Spis treści
Obszary przyspieszonego rozwoju odnawialnych źródeł energii
Najnowsza wersja unijnej dyrektywy OZE (RED III) weszła w życie w listopadzie 2023 roku. Natomiast wynikające z niej przepisy dotyczące OPRO zostały wdrożone dzięki „wrzutce” do nowelizacji ustawy o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych, która została opublikowana w Dzienniku Ustaw w listopadzie 2025 roku.
Regulacje te przewidują m.in., że procedury administracyjne związane z uzyskiwaniem potrzebnych pozwoleń (czyli tzw. permitting) mają być w OPRO krótsze niż w innych lokalizacjach. Cały proces wydawania zezwoleń ma być nie dłuższy niż 12 miesięcy, a dla morskich farm wiatrowych 24 miesiące.
Tereny, które są planowane do włączenia do OPRO, należy we wszystkich przypadkach poddać strategicznej ocenie oddziaływania na środowisko. Jednocześnie zniesiony zostaje obowiązek każdorazowego uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach oraz przeprowadzania oceny oddziaływania na środowisko.
Z automatu z OPRO są wykluczone obszary o dużej wartości środowiskowej, czyli m.in. tereny Natura 2000, czy też główne szlaki migracyjne ptaków i ssaków morskich. Preferowane są natomiast miejsca, gdzie nie ma znaczącego wpływu inwestycji na środowisko, czyli np. tereny poprzemysłowe, kopalnie, składowiska odpadów czy tereny zdegradowane.
Mamy poślizg, ale mapy potencjału OZE już są
Jak to wszystko wygląda w praktyce? Maria Niewitała-Rej, analityczka ds. polityki klimatyczno-energetycznej Instytut Reform, w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl wskazała, że Polska – podobnie jak inne kraje UE – pozostaje w tyle z realizacją OPRO względem terminów wskazanych w RED III.
Według dyrektywy wdrożenie przepisów miało nastąpić do maja 2025 roku, a przynajmniej jeden obszar przyspieszonego rozwoju OZE wyznaczony do 21 lutego 2026 roku.

– Trzeba jednak brać pod uwagę okoliczności, które mają wpływ na opóźnienia. Chodzi m.in. o równolegle wdrażaną reformę planowania przestrzennego, czy brak ogólnopolskiego dostępu do dobrej jakości danych środowiskowych. To oddziałuje na proces przyjmowania OPRO w Polsce – zaznaczyła Niewitała-Rej.
– Niemniej wydaje się, że w tym przypadku rząd i tak próbował legislacyjnie przyspieszyć wdrażanie przepisów przez dołożenie ich do nowelizacji ustawy offshorowej. Pozostała część Dyrektywy RED III wciąż czeka na wdrożenie nowelizacją ustawy OZE (UC118). Do wykazu prac rządu wpisano ją we wrześniu ubiegłego roku, ale MKiŚ wciąż nie opublikowało projektu do konsultacji – dodała.
Dyrektywa przewiduje krok pośredni dla państw w postaci zmapowania potencjału rozwoju OZE na swoim terytorium do 21 maja 2025 roku. Jednak Polska miała to zrobić jeszcze szybciej, gdyż w kamieniach milowych Krajowego Planu Odbudowy zobowiązaliśmy się do przyspieszenia mapowania do 31 grudnia 2024 roku.
Finalnie pierwsze mapy – dla fotowoltaiki i energetyki wiatrowej – opublikowano na Geoportalu (Zawartość mapy->Dane innych instytucji->MKiŚ) w grudniu 2025 roku, a dla pozostałych siedmiu technologii w lutym 2026 roku.
– Opublikowane przez MKiŚ mapy potencjału OZE nie zostały stworzone po to, by stanowić narzędzie dla przeciętnego użytkownika Geoportalu. Dokładne mapy są dostępne dla administracji publicznej na poziomie województw i to one stanowią podstawę do wyznaczania OPRO wraz z mapami wrażliwości przyrody przygotowanymi przez Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska (RDOŚ) – tłumaczy analityczka Instytutu Reform.
Dodaje przy tym, że taki stopień ogólności może mieć na celu przeciwdziałanie komercyjnemu wykorzystaniu map. Według przepisów mapy mają zostać po raz pierwszy zaktualizowane do końca 2028 roku.
– Wykonawca map potencjału OZE, przygotowując je na zlecenie MKiŚ, brał pod uwagę wiele danych i kryteriów. Przykładowo w energetyce wiatrowej uwzględniono wietrzność, dostęp do sieci czy minimalną odległość 700 m wiatraka od zabudowań, a także m.in. tereny wojskowe i chronione przyrodniczo – wyjaśnia Niewitała-Rej.

Szczegółowe informacje na temat specyfikacji technicznej dla opracowania map znajdują się na stronach resortu klimatu.
Kluczowa reforma planowania przestrzennego
OPRO będą mogły powstawać tylko na terenach objętych miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Reforma planowania przestrzennego zakłada, że plany ogólne powinny zostać uchwalone przez gminy do końca czerwca 2026 roku.
Jednak rząd planuje wydłużyć ten termin do końca sierpnia, bo wciąż tylko niewielka część samorządów uchwaliła plany. Tymczasem bez planów ogólnych nie można wyznaczyć ani zaktualizować MPZP.
– OPRO może powstać tam, gdzie obowiązuje plan miejscowy dopuszczający daną technologię, a jednocześnie dany teren znajduje się na mapie potencjału OZE oraz mapie wrażliwości przyrody – wskazuje Niewitała-Rej.
Na terenie województwa – jak tłumaczy analityczka – może powstać wiele planów OPRO. Możliwa jest jednak także sytuacja, w której w danym województwie nie powstanie żadna inwestycja w ramach OPRO.
– Samorządy województw ani Polska jako kraj nie mają obowiązku osiągnięcia określonej liczby OPRO, ani wyznaczenia minimalnej powierzchni terenów pod takie obszary. OPRO ma być elastycznym narzędziem umożliwiającym rozwój OZE na wybranych terenach, przede wszystkim tam, gdzie ryzyka środowiskowe są minimalne – podkreśla Niewitała-Rej.
Potrzebne jeszcze rozporządzenie
Aktualnie trwają prace nad technicznym rozporządzeniem w sprawie sposobu przygotowania projektu planu OPRO.
Resort klimatu wskazuje, że ma ono służyć ustanowieniu „jasnych, jednolitych i operacyjnych zasad”, co „pozwoli na skuteczne wyznaczanie obszarów przyspieszonego rozwoju instalacji OPRO, wspierając rozwój OZE w sposób uporządkowany i transparentny”.
Niemniej w trwających konsultacjach spłynęło sporo krytycznych uwag, m.in. od odpowiedzialnego za reformę planistyczną Ministerstwa Rozwoju i Technologii, według którego część przepisów jest zbyt ogólna, co „oznaczać będzie uznaniowość po stronie organów uchwalających plany OPRO, a tym samym brak jednolitości w skali kraju”.

Szereg uwag zgłosił też Polski Komitet Energii Elektrycznej, skupiający państwowe grupy energetyczne. PKEE wskazuje m.in., że projekt rozporządzenia nie przewiduje obowiązku uwzględniania bieżącego oraz przyszłego stanu systemu elektroenergetycznego, w szczególności dostępnych zdolności przyłączeniowych oraz planów rozwoju sieci.
– Plan OPRO bez potwierdzenia ze strony operatorów może prowadzić do tworzenia dokumentów niemożliwych do realizacji w praktyce systemowej lub wprowadzających w sposób systemowy zagrożenie dla bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej, w tym przede wszystkim dla odbiorców końcowych – stwierdza PKEE.
Z pełną treścią uwag, które spłynęły w konsultacjach publicznych, można zapoznać się na stronach Rządowego Centrum Legislacji.
OPRO to tylko jeden z wielu elementów układanki
OPRO co do zasady powinny powstawać przede wszystkim na terenach o niskim ryzyku oddziaływania na środowisko, czyli np. zdegradowanych i poprzemysłowych. W efekcie – jak wskazuje Maria Niewitała-Rej – ich powstanie nie zwiększy znacząco obszarów dostępnych pod elektrownie wiatrowe. Będą to raczej obszary pod inwestycje w fotowoltaikę.
– Czekamy na pierwsze OPRO i postrzegamy je bardziej jako pilotaż niż rozwiązanie, które od razu przełoży się na widoczne przyspieszenie inwestycji w OZE. Traktujemy je jako poligon doświadczalny, który pozwala zidentyfikować wąskie gardła w procesach inwestycyjnych. Spodziewamy się też, że trwałe i wymierne efekty przyniesie dopiero większy zestaw regulacji – wskazuje analityczka Instytutu Reform.
Wśród nich wymienia pełne wdrożenie Dyrektywy RED III, prowadzące do skrócenia procedur do 24 miesięcy. Ważna będzie także poprawa dostępu do sieci elektroenergetycznej (m.in. poprzez wdrożenie tzw. ustawy sieciowej – UC84) oraz cyfryzacja postępowań.

Istotnym rozwiązaniem będzie umożliwienie równoległego prowadzenia procedur środowiskowych i planistycznych dla elektrowni wiatrowych, przewidziane w projekcie tzw. ustawy biometanowej (UD332). To rozwiązanie może zostać rozszerzone na wszystkie OZE w projekcie nowelizacji ustawy OZE (UC118).
Dodatkowo przyspieszeniu procedur administracyjnych służyłoby wzmocnienie kadrowe w RDOŚ i samorządach, które są odpowiedzialne za wydawanie decyzji środowiskowych. Szczegółowo kluczowe rozwiązania Instytut Reform wskazuje w niedawno opublikowanym raporcie Inwestycje w OZE: Czy wychodzimy z gąszczu procedur?
Przemysł chce energii odnawialnej, ale OPRO nadziei nie budzą
Zbyt wielkich oczekiwań wobec OPRO nie ma Henryk Kaliś, prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii (IEPiOE), a także prezes Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu.
– Dla działających obecnie firm energochłonnych byłyby korzystnym rozwiązaniem, gdyby OPRO zostały wyznaczone na należących do nich terenach, bądź w bezpośrednim ich sąsiedztwie. Natomiast ich odgórne wyznaczanie przez administrację czy samorządy w innych miejscach spełniających wymogi ustawowe, realnie nie rozwiązuje bieżących problemów przemysłu – stwierdza Kaliś.
– Ogólnie tego typu inicjatywy jak OPRO można traktować na równi z wieloma pozorowanymi działaniami Komisji Europejskiej, które – jak się wydaje – są podejmowane, bo takie są oczekiwania środowisk przemysłowych, ale tak naprawdę pomijają kwintesencję problemów, zajmując się zagadnieniami drugorzędnymi – dodaje.

IEPiOE już na etapie konsultacji projektu ustawy wdrażającej OPRO wskazywała, że przepisy koncentrują się na stworzeniu ram administracyjnych dla procedury „mapowania”, a nie samych uproszczeniach dla inwestycji w OZE.
Zobacz więcej: Strefy OZE budzą zastrzeżenia energetyków i przemysłu
– Ponadto w kontekście reformy planowania przestrzennego wskazywaliśmy, że obowiązek sporządzenia planu obszaru OZE oraz obowiązek uchwalenia planów ogólnych powinny być ze sobą skoordynowane. W praktyce ta reforma wciąż się opóźnia i mało które gminy dotychczas sporządziły plany ogólne – podkreśla prezes.
Henryk Kaliś zaznacza również, że przemysł był i jest zainteresowany rozwojem najtańszych źródeł wytwórczych, a takimi są właśnie lądowe elektrownie wiatrowe.
– Nasze stanowisko w tej sprawie od lat jest takie samo. Jednak dotychczasowe zmiany przepisów dotyczących zasad lokowania elektrowni wiatrowych oraz obowiązujące wytyczne dotyczące wydawania decyzji środowiskowych to za mało, aby nam takie inwestycje umożliwić – podsumowuje Kaliś i dodaje, że od wielu lat z tym problemem zmaga się jego macierzysta firma, czyli Zakłady Górniczo-Hutnicze Bolesław, które mając 600 ha terenów poprzemysłowych nie mogą ich wykorzystać do wybudowania farmy wiatrowej.
