1. Główna
  2. >
  3. Technologia
  4. >
  5. Chiny elektryfikują przemysł znacznie szybciej niż Europa

Chiny elektryfikują przemysł znacznie szybciej niż Europa

Pomimo ambitnych planów elektryfikacja przemysłu w UE praktycznie stanęła w miejscu. Czy Chińczycy robią to lepiej?
chiny.ue.przemysl.graf

Według obowiązujących w UE strategii Europa powinna wziąć kurs na elektryfikację gospodarki –   32 proc. udziału w końcowym zużyciu energii w  2025 r. ma pochodzić z prądu. W przemyśle silniki elektryczne, pompy ciepła i kotły elektrodowe mają zastępować gaz ziemny, w transporcie auta elektryczne mają wyprzeć spaliniaki, w ciepłownictwie pompy ciepła i inne technologie powinny zastąpić kotły gazowe czy węglowe.

Najważniejszy oczywiście jest przemysł, ze względu na jego rolę w gospodarce oraz udział w całkowitej konsumpcji energii.

ue chiny przemysl enerdata

Plany sobie, a życie sobie

Jednak obraz, jaki malują opublikowane 10.06 dane Eurostatu za 2024 r. nie jest optymistyczny i przeczy urzędowej narracji o postępach w transformacji energetycznej. Przede wszystkim spada zużycie całkowitej energii końcowej przez przemysł – w 2024 r. przemysł pożarł 8,8 eksadżuli energii – o 8 proc. mniej niż w 2014 r.

Samo w sobie zjawisko nie jest niekorzystne – stabilizację zawdzięczamy w dużej części zwiększeniu efektywności energetycznej w przemyśle, choć oczywiście spadająca produkcja przemysłowa też ma swój udział. Znacznie mniej optymistyczne są jednak dane na temat zużycia energii elektrycznej w przemyśle, które zgodnie z unijnymi strategiami powinno rosnąć.

Rzeczywistość jednak skrzeczy i zużycie prądu w przemyśle rosnąć nie chce. Od 2024 r. pozostaje praktycznie na tym samym poziomie 33 proc. w zużyciu energii ogółem czyli 3 eksadżuli (mniej więcej 833 TWh energii elektrycznej czyli ponad pięć razy więcej niż zużywa Polska).

Eurostat podaje też bardzo ciekawe dane na temat zużycia energii w poszczególnych gałęziach przemysłu. Otóż najbardziej zelektryfikowane branże to przemysł farmaceutyczny – ok. 45%, przemysł spożywczy – ok. 36% i przemysł chemiczny – ok. 30%.  

Są to sektory wykorzystujące dużo energii do napędów elektrycznych, chłodzenia, procesów separacji czy automatyki. Przy czym elektryfikacja przemysłu chemicznego nie dotyczy oczywiście „ciężkiej chemii” czyli np. produkcji nawozów.

Najmniej zelektryfikowana jest produkcja cementu, wapna i gipsu – ok. 13%. Także kategoria „ Pozostałe materiały mineralne” – ok. 20% – w której mieszczą się m.in. produkcja ceramiki, kafelków, kostki brukowej, cegieł itp.  ma wskaźnik elektryfikacji zaledwie 20 proc. Niewiele lepiej wypada produkcja szkła – tutaj wskaźnik wynosi 25 proc.

Sektory te wymagają bardzo wysokich temperatur procesowych (1000–1500°C), które obecnie są uzyskiwane głównie dzięki spalaniu paliw kopalnych, przede wszystkim gazu ziemnego. To wciąż tańsze niż technologie wykorzystujące elektryczność.

Udział energii elektrycznej w zużyciu energii przemysłu utrzymuje się w okolicach jednej trzeciej, co oznacza, że proces elektryfikacji przemysłu praktycznie utknął w miejscu. Nie widać  wyraźnego wzrostu udziału energii elektrycznej, który świadczyłby o zastępowaniu  paliw kopalnych przez prąd w przemyśle.

Prąd w UE jest drogi

Dlaczego tak się dzieje? Komisja Europejska nie opublikowała żadnego kompleksowego dokumentu, który przenalizowałby dlaczego elektryfikacja przemysłu postępuje tak słabo. Bruksela zwraca uwagę wielu krajom (w tym Polsce) m.in. na niekorzystne dla prądu zasady opodatkowania w porównaniu z gazem. Ale obłożenie gazu większą akcyzą nie poprawi konkurencyjności energii elektrycznej jako źródła ciepła dla cementowni czy producentów kafelków – po prostu wzrosną im koszty.

Niestety główną przyczyną braku atrakcyjności  energii elektrycznej  w UE są jej wysokie ceny.

ceny ue usa chiny
Ceny prądu dla przemysłu w UE są znacznie wyższe niż w Chinach i USA

To  największą przeszkoda w elektryfikacji, ale trzeba jeszcze mieć na uwadze ograniczoną dostępność technologii elektryfikacji procesów przemysłowych w najbardziej energochłonnych sektorach przemysłu, a także wciąż niski poziom inwestycji w elektryfikację procesów produkcyjnych. A poziom ten jest niski, bo opłacalność  inwestycji w wielu przypadkach stoi pod znakiem zapytania.

Do tego dochodzi biurokracja. Jak zwraca uwagę Eurelectric, czyli organizacja zrzeszająca europejskich wytwórców prądu,

Procedury administracyjne oraz długie terminy oczekiwania na przyłączenie do sieci stanowią istotną przeszkodę dla odbiorców przemysłowych w procesie elektryfikacji. Oprócz tego, że do momentu przyznania punktu przyłączenia powodują wysoki poziom niepewności przy planowaniu inwestycji, przedsiębiorstwa przemysłowe często spotykają się również z wysokimi kosztami przyłączenia już po przyznaniu warunków.

Strefy przyspieszonej elektryfikacji mogłyby zapewnić inwestorom lokalizacje z dostępną przepustowością sieci, przyspieszając cały proces inwestycyjny.

Koszty energii elektrycznej pozostają zmienne i trudne do uwzględnienia w modelach finansowych. Dostęp do sieci jest niepewny i opóźniony. Inwestycjom trudno osiągnąć zdolność do pozyskania finansowania”.

Opisywaliśmy na jakie problemy trafiają w Polsce przedsiębiorcy próbujący instalować na własne potrzeby chociażby instalacje PV. 

Czyta również: Fotowoltaika u przedsiębiorców kwitnie. Ale procedury to koszmar

Chińczycy zaczęli od najłatwiejszych

Osiągnięcia UE na polu elektryfikacji przemysłu wyglądają szczególnie blado jeśli porównamy je z Chinami. Według danych Międzynarodowej Agencji Energii  i Narodowej Agencji Energetycznej Chin pomiędzy 2020 a 2024 r. (przeanalizowanych przez ChatGPT) całkowite zużycie energii w chińskim przemyśle wzrosło z ponad 66 mln TJ do ponad 80 mln TJ.

Udział prądu w zużyciu energii przez przemysł wzrósł w tym czasie z ok. 30 do ok. 35 proc. Ale wyniki są jeszcze bardziej imponujące jeśli odrzucimy sektory trudne do elektryfikacji, czyli przemysł ciężki (huty, chemia, cementownie itd.), który w 2022 r. pożerał w Chinach ok. 60 proc.  prądu zużywanego przez przemysł. To także główni konsumenci węgla i gazu.

chiny ue przemysl graf

Otóż jeśli weźmiemy tylko pod uwagę przemysł „niskoenergetyczny” (przetwórczy, lekki, spożywczy odzieżowy, motoryzacyjny itp.) to okaże się – wg tych samych danych MAE, chińskiego urzędu statystycznego oraz China Energy Council – w 2022 r. udział prądu w końcowym zużyciu energii zbliżał się  się w tych sektorach do 60 proc.

Tymczasem w UE jeśli wyłączymy sektory energochłonne, to w pozostałych gałęziach przemysłu poziom elektryfikacji sięga zaledwie 37-38 proc.

Zamiast zatem sięgnąć po nisko leżące owoce i skupić się na branżach stosunkowo łatwych do elektryfikacji, UE toczy jałowe dyskusje jak dekarbonizować cementownie czy ciężką chemię, gdzie prostych recept nie ma, a dotychczasowa polityka pogłębia tylko problemy europejskiego przemysłu ciężkiego.

Hektary papieru i terabajty pamięci w internecie napisano na przykład na temat konieczności składowania dwutlenku węgla pod ziemią (CCS ) przez przemysł, co z ekonomicznego punktu widzenia kompletnie nie ma sensu. Na pilotażowe projekty wydano setki milionów euro, ale nic z tego nie wynika.

Czyta również: Rząd już za półmetkiem, a polski sektor CCS nadal w powijakach

Dlaczego tak się dzieje? Priorytetem Chin jest elektryfikacja gospodarki czyli osiągnięcie jak największego udziału konsumpcji prądu w zużyciu energii ogółem. Chińczykom łatwiej jest zatem akceptować, że branże trudniejsze do elektryfikacji zrobią to później, albo nie zrobią w ogóle, o ile poziom elektryfikacji rośnie gdzie indziej.

W UE priorytetem wciąż jest osiąganie wskaźników dekarbonizacji, dlatego uważano, że sektory przemysły odpowiadające za największą emisję CO2 powinny iść na pierwszy odcinek frontu. Efekty okazały się, delikatnie mówiąc, marne.  Wprawdzie emisje przemysłu objętego EU ETS (huty, cementownie, ciężka chemia itp)  spadły od 2015 r. o ok. 17 proc. ale jednocześnie spadła produkcja. Trudno mówić więc o sukcesie.

UE produkowała w 2024 r. o co najmniej 15 proc. mniej stali niż w 2015 oraz o 20 proc. mniej cementu. Cała produkcja w sektorach energochłonnych spadła w latach 2015-2024 o 10-15 proc. Jak już wcześniej podkreślaliśmy, nie rośnie także w tych sektorach zużycie energii elektrycznej.

Kij i marchewka

Według przecieków z Brukseli recepta KE na poprawę sytuacji przemysłu ciężkiego ma zawierać w sobie kij i marchewkę. Kijem ma być dalsze zaostrzanie przepisów ETS czyli stopniowe zmniejszanie darmowych uprawnień dla przemysłu, a marchewką poluzowanie wymagań w zamian za inwestycje w elektryfikację i zmniejszanie emisji CO2.  

Czyta również: Przemysł rozczarowany propozycjami Brukseli w sprawie ETS

W teorii recepta ta wydaje się świetna, pod warunkiem, że istnieją ekonomicznie opłacalne technologie, energia elektryczna jest tania i nie ma konkurencji globalnej. W praktyce sytuacja jest zgoła inna – technologie dla cementowni czy ciężkiej chemii są w powijakach, prąd  w UE jest drogi i nie ma sposobu żeby uczynić to nagle tańszym niż w Chinach czy USA.

Ograniczenie importu takich produktów jak stal czy nawozy wcale nie jest proste, bo Europa jest importerem netto, a wzrost cen stali czy nawozów powoduje, że rosną też ceny produkowanych w UE aut, wiatraków i żywności.

W praktyce mamy już w UE wyścig pomiędzy państwami na dotacje dla przemysłu ciężkiego, w którym Polska na razie praktycznie nie uczestniczy.

Czyta również: W UE zaczął się wyścig po tanią, subsydiowaną energię

Z pragmatycznego punktu widzenia najprościej byłoby skupić się na sektorach przemysłu najłatwiejszych do elektryfikacji i tam skierować strumień unijnych dotacji, a przemysł ciężki zostawić na razie w spokoju – bo najtrudniej go elektryfikować i dekarbonizować.  Wymagałoby to jednak od Brukseli kompletnej zmiany paradygmatu. Niestety na to się nie zanosi.  

Czyta również: Europa uwikłała się w sieć strukturalnych sprzeczności. ETS jest jedną z nich

Partner działu Klimat:
Technologie wspiera:
Tydzień Energetyka: Rynek mocy znowu w akcji; Prezydent chce reformy zapasów gazu; Bruksela uspokaja gazowych traderów; Nowe-stare twarze w PGE Dystrybucja; Sołowow chce od rządów Polski i Wielkiej Brytanii kontraktów różnicowych na SMR.
Elektrownia Turów. Fot. PGE
Elektrownia Turów. Fot. PGE
Technologie wspiera:
Fotowoltaikę wspiera:
Partner działu Klimat:
Zielone technologie rozwijają:
Stare elektrownie wiatrowe mogłyby zostać zastąpione przez mniejszą liczbę nowoczesnych i bardziej efektywnych turbin. Przepisy przygotowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska sprawiają jednak, że więcej sensu ma dalsza eksploatacja leciwych wiatraków.
Wiatr dźwig turbina wiatrowa . Fot. Depositphotos
Fot. Depositphotos
Przeciwnicy fotowoltaiki przekonują, że rozwój produkcji prądu ze słońca zmusza stare bloki węglowe do nieefektywnej pracy – szybkiego zaniżania produkcji rano i podnoszenia wieczorem. Z kolei przed erą energetyki słonecznej te same bloki szybko ponosiły produkcję rano i zaniżały wieczorem. Czy tempo i charakter tych zmian istotnie się zmieniły w ciągu 10 lat? Sprawdzamy liczby.
slonce pv wk bloki otwierajaca