Artykuł sponsorowany

Chcesz kupić auto elektryczne? To musisz wiedzieć

Chcesz kupić auto elektryczne? To musisz wiedzieć

Gdzie naładujesz samochód elektryczny w trasie, jakiego złącza użyć, jakich kabli potrzebujesz, które aplikacje i karty warto mieć – czyli wszystko co powinieneś wiedzieć, aby wybrać się na weekend w Polskę, czy odbyć daleką podróż po Europie.

Co roku liczba samochodów elektrycznych na polskich drogach rośnie. Na początku października mieliśmy ponad 31,6 tys. aut całkowicie elektrycznych i hybryd plug – wynika ze statystyk Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

W listopadzie i grudniu ta liczba powinna jeszcze dynamicznie wzrosnąć. Część firm czeka bowiem na start dopłat do zakupu aut elektrycznych dla biznesu (leasing) w ramach programu „Mój elektryk”. NFOŚiGW dopłaci firmom po 27 tys. zł do elektrycznych samochodów osobowych (przejeżdżających ponad 15 tys. km rocznie) i nawet 70 tys. zł do elektrycznych dostawczaków.

To oznacza, że po raz pierwszy za kółko elektryka wsiądzie w tym roku jeszcze nawet 10 tysięcy osób, a w przyszłym roku można się spodziewać kolejnych przynajmniej 40 tys. świeżo upieczonych kierowców elektryków.

Posługiwanie się tymi autami na co dzień dla większości z nich będzie banalnie proste. W domu wystarczy zwykłe gniazdko lub prosta ładowarka. W pracy, wraz z zakupem aut na prąd do floty, zapewne pojawi się także stacja ładowania. A jak naładujemy auto elektryczne wyruszając w dłuższą trasę po Polsce lub Europie albo gdy nie mamy możliwości ładowania go w domu bądź pracy? Tu przyda nam się już ten krótki przewodnik.

Jaki kabel do ładowania auta elektrycznego?

We wszystkich nowych samochodach elektrycznych na europejskim rynku znajdziemy port ładowania typu 2. To siedem dziurek (z pięcioma bolcami) ułożonych w kształt półkola. Służy do wolniejszego ładowania auta (liczonego w godzinach) prądem przemiennym (230V), czyli takim, jaki płynie w większości linii elektroenergetycznych i dociera do domowych gniazdek.

Kupując samochód elektryczny niemal zawsze dostaniemy do niego w zestawie kabel typu 2 z wtyczką do zwykłego gniazdka (np. w Skodzie trzeba za niego zapłacić symboliczne 1 zł, więc warto o nim pamiętać). Pośrodku będzie mieć urządzenie wielkości cegły, które zarządza ładowaniem i przy okazji informuje nas kolorową diodą czy ładowanie może ruszyć ze względu na parametry instalacji elektrycznej w budynku (jeżeli gniazdko nie jest uziemione, wiele urządzeń może odmówić ładowania ze względów bezpieczeństwa). Tym kablem możemy ładować auto we własnym garażu, jeżeli nie zdecydowaliśmy się jeszcze na nieco szybszą i wygodniejszą ładowarkę naścienną.

Warto jednak zabrać go także w podróż, bo np. w wielu hotelach w Polsce i Europie nie ma jeszcze ładowarek z prawdziwego zdarzenia. Ich obsługa pozwala jednak (zawsze trzeba o to zapytać) na ładowanie auta ze zwykłych gniazdek bezpłatnie (w cenie opłaty parkingowej). Przed podłączeniem auta do takiego gniazdka warto w menu samochodu zmniejszyć natężenie prądu ładowania (do 6 lub 10 A). Ładowanie potrwa dłużej, ale nie ryzykujemy, że po kilku godzinach w ogóle zostanie przerwane z powodu przegrzania kawałka instalacji elektrycznej i wyskoczenia bezpiecznika. Takie gniazdka na parkingach zwykle były projektowane na krótkotrwałe nieduże obciążenie (np. odkurzaczem), a nie znaczne wielogodzinne obciążenie.

Do portu typu 2 w samochodzie podłączymy także kabel zakończony z drugiej strony wtyczką typu 2. Nie ma on już po środku „cegły”, bo podłącza się go do dedykowanej ładowarki (wielkości niewielkiej szafki naściennej lub słupka), która sama zarządza ładowaniem. Takie, nieco szybsze, ładowarki znajdziemy już w coraz większej liczbie biurowców, hoteli, na parkingach wielopoziomowych i przy ulicach. Część z nich jest już wyposażona w kabel, który możemy po prostu wetknąć do portu w samochodzie. Na niektórych znajdziemy jednak tylko gniazdo, do którego musimy podłączyć własny kabel. Takiego kabla typ2-typ2 zwykle nie znajdziemy na wyposażeniu auta. Jeżeli dużo podróżujemy, to warto go dokupić (kosztuje ok. 2-3 tys. zł), zwłaszcza, że będziemy mogli korzystać z niego przez lata, także po zmianie samochodu.

Część kierowców decyduje się dodatkowo na kabel z uniwersalną „cegłą”, złączem typu 2 i wymiennymi wtyczkami, które pasują zarówno do zwykłych gniazdek, jak i różnych gniazdek siłowych, a nawet gniazdek karawaningowych, spotykanych na polach namiotowych. Takie urządzenia kosztują już jednak 4-6 tys. zł, więc warto rozważyć ich zakup dopiero gdy rzeczywiście zobaczymy, że mogłoby się nam przydawać.

Gdzie stoją ładowarki aut elektrycznych?

Warto zdać sobie sprawę, że w Polsce mamy miliony punktów, do których możemy podłączyć auto elektryczne – to zwykłe gniazdka. W praktyce z tego rozwiązania będziemy korzystać głównie w pracy, domu, hotelach i domkach letniskowych. Tam długi czas ładowania nie robi nam zwykle różnicy, a niskie (czasami zerowe) koszty ładowania, wynagradzają fakt, ze auto nie odzyskuje zasięgu szybciej niż jeździ. Takie wolne ładowanie ze zwykłego gniazdka ma jeszcze jedną zaletę – wolniej ładowana bateria ma większą żywotność.

Poza domem lub pracą stacje ładowania znajdziemy często w galeriach handlowych, na niektórych parkingach hotelowych, wielopoziomowych i przy restauracjach (w takich lokalizacjach buduje je głównie GreenWay) oraz na części MOP-ów i stacji benzynowych przy drogach ekspresowych i autostradach (tutaj stawia je głównie Orlen). Coraz więcej ładowarek znajdziemy także w miejscach publicznych, zwłaszcza na parkingach urzędów, czy obiektów sportowych (sporo takich stacji zbudowali Orlen, Tauron, Revnet, EV+, czy PGE).

Jak znaleźć stacje ładowania aut elektrycznych?

Stacje łatwo znaleźć aplikacji telefonicznej, która pokażę nam ich lokalizację. Tym bardziej, że bardzo szybko przybywa ich w całym kraju, więc bez aplikacji możemy się nawet nie zorientować, że gdzieś w okolicy lub po drodze zbudowano właśnie nową. Aktualizowaną na bieżąco mapę stacji ładowania w Polsce możemy znaleźć też na stronie www.elektromobilni.pl, przygotowaną przez Polskie Stowarzyszenie paliw Alternatywnych (PSPA).

Jeżeli chcemy znaleźć jakąkolwiek stację ładowania, warto ściągnąć na smartfon aplikację Plugshare, ABRP lub Plugsurfing. W naszym kraju najbardziej popularna jest wciąż ta pierwsza, umożliwiająca użytkownikom pozostawianie komentarzy dotyczących poszczególnych stacji, które pomogą nam podjąć decyzję o tym czy warto z danej stacji skorzystać czy lepiej ją ominąć, bo np. często nie działa, albo w praktyce działa z niższą mocą, niż informuje o tym jej operator. Z kolei ABRP umożliwia zaplanowanie całej podróży – po wpisaniu skąd dokąd chcemy jechać i podaniu modelu samochodu (ew. ustawieniu wielu innych parametrów), aplikacja sama podpowie nam jak zrobić to najszybciej, podając także ile minut powinniśmy spędzić na poszczególnych ładowarkach, aby korzystać z optymalnej mocy ładowania. Warto pamiętać, że większość samochodów elektrycznych ma wgrane mapy, na których widać najbliższe stacje ładowania oraz te, które umiejscowione są na planowanej trasie. Pojawienie się znaków drogowych informujących o publicznych ładowarkach jest kwestią niedalekiej przyszłości. Wizualizację graficzną znaków zaproponowało PSPA, a znaki poziome autorstwa Stowarzyszenia (oznaczenie bus-passów), wprowadziła jako pierwsza Łódź.

Za granicą warto z kolei mieć na telefonie aplikację firmy, której kartę/konto roamingowe mamy. Dużą sieć, oferuje Shell Recharge. Karty z siecią roamingową oferują także producenci samochodów – np. Volkswagen, Audi, BMW czy Hyundai i Kia. Wówczas stacje odszukamy np. w aplikacjach dedykowanych do obsługi samochodu. Roamingi oferuje także część operatorów – w Polsce: GreenWay i Nexity. Zaletą tych aplikacji jest to, że znajdziemy tylko te stacje, które uruchomimy za pomocą posiadanej przez nas karty/aplikacji, a jednocześnie zobaczymy dostępność tych stacji na żywo i stawki po jakich możemy pobierać energię.

Najlepszym, bo bezpośrednim, źródłem informacji o stacjach zwykle są jednak aplikacje poszczególnych operatorów, a więc firm, które zarządzają konkretnymi stacjami. Tam dane o dostępności urządzeń są widoczne najszybciej. W Polsce jednak mamy dziś dwóch operatorów, którzy umożliwiają łatwe podróże po całym kraju – GreenWay i Orlen. Ich aplikacje na pewno warto ściągnąć wsiadając do pierwszego auta na prąd. Jeżeli mieszkamy na południu kraju, warto mieć także aplikację Taurona. Kolejne pewnie będziemy ściągać z czasem. Poza wspomnianymi już GreenWay’em i Nexity oraz, nowym na rynku, Ionity, ładowarki pozostałych operatorów nie należą do żadnej z europejskich platform roamingowych, przez co z ich stacji możemy skorzystać wyłącznie za pomocą ich dedykowanych kart lub aplikacji.

Jak uruchomić ładowarki do samochodów elektrycznych?

Przesiadając się do elektryka i próbując naładować go na jakiejkolwiek ogólnodostępnej stacji, musi przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, że poza nielicznymi bezpłatnymi urządzeniami, pozostałych zwykle nie uruchomimy bez posiadania odpowiedniej aplikacji na smartfonie lub karty zbliżeniowej (RFID). Na nielicznych stacjach ładowania zapłacimy kartą lub gotówką (na Lotosie w kasie, na stacji Ekoen już po naładowaniu kartą na terminalu, bądź na nielicznych stacjach ładowania za granicą np. sieci Allego).

Jeżdżąc po Polsce warto mieć więc wspomniane już aplikacje GreenWay i od razu zamówić tam kartę RFID, na wypadek gdybyśmy mieli rozładowany telefon lub problem z zasięgiem na parkingu podziemnym. Stacje tego operatora uruchomimy też kartami i aplikacjami roamingowymi, np. BMW Charging czy We Charge Volkswagena. Luksusu uruchamiania ładowarki inaczej niż przez aplikacje na razie nie ma w sieci Orlenu (choć koncern pracuje nad tym, aby usługi ładowania dodać np. do kart flotowych).

Zakładając konto u jednego z operatorów podajemy tam zarówno dane, na jakie będą wystawiane faktury za ładowanie, jak i dane karty bankowej, z której płatności będą automatycznie pobierane. U niektórych operatorów najpierw autoryzuje on naszą kartę, blokując na niej pewną kwotę (np. 200 zł) i po rozliczeniu sesji ładowania zwraca nam ją ponownie.

Po podjechaniu na stację ładowania zwykle sprawa wygląda już banalnie prosto – podłączamy do auta kabel, czasami musimy jeszcze wybrać na ekranie złącze, z którego korzystamy, a następnie przykładamy do czytnika kartę RFID lub klikamy przycisk ładowania na aplikacji i gotowe. Jeśli uruchomiliśmy ładowanie z aplikacji, to zobaczymy na niej ilość pobranej energii, a w przypadku złącza CCS 2 także poziom naładowania akumulatora. Te same dane znajdziemy też w aplikacji producenta samochodu.

Prościej niż się wydaje

Chociaż ta instrukcja może sprawiać wrażenie procedury startu rakiety kosmicznej, to w rzeczywistości wystarczą 2-3 pierwsze ładowania, aby poczuć, że w rzeczywistości to proste i intuicyjne. W trasie, gdy mamy do dyspozycji stacje o dużych mocach ładowania, i samochód który może taką moc pobrać (100-200 kW), jazda autem elektrycznym nawet na dystansie 1-1,5 tys. km dziennie nie stanowi już wyzwania.

Takich stacji ładowania, zwłaszcza zlokalizowanych bezpośrednio przy autostradach i ekspresówkach, mamy wciąż w Polsce niewiele, ale nadrabiamy zaległości do Zachodu. Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Jak wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA, pod koniec września w Polsce funkcjonowało 1 675 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (3 262 punkty). 31% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. We wrześniu uruchomiono 44 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (84 punkty).

„Mój elektryk” dofinansuje zakup

Ładowanie jest proste pod warunkiem, że korzystamy z auta BEV lub PHEV (hybryda typu plug-in). I tu dla fanów elektromobilności otworzyły się nowa perspektywa. Jest nią program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej „Mój elektryk”, który został uruchomiony w lipcu br. O dofinansowanie mogą się dziś ubiegać klienci indywidualni nieprowadzący działalności gospodarczej. Według zapowiedzi Funduszu, wsparcie jeszcze w tym roku obejmie również przedsiębiorców, samorządy oraz inne podmioty instytucjonalne. W kolejnym etapie banki za pośrednictwem firm leasingowych będą dystrybuowały dopłaty do leasingu, w tym najmu długookresowego. Dziś już wiadomo, że jednym z banków który uruchomi usługę jest Bank Ochrony Środowiska.

„Mój elektryk” w przypadku osób fizycznych został adresowany do nabywców całkowicie elektrycznych (BEV) samochodów osobowych (kategorii M1), a także zeroemisyjnych czterokołowców (L). Podstawowa, kwota dotacji dla osób fizycznych wyniesie 18,75 tys. zł. Z wyższego dofinansowania – w maksymalnej wysokości 27 tys. zł – będą mogli skorzystać posiadacze tzw. Karty Dużej Rodziny. Nowy program przynosi istotną zmianę względem ubiegłorocznego instrumentu dopłat „Zielony Samochód”. Maksymalna cena pojazdu, który może zostać objęty wsparciem, została podwyższona ze 125 tys. zł do 225 tys. zł. Dla osób posiadających Kartę Dużej Rodziny limit został zniesiony całkowicie. Korzystający ze wsparcia nie będą już zobowiązani do osiągnięcia wyznaczonego limitu minimalnego przebiegu rocznego („Zielony Samochód” wymagał przejechania w ciągu roku co najmniej 10 tys. km), zniesiono także intensywność dofinansowania w postaci 15% kosztów kwalifikowanych. Dofinansowanie obejmie zarówno zakup, jak i leasing pojazdów.

Pozostali adresaci programu, w tym przedsiębiorcy, po uruchomieniu dopłat będą mogli liczyć na dofinansowanie, którego poziom zostanie uzależniony od kategorii pojazdu oraz średniorocznego przebiegu. Ponadto, ma im przysługiwać możliwość ubiegania się o dofinansowanie więcej niż jednego pojazdu. Wnioskodawcy nie będący osobami fizycznymi, na pojazdy kategorii M1 (których cena nie przekracza 225 tys. zł) będą mogli uzyskać do 27 tys. zł w przypadku deklarowanego średniorocznego przebiegu min. 15 tys. km, a na pojazdy kategorii L wsparcie w wysokości 4 tys. zł. Natomiast dofinansowanie zakupu pojazdów kategorii N1 (dostawcze) wyniesie 70 tys. zł. Warunkiem jest zadeklarowanie średniorocznego przebiegu powyżej 20 tys. km. Dofinansowanie obejmie zarówno zakup, jak i leasing pojazdów.

Duży budżet

Budżet na dofinansowanie, względem ubiegłorocznego programu dla osób fizycznych, podwyższono z 37,5 do 100 mln zł (nabór ma być prowadzony do 30 września 2025 r. lub wcześniejszego wyczerpania środków), a dla rozszerzonego grona beneficjentów, w tym przedsiębiorców i samorządów, ma wynieść w kolejne 400 mln zł. Łączny budżet w kwocie 500 mln zł może zostać powiększony o kolejnych 200 mln zł.

Dotacje będą mogli ubiegać się również obecni posiadacze samochodów elektrycznych, o ile nabyli swoje pojazdy w okresie od 01 maja 2020 r. A tych przybywa w Polsce z dnia na dzień. Według wspomnianego Licznika Elektromobilności pod koniec września 2021 r. po polskich drogach jeździły 31 633 elektryczne samochody osobowe. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48% (15 255 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 16 378 szt.

„Każda podróż ma znaczenie”, to ogólnopolska kampania edukacyjna, realizowana we współpracy z  NFOŚiGW, której celem jest podniesienie wiedzy oraz świadomości społecznej Polaków w zakresie elektromobilności, a w efekcie kształtowanie postaw ekologicznych u jak największej liczby osób. Projekt realizowany jest przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych.

Niniejsza artykuł został opublikowany dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada wyłącznie Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych.

Technologie dostarcza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE