Zielone certyfikaty tańsze o 90%

Zielone certyfikaty tańsze o 90%

Cena zielonych certyfikatów, a więc dotacji do odnawialnych źródeł energii, spadła do najniższego poziomu w historii. Stało się to niedługo po tym, jak Ministerstwo Energii przedstawiło w Sejmie swoje stanowisko inwestorom.

Na Towarowej Giełdzie Energii cena zielonych certyfikatów spadła do zaledwie 24,82 zł/MWh. To najmniej w dwunastoletniej historii tego systemu wsparcia odnawialnych źródeł energii (OZE) w Polsce i niespełna jedna dziesiąta tego, na co producenci ekologicznego prądu mogli liczyć w szczytowym 2011 roku. Wówczas świadectwa pochodzenia energii z OZE wyceniano na giełdzie powyżej 285 zł, a w kontraktach dwustronnych nawet po 310 zł.

Zgodnie z obowiązującymi od 2005 roku przepisami certyfikaty są przyznawane za każdą kilowatogodzinę „zielonej” energii, a obowiązek ich zakupu przez spółki energetyczne i przemysł reguluje rozporządzenie. Przepisy przewidują też de facto cenę maksymalną za certyfikaty ─ to mniej więcej poziom tzw. opłaty zastępczej (ok. 300 zł/MWh), której uiszczenie zwalnia od obowiązku zakupu (a ściślej rzecz biorąc umarzania) certyfikatów. Tak wykreowany rynek miał służyć dwóm celom ─ zachęcić do rozwoju OZE, pokrywając przynajmniej część nakładów inwestycyjnych i podtrzymywać produkcję „zielonej” energii tak, aby Polska osiągnęła swoje cele rozwoju OZE na 2020 rok.

Certyfikaty z nawiązką spełniły pierwszy cel ─ zachęciły do inwestycji w OZE. Z nawiązką, bowiem produkcja „zielonej” energii po kilku latach zaczęła znacznie przekraczać regulowany popyt. Co więcej, część inwestorów i spółek energetycznych zaczęła gromadzić certyfikaty zamiast na bieżąco je umarzać. W efekcie po dwunastu latach góra nieumorzonych certyfikatów wystarczyłaby już na formalne wypełnienie ustawowego obowiązku przez niemal dwa lata bez żadnej realnej produkcji energii z OZE.

Błędy kolejnych rządów i inwestorów

System nie został zaprojektowany idealnie. Obowiązek umarzania certyfikatów można było bez przeszkód zamienić na kosztowniejszą, ale prostszą opłatę zastępczą, zaś same certyfikaty przechowywać w nieskończoność. Opłata zastępcza, a wiec górna cena certyfikatów od początku została ustalona na bardzo wysokim poziomie i nigdy nie była weryfikowana. Ustalony przez ministra gospodarki obowiązek zakupu certyfikatów rósł przez kilka lat, aby przez następne trzy lata stanąć w tym samym miejscu, kompletnie bez uzasadnienia. Brakowało także udostępnianej na bieżąco szczegółowej sytuacji rynku, która pomogłaby w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych zwłaszcza drobnym przedsiębiorcom.

System do jednego worka wrzucił technologie, które żadnego wsparcia już nie potrzebowały (stare duże elektrownie wodne), potrzebowały jedynie wsparcia operacyjnego (współspalanie biomasy) i te, gdzie inwestorzy ponieśli znaczne nakłady inwestycyjne (spalanie biomasy i biogazu, czy wiatraki). O ile druga grupa inwestycji może reagować na zmiany zachodzące na tym sztucznym rynku, o tyle technologie z dużym koszem inwestycyjnym stają się zakładnikami decyzji rządu ─ będą produkować bez względu na ceny certyfikatów aż do bankructwa, bo nie mają innego wyjścia.

{related}Do sytuacji na koniec przyłożyli się także ci inwestorzy, którzy postanowili zaryzykować i przed ubiegłoroczną zmianą systemu wsparcia na tzw. aukcje OZE i wejściem w życie tzw. ustawy antywiatrakowej  dokończyli swoje inwestycje (głównie farmy wiatrowe). Najprawdopodobniej liczyli, że rząd jakoś zajmie się problemem nadpodaży certyfikatów i doprowadzi do wzrostu ich cen lub umożliwi im migrację do nowego systemu wsparcia.

Niewidzialna ręka rynku

Rząd nie ma jednak takiego zamiaru, zwłaszcza w stosunku do wiatraków, o czym poinformował dwa tygodnie temu w Sejmie dyrektor Departamentu OZE w Ministerstwie Energii. Andrzej Kaźmierski zapewnił jednak, że do nowego, stabilnego systemu wsparcia systematycznie przenoszone będą inne technologie, co mogłoby rozładować nadpodaż certyfikatów, o ile taka będzie wola polityczna. Bogdan Warchoł ze Stowarzyszenia Producentów Polska Biomasa chłodno przyjął jednak te deklaracje. ─ Mamy ten sam problem, co producenci energii z wiatru. Możemy nie doczekać końca roku. Tymczasem od dwóch lat robimy dokładnie to samo ─ rozmawiamy i końca tego nie widać, a branża dłużej nie przetrwa ─ przekonywał posłów i resort energii.

O ile ani rząd PO-PSL, ani PiS nie wykazywali się do tej pory wielkim zamiłowaniem do swobodnej gry rynkowej, czy to na rynku usług bankowych, ubezpieczeniowych, czy węglowym, o tyle ich przedstawiciele deklarują nadspodziewanie silną wiarę w działanie sił rynkowych w przypadku zielonych certyfikatów, gdzie popyt, cena maksymalna, a częściowo i podaż zależą od decyzji politycznych. Wiara w niewidzialną rękę rynku w tym przypadku jest tak silna, że sami swojej ręki nie chcą już przykładać.

Zobacz także...

Komentarze

16 odpowiedzi na “Zielone certyfikaty tańsze o 90%”

  1. Trzeba by wymyślić w końcu perpetum mobile i skończyć z tymi gierkami rynkowymi… perpetum mobile w założeniu ma samo się krecić i jeszcze wytwarzać do tego nadwyżkę prądu. W ten sposób zrobimy ogromne elektrownie w których będą się „bujać” perpetum mobile. Dobry pomysł czy nie?

    Bynajmniej Polsce już nigdy prądu nie braknie i będziemy mogli go jeszcze sprzedawać do innych krajów.

  2. Tylko psychiczny będzie rozwijał farmy wiatrowe w polsce, jeżeli każdy rząd nie daje mu gwarancji. Nikt już nie uwierzy w bajki polskiego rządu. Pozostaje tylko energetyka rozporszona – mała czytaj FOTOWOLTAIKA na dachu Kowalskiego 🙂

    • [quote name=”Wójt”]Tylko psychiczny będzie rozwijał farmy wiatrowe w polsce, jeżeli każdy rząd nie daje mu gwarancji. Nikt już nie uwierzy w bajki polskiego rządu. Pozostaje tylko energetyka rozporszona – mała czytaj FOTOWOLTAIKA na dachu Kowalskiego :)[/quote]
      W sprawach energetyki wiarygodność kolejnych polskich rządów jest zerowa. Skończy się to importem energii, bo nikt nie będzie w Polsce inwestował w energetykę.

  3. Perpetum mobile wymyślono już dawno a jest to pod różnymi nazwami „mafia węglowa” Garstka ludzi dobrze się bawi od wielu lat a „ciemny lud” dopłaca kolejne miliardy.

  4. Warto byłoby jeszcze uzupełnić, że od półtora roku duże elektrownie wodne już wsparcia nie dostają a współspalanie dostaje połowę (co w praktyce od początku 2016 wycięło je w znaczącym stopniu). I to jednak jest jakaś ingerencja w system, bez której nawis byłby jeszcze większy.

    Ale i tak się nie czepiam 🙂 bo nareszcie w tekście nt. ZC i ich cen pojawia się uwaga, że „pospolite ruszenie” i „dziki pęd” w stawianiu turbin też przyłożyło się do obecnej sytuacji. I tym samym wypada się z tezami zgodzić (wszystkimi).

  5. Jako Państwo członkowskie UE mamy jakieś deklaracje na 2020 r. dotyczące produkcji energii elektrycznej z OZE. Z tego co wiem -za rok 2015 i 2016 pewnie też jesteśmy pod kreską, mimo tego „pospolitego ruszenia” o którym pisze Redakcja. To tak się zastanawiam – w jakim miejscu bylibyśmy gdyby nie to pospolite ruszenie, no i skoro nasi rządowi super-strategowie wpisali taką a nie inną „ścieżkę”, to czego się spodziewali, jeżeli chodzi o przyrost mocy zainstalowanej?

    • [quote name=”Lechu”]Jako Państwo członkowskie UE mamy jakieś deklaracje na 2020 r. dotyczące produkcji energii elektrycznej z OZE. Z tego co wiem -za rok 2015 i 2016 pewnie też jesteśmy pod kreską, mimo tego „pospolitego ruszenia” o którym pisze Redakcja. To tak się zastanawiam – w jakim miejscu bylibyśmy gdyby nie to pospolite ruszenie, no i skoro nasi rządowi super-strategowie wpisali taką a nie inną „ścieżkę”, to czego się spodziewali, jeżeli chodzi o przyrost mocy zainstalowanej?[/quote]

      Za 2015 i 2016 (zleży jak liczyć) ale jesteśmy niedaleko od „kreski” , trochę ponad albo trochę poniżej ale generalnie blisko. Tylko proszę nie mylić dwóch spraw – owszem można obwiniać o wszystko tych „onych”, „super-strategów” czy jakkolwiek ich nazwać. Ale prawdą jest, że w 2014, 2015 czy 2016 wszystkie wady i zalety systemu były znane, znał je też każdy kto decydował się na inwestycję, wiedział tez o fakcie, że w branży jest ogromne wzmożenie inwestycyjne. Chyba nie jest Pana celem stwierdzić, że ktokolwiek realizuje inwestycje po to by „dobić do kreski” z produkcją oze ? nie, inwestor robi to po to by osiągnąć zamierzony efekt ekonomiczny. Moim zdaniem trochę polegało to na założeniu, że „przecież jakoś to będzie”, choć mogę się mylić. Wiem co się działo bo sam miałem oferty inwestycyjne baaaardzo mocno promowane w owym czasie ale wystarczyło spojrzeć na założenia żeby je zweryfikować.

      • [quote name=”Mattt”] Chyba nie jest Pana celem stwierdzić, że ktokolwiek realizuje inwestycje po to by „dobić do kreski” z produkcją oze ? nie, inwestor robi to po to by osiągnąć zamierzony efekt ekonomiczny. Moim zdaniem trochę polegało to na założeniu, że „przecież jakoś to będzie”, choć mogę się mylić. [/quote]
        Oczywiście myśl o „narodowym celu 2020” to z pewnością nie był dominujący imperatyw, mówiąc delikatnie. Zmierzam do tego, że te inwestycje wiatrowe które powstały w latach 2015-2016 i tak by powstały w przypadku braku zmian w ustawach, tyle że pewnie czas oddawania do użytku rozciągnął by się do końca 2018 r. A system i tak by się wywalił, tylko że później i nie na poziomie 24 zł/certyfikat, a może na poziomie 60 zł… I to nie była by „wina” inwestorów. Zmierzam do tego że trzeba odróżnić odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu (100% rząd i to bez dyskusji!) i odpowiedzialność za funkcjonowanie danych inwestycji w koślawym systemie (wiadomo – inwestorzy biorą to na osobistą przysłowiową „klatę”)…
        A rząd klasycznie próbuje chować głowę w piasek, tyle że pod cieniutką warstwa piaseczku frakcji „0-2” mamy żelbetową płytę…

        • [quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”] Chyba nie jest Pana celem stwierdzić, że ktokolwiek realizuje inwestycje po to by „dobić do kreski” z produkcją oze ? nie, inwestor robi to po to by osiągnąć zamierzony efekt ekonomiczny. Moim zdaniem trochę polegało to na założeniu, że „przecież jakoś to będzie”, choć mogę się mylić. [/quote]
          Oczywiście myśl o „narodowym celu 2020” to z pewnością nie był dominujący imperatyw, mówiąc delikatnie. Zmierzam do tego, że te inwestycje wiatrowe które powstały w latach 2015-2016 i tak by powstały w przypadku braku zmian w ustawach, tyle że pewnie czas oddawania do użytku rozciągnął by się do końca 2018 r. A system i tak by się wywalił, tylko że później i nie na poziomie 24 zł/certyfikat, a może na poziomie 60 zł… I to nie była by „wina” inwestorów. Zmierzam do tego że trzeba odróżnić odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu (100% rząd i to bez dyskusji!) i odpowiedzialność za funkcjonowanie danych inwestycji w koślawym systemie (wiadomo – inwestorzy biorą to na osobistą przysłowiową „klatę”)…
          A rząd klasycznie próbuje chować głowę w piasek, tyle że pod cieniutką warstwa piaseczku frakcji „0-2” mamy żelbetową płytę…[/quote]
          Dodam od siebie, że nowa instalacja OZE ma stopę zwrotu ok 12 lat.

          • [quote name=”Duster”][quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”] Chyba nie jest Pana celem stwierdzić, że ktokolwiek realizuje inwestycje po to by „dobić do kreski” z produkcją oze ? nie, inwestor robi to po to by osiągnąć zamierzony efekt ekonomiczny. Moim zdaniem trochę polegało to na założeniu, że „przecież jakoś to będzie”, choć mogę się mylić. [/quote]
            Oczywiście myśl o „narodowym celu 2020” to z pewnością nie był dominujący imperatyw, mówiąc delikatnie. Zmierzam do tego, że te inwestycje wiatrowe które powstały w latach 2015-2016 i tak by powstały w przypadku braku zmian w ustawach, tyle że pewnie czas oddawania do użytku rozciągnął by się do końca 2018 r. A system i tak by się wywalił, tylko że później i nie na poziomie 24 zł/certyfikat, a może na poziomie 60 zł… I to nie była by „wina” inwestorów. Zmierzam do tego że trzeba odróżnić odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu (100% rząd i to bez dyskusji!) i odpowiedzialność za funkcjonowanie danych inwestycji w koślawym systemie (wiadomo – inwestorzy biorą to na osobistą przysłowiową „klatę”)…
            A rząd klasycznie próbuje chować głowę w piasek, tyle że pod cieniutką warstwa piaseczku frakcji „0-2” mamy żelbetową płytę…[/quote]
            Dodam od siebie, że nowa instalacja OZE ma stopę zwrotu ok 12 lat.[/quote]

            to akurat nie stopa a okres zwrotu

          • [quote name=”Matttt”][quote name=”Duster”][quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”] Chyba nie jest Pana celem stwierdzić, że ktokolwiek realizuje inwestycje po to by „dobić do kreski” z produkcją oze ? nie, inwestor robi to po to by osiągnąć zamierzony efekt ekonomiczny. Moim zdaniem trochę polegało to na założeniu, że „przecież jakoś to będzie”, choć mogę się mylić. [/quote]
            Oczywiście myśl o „narodowym celu 2020” to z pewnością nie był dominujący imperatyw, mówiąc delikatnie. Zmierzam do tego, że te inwestycje wiatrowe które powstały w latach 2015-2016 i tak by powstały w przypadku braku zmian w ustawach, tyle że pewnie czas oddawania do użytku rozciągnął by się do końca 2018 r. A system i tak by się wywalił, tylko że później i nie na poziomie 24 zł/certyfikat, a może na poziomie 60 zł… I to nie była by „wina” inwestorów. Zmierzam do tego że trzeba odróżnić odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu (100% rząd i to bez dyskusji!) i odpowiedzialność za funkcjonowanie danych inwestycji w koślawym systemie (wiadomo – inwestorzy biorą to na osobistą przysłowiową „klatę”)…
            A rząd klasycznie próbuje chować głowę w piasek, tyle że pod cieniutką warstwa piaseczku frakcji „0-2” mamy żelbetową płytę…[/quote]
            Dodam od siebie, że nowa instalacja OZE ma stopę zwrotu ok 12 lat.[/quote]

            to akurat nie stopa a okres zwrotu[/quote]
            przynajmniej tej oczywistości pan nie kwestionuje

          • [quote name=”Duster_”][quote name=”Matttt”][quote name=”Duster”][quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”] Chyba nie jest Pana celem stwierdzić, że ktokolwiek realizuje inwestycje po to by „dobić do kreski” z produkcją oze ? nie, inwestor robi to po to by osiągnąć zamierzony efekt ekonomiczny. Moim zdaniem trochę polegało to na założeniu, że „przecież jakoś to będzie”, choć mogę się mylić. [/quote]
            Oczywiście myśl o „narodowym celu 2020” to z pewnością nie był dominujący imperatyw, mówiąc delikatnie. Zmierzam do tego, że te inwestycje wiatrowe które powstały w latach 2015-2016 i tak by powstały w przypadku braku zmian w ustawach, tyle że pewnie czas oddawania do użytku rozciągnął by się do końca 2018 r. A system i tak by się wywalił, tylko że później i nie na poziomie 24 zł/certyfikat, a może na poziomie 60 zł… I to nie była by „wina” inwestorów. Zmierzam do tego że trzeba odróżnić odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu (100% rząd i to bez dyskusji!) i odpowiedzialność za funkcjonowanie danych inwestycji w koślawym systemie (wiadomo – inwestorzy biorą to na osobistą przysłowiową „klatę”)…
            A rząd klasycznie próbuje chować głowę w piasek, tyle że pod cieniutką warstwa piaseczku frakcji „0-2” mamy żelbetową płytę…[/quote]
            Dodam od siebie, że nowa instalacja OZE ma stopę zwrotu ok 12 lat.[/quote]

            to akurat nie stopa a okres zwrotu[/quote]
            przynajmniej tej oczywistości pan nie kwestionuje[/quote]

            no własnie zakwestionowałem Pana terminologię 😉

        • [quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”] Chyba nie jest Pana celem stwierdzić, że ktokolwiek realizuje inwestycje po to by „dobić do kreski” z produkcją oze ? nie, inwestor robi to po to by osiągnąć zamierzony efekt ekonomiczny. Moim zdaniem trochę polegało to na założeniu, że „przecież jakoś to będzie”, choć mogę się mylić. [/quote]
          Oczywiście myśl o „narodowym celu 2020” to z pewnością nie był dominujący imperatyw, mówiąc delikatnie. Zmierzam do tego, że te inwestycje wiatrowe które powstały w latach 2015-2016 i tak by powstały w przypadku braku zmian w ustawach, tyle że pewnie czas oddawania do użytku rozciągnął by się do końca 2018 r. A system i tak by się wywalił, tylko że później i nie na poziomie 24 zł/certyfikat, a może na poziomie 60 zł… I to nie była by „wina” inwestorów. Zmierzam do tego że trzeba odróżnić odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu (100% rząd i to bez dyskusji!) i odpowiedzialność za funkcjonowanie danych inwestycji w koślawym systemie (wiadomo – inwestorzy biorą to na osobistą przysłowiową „klatę”)…
          A rząd klasycznie próbuje chować głowę w piasek, tyle że pod cieniutką warstwa piaseczku frakcji „0-2” mamy żelbetową płytę…[/quote]

          To trochę bije Pan do własnej brami. Moim zdaniem skoro zakłada Pan, że w przypadku braku zmian zasad wsparcia instalacje które powstały w latach 2015-16 i tak by powstały, tyle że później i w procesie bardziej rozciągniętym w czasie to tym samym zakłada Pan, że widząc co się dzieje na rynku kolejni inwestorzy zachowywaliby się nieracjonalnie. Moim zdaniem to błędne założenie. Pewnie mielibyśmy wychamowanie nakładów, cenę ZC na poziomie jakieś 100 PLN (+-25%) i dużą część tego co powstało w latach 2015-16 już w systemie aukcji.

          • [quote name=”Matttt”][quote name=”Lechu”][quote name=”Mattt”] Chyba nie jest Pana celem stwierdzić, że ktokolwiek realizuje inwestycje po to by „dobić do kreski” z produkcją oze ? nie, inwestor robi to po to by osiągnąć zamierzony efekt ekonomiczny. Moim zdaniem trochę polegało to na założeniu, że „przecież jakoś to będzie”, choć mogę się mylić. [/quote]
            Oczywiście myśl o „narodowym celu 2020” to z pewnością nie był dominujący imperatyw, mówiąc delikatnie. Zmierzam do tego, że te inwestycje wiatrowe które powstały w latach 2015-2016 i tak by powstały w przypadku braku zmian w ustawach, tyle że pewnie czas oddawania do użytku rozciągnął by się do końca 2018 r. A system i tak by się wywalił, tylko że później i nie na poziomie 24 zł/certyfikat, a może na poziomie 60 zł… I to nie była by „wina” inwestorów. Zmierzam do tego że trzeba odróżnić odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu (100% rząd i to bez dyskusji!) i odpowiedzialność za funkcjonowanie danych inwestycji w koślawym systemie (wiadomo – inwestorzy biorą to na osobistą przysłowiową „klatę”)…
            A rząd klasycznie próbuje chować głowę w piasek, tyle że pod cieniutką warstwa piaseczku frakcji „0-2” mamy żelbetową płytę…[/quote]

            To trochę bije Pan do własnej brami. Moim zdaniem skoro zakłada Pan, że w przypadku braku zmian zasad wsparcia instalacje które powstały w latach 2015-16 i tak by powstały, tyle że później i w procesie bardziej rozciągniętym w czasie to tym samym zakłada Pan, że widząc co się dzieje na rynku kolejni inwestorzy zachowywaliby się nieracjonalnie. Moim zdaniem to błędne założenie. Pewnie mielibyśmy wychamowanie nakładów, cenę ZC na poziomie jakieś 100 PLN (+-25%) i dużą część tego co powstało w latach 2015-16 już w systemie aukcji.[/quote]
            *wyhamowanie

          • [quote name=”Matttt”]
            Moim zdaniem skoro zakłada Pan, że w przypadku braku zmian zasad wsparcia instalacje które powstały w latach 2015-16 i tak by powstały, tyle że później i w procesie bardziej rozciągniętym w czasie to tym samym zakłada Pan, że widząc co się dzieje na rynku kolejni inwestorzy zachowywaliby się nieracjonalnie. Moim zdaniem to błędne założenie. Pewnie mielibyśmy wychamowanie nakładów, cenę ZC na poziomie jakieś 100 PLN (+-25%) i dużą część tego co powstało w latach 2015-16 już w systemie aukcji.[/quote]
            Chyba jednak nie do końca. Jeszcze na początku 2016 r. obowiązek zakupu PMOZE_A miał wynieść 20% od 1 stycznia 2017 począwszy. Certyfikaty wtedy kosztowały ok 120 zł, więc można było założyć że ta cena jest w okolicy minimum. Druga sprawa – większość inwestorów zakładała (zgodnie z informacjami rządu) że będzie możliwość aukcji pomostowych, czyli przejścia z systemu certyfikatów na aukcje,a głównym motorem „pospolitego ruszenia” byłą tak naprawdę ustawa antywiatrakowa, a dopiero w drugiej kolejności ustawa OZE. Informacja o koszykach aukcyjnych i fakt że dla wiatru aukcji żadnych nie będzie to końcówka roku 2016. A jak wiemy budowa elektrowni to nie jest kupno jakiegoś AGD na raty, gdzie od pomysłu do realizacji mija co najwyżej kilka tygodni. Inwestycje ukończone w czerwcu 2016 ruszyły co najmniej ok roku wcześniej, czyli w połowie 2015 r.

          • [quote name=”Lechu”][quote name=”Matttt”]
            Moim zdaniem skoro zakłada Pan, że w przypadku braku zmian zasad wsparcia instalacje które powstały w latach 2015-16 i tak by powstały, tyle że później i w procesie bardziej rozciągniętym w czasie to tym samym zakłada Pan, że widząc co się dzieje na rynku kolejni inwestorzy zachowywaliby się nieracjonalnie. Moim zdaniem to błędne założenie. Pewnie mielibyśmy wychamowanie nakładów, cenę ZC na poziomie jakieś 100 PLN (+-25%) i dużą część tego co powstało w latach 2015-16 już w systemie aukcji.[/quote]
            Chyba jednak nie do końca. Jeszcze na początku 2016 r. obowiązek zakupu PMOZE_A miał wynieść 20% od 1 stycznia 2017 począwszy. Certyfikaty wtedy kosztowały ok 120 zł, więc można było założyć że ta cena jest w okolicy minimum. Druga sprawa – większość inwestorów zakładała (zgodnie z informacjami rządu) że będzie możliwość aukcji pomostowych, czyli przejścia z systemu certyfikatów na aukcje,a głównym motorem „pospolitego ruszenia” byłą tak naprawdę ustawa antywiatrakowa, a dopiero w drugiej kolejności ustawa OZE. Informacja o koszykach aukcyjnych i fakt że dla wiatru aukcji żadnych nie będzie to końcówka roku 2016. A jak wiemy budowa elektrowni to nie jest kupno jakiegoś AGD na raty, gdzie od pomysłu do realizacji mija co najwyżej kilka tygodni. Inwestycje ukończone w czerwcu 2016 ruszyły co najmniej ok roku wcześniej, czyli w połowie 2015 r.[/quote]

            ok zatem pozostaniemy przy swoich zdaniach.
            Dla mnie drugorzędne znaczenie ma co było katalizatorem tego dzikiego pędu – liczy się efekt tej krótkowzroczności. Ale jeśli Pan koniecznie chce to mogę Panu poszukać maili w archiwum z zachętami i ponagleniami by inwestować póki czas, zdążyć jeszcze załapać się na system certfikatów bo aukcje to wielka niewiadoma (zatem nie wiem jak można twierdzić, że „zgodnie z informacjami rządu” miały być aukcje migracyjne – a przepraszam na jakich warunkach ???) Prawda jest taka, że wszyscy zakładali, że brak wsparcia dla hydro i odstawienie współspalania plus aukcje załatwią sprawę nadpodaży i nikt nie zawracał sobie głowy tematem, że wzrost podaży ze strony wiatru uniemożliwi taki schemat. No może nieliczni…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE

Zamów Obserwator Legislacji Energetycznej

W przypadku problemów z serwisem transakcyjnym prosimy o kontakt mailowy: [email protected]