Spis treści
Domknięto właśnie pierwszy w UE „odpornościowy” przetarg na duże farmy PV, w którym moduły, ogniwa i falowniki muszą spełniać wymogi ograniczające pochodzenie z Chin. Program FerX Transitorio wprowadzony przez Ministerstwo Środowiska i Bezpieczeństwa Energetycznego został podzielony na dwa koszyki: 8 GW przeznaczone dla projektów powyżej 1 MW oraz osobny mechanizm z pulą 3 GW dla instalacji mniejszych. W ramach przetargu „no-China” zaplanowano alokację 1,6 GW.
Włoska aukcja odpowiadała nie tylko na ambicje przemysłowe UE, ale też coraz mocniej podnoszony argument bezpieczeństwa – w tym cyberbezpieczeństwa. Nowoczesne farmy PV to nie tylko moduły, ale też falowniki, systemy monitoringu i zdalnego sterowania, które stają się elementem infrastruktury krytycznej i potencjalnym wektorem ryzyka. Stąd nacisk na „zaufany” łańcuch dostaw: ograniczenie zależności od dostawców uznawanych za ryzykownych ma zmniejszać podatność systemu na zakłócenia, sabotaż czy presję polityczną.
Mniej konkurencji, wyższa cena
Pierwsze wnioski nie są optymistyczne: ceny w aukcji NZIA (Net-Zero Industry Act), czyli bez chińskich komponentów, wyszły wyraźnie wyższe niż w standardowej procedurze FER X. Włoski regulator GSE (Gestore dei Servizi Energetici) przyznał wsparcie dla 88 nowych projektów o łącznej mocy ponad 1,1 GW, a średnia cena aukcyjna (ważona mocą) wyniosła 66,378 €/MWh przy cenie maksymalnej 73,000 €/MWh. To wyraźnie więcej niż w standardowej procedurze FER X dla fotowoltaiki, której wyniki ogłoszono 1 grudnia: tam zakontraktowano ok. 7,7 GW PV przy średnio 56,825 €/MWh i maksymalnie 62,675 €/MWh.
Wnioski dla reszty Europy
Cyberbezpieczeństwo i pewny łańcuch dostaw są politycznie nośne, ale koszt tej odporności musi wylądować w czyimś rachunku. Czy zapłacą go odbiorcy energii w cenach, państwo w mechanizmach wsparcia, czy może producenci i dostawcy technologii w postaci niższych marż? Jeżeli Europa pójdzie tą drogą dalej, bez rozstrzygnięcia tej kwestii trudno będzie utrzymać tempo inwestycji.
