Spis treści
Amerykański startup jądrowy napompował nadzieje inwestorów
Kapitalizacja Oklo, wywodzącego się z Doliny Krzemowej startupu, chcącego budować małe reaktory jądrowe, przebiła poziom 20 mld dolarów, a od początku roku spółka zyskała na wartości ponad 500 proc. Choć jądrowych startupów jest więcej, to mająca powiązania z administracją Donalda Trumpa firma najbardziej przekonuje inwestorów – pisze „Financial Times”.
Dziennik podkreśla, że jak na razie założone ponad dekadę temu Oklo sprzedaje jedynie obietnice, bo wciąż nie ma licencji na eksploatację swoich reaktorów, a do tego nie zawarło też wiążących umów na sprzedaż energii z potencjalnych projektów.
Te miałaby przede wszystkim zasilać energochłonne centra danych, które w USA wyrastają jak grzyby po deszczu w związku z boomem dotyczącym sztucznej inteligencji. Związki Oklo z Doliną Krzemową umocniło pozyskanie inwestora w osobie Sama Altmana – współtwórcy i szefa OpenAI, czyli spółki, która stworzyła ChatGPT.
Cele Oklo są bardzo ambitne i zakładają, że pierwszą energię spółka dostarczy swoim klientom już w 2027 roku. We wrześniu firma rozpoczęła realizację pilotażowego projektu w Idaho. Startup, którym kierują Jacob oraz Caroline DeWitte – jego twórcy, a prywatnie małżeństwo – chce budować małe reaktory jądrowe, które mają być chłodzone ciekłym sodem zamiast wodą, co dzięki opracowanym przez spółkę rozwiązaniom ma być tańsze i bardziej bezpieczne.
„Financial Times” podkreśla, że giełdowy entuzjazm związany z Oklo budzi obawy w branży jądrowej, gdyż przegrzanie notowań spółki, a potem ich gwałtowny spadek w przypadku braku dowiezienia obietnic, może zaszkodzić całemu sektorowi. Tak jak było to już w przypadku baniek spekulacyjnych w innych branżach. Dziennik zaznacza, że symptomy takiego scenariusza było już widać w ciągu ostatnich sesji giełdowych, gdy kurs spółki świecił się na czerwono.
Oklo ściąga też na siebie krytyczne uwagi ze strony tych, którzy twierdzą, że spółka skorzystała na powiązaniach z administracją Donalda Trumpa. Obecny sekretarz ds. energii Chris Wright w przeszłości był członkiem zarządu Oklo.
Jednocześnie Departament Energi wybrał firmę do rządowego programu wspierającego przyspieszenie budowy małych modułowych reaktorów jądrowych (SMR), który oferuje beneficjentom m.in. łatwiejszy dostęp do paliwa. To wsparcie pozwoliło Oklo uzyskać przewagę nad konkurencją, dzięki czemu analitycy cenią tę firmę wyżej niż inne jądrowe startupy, takie jak NuScale Power czy Nano Nuclear Energy.
Oklo odrzuca oskarżenia o polityczne koneksje, które padają również ze strony polityków Partii Demokratycznej, zarzucających sekretarzowi energii wspieranie swojego było pracodawcy. Krytycy przypominają również, że w 2022 roku amerykański nadzór jądrowy negatywnie oceniał wniosek Oklo ws. budowy reaktora chłodzonego ciekłym sodem.
Zobacz także: Elektrownie szczytowo-pompowe zostały zdegradowane w rynku mocy
Chińczycy hamują z inwestycjami w Europie
Mniejszy od prognozowanego popyt na samochody elektryczne, a także napięcia polityczne i handlowe pomiędzy Brukselą a Pekinem, przekładają się na spowolnienie chińskich inwestycji w Unii Europejskiej – podkreśla „Financial Times”.
Dziennik wskazuje, że te czynniki mają wpływ nie tylko na planowane, ale już realizowane inwestycje, których sporo ogłaszano po pandemii COVID-19. Przykładem jest sztandarowy projekt CATL w węgierskim Debreczynie.
Trzy lata temu największy producent baterii na świecie ogłosił, że zainwestuje tam ponad 7 mld euro, a wśród klientów zakładu znajdą się BMW, Mercedes oraz inne europejskie marki motoryzacyjne. Pierwszy etap inwestycji został wdrożony, ale kształt dwóch kolejnych będzie zależał od sytuacji na rynku. Rozważana jest także modyfikacja linii produktowej na inną niż pierwotnie przewidziane baterie litowo-jonowe.
„Financial Times” powołuje się na opinie firmy konsultingowej Rhodium Group, według której połączenie napięć handlowych oraz politycznych związanych ze wspieraniem Rosji przez Pekin, a także słabszy popyt na samochody elektryczne w Europie, osłabiły chińskie inwestycje w UE.
Sytuację dodatkowo komplikuje ogłoszone w tym miesiącu przez Pekin zaostrzenie kontroli eksportu kolejnych pierwiastków ziem rzadkich i powiązanych z nimi materiałów. Ograniczenia mają też dotyczyć sektora bateryjnego. Tymczasem w UE coraz częściej Chiny są krytykowane za ograniczanie transferu technologii, czego z kolei Pekin wymagał od zachodnich inwestorów, gdy ci budowali fabryki w Chinach.
Chińskie inwestycje w sektorze motoryzacyjnym przesunęły się obecnie przede wszystkim Azji Południowo-Wschodniej, aby wykorzystać sytuację na szybciej rozwijających się rynkach oraz lepsze łańcuchy dostaw. Eksperci wskazują również, że spadek chińskich nakładów inwestycyjnych w branży motoryzacyjnej czy bateryjnej w Europie nie rekompensują projekty w innych sektorach gospodarki, gdzie firmy z Chin również mniej inwestują.
„Financial Times” wskazuje, że na dalsze pogorszenie relacji może wpłynąć zaostrzenie kontroli chińskich inwestycji w UE. Komisja Europejska ostrzega, że może wykorzystać do tego celu rozporządzenie w sprawie subsydiów zagranicznych (FSR), które pozwala Brukseli blokować firmy, które jej zdaniem są niesprawiedliwie wspierane przez rządy innych państw.
Wcześniej, w ubiegłym roku, KE nałożyła już sięgające do 35 proc. cła na niektóre samochody elektryczne importowane do UE z Chin, których producenci mieli być niesprawiedliwie subsydiowani przez Pekin.
Zobacz też: Tak BMW ma utrzeć nosa Chińczykom
Centra danych mogą pomóc w bilansowaniu systemów elektroenergetycznych
Z biegiem lat rola centrów danych w stabilizowaniu pracy sieci elektroenergetycznych w Europie może być coraz większa. Według prognoz potencjał elastyczności tych obiektów w 2035 roku może sięgać nawet 60 GW – analizuje Montel.
Potencjał ten ma tkwić w dwóch głównych czynnikach, na które wskazują m.in. przedstawiciele think tanków energetycznych oraz dostawców technologii.
Pierwszym jest dostosowanie pracy centrów do bieżącej sytuacji w systemach elektroenergetycznych. Chodzi o przesuwanie najbardziej energochłonnych operacji – związanych chociażby z trenowaniem sztucznej inteligencji – na godziny, w których dostępne są duże nadwyżki energii z OZE. Podobnie jest w przypadku obiektów chłodzonych cieczą, które pozwalają zgromadzić część chłodu na zapas, więc mogą zwiększać pobór energii na cele chłodnicze, gdy jest ona tańsza.
Natomiast drugim czynnikiem jest współpraca z systemem w momentach, gdy sytuacja jest napięta. W tym wypadku centra mogą wspomóc system magazynami energii, które coraz częściej towarzyszom serwerowniom jako źródło zasilania awaryjnego. Ponadto centra mogą w sytuacjach mogą też potencjalnie świadczyć usługę redukcji zapotrzebowania (DSR), obniżając w wyznaczonym czasie deklarowany pobór mocy.
Według wyliczeń think tanku Cerre, korzystając z takich rozwiązań do 2035 roku szybko rozwijający się sektor data center może osiągnąć potencjał elastyczności sięgający nawet 60 GW. W tym czasie, jak przewiduje Ember, europejskie centra danych niemal podwoją swoje zapotrzebowanie na energię – do poziomu około 236 TWh rocznie. Udział tego sektora w ogólnym popycie na energię wzrośnie z 3 do blisko 6 proc.
Montel zaznacza jednak, że Europejskie Stowarzyszenie Centrów Danych raczej tonuje optymizm think tanków oraz dostawców technologii odnośnie potencjału elastyczności branży. Jego zdaniem redukowanie zapotrzebowania na energię przez centra danych, w tym poleganie na awaryjnym zasilaniu, na dłuższą metę może być zagrożeniem dla stabilności tych obiektów.
Podobnego zdania jest spółka A2A, włoski operator sieci dystrybucyjnej, według którego trudno będzie wymagać dużej elastyczności od serwerowni, biorą pod uwagę to, że dotychczas trudno było te obiekty wpasować do istniejących usług systemowych.
Zobacz również: Nowe centrum danych Atman zużyje tyle prądu co Huta Warszawa
Czy Stegra zmierza w tym samym kierunku co Northvolt?
Jeden z największych projektów dotyczących produkcji zielonej stali zaczyna budzić coraz większe obawy. Stojący za przedsięwzięciem szwedzki startup Stegra ma problemy z finansowaniem inwestycji, co przywołuje wspomnienia związane z upadkiem spółki Northvolt – donosi Bloomberg.
Agencja informuje, że Stegra potrzebuje około 1,1 mld euro nowego finansowania, aby pokryć rosnące koszty budowy huty oraz towarzyszącej zakładowi infrastruktury.
Przedsięwzięcie, na realizację którego w ciągu ostatnich czterech lat zgromadzono 6,5 mld euro ze środków prywatnych inwestorów oraz państwowych i unijnych dotacji, przewiduje docelowo produkcję 2,5 mln ton stali rocznie w technologii opartej na wykorzystaniu zielonego wodoru.
Problem w tym, że tylko część podmiotów zaangażowanych w finansowanie Stegry zadeklarowało dalsze wsparcie finansowe, a reszta udziałowców przyjęła bardziej zachowawcze pozycje. Według nieoficjalnych informacji cześć inwestorów ma wskazywać na utratę zaufania do spółki.
Trudności z finansowaniem projektu już doprowadziły w ostatnich dniach do zmian w zarządzie startupu. Dotychczas stojący na jego czele Harald Mix ustąpił ze stanowiska, ale pozostał w zarządzie jako członek. Do władz spółki dołączyli natomiast dwaj nowi menadżerowie, którzy mają pomóc w restrukturyzacji i dokończeniu projektu.
Pierwszy z nich to Aidan de Brunner, który obecnie pracuje również przy restrukturyzacji przechodzącej trudności spółki Thames Water, która zarządza wodociągami w Londynie. Natomiast drugim jest Emmanuel Rodriguez, który dotychczas był zaangażowany m.in. w projekty dekarbonizacyjne w koncernie ArcelorMittal.
Budowany przez Stegrę kompleks powstaje na północy Szwecji – niedaleko od lokalizacji, w której swoją sztandarową fabrykę baterii ulokował upadły Northvolt. W obu przypadkach o takiej lokalizacji przesądzał przede wszystkim dostęp do taniej energii elektrycznej w tej części kraju. Na tym jednak – jak zarzeka się Stegra – mają kończyć się podobieństwa z niedoszłym producentem baterii, który mimo dużego wsparcia inwestorów upadł nim zdołał uruchomić produkcję na większą skalę.
Bloomberg wskazuje, że Stegra już kilka razy przesuwała termin rozpoczęcia produkcji stali. Obecnie uruchomienie huty jest zapowiadane na drugą połowę 2026 roku, a według ostatnich informacji realizacja projektu jest zaawansowana w 60 procentach.
Przedstawiciele firmy twierdzą, że mimo trudności perspektywy przedsięwzięcia pozostają pozytywne, gdyż popyt na zieloną stal rośnie, a ceny energii spadają. Ponadto większe problemy niż Stegra mają inne firmy, które chcą produkować zieloną stal, co sprawia, że szwedzkiej spółce ubywa potencjalnych konkurentów.
Zobacz też: Bruksela chce wspierać przemysł….na razie głównie słowami