Podczas gdy uwaga mediów i większości społeczeństwa od kilku lat skupiała się na „mrożeniu” cen prądu w podstawowej taryfie regulowanej (G11), gdzie mamy jedną stawkę przez całą dobę, największe zmiany dokonywały się w taryfach strefowych.

Rząd w 2023 roku niemal zupełnie zignorował rodziny z dużym zużyciem energii (wielopokoleniowe, korzystające z ogrzewania elektrycznego ciepłej wody użytkowej, z pieców akumulacyjnych czy z pomp ciepła). Niska „zamrożona” stawka obowiązywała jedynie do 2, a następnie 3 MWh rocznego zużycia. To ilość wystarczająca na podstawowe urządzenia elektryczne i to mniejszej rodziny.
Odbiorcy domowi z dużym zużyciem błyskawicznie (czasami już po pierwszych dwóch miesiącach) wpadali w wysoki próg, w efekcie czego rachunki wielu użytkowników taryf G12, G12w czy G13 wzrosły w 2023 roku ponaddwukrotnie. Na przykład tania strefa w taryfie G12 PGE (wliczając w to zakupu prądu, dystrybucję i VAT) podrożała o ponad 150% (z 38 gr do 96 gr).

Dla przykładu, koszt poboru 4 MWh w tanie strefie na potrzeby ogrzewania wzrósł z 1500 na 3800 zł. Jest to jedna z przyczyn dla której zaczęło się mówić o „rachunkach grozy” za ogrzewanie prądem.
Po zmianie rządu, w połowie 2024 roku zmieniła się także koncepcja „mrożenia” cen. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zrezygnowało z progów mrożenia, preferujących odbiorców o małym zużyciu. Pomimo, że „zamrożona” stawka wzrosła z 42 odo 50 gr, to na rachunkach rodzin ogrzewających się prądem zniknęła druga, wysoka stawka, na poziomie aż 70 gr, jaką płaciły jeszcze w 2023 roku. Łączne rachunki poszły więc w dół już w 2024 roku i kontynuują spadki do dziś.
Zakończenie mrożenia cen od 1 stycznia 2026 roku oznaczało dla odbiorców w płaskiej taryfie regulowanej (G11) o niewielkim poborze energii, minimalny spadek cen zakupu prądu, przy jednoczesnym niewielkim wzroście opłat stałych dystrybucyjnych. Ich całkowity rachunek miesięczny w zasadzie się nie zmienia.

Jednak odbiorcy korzystający z taryf strefowych (G12, G12w, G13 i in.), zwłaszcza o dużym poborze, od 1 stycznia 2026 roku zobaczą na swoich rachunkach znaczące spadki łącznych miesięcznych opłat.
W przykładowej taryfie G12 w PGE, po uwzględnieniu inflacji, całkowite zmienne stawki zakupu prądu w tanich godzinach będą w styczniu 2026 roku już o 42% niższe niż jeszcze w 2023 roku.
To oznacza, że realne koszty ogrzewania prądem, elektrycznego podgrzewania wody, czy ładowania samochodów elektrycznych realnie spadły w ciągu ostatnich trzech lat o niemal połowę.
Nadal jednak, względem ostatniej przedkryzyowej taryfy (na 2022 rok), są one istotnie wyższe. Jeżeli jednak przyłożymy do tego jeszcze zarobki, które od lat rosną szybciej od inflacji (zarówno pensje minimalne, jak i średnie, czy mediana), to obraz sytuacji będzie nieco lepszy.

Za miesięczną minimalną krajową pensję netto odbiorca energii w 2022 roku mógł kupić 6209 kWh prądu w taniej strefie (wliczając w to koszty zmienne prądu, dystrybucję i VAT), podczas gdy w 2026 roku stać go na mniej – 5902 kWh.
Jednak – spoglądając wstecz − siła nabywcza minimalnej pensji względem tańszych stawek za prąd taryfy G12 będzie w 2026 roku trzecią najwyższą w historii naszego kraju. Widać to zwłaszcza gdy spojrzymy o dekadę wstecz. W 2016 roku mogliśmy kupić 4510 kWh, a w najgorszym od dekad, 2023 roku, zaledwie 2861 kWh. Dzisiejsza zdolność do zakupu 5902 kWh jest zatem bezsprzecznie znaczącą poprawą dla rodzin o dużym zużyciu prądu.

