Spis treści
Przetarg na bloki gazowo-parowe w Połańcu
Celowa spółka Enea Połaniec Gaz przetarg ogłosiła 3 września 2025 roku. Zadanie obejmowało zaprojektowanie, dostawę, budowę i uruchomienie bloków gazowo-parowych wraz z infrastrukturą towarzyszącą w formule „pod klucz”, pracujących w cyklu kombinowanym (CCGT), o nominalnej mocy elektrycznej brutto wynoszącej od 530 do 680 MW każdy.
Założono, że pierwszy z bloków ma zostać zrealizowany w terminie do 31 marca 2030 roku, a drugi do 30 czerwca 2030 roku. Zadanie przewidywało również świadczenie usług serwisowych przez 12 lat, albo do osiągnięcia 75 tys. rozliczeniowych godzin pracy (RGP).
Najkorzystniejsza oferta miała zostać wybrana na podstawie wskaźnika techniczno-ekonomicznego, wyliczanego na podstawie sprawności bloku netto, jego osiągalnej mocy elektrycznej netto, a także cen za budowę i serwis.
Wadium w przetargu ustalono na 15 mln zł, a warunki postępowania przewidywały wykluczenie z udziału podmiotów z państw trzecich, które nie zawarły z Unią Europejską umów gwarantujących równość i wzajemność w dostępie do rynku zamówień publicznych.
Wykonawcy nie doczekali się zmiany terminu, a zamawiający ofert
Termin składania ofert wyznaczono na 27 października w samo południe, a dwie godziny później miało się odbyć ich otwarcie. Okazało się jednak, że nie ma czego otwierać, gdyż żadne oferty nie wpłynęły.

Z dokumentacji przetargowej wynika, że we wrześniu dwaj potencjalni wykonawcy (niewskazani z nazwy) zgłaszali prośby o wydłużenie terminu składania ofert – odpowiednio do 17 listopada oraz do 7 grudnia tego roku, czyli tuż przed zaplanowaną na 11 grudnia aukcją główną rynku mocy na rok dostaw 2030. W uzasadnieniu wskazywali oni na szeroki zakres zamówienia, który wymaga czasu na staranne przygotowanie ofert.
– Potrzeba zapewnienia uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców. Wydłużenie terminu pozwoli wszystkim zainteresowanym podmiotom na rzetelne przygotowanie ofert i przyczyni się do zwiększenia konkurencyjności postępowania, co leży w interesie zamawiającego – napisano w pierwszej z próśb.
W drugiej wskazano m.in., że „charakter instalacji i wymagania dotyczące stosowanych rozwiązań technologicznych powodują, że w prace nad ofertą zaangażowanych jest wielu podwykonawców oraz poddostawców – również zagranicznych”.
– Konieczność tłumaczenia specyfikacji zamówienia oraz udzielanych odpowiedzi zamawiającego dla naszych kooperantów, dodatkowo wydłuża czas potrzebny na sfinalizowanie prac nad ofertą wykonawcy. Projekt o tej skali wymaga również uzyskania z odpowiednim wyprzedzeniem zgód korporacyjnych, co wymaga rozstrzygnięcia przez zamawiającego najistotniejszych kwestii wpływających na poziom ostatecznej wyceny – podkreślono w prośbie do zamawiającego, ale ten nie wyraził zgody na zmianę terminu składania ofert.
Połaniec zmierza szlakiem wytyczonym przez Kozienice?
W przeszłości Enea dwukrotnie unieważniała przetargi na budowę bloków gazowych w Elektrowni Kozienice, gdzie również nie wpływały oferty. Branża wykonawcza wskazywała, że powodem są niekorzystne warunki kontraktowe, a także krótki termin na przygotowanie ofert.

Ostatecznie Enea zleciła budowę bloków w Kozienicach w trybie z wolnej ręki tureckiej spółce Calik Enerji, która w zakresie dostawy turbin zawiązała współpracę z GE Vernova. Wzbudziło to sporo kontrowersji, gdyż wcześniej Calik Enerji nie był aktywny w Polsce oraz nie miał za wielu doświadczeń w krajach Unii Europejskiej.
Zobacz też: Enea chce budować gazowe Kozienice z Turkami
W lipcowej aukcji dogrywkowej Enei udało się pozyskać umowy mocowe dla dwóch bloków gazowo-parowych w Kozienicach (2×668 MW), co umożliwiło podpisanie kontraktu z turecką spółką.
Zobacz więcej: Nowe bloki gazowe zakontraktowane, a kolejna aukcja tuż-tuż
Fiasko pierwszego przetargu na podobną inwestycję w Połańcu przywodzi zatem skojarzenia, że być może w tym przypadku również można spodziewać się „wariantu kozienickiego”. Czasu do grudniowej aukcji pozostało jednak niewiele, a wcześniej Enea musi poznać cenę, za którą potencjalni generalni wykonawcy będą chętni zrealizować to przedsięwzięcie. Enea może też oczywiście ogłosić kolejny przetarg lub zastosować tryb negocjacji z zachowaniem konkurencji.
To ostatnia aukcja w ramach obecnego mechanizmu, a jej parametry – wysoki korekcyjny współczynnik dyspozycyjności (KWD) – stwarza preferencyjne warunki dla technologii gazowych. Dlatego start w tej aukcji jest priorytetem dla wszystkich inwestorów, którzy chcą załapać się na atrakcyjny mechanizm wsparcia.

Zobacz też: Elektrownie szczytowo-pompowe zostały zdegradowane w rynku mocy
Co prawda w przypadku braku zakontraktowania przez PSE oczekiwanego wolumenu mocy jest możliwe jeszcze ogłoszenie aukcji dogrywkowej. Niemniej oznacza to skrócenie o kolejne kilka miesięcy dostępnego czasu na realizację inwestycji, który nawet w podstawowym wariancie w praktyce wynosi około czterech lat. Doświadczenia pokazują, że dużych bloków energetycznych w takim terminie zasadniczo nigdy nie udaje się oddać do użytku.
Kolejne elektrownie gazowe czekają w kolejce, ale czy wystarczy turbin?
Na dwóch blokach CCGT apetyt Enei na jednostki gazowe w Połańcu się nie kończy, gdyż z opublikowanego w ubiegłym miesiącu raportu półrocznego można dowiedzieć się o zawiązaniu pod koniec sierpnia spółki celowej Enea Połaniec Peak, której działalność ma polegać na budowie szczytowych jednostek gazowych (OCGT).
Aktualnie w toku znajdują się też dwa przetargi PGE na gazowe bloki szczytowe w Gryfinie i Rybniku – po 600 MW w każdej z tych lokalizacji. Otwarcie ofert w tych postępowaniach jest planowane pod koniec listopada. Ponadto aktualnie Tauron prowadzi też badanie rynku w kontekście budowy bloków OCGT, które mogłyby powstać w Jaworznie (600 MW), Łagiszy i Łaziskach (po 400 MW).

Utrudnieniem dla wszystkich inwestycji w energetykę gazową może być natomiast dostęp do turbin. Bloomberg pisał niedawno, że globalny popyt na te urządzenia znacznie przekracza moce produkcyjne dostawców.
Jednocześnie za ponad 70 proc. globalnych zdolności wytwórczych odpowiadają fabryki należące do trzech największych producentów turbin gazowych. To GE Vernova (25 proc.), Siemens Energy (24 proc.) oraz Mitsubishi Heavy Industries (22 proc.). Pozostałe 29 proc. przypada na mniejszych producentów – również chińskich, którzy produkują mniej zaawansowane turbiny, w tym na licencji wiodącej trójki koncernów.
Choć fabryki pracują na najwyższych obrotach, to lista oczekujących na dostawy kluczowych urządzeń do elektrowni gazowych wciąż się wydłuża. Wpływ na to ma przede wszystkim popyt związany z rozwojem sztucznej inteligencji i budową centrów danych – zwłaszcza w USA. Ten energochłonny sektor potrzebuje natomiast dyspozycyjnych źródeł energii.

Bloomberg szacuje, że do końca obecnej dekady zagrożone opóźnieniem lub anulowaniem mogą być projekty w energetyce gazowej o wartości ponad 400 mld dolarów. Przyczyną są ograniczone możliwości fabryk największych producentów turbin, którzy podkreślają, że nie są w stanie szybko odpowiedzieć na gwałtowny wzrost zamówień. Dzięki inwestycjom mają jednak zwiększyć swoje zdolności wytwórcze w nadchodzących latach.
Obecne zdolności produkcyjne branży to około 60 GW turbin gazowych rocznie i jeszcze przed kilkoma laty były one wykorzystywane w 50-60 procentach. Jednak 2024 rok zakończył się już zamówieniami na poziomie 57 GW, a prognoza na 2025 rok przewiduje, że popyt osiągnie 80 GW. W przyszłym roku ma to być o ponad 10 GW więcej, a w latach 2027-2029 zamówienia mają oscylować wokół 100 GW. Dopiero w 2030 roku spodziewany jest spadek do 70 GW.
W tej sytuacji producenci mogą obecnie przebierać w klientach i preferować tych, którzy są w stanie zapłacić więcej – w tym za rezerwowanie mocy produkcyjnych na potrzeby przyszłych projektów, m.in. tych planowanych przez największe koncerny technologiczne w USA.
