Rząd dał zielone światło morskim wiatrakom.

Rząd dał zielone światło morskim wiatrakom.

Do Sejmu trafi wreszcie ustawa, która daje szansę na otwarcie rozpoczęcie programu inwestycyjnego za ponad 100 mld zł. Ale to dopiero początek drogi - trzeba jeszcze uzyskać zgodę Komisji Europejskiej oraz, co najważniejsze, pozyskać kapitał.

Resort klimatu obwieścił w piątek 27 listopada, że Rada Ministrów przyjęła w trybie obiegowym projekt ustawy o wsparciu morskiej energetyki wiatrowej. Decyzja kończy blisko dziesięciomiesięczne prace nad projektem ustawy, który trafi teraz do Sejmu. Ustawa miała być przyjęta już miesiąc temu, nieoczekiwanie ministrowie poprosili jeszcze o opinię dotyczącą wpływu morskich wiatraków na  bezpieczeństwo państwa oraz walkę z korupcją. Niestety, opinie na razie nie zostały opublikowane, nie wiadomo czy będziemy mieli okazję w ogóle się z nimi zapoznać.

Offshore to najważniejszy i  najbardziej ambitny projekt dotyczący polskiej energetyki, który leży w tej chwili na stole i ma realny kształt, partnerów zagranicznych oraz w miarę jasna perspektywę finansowania. 10 GW morskich wiatraków to według PSE inwestycja rzędu 150 mld zł.

Firmy ciągną jak mewy do mięsa

Polski Bałtyk przyciąga inwestorów, którzy chcą budować farmy wiatrowe na morzu. Jak poinformowało portal WysokieNapiecie.pl Ministerstwo Infrastruktury, na rozpatrzenie czeka około sto wniosków w sprawie nowych lokalizacji. Do tego dochodzą już wydane pozwolenia lokalizacyjne dla 12 projektów, z których dwa - należące do Balteksu - stoją pod znakiem zapytania.

Polska - według różnych scenariuszy - na szansę na 6-12 GW na Morzu Bałtyckim, a potencjał wytwórczy sięga 50 TWh rocznie. To niemal jedna trzecia rocznego zużycia energii w Polsce.

W pierwszej fazie, jak zakłada projekt ustawy o offshore, wsparcie ma być przyznane projektom o mocy 5,9 GW. Przypomnijmy, że są wśród nich Polenergia wraz z norweskim Equinor, PGE wspólnie z duńskim Ørsted, PKN Orlen, również z zagranicznym partnerem, który jeszcze nie został wybrany oraz konsorcjum portugalskiego EDPR i francuskiego Engie.

 

Jak dać wiatrakom 32 mld zł wsparcia?

Wsparcie morskich farm wiatrowych w tzw. pierwszej fazie ma polegać na przyznawaniu kontraktów różnicowych w drodze decyzji administracyjnej dla każdego inwestora.  Zgodnie z zasadą "kto pierwszy, ten lepszy" decyzje wydawać ma URE a zatwierdzać potem Komisja Europejska. Ale zostało bardzo mało czasu.

Czytaj także: Co dalej z zasadą 10H ograniczającą budowę farm wiatrowych?

Od lipca 2021 r. zacznie obowiązywać nowa unijna o odnawialnych źródłach energii, zgodnie z którą wsparcie dla takich projektów powinno być udzielane w sposób "konkurencyjny" czyli de facto w aukcjach. Komisja Europejska uznaje bowiem morskie wiatraki za technologię dojrzałą, która nie potrzebuje już tak mocnego wspierania.

Dlaczego rząd zrezygnował z aukcji? To chyba najbardziej kontrowersyjna część ustawy. Początkowo urzędnicy resortu klimatu twierdzili, że projektów jest za mało aby zorganizować konkurencyjne aukcje. PSE oraz popierający je pełnomocnik rządu ds. infrastruktury energetycznej Piotr Naimski  w trakcie konsultacji międzyresortowych zauważyli jednak, że z samej listy 5,9 GW projektów, które mają skorzystać z pierwszej fazy wsparcia, dałoby się bez trudu rozpisać aukcję.  Jest tam w sumie osiem projektów mających warunki przyłączenia swoich farm do sieci.

Żeby nam się nie spiętrzyło

W odpowiedzi resort klimatu przygotował całą listę argumentów przeciwko aukcjom. Znalazły się tam m.in ryzyko opóźnienia budowy w przypadku aukcji (bo inwestorzy będą czekać aż ceny spadną), oraz  ryzyko ryzyko spiętrzenia projektów i zakłócenia łańcucha dostaw, bo wszystkie projekty będą realizowane w tym samym czasie. To byłoby też, zdaniem resortu klimatu, trudniejsze ze względów środowiskowych, choćby z powodu norm hałasu przy pracach budowlanych, które odbywają się stosunkowo blisko siebie.

Część z tych argumentów trudno zrozumieć. Przecież  Jeśli Komisja Europejska zatwierdzi  wszystkie projekty, to raczej hurtem, w jednej decyzji, do końca czerwca. Inwestorzy będą wprawdzie w różnej sytuacji, na dwie farmy są umowy przyłączenia do sieci z PSE,  na resztę nie, wszyscy czekają na ostateczne decyzje środowiskowe, ale nie ma żadnej gwarancji, że wiatraki nie będą budowane jednocześnie i nie dojdzie do "ryzyka spiętrzenia".

Czytaj także: Zmiany w ustawie o offshore

Dlaczego to takie ważne, żeby decyzje o wsparciu zostały przyznane w transparentny sposób? W grę wchodzi ok. 32 (7,8 mld euro) mld zł wsparcia operacyjnego do 2040 r.  które dostaną morskie wiatraki  w postaci dopłaty do produkowanego przez siebie prądu. Koszty wsparcia zostaną nam doliczone w postaci tzw. opłaty OZE, która wprawdzie od trzech lat wynosi zero zł. Ale kiedy projekty wiatraków czy farm PV, które wygrały aukcje w 2018 i 2019 r. zaczną produkować prąd, opłata będzie doliczana. To samo stanie się gdy uruchomią produkcję morskie wiatraki.

Odbiorcy i tak zapłacą

Ministerstwo Klimatu niestety nie pokusiło się o symulację jak wpłynie to na rachunki płacone przez polskie firmy i gospodarstwa domowe i to też wytknęło PSE:. "Duża skala tych nakładów i kumulacja w latach 2020-2030 powoduje, że obciążenie odbiorców końcowych w perspektywie do 2040 jest nieuniknione i wymaga szczegółowych analiz rynkowych, analiz wpływu na ubóstwo energetyczne oraz analiz racjonalizujących wolumen (zgodnie z polityką energetyczną) zarówno pierwszej jak i drugiej fazy przewidzianej w projekcie ustawy".

W uwagach ministra Naimskiego oraz PSE znalazł się też postulat  zmniejszenia wolumenu morskich wiatraków, które dostaną wsparcie bez aukcji z 5,9 GW do 4,6 GW. Wskazywał, że więcej projektów dostanie wsparcie bez aukcji niż w aukcjach, co jest "działaniem antykonkurencyjnym". Oznaczałoby to "wycięcie" projektu Orlenu. Część naszych rozmówców z rządu uważała, że to kolejna odsłona konfliktu Piotra Naimskiego z szefem Orlenu Danielem Obajtkiem. Ostatecznie jednak ze sporu, podobnie jak w przypadku przejęcia Lotosu, zwycięsko wyszedł Obajtek.

Co zrobi Bruksela?

Nie wiadomo jak długo nad ustawą będzie obradował parlament, ale załóżmy optymistycznie, że ustawę uda się uchwalić w  styczniu. Wnioski o wsparcie powinny trafić do Urzędu Regulacji Energetyki do końca pierwszego kwartału. Potem czas na Komisję Europejską. Pytanie czy brukselscy urzędnicy w ogóle będą chcieli się za to wziąć, wiedząc, że w lipcu zmieniają się przepisy? Pamiętajmy, że dotychczasowe analizy pomocy publicznej w energetyce przez Komisję  ciągnęły się miesiącami.

Czytaj także: Prosumenci czekają na zapowiedziane zmiany prawne. Będzie można zbiorowo, a nawet wirtualnie

Wprawdzie Komisja zna polski projekt w miarę dobrze, ale to wcale nie znaczy, że go zatwierdzi. - Jeśli polski rząd myśli, że dyrekcja ds. konkurencji zatwierdzi system wsparcia bez aukcji, to życzę powodzenia - powiedział nam jeden z wysokich urzędników Komisji odpowiedzialnych za energetykę.

To nie koniec pytań. Przedstawiciele naszych państwowych koncernów energetycznych nie ukrywają, że oprócz kontraktu różnicowego potrzebne jeszcze będzie wsparcie kapitałowe, np. z funduszy unijnych. Idealnie by się nadawał postkowidowy Fundusz Odbudowy. Jeśli jednak Polska i Węgry zawetują unijny budżet na szczycie w grudniu, to funduszu nie będzie, a wsparcie ze środków unijnych będzie praktycznie niemożliwe.

Wszystko to oznacza, że w sprawie budowy morskich wiatraków czeka nas jeszcze co najmniej pół roku niepewności.

Czytaj także: 800 mld euro na europejskie wiatraki na morzu

Zielone technologie rozwijają

Technologie dostarcza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE