Spis treści
Źródło wsparcia sączy się powoli
Chodzi o finansowany z Funduszu Modernizacyjnego program „OZE – źródło ciepła dla ciepłownictwa”, w którym nabór wniosków trwał od kwietnia do grudnia 2023 roku. Budżet programu ustalono na 2 mld zł, w tym 1,43 mld zł na dotacje, a pozostałe 0,57 mld zł na pożyczki.
To pierwszy tej skali program wsparcia, który ma pomóc w budowie lub przebudowie źródeł ciepła na zasilane energią ze źródeł odnawialnych – innych niż wykorzystanie biomasy.
Wsparcie mogą otrzymać inwestycje o mocy zainstalowanej co najmniej 2 MWt, które będą oparte o pompy ciepła, kolektory słoneczne lub geotermię. Ponadto elementem instalacji może być przyłącze do sieci ciepłowniczej czy magazyn ciepła.
Odzew na ogłoszony przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej nabór okazał się całkiem spory – złożono wnioski dotyczące 36 inwestycji. Łączna wartość wnioskowanego wsparcia wynosi prawie 2,3 mld zł, z czego ok. 1,5 mld zł przypada na dotacje, a 0,8 mld zł na pożyczki. Zainteresowanie okazało się więc większe od dostępnego budżetu.
Dokładną listę przedsięwzięć ubiegających się o wsparcie publikowaliśmy w styczniu 2025 roku w artykule pt. Dwa miliardy to za mało. Długa kolejka chętnych po wsparcie na ciepłownicze OZE.
Czas biegnie, a umów niewiele
Choć od zamknięcia naboru wniosków minęło już ponad 15 miesięcy, to dotychczas zawarto umowy dotyczące tylko trzech inwestycji.
Wśród nich znajdują się projekt PEC Gliwice (69,1 mln zł dotacji oraz 47,5 mln zł pożyczki) na budowę pomp ciepła, instalacji solarnej oraz magazynu ciepła, a także na inwestycje w pompy ciepła w Kościerzynie (MPI Kos-Eko, łącznie 11 mln zł) oraz Mysłowicach (Dalkia Polska Energia, 3,2 mln zł).
Łącznie rozdysponowano dotąd około 131 mln zł, czyli niespełna 6% dostępnego budżetu. Biuro prasowe NFOŚiGW, pytane o sprawę przez portal WysokieNapiecie.pl przekazało, że „wszystkie wnioski są w trakcie oceny ekologiczno-technicznej, finansowej oraz z zakresu pomocy publicznej”. Dodało przy tym, że ewentualne zwiększenie budżetu programu będzie analizowane po zakończeniu merytorycznej oceny złożonych wniosków.
Powolne tempo rozpatrywania wniosków niepokoi firmy ciepłownicze. Co prawda program przewiduje, że umowy o dofinansowanie mogą być zawierane do końca 2027 roku, a środki wydawane do końca 2030 roku, to jednak ciepłownicy nie mają aż tak dużo czasu.
Przede wszystkim chodzi o mniejsze przedsiębiorstwa, w tym komunalne, którym trudno podjąć jakąkolwiek inwestycję związaną z transformacją energetyczną bez publicznego wsparcia. Tymczasem firmy w nadchodzących latach będę musiały spełnić wymogi dotyczące kryteriów efektywnego systemu ciepłowniczego, które m.in. warunkują dalszy dostęp do pomocy publicznej na inwestycje.

Tak więc już od 2028 roku 5% ciepła produkowanego przez przedsiębiorstwa ciepłownicze powinno pochodzić z OZE. Według ostatnich statystyk prowadzonych przez Urząd Regulacji Energetyki, udział OZE w koncesjonowanym ciepłownictwie (systemy powyżej 5 MW) rośnie, ale dosyć powoli.
Według ostatnich danych URE, w 2024 roku udział OZE w ogólnej produkcji ciepła sieciowego w Polsce wynosił 14,7 procent i wzrósł względem 2023 roku tylko o 0,3 punktu procentowego. Oczywiście w tej statystyce dominujący udział ma biomasa, a niewielki udział stanowi geotermia i inne technologie „bez ognia”.
Projekty pod presją kosztów i regulacji
Mariusz Twardawa, ekspert ds. ciepłownictwa w Instytucie Energetyki Odnawialnej (IEO), który jest zaangażowany w projekty oczekujące na rozpatrzenie przez NFOŚiGW, w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl zwrócił uwagę, że terminy na złożenie wniosków w naborach zazwyczaj są bardzo napięte.
– Wymaga to dużego wysiłku i zaangażowania ze strony spółek ciepłowniczych. Dlatego tym bardziej frustrujące jest to, że rozpatrywanie wniosków trwa długimi miesiącami. W ten sposób planowane projekty tracą na kilku płaszczyznach – mówi Twardawa.
Po pierwsze – jak wskazuje – chodzi o otoczenie prawne, które w ciągu kilkunastu miesięcy może się bardzo zmienić, co ma wpływ na wcześniejsze założenia projektu.
Po drugie dochodzą kwestie finansowe, bo koszty inwestycji są zależne od bieżącej sytuacji gospodarczej, czy też geopolitycznej, co widać na przykładzie trwającej wojny na Bliskim Wschodzie. Z kolei rosnąca inflacja zazwyczaj oznacza także wzrost stóp procentowych, co przekłada się na koszt pieniądza.
– To sprawia, że w praktyce taki projekt powinien zostać poddany rewizji, aby dostosować go do możliwości finansowych inwestora lub ocenić, czy w ogóle jest realny pod względem możliwości finansowych spółki ciepłowniczej, a szerzej samorządu i odbiorców ciepła – podkreśla ekspert.
Pompy ciepła nie czekają na półce w sklepie
– Po trzecie – jak dodaje Twardawa – inwestycje praktycznie stają się niemożliwe do zrealizowania z uwagi na terminy, które są przewidziane w programach. Jego zdaniem przykładem jest współfinansowany z KPO nabór do programu „Ciepłownictwo Powiatowe”.
W tym przypadku na złożenie wniosków były dwa miesiące, a ostateczny termin mijał 31 grudnia 2025 roku. Tu oprócz inwestycji w źródła wykorzystujące do produkcji ciepła OZE dopuszczono też kogenerację gazową i biomasę. Budżet ustalono na 940 mln zł, w tym 640 mln zł na dotacje finansowane z KPO oraz 300 mln zł na pożyczki z budżetu NFOŚiGW.
Umowy z beneficjentami powinny do zostać zawarte najpóźniej do końca sierpnia 2026 roku, a inwestycje wykonane do końca 2027 roku.

Odnosząc się do tych terminów Mariusz Twardawa zwrócił uwagę, że przy takich ramach czasowych trzeba byłoby zakładać, że pompa ciepła czeka na klienta „na półce w sklepie” – biorąc pod uwagę, ile czasu zajmuje przeprowadzenie i rozstrzygnięcie przetargu.
– Oczywiście tak nie jest, bo dostawcy technologii produkują pompy ciepła pod indywidualne zamówienia. Przede wszystkim trzeba się tu opierać na firmach ze Skandynawii. Załóżmy, że w podobnym czasie 20-30 firm ciepłowniczych będzie chciało złożyć zamówienia – to już może stanowić problem, aby wszystkie zlecenia zostały zrealizowane w czasie trwania programu – zaznaczył ekspert IEO.
Dodał, że również w przypadku generalnych wykonawców trzeba w tej sytuacji brać pod uwagę kumulację inwestycji. Firm mających kompetencje, aby zrealizować takie inwestycje jest znacznie mniej niż w przypadku standardowych inwestycji budowlanych.
Ponadto duża liczba przetargów ogłoszonych w podobnym czasie nie będzie generalnych wykonawców mobilizowała do większej rywalizacji cenowej o kontrakty, co będzie miało wpływ na koszt inwestycji.
– Sumując można zatem stwierdzić, że firmy ciepłownicze, które miesiącami oczekują na ocenę wniosków przez NFOŚiGW, tkwią w pewnym zawieszeniu. Z jednej strony nie wiedzą bowiem, czy projekt otrzyma dofinansowanie i będzie miał szanse na realizację, a z drugiej wstrzymuje je to przed podejmowaniem innych działań inwestycyjnych – podsumował Mariusz Twardawa.
![Struktura paliw wg energii chemicznej w nich zawartej zużywanych do produkcji ciepła w 2002 r i w 2024 r oraz do produkcji ciepła w kogeneracji w 2024 r [%] Fot URE](https://wysokienapiecie.pl/wp-content/uploads/2025/11/Struktura-paliw-wg-energii-chemicznej-w-nich-zawartej-zuzywanych-do-produkcji-ciepla-w-2002-r.-i-w-2024-r.-oraz-do-produkcji-ciepla-w-kogeneracji-w-2024-r.-.-Fot.-URE-1024x571.x18459.jpg)
W tej sytuacji nie dziwi zatem, że odzew na ogłoszony nabór okazał się dosyć skromny. Z informacji, które otrzymaliśmy z NFOŚiGW wynika, że wpłynęły wnioski na 230 mln zł, które dotyczącą dotacji na pompy ciepła, kogenerację gazową i biomasę, co oznaczą popyt na niespełna 25% dostępnego budżetu.
– Połowa złożonych wniosków uzyskała pozytywną ocenę ekologiczno-techniczną i została przekazana do oceny finansowej i pomocy publicznej. Pozostałe wnioski wymagają uzupełniania i skorygowania. Systematycznie wpływają do NFOŚiGW skorygowane wnioski do oceny ostatecznej – informuje Fundusz.
Do wydawania miliardów złotych są potrzebne sprawne instytucje
Co prawda do rozpatrzenia dotychczasowych wniosków i zawarcia umów z beneficjentami wciąż jest daleko, to NFOŚiGW zapowiedział w ubiegłym roku kolejny nabór do programu „OZE – źródło ciepła dla ciepłownictwa”. Według założeń miał on ruszyć 10 stycznia 2026 roku, ale wciąż do tego nie doszło.
– Uruchomienie naboru będzie uzależnione od uzyskania pozytywnej oceny EBI. NFOŚiGW planuje w trzecim kwartale tego roku wystąpić o dodatkowe środki pochodzące z Funduszu Modernizacyjnego. Warunki naboru będą uzgadniane z EBI – przekazał nam NFOŚiGW.
![Struktura produkcji ciepła według zużywanych paliw w 2024 r – województwa [%] Fot URE](https://wysokienapiecie.pl/wp-content/uploads/2025/11/Struktura-produkcji-ciepla-wedlug-zuzywanych-paliw-w-2024-r.-wojewodztwa-.-Fot.-URE.x18459.jpg)
Dostęp do finansowania to jedno, a możliwości Funduszu związane z wdrażaniem tych środków to drugie. Ilość programów wsparcia, za których prowadzenie odpowiada NFOŚiGW, systematycznie rośnie. Dlatego już od kilku lat mówi się o tym, że jego możliwości kadrowe nie są wystarczające, aby szybko rozpatrywać tysiące wniosków spływających w różnego rodzaju naborach.
W efekcie w wielu przypadkach czas oczekiwania na decyzje jest liczony nie w dniach czy tygodniach, a miesiącach i latach. Tak, jak w przypadku opisywanych na naszych łamach problemów dotyczących programu „Energia dla wsi”.
Zobacz więcej: Pieniądze na budowę biogazowni ulotniły się rolnikom sprzed nosa
Bywa i tak, że na tempie procedowania innych programów odbija się to, że priorytet trzeba położyć tam, gdzie okres na zawarcie umów jest znacznie krótszy. Przykładowo do końca ubiegłego roku NFOŚiGW musiał podpisać umowy na wsparcie inwestycji w wielkoskalowe magazyny energii, gdzie do rozdysponowania były ponad 4 mld zł.
Problem w tym, że złożono aż 627 wniosków na łączną kwotę około 27,6 mld zł. W efekcie Fundusz musiał sobie poradzić z oceną tylu projektów i podpisaniem umów w dosyć ekspresowym – jak na swoje standardy – tempie.
Zobacz więcej: Do kogo trafią miliardy złotych wsparcia na magazyny energii?
Ciepłownicy czekają na strategię i regulacje
Choć mozolnie, to jednak warty miliardy złotych proces transformacji trwa już od lat, ale dzieje się to bez rządowej strategii.
Chodzi o zapowiadaną od kilku lat „Strategię dla ciepłownictwa do 2030 r. z perspektywą do 2040”. Jej wstępny projekt przedstawiono nawet do konsultacji wiosną 2022 r., czyli niedługo po agresji Rosji na Ukrainę, ale dokument bazował jeszcze na założeniach z czasów przedwojennych. W efekcie nie uwzględniał on skutków kryzysu energetycznego.
Poprzedni rząd tematu strategii nie dowiózł do finału, a obecny wciąż nad nią pracuje, choć obiecywał, że będzie gotowa do końca 2024 roku. Później jej brak był ustawicznie tłumaczony tym, że nie zakończyły się prace nad Krajowym Planem w dziedzinie Energii i Klimatu do 2030 roku.
Choć finalny KPEiK zasadniczo został zaprezentowany pod koniec ubiegłego roku, to wciąż nie został formalnie przyjęty przez rząd i wysłany do Komisji Europejskiej.
Konrad Wojnarowski, wiceminister energii, pod koniec stycznia tego roku mówił podczas komisji sejmowej, że prace nad strategią dla ciepłownictwa trwają i będzie ona spójna z KPEiK. Natomiast jako termin jej ukończenia enigmatycznie wskazał 2026 rok.

Wśród ważnych dla transformacji ciepłownictwa kwestii znajduje się też m.in. uporządkowanie przepisów związanych z kotłami elektrycznymi, czyli przede wszystkim możliwość zaliczania produkowanego przez nie ciepła jako pochodzącego z OZE.
Obecnie na etapie komisji prawniczej znajduje się przygotowany przez resort klimatu projekt ustawy deregulacyjnej w zakresie energetyki (UDER92), która dotyczy tego tematu. Obszernie o tej sprawie pisaliśmy w artykule pt. Polska zaczyna inwestować w kotły elektrodowe. Ale unijne przepisy nie pomagają.
Ponadto resort energii szykuje rozporządzenie taryfowe, związane z przydziałem dodatkowego, 30-procentowego przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 dla ciepłownictwa na lata 2026-2030. Uzyskane w ten sposób oszczędności mają zostać przeznaczone na inwestycję w transformację, co URE będzie uwzględniał przy kalkulowaniu taryf.
