mln osób, w 2010 r. Do 2024 r. liczba ta zmniejszyła się o ok. 2 mln. Spadek ten był jednak do tej pory kompensowany stosunkowo szybkim wzrostem aktywności zawodowej oraz poprawiającą się sytuacją na rynku pracy.

W konsekwencji liczba osób pracujących w gospodarce rosła. Możliwe jednak, że jej najwyższa wartość została już osiągnięta w latach 2023-2025 (blisko 17,4 mln). Rezerwy podaży pracy wciąż istnieją, lecz są mniejsze niż w przeszłości. […] Tymczasem liczba osób w wieku produkcyjnym zmniejszy się o kolejne ok. 1,5 mln. do 2035 r. oraz o ok. 6 mln. do 2050 r. Spadek podaży pracy wydaje się więc nieuchronny.” 

Media donoszą za GUS o wzroście bezrobocia i malejącej liczbie ofert pracy. Tymczasem wedle ostatnich badań, braki kadrowe sygnalizuje – w zależności od branży – od 59 do nawet 82 proc. firm, zarówno dużych, jak i z sektora MŚP. W samym budownictwie jest – według danych resortu pracy – aż 20 zawodów z potężnym deficytem kadrowym. Brakuje 100 tys. pracowników. Podobne potrzeby zgłaszają sektory edukacji i opieki zdrowotnej. Nie inaczej jest w pozostałych sektorach. To efekt kryzysu demograficznego w realiach rosnącej gospodarki.

kuba ludnosc

Eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) oszacowali, jak trendy demograficzne (także związane z dynamiką migracji zewnętrznych) wpłyną na poszczególne sektory gospodarki.

kuba sektory

Mamy dane i szacunki dotyczące spadku liczby ludności oraz braki w kluczowych branżach o bardzo różnym potencjale robotyzacji i automatyzacji. Oczywiście w pewnych sektorach będzie następować spadek poziomu zatrudnienia – górnictwo, sektor motoryzacyjny, przemysł wydobycia i przetwórstwa paliw kopalnych, który choć potrzebny, nie będzie na tyle duży, by skompensować luki pozostawione po ubytku pracowników, będące konsekwencją kryzysu demograficznego. 

Kto zużyje ten prąd

I teraz podstawowe pytanie – w jaki sposób kurczenie się zasobów siły roboczej oraz braki kadrowe wpłyną na zużycie energii elektrycznej oraz zapotrzebowanie na nią. Bo sektor energetyczny oraz dokumenty, które mają ułatwiać podejmowanie kluczowych decyzji infrastrukturalnych i inwestycyjnych w polskiej energetyce są wyjątkowo odporne na informacje, które publikuje GUS, specjaliści od rynku pracy, pracownicy dotykanych brakami kadrowymi sektorów oraz coraz częściej ekonomiści.

Zarówno elektrownia jądrowa, dla której jest tak wielkie społeczne poparcie w Polsce, jak i rozwój sieci energetycznych planowane są przy założeniu bardzo dużego wzrostu zużycia i zapotrzebowania na energię elektryczną. A ten miałby być wynikiem utrzymywania się wysokiego poziomu wzrostu gospodarczego w następnych dekadach oraz elektryfikacji kluczowych sektorów gospodarki w tym między innymi transportu drogowego oraz ciepłownictwa, a także gospodarstw domowych.

W tych prognozach nie uwzględnia się olbrzymiego negatywnego wpływu ubytku pracowników oraz spadku populacji. I tak zgodnie z ostatnią wersją Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu do 2030, do 2040 roku zużycie energii elektrycznej ma wynosić 300 TWh, zaś według Polskich Sieci Energetycznych ponad 200 TWh w 2040 roku. 

kub PSE

Gwałtowny wzrost zużycia energii elektrycznej do 2050 roku jest też głównym uzasadnieniem budowy elektrowni jądrowych w Polsce. We wniosku notyfikacyjnym do KE z września 2024 roku polski rząd podkreślał, że by zapewnić stabilne źródło produkujące energię elektryczną, z związku ze stopniowym wygaszaniem wyeksploatowanych i przynoszących coraz większe straty finansowe bloków węglowych konieczna jest budowa elektrowni jądrowych.

Z kolei w związku z ich kosztami inwestycyjnymi niezbędna jest do tego pomoc państwa. Poniżej przewidywane zapotrzebowanie na energię elektryczną z wniosku rządu RP o zgodę na udzielenie pomocy publicznej dla pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Problem w tym, że przy szacowaniu zapotrzebowania na energię elektryczną w przyszłości kryzys demograficzny zwyczajnie zignorowano. Bo jak inaczej należy rozumieć przyjęcie jako jedynego założenia, że w 2030 roku będzie w Polsce mieszkało 37,7 miliona osób, czyli że populacja w Polsce zwiększy się o ponad 400 tysięcy, a nie radykalnie zmniejszy i to aż o ponad 550 tysięcy osób? Jak wytłumaczyć założenie, że migracja do Polski w 2028 roku wzrośnie 16-krotnie w stosunku do rekordowego 2022 roku? 

Co więcej jak pokazują dane GUS oraz przytaczane wcześniej analizy PIE, ubytek pracowników w kluczowych branżach będzie się zwiększał w kolejnych latach i dekadach, zaś do 2060 roku mieszkańców Polski będzie o 6,6 miliona mniej.

To nie tylko proporcjonalnie mniej kupionych i używanych samochodów, sprzętu domowego, przejechanych kilometrów, zamieszkanych domów, zapotrzebowania na wszelkiego rodzaju usługi w tym publiczne, konieczność zamykania wielu budynków publicznych – szkół, przedszkoli, szpitali, urzędów oraz przedsiębiorstw.

To również  wprost proporcjonalnie przekłada się na mniejszy popyt na krajowe produkty i usługi, ale też mniejszą produkcję w tych branżach, które nie będą w stanie znaleźć wystarczającej liczby wykwalifikowanych pracowników, aby się rozwijać.

Zatem po pierwsze, nasze prognozy energetyczne nie oszacowały jeszcze skali tego spadku, a po drugie planują inwestycje, które przy jego oszacowaniu będą zupełnie niepotrzebne.

Miało rosnąć, a spada 

Jest jeszcze jeden bardzo poważny problem. Według prognoz przedstawionych powyżej zużycie energii elektrycznej wskutek elektryfikacji i wzrostu gospodarczego polskiej gospodarki miało być z roku na rok coraz wyższe. Tymczasem szczyt zapotrzebowania na energię elektryczną odnotowaliśmy w latach 2021 – 2022 i od tamtego czasu zużywamy energii elektrycznej mniej. Zgodnie z najnowszymi danymi PSE narastająco w okresie styczeń-wrzesień 2025 r. krajowe zużycie energii elektrycznej spadło o 2,16% r/r do 122,56 TWh.

Jesteśmy więc na najlepszej drodze by 2025 roku zakończyć nie na poziomie mniejszym niż w 2020 roku – kiedy zużycie wyniosło 166 TWh. By nie przebić tego rekordu, zużycie energii elektrycznej w okresie październik- grudzień 2025 roku musiałoby przekroczyć 43.5 TWh. 

kuba popyt

Innymi słowy zamiast dość znacznego wzrostu zużycia energii elektrycznej do poziomu 193 TWh w 2030 (co zakłada wniosek notyfikacyjny polskiego rządu o zamiarze udzielenia pomocy publicznej dla pierwszej polskiej elektrowni jądrowej), pięć lat wcześniej zużycie energii elektrycznej jest niższe niż w 2021 roku, a różnica do prognozowanej wartości rośnie, a nie maleje. 27 TWh godziny różnicy między prawdopodobnym zużyciem w 2025 roku, a prognozowanym poziomem 193 TWh to wzrost o ponad 16 procent. 

Podobnie według ostatniego projektu Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu do 2030 roku zużycie finalnej energii elektrycznej wyrażonej w ktoe ma wzrosnąć z 12 477 w 2025 do  13 117 w 2030, 14 116 w 2035 i 15 265 w 2040 roku, zaś krajowe zużycie brutto energii elektrycznej [w ktoe] w scenariusz WAM (przyspieszonej transformacji) ma wzrosnąć z 15 306 w 2025 do 16 249 w 2030, 18 534 w 2035 oraz 24 229 w 2040 roku.  W obu przypadkach wzrost w ciągu najbliższych lat ma wynieść między 5%-6% do 2030 roku. 

Każdy kolejny rok spadku zużycia krajowego energii elektrycznej będzie zwiększał dystans między prognozowaną wartością docelową z planów rządowych, a stanem faktycznym. W związku z dość intensywnym spadkiem liczebności pracowników oraz starzeniem się populacji coraz trudniej będzie utrzymać obecny wysoki poziom wzrostu gospodarczego przez kolejne pięć lat, nie mówiąc o kolejnych dekadach. 

Polska nie jest jedynym krajem w Europie, w którym spada zużycie energii elektrycznej. Do krajów, w których podobnie jak w Polsce spada liczba mieszkańców należą Grecja oraz Rumunia. W obu tych krajach szczyt zużycia energii przez gospodarstwa domowe nastąpił w 2021, a w kolejnych latach nastąpił powolny spadek.

Spada również poziom zużywanej energii finalnej w porównaniu z 2021 rokiem. W przypadku Rumunii, w przeciwieństwie do Grecji i Polski, liczba mieszkańców ustabilizowała się i nawet nieznacznie rośnie od 2022 roku. W obu tych krajach pomimo widocznego wzrostu PKB w tym okresie oraz rosnącej elektryfikacji transportu mamy do czynienia ze spadkiem zużycia energii elektrycznej.

Gdy ludzi jest mniej, zużycie prądu nie rośnie

Pierwsza elektrownia jądrowa, o ile nie będzie opóźnień, ma oddać pierwszy prąd do sieci za ponad 10 lat. Jej budowa ma jednak sens tylko wtedy, kiedy zapotrzebowanie na prąd z niej będzie utrzymywane przez kolejnych 50-60 lat. Gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną w związku z elektryfikacją gospodarki ma nastąpić do 2050 roku. To pierwsze maksymalnie 15 lat działania pierwszej elektrowni jądrowej.

atom kroliczek 2024

Co potem?! Przecież liczba mieszkańców i pracowników w dalszym ciągu będzie spadać, a wraz z nią podobnie jak w innych krajach o zbliżonym do Polski kryzysie demograficznym, spadać będzie zużycie energii elektrycznej. 

Porozmawiajmy o polskiej energetyce na poważnie, przeprowadzając demograficzny stress test naszego planowania energetycznego oraz elektrowni jądrowej, określając, jak wrażliwe są założenie finansowe i ekonomiczne elektrowni jądrowej na mniej optymistyczny przebieg kryzysu demograficznego. To samo dotyczy rozbudowy sieci oraz sieci ciepłowniczych. To zadania zarówno dla Ministerstwa Energii, ale i dla Agencji Rynku Energii oraz Państwowych Sieci Energetycznych.

Czytaj: Ile zapłacimy za prąd z pierwszej polskiej elektrowni atomowej

Dodatkowo, jeżeli okaże się, że elektrownia jądrowa nie jest potrzebna, zaoszczędzimy ponad 190 miliardów złotych, z czego 60 miliardów z budżetu państwa, co przy dzisiejszym poziomie zadłużenia oraz deficycie budżetowym wcale nie jest wartością bez znaczenia. 

Czytaj także: Popyt na energię w kraju wzrośnie, bo…do Polski ruszą imigranci

Kuba Gogolewski – od października dyrektor programowy Fundacji Mission Possible. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Od 15 lat związany z sektorem pozarządowym w Polsce oraz zagranicą.

Żeby nasz kraj mógł zostać prawdziwym hubem gazowym, potrzebujemy nowoczesnego rynku, pracującego 24 h na dobę. Musimy też zachęcić uczestników rynku do bilansowania się aby utrzymać równowagę podaży i popytu w każdej godzinie
przesył gazu
Tydzień Energetyka: Europejski offshore w odwrocie; W taryfach URE pomoże sztuczna inteligencja; Górnicy PGG pytają o odprawy; PAK bez Zygmunta Solorza i atomu; Olen dale miliard z poliolelfiny; Venture Global uspokaja klientów, że drugi raz nie powtórzy tego samego tricku
Vestas wstrzymuje budowę fabryki śmigieł do morskich wiatraków w Szczecinie
Technologie wspiera:
Partner działu Klimat: