Znamy już plany energetyczne wszystkich państw UE

Znamy już plany energetyczne wszystkich państw UE

Czesi stawiają na atom, Słowacy na kogenerację, Rumuni na OZE, ale nie rezygnują z węgla. Państwa członkowskie UE wyspowiadały się Brukseli ze swych energetycznych planów.

W piątek 28 lutego Komisja Europejska opublikowała wszystkie krajowe plany na rzecz energii i klimatu. Zgodnie z unijną dyrektywą, wszystkie rządy musiały je przesłać do Brukseli do końca 2018 r. Komisja dzięki znajomości zamierzeń rządów ma lepiej koordynować osiąganie założonych przez UE celów. Może też wzywać mniej „ambitne” kraje do poprawy swoich planów. Polska swój plan złożyła w terminie, przy czym na plus naszemu Ministerstwu Energii trzeba zapisać, że od razu przełożono go na angielski i na stronach KE jest w dwóch wersjach językowych. Francuzi, Czesi, Bułgarzy i kilka innych krajów nie podjęły się tego wyzwania.

Polski plan opisaliśmy już wcześniej: Nadspodziewanie szczery plan dla energii i klimatu

Pora przyjrzeć się co planują kluczowe państwa UE, a także kraje naszego regionu.

Najbardziej wyczekiwany był niemiecki plan, głównie ze względu na toczącą się u naszych zachodnich sąsiadów dyskusję na temat daty odejścia od węgla. Plan pisano jeszcze przed decyzją podjętą w tej sprawie przez specjalną powołaną przez rząd komisję, wymaga znacznych uzupełnień, brakuje m.in. szczegółowych danych na temat ciepła. Niemcy obiecują Brukseli, że doślą je w późniejszym terminie. Już po przesłaniu planu do Komisji rządowa komisja zaproponowała, że Niemcy odejdą od węgla najpóźniej w 2038 r. lub wcześniej, o ile będzie to możliwe.

Niemiecki plan zakłada duży wzrost odnawialnych źródeł energii w wytwarzaniu prądu- do 2030 r. ma to być od 52 do 65 proc. Najszybciej rosnącym sektorem ma być energetyka wiatrowa na morzu – z 5 GW zainstalowanych obecnie powinno powstać od 17 do 20 GW w 2030 r. To także efekt spadku kosztów budowy tej technologii o 20 proc. Wzrośnie moc wiatraków na lądzie – z 50 do 74-85 GW. Fotowoltaika zaś podwoi swoją moc – z 42 GW do 74 lub nawet 104 GW.

Czytaj także: Ważą się losy unijnej polityki klimatycznej

Niemcy zakładają też znaczny wzrost zdolności importowych i eksportowych na granicy z Polską. Tutaj ich prognozy mocno rozjeżdżają się zresztą z polskimi. O ile dziś zdolności handlowe eksportu prądu z Niemiec wynoszą zero MW (głównie ze względu na niekontrolowane przepływy kołowe) to już w 2025 mają się zwiększyć do 1 GW. Pięć lat później wzrosną do 2 GW, a w 2040 sięgną nawet 5 GW. Strona polska zakłada znacznie wolniejszy postęp, być może wynika to ze sceptycyzmu w kwestii wyeliminowania przez Niemców przepływów kołowych.

Francuzi podtrzymują deklaracje

Francuski Plan na rzecz Energii i Klimatu nie jest niczym nowym, zawiera po prostu postanowień innych obowiązujących dokumentów strategicznych.

Najciekawsze punkty to m.in. zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2040 r. i plan 1000 euro dopłaty za złomowanie auta sprzed 1997 r. Za to w kwestii spadku zależności od produkcji elektrowni atomowych Francuzi zdają się grać na czas. Plan zakłada odsunięcie co najmniej do 2035 r. spadku udziału atomu do 50 proc. Przy czym francuski operator w swoich dwóch wiążących scenariuszach przewiduje 54 lub 46 proc. atomu.

W planie na razie utrzymano prognozę wzrostu CCE - francuskiej wersji podatku węglowego, czyli składnika opodatkowania nośników energii  proporcjonalnego do emisyjności danego nośnika. W 2018 r. wynosił on 44,6 euro za tonę CO2, w 2022 ma sięgnąć 86,2 euro. Ale nie wiadomo czy sięgnie, bo kolejny, planowany zresztą wzrost wywołał ruchawkę „żółtych kamizelek” i podwyżkę do 55 euro w 2019 r. zamrożono. Oficjalnie w oczekiwaniu na konkluzje narodowej debaty. Francuzi ostrożnie nie przypominają w planie, że w 2030 r. założyli CCE na poziomie okrągłych 100 euro.

Mimo to Francja podtrzymuje swoje wcześniejsze deklaracje: utrzymanie założonej ścieżki redukcji emisji i neutralność emisyjna w 2050 r. Inne cele pozostające w mocy to 23 proc. OZE w końcowym zużyciu energii w 2020 r. i 32 proc. w 2030 r. oraz 37 proc. redukcja emisji poza ETS do 2030 r.

Aby to osiągnąć, w 2030 r. z OZE ma pochodzić 40 proc. prądu, 38 proc. ciepła, 15 proc. paliw i 10 proc. gazu (biogaz).

Jeszcze wcześniej, do 2028 r. (to horyzont 10-letniej krajowej strategii energetycznej) moc zainstalowana OZE ma się zawierać między 102 a 113 GW, dwa razy więcej niż w 2017 r. Zdecydowanie wzrosnąć mają wskaźniki udziału „zielonego ciepła” (o 40-60 proc.), zużycie biogazu ma wzrosnąć 30-50 krotnie.

Czytaj także: Polityka energetyczna 2040 – pobożne życzenia w sprawie węgla i atomu

Już w 2023 r. w kraju ma być od 65 tys. do 100 tys. instalacji PV typu prosumenckiego, a moc francuskiego PV ma sięgnąć 20 GW, by w 2028 r osiągnąć 40 GW.

Francuzi prognozują, że koszt 1 kWh baterii litowo-jonowej spadnie w 2020 r. do 200 euro, w 2025 r. do 150, a w 2030 r. - do 100 i będzie to kres spadku ceny.

A co u naszych sąsiadów?

Najbardziej konkretną i chyba najlepiej przemyślaną strategię przedstawiła Słowacja, choć Bratysława już teraz chwali się, że jej energetyka jest jedną z najmniej emisyjnych w całej w UE, ze względu na duży udział atomu i gazu.  Przy czym nasi południowi sąsiedzi nie ukrywają, że aż do 2040 r. nie uda im się obniżyć emisji CO2. Emisje utrzymają się na obecnym poziomie pomimo decyzji o stopniowej eliminacji węgla z miksu energetycznego.

Już w 2023 r. elektrociepłownie węglowe przestaną otrzymywać wsparcie, co spowoduje, że przestaną być opłacalne. Zastąpią je jednostki na biomasę, biometan oraz geotermalne. Słowacja nie planuje też jakiejś wielkiej ekspansji odnawialnych źródeł energii. Udział OZE będzie rósł zgodnie z założoną ścieżką z 14 do 18 proc. w 2030 r., ale to nie energetyka ma wziąć na siebie główny ciężar inwestycji. - Bardziej ambitne cele, wykraczające poza zastąpienie węgla, będą kosztowne dla kraju -  pisze rząd w Bratysławie. – Ponadto zmniejszą możliwości redukcji CO2 w innych sektorach zarówno w sensie technologicznym, jak i ekonomicznym.

Dalej słowacki rząd proponuje, żeby odnawialne źródła rozwijać w większym stopniu w krajach bardziej zależnych od paliw kopalnych, bo tam będzie to efektywniejsze. Czyżby była to aluzja do Polski?

Słowacja bardzo mocno stawia za to na rozwój kogeneracji. Do planu załączono tabelkę w wybranymi miastami i możliwym zwiększeniem potencjału tamtejszych elektrociepłowni. Słowacy zakładają, że w ciągu najbliższych pięciu lat mogą zwiększyć moc elektryczną swoich jednostek z 2600 MW do ponad 3000 MW, a produkcję prądu w nich z 3,9 TWh do 5,7 TWh.

Czytaj także: Kolejne rządy skreślają węgiel. Co proponują w zamian?

Niestety takiego planu rozwoju elektrociepłowni zabrakło w polskim planie, choć wcześniej ministerialni urzędnicy szacowali, że mogliby dodać do krajowego systemu od 2 do 3 tys. MW mocy, czyli tyle co planowana elektrownia atomowa, w dodatku wielokrotnie mniejszym kosztem.

Czeski plan

Dużo mniej konkretni są Czesi. Oni również zakładają znacznie zmniejszenie udziału węgla w produkcji prądu  z 50 proc. w 2016 r. do 11-21 proc. w 2040 r. Ale węgiel ma być zastąpiony przez energetykę jądrową, której odsetek ma urosnąć z 29 proc. do 46, a nawet w bardzo optymistycznym wariancie do 58 proc. Czeski rząd przyznaje jednak, że wciąż nie ma pomysłu jak sfinansować ten plan. Tamtejszy energetyczny czempion, CEZ, nie chce budować nowych bloków atomowych. Zamiast tego angażuje się mocno w nowe technologie – OZE i magazynowanie energii.

Stawka na atom przy jednoczesnym braku wizji w jaki sposób go zbudować, upodabniają czeski plan do polskiego. Czesi chcą za to nadal rozwijać wiatraki na lądzie – produkcja ma wzrosnąć z 0,5 TWh obecnie do 1,4 TWh w 2030 r.

W Rumunii OZE czeka boom

Z krajów „nowej Unii” ciekawa jest jeszcze Rumunia, głównie ze względu na obecność silnego i nierentownego górnictwa węgla kamiennego. W dodatku tamtejsze kopalnie mają już wydane prze KE decyzje o konieczności zwrotu pomocy publicznej.

Rumuni nie zamierzają jednak zamykać swoich elektrowni węglowych, chociaż w odpowiedniej tabelce wstydliwie ukrywają brzydkie słowo na „w” pod hasłem „paliwa stałe”. Do 2030 r. moc zainstalowanych elektrowni węglowych ma spaść tylko o 500 MW, z 3700 do 3200 MW.

Czytaj także: Kto i gdzie zainwestuje w nowe elektrownie dzięki rynkowi mocy

Za to źródła odnawialne czeka w Rumunii prawdziwy boom, przynajmniej sądząc po rządowych planach. Moc wiatraków ma wzrosnąć z 3000 do 4300 MW, co zresztą tamtejsze lobby wiatrakowe uważa za mało ambitne. Moc PV przyrasta na papierze ponad dwukrotnie – z niecałych 1500 MW do ponad 3000 MW. W rezultacie rząd w Bukareszcie planuje na 2030 r. imponujący 40-procentowy udział OZE w produkcji prądu i 25 proc. w ogólnym miksie energetycznym.

Co ciekawe, Rumuni zdążyli już przeprowadzić konsultacje społeczne całego planu i nawet zamieścili w dokumencie otrzymane uwagi. W Polsce konsultacje miały potrwać do 18  lutego, ale resort energii nie śpieszy się z publikacją uwag.

Teraz Bruksela będzie musiała ze wszystkich tych dokumentów, często sprzecznych ze sobą i napisanych wg innej metodologii, wyciągnąć jakiejś spójne wnioski.

Czytaj także: Czym jest polityka klimatyczna

 

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE