Wydobycie węgla w Polsce bliżej końca niż mówią politycy

Wydobycie węgla w Polsce bliżej końca niż mówią politycy

Wydobycie węgla kamiennego w Polsce spada od 40 lat. W tym czasie wszystkie rządowe prognozy zakładały, że ten spadek uda się powstrzymać i każda z nich okazywała się grubo przestrzelona. Dopiero opublikowany cztery miesiące temu dokument zakłada znaczny spadek wydobycia i on też… najprawdopodobniej okaże się zbyt optymistyczny.

W 2000 roku polskie kopalnie miały wydobywać 195 mln ton węgla kamiennego – zakładała rządowa prognoza z 1984 roku. Szesnaście lat później okazało się, że resortowi planiści obstawili cyfrę o… niemal 100 proc. wyższą od rzeczywistej. Wydobycie w ostatnim roku XX wieku wyniosło już "tylko" 102 mln ton. Gigantyczna pomyłkę można oczywiście tłumaczyć przełomem politycznym i gospodarczym, choć w rzeczywistości wydobycie w Polsce spadało już od 1979 roku (wówczas osiągnęło rekordowe 201 mln ton), a specjaliści od górnictwa i działacze partyjni założyli po prostu, że spadek nagle się zatrzyma, a polskie nierentowne górnictwo będzie żyć długo i szczęśliwie.

Wszystkie rządowe prognozy wydobycia były mocno przeszacowane

Kolejna prognoza, sporządzona już za rządów „Solidarności”, była jeszcze bardziej optymistyczna. W górnym scenariuszu sporządzonym w 1990 roku przez Ministerstwo Przemysłu założono, że wydobycie wzrośnie z ówczesnych 147 mln ton do 162 mln ton w 2010 roku. W najgorszym scenariuszu krajowe pozyskanie węgla miało się chociaż utrzymać na zbliżonym poziomie. W rzeczywistości rząd znów pomylił się o… niemal 100 proc. względem rzeczywistej wartości. Wydobycie spadło do 76 mln ton.

W 2000 roku, planując Politykę energetyczną Polski, Ministerstwo Gospodarki założyło, że w „scenariuszu przetrwania” wydobycie węgla kamiennego przez kolejnych 20 lat spadnie tylko o 18 proc. i w 2020 roku wciąż będziemy produkować w Polsce 84 mln ton węgla.

Cztery lata później, w chwili wstępowania Polski do Unii Europejskiej, Ministerstwo Gospodarki i Pracy wykazało się jeszcze większym oderwaniem od realiów gospodarczych i założyło, że spadek wydobycia będzie mniejszy, niż wcześniej planowano. Według tej prognozy sprzed szesnastu lat w tym roku powinniśmy wydobyć 89 mln ton węgla. Tymczasem już w 2019 roku wydobycie węgla kamiennego w Polsce wyniosło zaledwie 61,5 mln ton, a według szacunków portalu WysokieNapiecie.pl w 2020 roku spadnie poniżej 60 mln ton, czyli do najniższego poziomu od 1947 roku.

Identycznym oderwaniem od rzeczywistości jak poprzednie rządy – od PZPR, przez ekipy „Solidarności”, SLD-PSL, PiS-Samoobrona-LPR aż po PO-PSL – wykazuje się także obecny rząd premiera Mateusza Morawieckiego. W 2018 roku został przyjęty, a pół roku temu zaktualizowany, program dla górnictwa węgla kamiennego, który w materiałach prognostycznych ponownie zakłada, że teraz to już na pewno powstrzymamy w Polsce dalszy spadek wydobycia węgla kamiennego i za 20 lat nadal będziemy produkować „ponad 60 mln ton” tego surowca.

Pierwsza w historii prognoza przewidująca znaczny spadek wydobycia

Pierwszą w polskiej historii rządową prognozą, która przewiduje zauważalny spadek wydobycia węgla kamiennego, jest dopiero najnowszy projekt Polityki energetycznej Polski do 2040 roku. W opublikowanych w listopadzie „Wnioskach z analiz prognostycznych dla sektora paliwowo-energetycznego” założono, że w ciągu najbliższych 20 lat wydobycie węgla spadnie o 35 proc., czyli o ponad 20 mln ton i w 2040 roku wyniesie 40 mln ton.

Jednak i ta prognoza może być zbyt optymistyczna. Prosta ekstrapolacja trendu spadkowego z ostatnich 30 lat sugeruje, że jeżeli nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, ostatnią tonę węgla kamiennego wydobędziemy w Polsce w 2040 roku. Przyjęcie jeszcze dłuższego – 40-letniego trendu z lat 1979-2019 – oznaczałoby likwidację tej branży w Polsce o kilka lat wcześniej.

Polska idzie w ślady reszty Europy

Taka prosta ekstrapolacja nie uwzględnia oczywiście choćby tego faktu, że wydobywamy w Polsce ok. 12 mln ton węgla koksowego i od lat się to nie zmienia (+/- 1 mln t/rok), bo popyt na ten surowiec nie maleje. Cały spadek wydobycia przypada natomiast na węgiel energetyczny, czyli paliwo dla elektrowni i do ogrzewania domów. Jest bardzo prawdopodobne, że węgla do produkcji koksu będziemy potrzebować dużo dłużej, niż tego do palenia w kotłach. Najprawdopodobniej więc kilka kopalń JSW, po wielomiliardowych inwestycjach, będzie w stanie wydobywać węgiel jeszcze po 2040 roku. Choć i tu zagrożeniem dla nich są badania nad zastąpieniem koksu w metalurgii. Szanse na wydobycie ponad ten horyzont czasowy mają też jeszcze 2-3 kopalnie węgla kamiennego energetycznego.

Bardzo zgrubnie licząc wydobycie węgla ogółem, zamiast do 40 mln ton planowanych przez rząd, w rzeczywistości może spaść do 10-20 mln ton w 2040 roku. Jest bardzo prawdopodobne, że ostatnia tona węgla kamiennego z polskiej kopalni wyjedzie na powierzchnię przed połową XXI wieku.

Ostatecznie rzecz biorąc nie będzie to zły wynik, będziemy bowiem wówczas ostatnim państwem Unii Europejskiej i jednym z ostatnich w Europie, które dopiero kończy wydobycie. Austria zakończyła wydobycie węgla kamiennego już w 1965 roku, Holandia w 1976, Irlandia w 1990, Węgry, Belgia i Szwecja w 1992, Chorwacja w 1999, Rumunia w 2003, Francja i Serbia w 2004, Bułgaria w 2013, Włochy w 2015, a Niemcy i Hiszpania w 2018 roku. Wydobycie węgla kamiennego dobiega końca także w Czechach, Norwegii, Wielkiej Brytanii i na Ukrainie, czyli wszystkich – poza Rosją z nieprzebranymi syberyjskimi złożami – państwach Europy.

Wszędzie w Europie, poza Rosją, wydobycie stało się nierentowne

Powód we wszystkich tych krajach był ten sam – nieopłacalność dalszego wydobycia. Dokładniej rzecz biorąc zwykle chodziło o brak pieniędzy bądź woli politycznej dalszego dotowania nierentownego górnictwa, bowiem w większości państw – od Norwegii przez Wielką Brytanię, Francje i Niemcy po Hiszpanię – kopalnie stały się nierentowne na wiele lat przed ich likwidacją. W każdym z tych państw podatnicy dotowali wydobycie ze względów politycznych i społecznych. Na przykład we Francji i Niemczech robiono to w ramach 10-letnich planów likwidacji górnictwa, w ramach których dokładnie zaplanowano która kopalnia i kiedy zostanie zamknięta, aby zarówno górnicy, jak i całe społeczności lokalne, mogły precyzyjnie zaplanować swoją przyszłość „po węglu”.

W Polsce likwidacja górnictwa węgla kamiennego odbywa się dokładnie z tego samego powodu, ale w chaotyczny sposób. Także u nas wydobycie jest nierentowne, a występujące co kilka lat wzrosty cen węgla na światowych rynkach jedynie to przykrywają. Wówczas jednak, zamiast akumulować kapitał na inwestycje, kontrolowane przez rząd państwowe kopalne – pod naciskiem związkowców –hojnie rozdają nagrody i podwyżki pracownikom.

Regiony górnicze potrzebują planów transformacji, zamiast obietnic wydobycia

Poprawa rentowności wydobycia, zamiast przez inwestycje, odbywa się więc co kilka lat przez zamykanie słabszych (choć, znowu ze względów politycznych, nie zawsze najsłabszych) kopalń. Tak będzie ponownie w Polsce jeszcze w 2020 lub najpóźniej 2021 roku, bo Polska Grupa Górnicza, pomimo straty, rozdała właśnie pieniądze na 14 pensje i podwyżki wynagrodzeń o 6 proc. Natomiast Tauron Wydobycie, po motywowanym politycznie przejęciu kopalni Brzeszcze, ciągnie na dno cały katowicki koncern energetyczny. Polskie górnictwo ponownie generuje dziś straty, choć sprzedaje węgiel najdrożej od lat i dużo powyżej cen tego surowca na światowych rynkach.

Polskie kopalnie będą jednak musiały zmierzyć się w najbliższym czasie z problemem rosnących zapasów, które rozładować będzie mógł dopiero eksport węgla z ogromnymi stratami oraz dobiegającymi końca kontraktami z energetyką, która będzie naciskać na obniżenie cen, bo sama jest pod ogromną presją polityczną z powodu rosnących cen energii i ekonomiczną z powodu rosnącego importu dużo tańszego prądu z zagranicy.

Rząd powinien w końcu spojrzeć prawdzie w oczy i skończyć z życzeniowymi prognozami, które nie mają szans się sprawdzić, jak wszystkie prognozy dla górnictwa z ostatnich czterdziestu lat. Zamiast obiecywać „wydobycie węgla przez 200 lat” politycy powinni wykonać dużo trudniejszą pracę –zaplanować transformację miast górniczych na Górnym Śląsku i w zachodniej Małopolsce tak, aby nie dopuścić do ich degradacji jak w Wałbrzychu czy Bytomiu. Sprawa jest o tyle nagląca, że na likwidację górnictwa węgla kamiennego wkrótce zacznie nakładać się także likwidacja górnictwa węgla brunatnego, a uzależnione od tego surowca miasta takie jak Bełchatów, Konin czy Turek znajdą się w jeszcze gorszym położeniu niż miasta uprzemysłowionego południa Polski.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE