Spis treści
Spekulanci grają na wzrost cen CO2
Fundusze hedgingowe i inni inwestorzy spekulacyjni masowo kupują uprawnienia do emisji CO2, oczekując zmniejszenia ich podaży. Przyczynia się to do wzrostu cen, a przez to wyższych kosztów dla emisyjnych sektorów energetyki oraz przemysłu ciężkiego – donosi „Financial Times”.
Według cytowanych przez dziennik danych firmy Intercontinental Exchange, zakupowa aktywność funduszy na unijnym rynku CO2 rośnie od sierpnia ubiegłego roku, a w styczniu 2026 roku zakupy osiągnęły najwyższy poziom w historii. W połowie minionego miesiąca notowania osiągnęły dwuletnie maksimum na poziomie 92 euro za tonę CO2.
Co prawda późniejsze napięcia polityczne na linii UE-USA dotyczące Grenlandii przyczyniły się do wyprzedaży, ale notowania obecnie oscylują wokół 80 euro. Dla porównania latem 2025 roku było to około 70 euro.
Analitycy przypominają, że wzrosty cen odzwierciedlają spadającą podaż uprawnień w nadchodzących latach, do czego ma m.in. przyczynić się stopniowe ograniczanie bezpłatnych uprawnień dla wybranych gałęzi przemysłu – aż do całkowitego wygaszenia po 2034 roku. W efekcie uprawnienia do emisji stają się „bardzo dobrą inwestycją”.
Jednak zbyt szybki wzrost cen CO2 budzi sprzeciw przemysłu, który zmaga się ze słabą koniunkturą w UE oraz trudną konkurencją ze strony tańszych – często bardziej emisyjnych – produktów z Azji czy USA. W efekcie rosną naciski na polityków, aby ci opóźniali lub łagodzili unijne cele związane z polityką klimatyczną.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz wskazywał już, że bezpłatne uprawnienia dla przemysłu powinny być przyznawane również po 2034 roku. Bardziej radykalni politycy, jak premier Słowacji Robert Fico, postulują zawieszenie systemu handlu emisjami na kilka lat.
Komisja Europejska ma opublikować przegląd systemu EU ETS do końca tego roku. Niektórzy rozmówcy dziennika twierdzą jednak, że unijny rynek CO2 potrzebuje spekulantów, gdyż ci zwiększają jego płynność.
– Wszyscy martwią się spekulantami, ale to właśnie ich rynek potrzebuje. Skuteczne ograniczanie emisji CO2 nie nastąpi, dopóki ceny uprawnień będą zbyt niskie. Spekulanci pomagają rozwiązać tę nierównowagę – skomentował na łamach „Financial Times” Casey Dwyer, partner zarządzający w firmie inwestycyjnej Lattis.
Jego zdaniem w 2026 roku cena uprawnień powinna przebić poziom ponad 100 euro za tonę.
Zobacz również: Pakiet sieciowy, zmiany w ETS i nowy fundusz dla przemysłu. Co Bruksela szykuje w 2026 r.
Rośnie unijny rynek bateryjnego magazynowania energii
W 2025 roku w Unii Europejskiej oddano do użytku bateryjne magazyny energii o łącznej pojemności 27,1 GWh, co było wynikiem o 45 procent wyższym niż rok wcześniej – donosi Montel.
Portal powołuje się na dane organizacji branżowej SolarPower Europe i dodaje, że za ten przyrost w większości odpowiadały projekty wielkoskalowe. W przypadku domowych magazynów widoczne było spowolnienie, czego przyczyn upatruje się w niższych cenach energii oraz ograniczeniu programów wsparcia, co przekłada się na słabsze zainteresowanie ze strony gospodarstw domowych.
Całkowitą pojemność zainstalowanych w UE baterii na koniec 2025 roku oszacowano na 77,3 GWh. Największym rynkiem są Niemcy z udziałem na poziomie 24 procent, a kolejne miejsca przypadają na Włochy (18 procent), Bułgarię (9 procent), Holandię (7 procent) i Hiszpanię (5 procent).
Ogółem unijny rynek bateryjnego magazynowania energii wzrósł od 2021 roku dziesięciokrotnie. Niemniej takie tempo wzrostu musiałoby zostać utrzymane, aby do 2030 roku osiągnąć pułap 750 GWh, wskazywany jako konieczny w UE pod kątem bilansowania sieci.
Montel wskazuje, że w 2025 roku za 60 procent nowych pojemności w bateriach odpowiadało zaledwie pięć spośród 27 krajów UE. Trzecie miejsce w tym gronie nieoczekiwanie zajęła Bułgaria, gdzie uruchomiono 2,5 GWh wobec zaledwie 0,2 GWh w 2024 roku. Oznacza to ponad 12-krotny wzrost, dzięki czemu rynek bułgarski rozwijał się w ubiegłym roku najszybciej w UE.
Najwięcej w 2025 roku nowych baterii oddano do użytku w Niemczech – 6,6 GWh, co oznaczało rok do roku wzrost o 8 procent. Drugie miejsce zajęły Włochy – 4,9 GWh (-18 procent), czwarta była Holandia – 1,7 GWh (+149 procent), a piąta Hiszpania – 1,4 GWh (+399 procent).
SolarPower Europe zaznacza, że roczny potencjał produkcyjny europejskiego przemysłu bateryjnego pod względem ogniw wynosił w 2025 roku około 252 GWh. Jednak około 90 procent tych mocy jest wykorzystywane do produkcji na potrzeby pojazdów elektrycznych.
Choć UE dysponuje silnym potencjałem w zakresie produkcji elektrolitów i separatorów, to znacznie gorzej wygląda to w przypadku katod i anod. Dlatego łańcuchy dostaw wymagają znaczącego wzmocnienia, jeśli unijny rynek ma być bardziej odporny na zakłócenia.
Zobacz też: Rynek mocy zaskoczył elektrowniami gazowymi i bateriami
Brytyjski rząd głowi się nad chińskimi turbinami wiatrowymi
Octopus Energy, największy brytyjskich dostawca energii dla gospodarstw domowych, wzywa rząd do otwarcia rynku na chińskie turbiny wiatrowe. Firma uważa, że nie należy obawiać się technologii z Państwa Środka, dzięki której można znacząco obniżyć koszt inwestycji w nowe moce wytwórcze – donosi „Financial Times”.
Dziennik zwraca uwagę, że ten apel pojawił się przy okazji wizyty premiera Keira Starmera w Pekinie – pierwszej od 2018 roku wizyty szefa brytyjskiego rządu w Chinach. Jej celem było ocieplenie trudnych w ostatnich latach relacji na linii Londyn-Pekin, a także wysłanie politycznego sygnału w stronę USA wobec coraz mniej partnerskiej postawy Donalda Trumpa dla europejskich sojuszników.
We wrześniu ubiegłego roku Octopus Energy, dostarczający energię do 8 mln brytyjskich gospodarstw domowych, poinformował o nawiązaniu współpracy z firmą Mingyang – jednym z największych chińskich producentów turbin wiatrowych. Docelowo miałaby ona obejmować dostawę urządzeń o łącznej mocy 6 GW. Chińczycy zapowiadają też wydanie 1,5 mld funtów na budowę fabryki w Szkocji, co miałoby wzmocnić tamtejszy przemysł i stworzyć 1500 nowych miejsc pracy.
Chiny dominują globalnym łańcuchu dostaw czystych technologii. Jednak w przypadku energetyki wiatrowej wciąż kierują swoje produkty przede wszystkim na rodzimy rynek, a eksport trafia głównie do krajów azjatyckich. Dlatego firmom z Chin bardzo zależy na ekspansji w Europie – zwłaszcza wobec trudnego dostępu do rynku amerykańskiego, gdzie rozwój energetyki wiatrowej i tak próbuje zatrzymać administracja Donalda Trumpa.
Jednak w Wielkiej Brytanii, jak i wielu innych krajach Europy, narastają obawy wobec chińskich technologii, związane z cyberbezpieczeństwem i ochroną danych. Również na te względy powołuje się rząd Keira Starmera, który wskazuje, że musi przeprowadzić odpowiednie analizy nim wyda zgodę na budowę fabryki Mingyang w Szkocji.
Tych obaw nie podziela Octopus Energy, który podkreśla, że wykorzystując turbiny Mingyang wdroży oprogramowanie zapewniające „najwyższy poziom ochrony danych i cyberbezpieczeństwa”.
Zoisa North-Bond, która w spółce odpowiada za segment wytwarzania energii, na łamach „Financial Times”stwierdziła, że większa konkurencja wśród dostawców turbin mogłaby obniżyć koszty budowy farm wiatrowych o prawie jedną trzecią, dzięki czemu łatwiej byłoby też zrealizować plany rządu związane z transformacją energetyczną.
Zobacz również: Reforma procesu przyłączeń OZE do sieci wpadła w poślizg
Unia Europejska zapomina o efektywności energetycznej
Zasada „efektywność energetyczna przede wszystkim”, którą w przeszłości wskazywano jako łatwy do osiągnięcia sposób na ograniczenie emisji w Unii Europejskiej, od kilku lat traci na popularności. Większą uwagę polityków i opinii publicznej zaczęła przykuwać elektryfikacja – analizuje Euractiv.
Portal przypomina, że hasło to ukuto ponad dekadę temu, ale sama efektywność energetyczna wymykała się spójnym definicjom. Niektórzy uważali, że oznacza ona całkowite postawienie na termomodernizację budynków, zaś inni widzieli w tym głównie unikanie zbędnych inwestycji w energetykę.
Efektywność energetyczna, rozumiana jako zmniejszenie końcowego zużycia energii, stała się wiążącym celem na poziomie UE – o 20 procent do 2020 roku oraz o 32,5 procent do 2030 roku (w porównaniu z 1990 rokiem). Ponadto państwa członkowskie zostały zobowiązane do krajowych celów w tym zakresie.
Euractiv wskazuje, że aktualnie efektywność energetyczna coraz bardziej znika z pola widzenia różnego rodzaju organizacji zajmujących się transformacją energetyczną, a także z radarów samej Komisji Europejskiej.
Co prawda UE osiągnęła cel na 2020 rok, ale tylko dlatego, że termin ten zbiegł się z pandemią COVID-19. Natomiast według obecnych przewidywań Unii trudno będzie osiągnąć cel na 2030 rok. Jednak zarówno w Brukseli, jak i poza nią, nie widać z tego powodu znaczącego poruszenia, gdyż „wyobraźnię opinii publicznej i polityków zawładnęła nowa koncepcja: elektryfikacja”.
Znaczący wpływ na to miał duży spadek cen paneli fotowoltaicznych oraz rosnąca popularność pomp ciepła. Te ostatnie są nawet trzy razy bardziej energooszczędne niż tradycyjne kotły gazowe. Łatwiejszy dostęp gospodarstw domowych do fotowoltaiki i pomp ciepła sprawił, że motywacja do głębokiej termodernizacji oraz szukania innych sposobów na obniżenie energochłonności budynków może spadać.
Zsuzsanna Pató, cytowana przez Euractiv przedstawicielka grupy doradczej Regulatory Assistance Project, stwierdziła, że politycy nie potrafili „sprzedać” efektywności energetycznej, a często wysoko postawieni urzędnicy sami nie potrafili tego pojęcia wytłumaczyć. W rezultacie efektywność energetyczna, która może obejmować wiele działań w różnych obszarach, kojarzyła się przede wszystkim z termomodernizacją.
Wydaje się jednak, że przyczyny leżą głębiej niż tylko w tzw. PR. W UE istnieją miliony budynków, które nie nadają do termomodernizacji, a przecież wyburzyć ich nie można. Wystarczy zapytać urzędników KE w Brukseli i okaże się, że mieszkają często w relatywnie starych domach, ogrzewanych głównie gazem, a koszty ich termomodernizacji idą w dziesiątki tysięcy euro.
Zobacz także: Mamy już prawie 10 mln inteligentnych liczników energii
