Silne mrozy, środek zimy i rekordowe zapotrzebowanie na moc miały być tryumfem sceptyków transformacji energetycznej. Na platformach społecznościowych pojawiły się już nawet hasła, że to „węgiel ratował system”. Okazuje się jednak, że węgiel w ostatnim tygodniu dostarczał tylko 50-60% mocy netto do polskiego sytemu. Przez cały tydzień tylko na godzinę ten udział wzrósł maksymalnie do 70% i na godzinę spadł do 45%. W poprzednim tygodniu ten udział był jeszcze mniejszy.
Resztę stanowiły źródła odnawialne, gaz i odpady. To wręcz symbol tego jak szybko dokonuje się transformacja systemu i pokaz tego, że może ona przebiegać z korzyścią dla poziomu bezpieczeństwa pracy.

W piątek, 9 stycznia 2026 roku, o godz. 11:45, Polska pobiła rekord zapotrzebowania na moc. Przekroczył on, według wstępnych danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, do których dotarło WysokieNapiecie.pl 29,15 GW brutto. Natomiast najwyższe w historii zapotrzebowanie netto wyniosło w tym momencie 27,62 GW. Nieco ponad 1,5 GW różnicy to zapotrzebowanie na moc samych elektrowni węglowych – m.in. na pracę młynów węglowych, elektrofiltrów czy podajników węgla.
Poprzedni rekord zapotrzebowania na moc padł dokładnie dwa lata wcześniej, 9 stycznia 2024 roku i wyniósł 28,6 GW brutto. Pobił on rekord z 12 lutego 2021 roku, który przekroczył 27,6 GW, a ten pobił rekord z 10 grudnia 2020 roku (26,8 GW). Wcześniejszy rekord (26,5 GW) miał miejsce rok wcześniej – 25 stycznia 2019 roku.
Polska, po kilkunastu latach stagnacji zapotrzebowania na energię elektryczną, rozpoczętej jeszcze pod koniec PRL, kontynuuje elektryfikację gospodarki i kolejne rekordy zapotrzebowania odbiorców pojawiają się niemal co roku od ponad 20 lat.
W ostatnich latach widać przy tych wydarzeniach dwie kluczowe zmiany. Dostępne dla operatora rezerwy mocy dyspozycyjnych są dziś znacznie większe niż jeszcze kilka lat temu. W piątek, 9 stycznia 2026 roku, rezerwy wynosiły aż 6 GW, czyli 24% szczytowego zapotrzebowania kraju, podczas gdy jeszcze w 2020 roku rezerwy mocy przy takim zdarzeniu sięgały tylko 14%. Drugą zmianą jest miks energetyczny. Przy każdym kolejnym rekordowym zapotrzebowaniu elektrownie węglowe – wciąż jeszcze podstawa polskiego systemu elektroenergetycznego – mają coraz mniejszy udział w produkcji,

W 2019 roku węgiel pokrył 89% rekordu zapotrzebowania, w 2021 roku było to już 79%, w 2024 69%, a w tym roku zaledwie 59%. Co dwa lata udział węgla w pokryciu szczytów zapotrzebowania kurczy się o równe 10 pp. I ten trend z pewnością będzie kontynuowany, bowiem stare elektrownie węglowe, odchodzące na emeryturę, nie są już zastępowane nowymi (ostatnia próba budowy elektrowni węglowej w Ostrołęce zakończyła się fiaskiem finansowym i gigantyczną stratą dla państwowych inwestorów).
Miejsce węgla w miksie przejmują przede wszystkim źródła odnawialne (głównie wiatr i słońce) oraz gaz ziemny. Wkrótce dołączą do nich – liczone w gigawatach – moce systemowych magazynów elektrochemicznych, budowane m.in. przez PGE i kilku zagranicznych inwestorów.
Zgodnie z opublikowaną niedawno strategią Polskich Sieci Elektroenergetycznych polskich system ma być gotowy na pracę nie tylko bez udziału elektrowni węglowych, ale i gazowych, już w 2035 roku. Można się jednak spodziewać, że nieprędko będzie to dotyczyć pracy w zimowych szczytach zapotrzebowania, gdzie węgiel, a następnie gaz, będą mieć swój istotnych udział zapewne jeszcze przez 20-30 lat.

