Ciepłownie aż się proszą o wsparcie rządu

Ciepłownie aż się proszą o wsparcie rządu

Komisja Europejska wszczęła postępowanie w sprawie pięciu polskich ciepłowni węglowych, które planowały przeznaczyć unijne pieniądze na modernizację sieci. Powód? Unijnych środków nie można wydawać na „nieefektywne systemy ciepłownicze”

Chodzi o pięć miast na Podkarpaciu - Lesko, Dębicę, Ropczyce, Tarnobrzeg i Ustrzyki Dolne. Wszystkie  chciały zmodernizować sieci ciepłownicze za pieniądze unijne. W sumie zamierzały wydać ok. 43 mln zł, z czego ok. 27,5 mln miała dołożyć Unia Europejska z Regionalnego Programu Operacyjnego. I szefowie miejskich spółek ciepłowniczych, i podkarpacki urząd marszałkowski „przeoczyli” jednak istotny szczegół: zgodnie z unijną dyrektywą o efektywności energetycznej publicznymi pieniędzmi można wspierać wyłącznie tzw. efektywne systemy ciepłownicze. To takie w których co najmniej połowę ciepła wytwarza się ze źródeł odnawialnych bądź jest to ciepło odpadowe. Za „efektywne” uznawane są także elektrociepłownie, wytwarzające jednocześnie ciepło i prąd. Niestety żaden z tych warunków nie został spełniony na Podkarpaciu.

Czytaj także:Małe ciepłownie mogą być olbrzymią szansą polskiej energetyki. Jest jedno „ale”

Wszystkie ciepłownie, które wzięła na celownik Komisja Europejska, wykorzystują węgiel, żadna nie wytwarza prądu. Co ciekawe, na podkarpackiej liście Regionalnego Programu Operacyjnego znalazła się także jednostka w Mielcu, należąca do niemieckiego koncernu Steag. Ona jedna nie stała się przedmiotem badania Brukseli, prawdopodobnie dlatego, że jest elektrociepłownią.

- Postępowanie Komisji to pierwszy taki przypadek w Polsce – powiedział nam Bogusław Regulski, wiceprezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Wydaje się, że tylko województwo podkarpackie zdecydowało się na tak nieprzemyślany krok. Dyrektywa o efektywności energetycznej jest bowiem jasna, wynik badania Komisji Europejskiej łatwo więc przewidzieć.

Powiatowa transformacja

Ale przypadek ten pokazuje doskonale dylematy małych miejscowości, które znalazły się w bardzo trudnej sytuacji: 83 proc. polskich ciepłowni jest w świetle unijnej dyrektywy uznawane za nieefektywne.

Unijne przepisy wymuszają modernizację starych, budowanych jeszcze w PRL kotłów węglowych, a wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 pogarszają i tak niełatwą sytuację finansową. Skoro nie da się wykorzystać środków unijnych, to rząd powinien pomyśleć o jakimś krajowym wehikule inwestycyjnym. Lokalne ciepłownie mają olbrzymi potencjał. Jest ich bowiem ponad 400, gdyby każdą zamienić na elektrociepłownię, można by uzyskać co najmniej od 2 do 3 tys. MW mocy elektrycznej czyli tyle, ile planowana przez rząd elektrownia atomowa, w dodatku nieporównanie mniejszym kosztem. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchomił program „Ciepło powiatowe”. Budżet to 500 mln zł czyli kropla w morzu potrzeb, a ze względu na unijne przepisy NFOŚiGW może udzielać tylko pożyczek. Tymczasem część miast, do których należą ciepłownie, jest już zadłużona „pod korek” i nie powinna zwiększać deficytu.

Komisja Europejska może i dałaby się przekonać, że potrzebne jest łagodniejsze podejście do unijnych przepisów, gdyby tylko Polska przedstawiła jasną strategię odejścia od węgla w ciepłownictwie. Ciepłownie spaliły w 2018 r. 4,7 mln ton surowca, z czego ok. 1 mln ton pochodzi z Rosji.

Czytaj także Polityka energetyczna 2040 – pobożne życzenia w sprawie węgla i atomu

Niestety, w  zaproponowanych przez resort energii dwóch projektach strategicznych dokumentów – Polityki Energetycznej Państwa do 2040 r. oraz Krajowego Planu dla Energii i Klimatu nie ma prawie nic o transformacji ciepłownictwa. Ale władze coraz większej liczby miast bądź prywatni inwestorzy nie czekają, lecz sami przestawiają swoje jednostki na inne paliwa – gaz, biomasę lub odpady.  Problemem są tylko pieniądze.

Czytaj także: Nadspodziewanie szczery plan dla energii i klimatu

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE