Spis treści
Ustawa sieciowa coraz bliżej prezydenta
Senat wprowadził poprawki do rządowej nowelizacji prawa energetycznego UC84, zwanej ustawą sieciową. Większość poprawek ma charakter redakcyjny, nie udały się ponowne próby opozycji wprowadzenia do ustawy zapisów, które starała się przeforsować w Sejmie.
Przypomnijmy, że ustawa ma odblokować moce przyłączeniowe – operatorzy sieci wydali olbrzymią liczbę warunków przyłączenia, na inwestycje, które nie są realizowane. Dlatego rząd zdecydował się wprowadzić zabezpieczenia finansowe, które inwestorzy będą musieli składać. Przeciwko wysokości zabezpieczeń i wielu innym przepisom protestowała cała branża OZE – z wyjątkiem PSEW.
Czytaj też: Branża OZE ostro kłóci się o rządowy projekt
Senat złagodził nieco zamysł rządu – dla inwestorów, którzy zawarli umowy przyłączeniowe przed wejściem w życie ustawy, zabezpieczenia spadną o połowę. Np. ktoś ma umowę na przyłącze o mocy 100 MW, standardowe zabezpieczenie wynosiłoby 60 zł/kW, a będzie wynosić 30 zł.
Spadną też zabezpieczenia dla inwestorów z warunkami przyłączenia, którzy jeszcze nie zawarli umowy – będą oni musieli uiścić jedną czwartą kwoty.

Senat zmienił jeden z najśmieszniejszych zapisów w dziejach polskiego prawodawstwa, uznający biurokrację za siłę wyższą – na równi z trzęsieniem ziemi czy gradobiciem. Rozwiązanie zostało w projekcie, ale biurokracja została pozbawiona przymiotu „siły wyższej” i wsadzona do osobnego punktu.

Senat wydłużył też do sześciu miesięcy vacatio legis dla ustawy.
Poprawki Senatu rozpatrzy teraz Sejm, a potem o losach ustawy zdecyduje prezydent. Przypomnijmy, że w Sejmie cała opozycja zagłosowała przeciwko.
Czy dla protestujących inwestorów lepsze będzie weto prezydenta, które przedłuży prace nad nową ustawą o wiele miesięcy, a inwestycje nadal będą zablokowane, czy też jednak ustawa po poprawkach jest już „do przyjęcia”? Branża na razie nie zabiera głosu, jeden z inwestorów odpowiedział nam szczerze, że nie wie.
Gaz na rynkowej huśtawce; Katar ogłasza force majeure
Wojna na Bliskim Wschodzie i coś w rodzaju blokady tranzytu statków przez cieśninę Ormuz rozhuśtała rynek gazu w Europie. Ceny w niderlandzkim hubie TTF zareagowały na działania zbrojne gwałtownym wzrostem, którego nie złagodziły późniejsze spadki. Pierwszy tydzień ataków USA i Izraela na Iran oraz odwetowych uderzeń Irańczyków TTF zakończył wzrostem z 30 do 50 euro za MWh.
Głównym powodem było wstrzymanie produkcji LNG przez Katar. Firma QatarEnergy zgodnie z przewidywaniami ogłosiła siłę wyższą, nie precyzując, kiedy produkcja mogłaby być wznowiona. Orlen poinformował, że zgodnie z informacjami od Katarczyków, zaplanowane na marzec dostawy LNG do Świnoujścia dopłyną, ale dostawy zaplanowane na kwiecień i maj mogą zostać odwołane lub opóźnione.
Patrząc na notowania TTF, rynek obstawia, że zakłócenia w cieśninie Ormuz potrwają dobre kilka miesięcy. Wyraźniejszy spadek notowań kontraktów widać dopiero od początku 2027 roku, ale i tak są wyceniane o połowę wyżej niż przed atakiem na Iran. Powrót do poziomu 30 euro rynek widzi dopiero z końcem wiosny przyszłego roku.
Ceny gazy postraszyły Azoty
Na początku tygodnia Grupa Azoty ogłosiła, że wstrzymuje przyjmowanie nowych zamówień na nawozy azotowe ze względu na skok cen gazu. Spółka zastrzegła jednocześnie, że nie wstrzymała produkcji nawozów.
Jak łatwo przewidzieć, na reakcję polityków nie trzeba było długo czekać. Dwa dni do informacji Azotów minister rolnictwa ogłosił, że zwrócił się do MAP „z prośbą” o przywrócenie dostaw nawozów, zwracając uwagę, że brak nawozów może spowodować zahamowanie siewów, ograniczyć plony i tak dalej.
Tego samego dnia Azoty ogłosiły, że wracają do przyjmowania zamówień, a dopiero co powołany prezes Marcin Celejewski musiał się tłumaczyć, że podejmowane przez firmę działania „są przemyślaną reakcją biznesową na nadzwyczajną sytuację rynkową”. I pewnie po jeszcze głębszym przemyśleniu się z nich wycofał. Końca wojny nie widać, więc to pewnie dopiero początek zawirowań wokół nawozów.
Niemcy szukają gazu z Kanady
Według nieoficjalnych informacji niemiecki koncern energetyczny Uniper negocjuje z Kanadą możliwości dostaw do Niemiec kanadyjskiego gazu. Obie strony mają podobno być fundamentalnie zainteresowane jakimś dealem, a to dlatego, że Kanadyjczycy szukają alternatyw dla eksportu gazu do coraz mniej przewidywalnego sąsiada z południa, a Niemcy, jeśli chodzi o LNG to są już bardziej zależni od importu z USA, niż od gazu z Rosji w złotej erze Jamału, Nord Streamu itd.
Problemem jest infrastruktura. Kanadyjczycy po pierwszych awanturach z administracją Trumpa szybko postanowili rozbudować terminal Canada LNG na zachodnim wybrzeżu w celu obsługi klientów z Azji. Na wschodnim wybrzeżu nie ma jednak literalnie nic. Co prawda niedawno podczas wizyty w Polsce kanadyjski minister energii wspominał o perspektywach. ale od konkretów się wymigał. Niewykluczone, że jeśli Niemcy chcą gazu z Kanady to będą musieli się dołożyć do terminala na wschodnim wybrzeżu i być może o tym są rozmowy prowadzone przez Uniper.

