Epopeja elektrowni Ostrołęka C zbliża się do nieuchronnego końca

Epopeja elektrowni Ostrołęka C zbliża się do nieuchronnego końca

Przedstawiamy cztery powody dla których naszym zdaniem ta inwestycja nie powstanie.

Powód pierwszy-elektrownia będzie palić pieniędzmi zamiast węglem

Planowany wspólnie przez Energę i Eneę blok Ostrołęka C o mocy 1000 MW ma być według Ministerstwa Energii  ostatnią dużą elektrownią węglową w Polsce. Od wielu lat trwają nieustanne analizy czy istnieje jakiś sposób żeby zapewnić rentowność tej inwestycji. W końcu w 2012 r. ówczesny zarząd Energi uznał, że takiej metody nie mia i zrezygnował z projektu. Decyzję tę Najwyższa Izba Kontroli uznała za niezagrażającą bezpieczeństwu energetycznemu.

Po wyborach rząd PiS namawiany bardzo przez lokalnych polityków, którzy postanowił wrócić do projektu. Namawiali do tego lokalni politycy, którzy obiecywali mieszkańcom mnóstwo korzyści. Ministerstwo Energii skutecznie „zachęciło” Eneę aby została udziałowcem elektrowni, co miało zmniejszyć ryzyko dla Energi. Energa i Polska Grupa Górnicza podpisały umowę na dostawy węgla z bardzo niską ceną węgla – według naszych informacji między 6 a 7 zł za GJ. To zapewniało rentowność projektu – oczywiście na papierze.

Ogłoszono przetarg na budowę w którym wystartowały trzy konsorcja: General Electric, Polimex-Rafako oraz Chińczycy. Faworytem był Polimex i Rafako, zwłaszcza dla tej pierwszej  spółki miał to być sposób na przetrwanie przez kilka najbliższych lat. Ale cena położona na stole- ponad 9 mld zł okazała się zaporowa i przetarg wygrało GE. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że kierownictwo resortu energii było bardzo rozczarowane.  Prezes Polimeksu Antoni Józwowicz podał się do dymisji.

General Electric wygrał przetarg oferując cenę 5,05 mld zł netto.

Przed kilkoma dniami ukazał się raport zamówiony przez organizację ekologiczną Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot. Jego autorami są dwaj absolwenci SGH i Politechniki Warszawskiej, obecnie  analitycy Fundacji Instrat-  Michał Hetmański i Filip Piasecki. Raport jest najlepszą dostępną obecnie analizą ekonomiczną elektrowni. Poprosiliśmy też autorów o dodatkowe wyliczenia.

Oczywiście, jak każda kalkulacja, jest ona obarczona ryzykiem błędu, ale sęk w tym, że nawet znacząca korekta danych nie poprawia sytuacji. Dopiero wprowadzenie zupełnie oderwanych od rzeczywistości liczb cokolwiek zmienia.

Oprócz kosztów kapitałowych budowy dla opłacalności elektrowni węglowej kluczowe są trzy parametry – cena węgla, cena prądu sprzedawanego na rynku hurtowym oraz cena uprawnień do emisji CO2. WysokieNapiecie.pl wyliczyło już z grubsza posługując się prostym modelem średni koszt energii elektrycznej produkowanej w przyszłości w Ostrołęce C. Ale wprowadzenie rynku mocy oczywiście zmienia całą kalkulację. Takie modele powstają w każdej grupie energetycznej, ale są ściśle strzeżoną tajemnicą.

Przyjrzyjmy się zatem wynikom. Budżet na budowę elektrowni zaproponowany przez GE to 5,05 mld zł. Według nieoficjalnych, ale potwierdzonych przez nas w kilku źródłach informacji z rynku mocy ma pochodzić 1/3 przychodów Ostrołęki. Założenia do modelu są następujące: stopa dyskontowa 8,5%, cena prądu na Towarowej Giełdzie Energii rośnie o 4,7 proc. rocznie (liniowo), stawki od PKP Cargo z 50% rabatem, ceny uprawnień do emisji CO2 rosną liniowo od 5,7 euro w 2016 r. w 2035 r. dochodzą 35 euro, ceny węgla po 11 zł za gigadżul. W naszym modelu Ostrołęka C musiałaby dostać z rynku mocy 759 zł za kilowat mocy czyli 759 mln zł rocznie. Taki efekt wychodzi przy bardzo dobrym wyniku 5000 godzin pracy rocznie, który będzie bardzo trudny do osiągnięcia dla tej elektrowni ze względu na położenie i wyższe koszty dostawy węgla oraz rosnący udział odnawialnych źródeł energii.

Modelem stworzonym przez Filipa Piaseckiego i Michała Hetmańskiego można się bawić wyliczając wiele różnych wariantów. Jeżeli np. Ostrołęka będzie pracować 3 tys. godzin rocznie i zapłaci 13 zł za gigadżul węgla, to z rynku mocy musiałaby dostać ponad 1000 zł za Kw czyli miliard zł rocznie! To oznacza, że Ostrołęka musiałaby „zjeść” lwią cześć deklarowanego przez rząd budżetu rynku mocy, który wyniesie średnio przez 10 lat ok. 2,4 mld zł rocznie.

Tymczasem z opublikowanej kilka dni temu decyzji Komisji Europejskiej zatwierdzającej rynek mocy w Polsce, wynika, że maksymalna cena za kilowat wyniesie 446 zł. Żeby zmieścić się w tym limicie, Ostrołęka C musiałaby pracować  5 tys. godzin rocznie i kupować węgiel po 5,5 zł za GJ. Kto chce, niech wierzy…

Powód drugi- czas czyli wejście Pakietu Zimowego

Elektrownie węglowe, które chcą uczestniczyć w rynku mocy toczą wyścig z czasem. Te, które zdążą podpisać umowy mocowe na aukcjach w 2018 r. będą miały prawdopodobnie zabezpieczone przychody przez kilka, może kilkanaście lat. Przypomnijmy, że rozporządzenie o rynku energii przewiduje limit 550 g CO2 na Kwh dla rozwiązań takich jak rynek mocy. To, że limit wejdzie jest przesądzone, negocjowany jest jedynie okres przejściowy. Trwa trilog między Komisją, Parlamentem Europejskim i rządami państw UE. Z punktu widzenia właścicieli Ostrołęki najlepszą strategią byłoby więc wstrzymanie się z udziałem w aukcji mocowej do czasu kiedy przepisy będą jasne. Alternatywą jest pokerowe otwarcie „w ciemno” – udział w aukcji mocowej bez wiedzy jakie będą nowe przepisy.

Powód trzeci– finansowanie czyli co zrobią banki

Elektrownia Ostrołęka C  nie ma zamkniętego finansowania czyli podpisanych umów z bankami, które udzielą kredytów na inwestycje. Czy mimo kiepskich wskaźników finansowanych banki dadzą kredyt licząc że Energa i Enea są wystarczająco wielkie, żeby spłacić kredyty niezależnie od rentowności Ostrołęki? I  czy wystarczy czasu aby podpisać umowy z bankami skoro aukcje na rynku mocy będą pod koniec grudnia? Spółki mogą oczywiście rozpocząć inwestycję nie mając zapiętego finansowania, licząc, że jakoś to będzie. Ale ludzie, którzy podejmą taie decyzje muszą się liczyć z odpowiedzialnością - długoletnim ciąganiem po sądach i prokuraturach.

Według naszych informacji otoczenie premiera Mateusza Morawieckiego i on sam zdają sobie sprawę z nieopłacalności inwestycji w Ostrołękę C. – Premier nie kiwnie palcem, żeby zachęcić państwowe banki do sfinansowania tej elektrowni – powiedział nam jeden z jego współpracowników.

Powód czwarty – problemy administracyjne

Filip Piasecki i Michał Hetmański jako pierwsi odkryli, że Ostrołęka C za chwilę nie będzie miała ważnego pozwolenia zintegrowanego. To kluczowy dokument, który określa warunki budowy związane z ochroną środowiska np. emisje. Pozwolenie  wydane w 2011 r. wygasa w czerwcu 2018 r. a rozpoczęcie budowy do tego czasu jest praktycznie niemożliwe. . Powód jest prozaiczny - zarząd Ostrołęki C w 2016 r. spóźnił się o kilka dni ze złożeniem wniosku o jego przedłużenie. Sąd nie zgodził się na przywrócenie terminu.

Brak pozwolenia zintegrowanego de facto uniemożliwia rozpoczęcie prac budowlanych. – Jakakolwiek zmiana projektu, np. przesunięcie rury o kilka metrów jest wówczas niemożliwa. Żadna firma wykonawcza nie zaryzykuje w takiej sytuacji – powiedziała nam osoba dobrze zaznajomiona z budowaniem elektrowni.

Uzyskanie nowego pozwolenia w polskich warunkach zajmuje co najmniej dwa lata.

-Może pogadamy o Ostrołęce? – zapytaliśmy menedżera jednej ze państwowych spółek zaangażowanych w projekt. - Nie rozmawiam o polityce – skwitował z uśmiechem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

Dowiedz się więcej o Obserwatorze Legislacji Energetycznej