Spis treści
Etiopia stawia na samochody elektryczne
Zakaz importu samochodów spalinowych, w połączeniu z obniżeniem ceł dla pojazdów elektrycznych i uruchomieniem potężnej elektrowni wodnej, napędził boom na elektryki w Etiopii – donosi Bloomberg.
Agencja wyjaśnia, że w 2024 roku etiopski rząd zakazał importu spalinówek nie z powodu troski o klimat, ale przez sytuację budżetu państwa, dla którego dużym obciążeniem było długoletnie dotowanie obywatelom zakupów benzyny. W 2023 roku Etiopia nie była już w stanie wykupić obligacji i kraj musiał ratować się pożyczką od Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Polityka importowa rządu wywróciła rynek motoryzacyjny do góry nogami. Cła na pojazdy elektryczne zostały bowiem obniżone do 15% dla gotowych samochodów, do 5% dla pojazdów częściowo zmontowanych i do zera dla aut „w pełni zdemontowanych”.
W tym ostatnim przypadku chodzi o elektryki dostarczone w częściach i montowane w Etiopii. Dzięki takie polityce celnej samochody elektryczne stały się konkurencyjne względem spalinówek.
W ciągu dwóch lat od wprowadzenia zakazu importu pojazdów z silnikami spalinowymi udział elektryków wśród wszystkich zarejestrowanych w kraju samochodów wzrósł z 1% do 6%, co według etiopskiego rządu jest wynikiem znacznie przekraczającym światową średnią wynoszącą 4%. To także znacznie więcej niż w Polsce – wskaźnik dla naszego kraju według niepełnych jeszcze danych Eurostatu wynosi 1% ogółu zarejestrowanych pojazdów.
Władze podkreślają, że taka polityka ma wspierać suwerenność energetyczną, gdyż Etiopia dzięki temu będzie mniej podatna na wahania podaży i cen paliw, które w większości trzeba importować.
Natomiast w przypadku samochodów elektrycznych dostawy energii zapewnia Wielka Tama Odrodzenia na Nilu Błękitnym wraz z elektrownią wodną o mocy ponad 5 GW, którą oddano do użytku w 2025 roku. Koszt inwestycji wyniósł 5 mld dolarów. Tamę wybudowano dzięki kredytowi z Chin, a produkowany przez nią prąd napędza auta importowane głównie z Chin.
W połączeniu z mocami wiatrowymi i słonecznymi Etiopia może produkować więcej energii niż obecnie potrzebuje, dzięki czemu nadwyżki sprzedaje do sąsiedniej Kenii, Tanzanii i Dżibuti. Z kolei cena energii elektrycznej dla krajowych odbiorców wynosi około 0,10 USD za kWh, mniej więcej połowę tego, co u sąsiadów.
Zobacz również: W przyszłości stacje ładowania aut będą czymś znacznie więcej
Eni liczy na sukces pływających fabryk LNG
Pływające terminale do eksportu LNG dotychczas miały marginalne znaczenie. Eni, włoski potentat energetyczny, liczy, że to rozwiązanie mocno namiesza na rynku gazu – pisze „Financial Times”.
Dziennik informuje o rozpoczęciu dostaw do Europy skroplonego gazu ziemnego, pochodzącego ze statku Nguya – pływającej jednostki do produkcji LNG o długości 376 metrów i szerokości 60 metrów. Jest ona zacumowana na płytkich wodach u wybrzeży Republiki Konga i rocznie ma produkować około 2,4 mln ton LNG.

Tego typu rozwiązania dotychczas nie były stosowane na szeroką skalę, a niektóre z podejmowanych prób, m.in. przez koncern Shell, przyniosły spore straty. W ostatnich latach powstawała przede wszystkim lądowe terminale do eksportu LNG w USA, Katarze czy Australii.
Eni uważa jednak, że technologicznie udało się dopracować takie pływające fabryki, a ich wykorzystanie daje przewagę w postaci niższych kosztów oraz możliwości szybkiego reagowania na sytuację na rynkach.
Do tego dochodzi bezpieczeństwo – zwłaszcza w tych regionach świata, w których budowa lądowego terminala jest bardziej skomplikowana choćby z powodów technologicznych, ale też politycznych, np. w mniej stabilnych państwach afrykańskich.
„Financial Times” podkreśla, że to właśnie w przypadku Afryki pływające fabryki LNG mogą pozwolić na istotne odblokowanie potencjału tamtejszych złóż, gdyż koncerny wydobywcze będą mogły po nie sięgnąć nie ryzykując inwestycjami w trwałą infrastrukturę lądową. Ponadto takie rozwiązanie może być też atrakcyjne w miejscach o stosunkowo krótkim okresie eksploatacji.
Statek Nguya został zbudowany przez chińską stocznię Wison i dostarczony w niecałe trzy lata. Natomiast wykorzystane w nim zbiorniki magazynowe zostały dostarczone przez Japończyków.
Według Eni koszt budowy pływających jednostek do produkcji LNG spadł w ostatnich latach o około 40% i wynosi mniej niż 1 mld dolarów za każdy milion ton rocznej mocy produkcyjnej. Potencjalne koszty budowy mogą nadal spadać wraz ze skalą dostaw takich jednostek oraz standaryzacją zastosowanych rozwiązań.
Zobacz także: USA zaczynają grę o surowce. Nie tylko Grenlandia jest do zdobycia
Bateryjne magazyny energii szybko tanieją
W 2025 roku koszt inwestycji w wielkoskalowy bateryjny magazyn energii spadł o ponad jedną czwartą. Według prognoz trend spadkowy ma utrzymać się w nadchodzących latach, co pozwoli na lepsze wykorzystanie energii produkowanej przez elektrownie wiatrowe i fotowoltaiczne – informuje Bloomberg.
Agencja przytacza dane pochodzące z nowego raportu BloombergNEF, według których w ubiegłym roku uśredniony koszt czterogodzinnego magazynu bateryjnego wyniósł 78 dolarów za MWh wobec 107 dolarów w 2024 roku, co oznacza spadek o 27%.
W 2026 roku przewidywany koszt za MWh wynosi 76 dolarów, a na 2035 rok BloombergNEF prognozuje 58 dolarów. Amar Vasdev, główny autor raportu, zaznacza, że taniejąca technologia bateryjnego magazynowania energii zarówno przyspieszy budowę nowych elektrowni wiatrowych i fotowoltaicznych, jak i pozwoli ograniczyć redysponowanie źródeł odnawialnych.
Bloomberg wskazuje, że magazynowanie energii ma również duże znaczenie dla zwiększenia odporności infrastruktury energetycznej w obliczu rosnącego popytu na energię ze strony centrów danych, m.in. w USA. Ponadto magazyny wspierają systemy elektroenergetyczne w okresach szczytowego zapotrzebowania, zwłaszcza latem i zimą.
W raporcie podkreślono również, że pod względem kosztów bateryjne magazyny w ubiegłym roku stanowiły wyjątek na tle innych głównych technologii, gdyż wiatraki, fotowoltaika czy turbiny gazowe podrożały z uwagi na ograniczenia związane z łańcuchami dostaw oraz innymi czynnikami. Natomiast baterie potaniały dzięki dalszemu optymalizowaniu technologii oraz wysokiej konkurencji wśród dostawców.
Zobacz także: UE traci konkurencyjność i ma wysokie ceny energii. Przywódcy stoją w rozkroku
Eksport LNG podbija ceny energii w USA
Amerykańscy eksporterzy LNG w 2025 roku sprzedali o jedną czwartą więcej gazu niż rok wcześniej. Rosnące wykorzystanie surowca przez ten sektor przekłada się na wzrost cen gazu, który jednocześnie wpływa na wyższe koszty energii elektrycznej w USA – analizuje Gavin Maguire, publicysta Reutersa.
Według danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA), eksporterzy LNG wykorzystali od stycznia do listopada ubiegłego roku prawie 142 mld m sześc. gazu. Branża jest obecnie trzecim największym konsumentem gazu w USA – po przemyśle i energetyce, wyprzedzając gospodarstwa domowe oraz odbiorców komercyjnych i obiekty użyteczności publicznej.
Wraz z rosnącym eksportem LNG w 2025 roku o przeszło 60% wzrosła cena referencyjna amerykańskiego gazu w Henry Hub, a to odbiło się na cenach energii elektrycznej. Energetyka gazowa odpowiada za około 40% dostaw energii w USA.
Gavin Maguire zaznacza, że w ubiegłym rachunki za prąd dla gospodarstw domowych osiągnęły rekordowy poziom, przez co ceny energii już teraz stają się jednym z głównych tematów poruszanych przez polityków przed tegorocznymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu.
Eksport amerykańskiego LNG rośnie od dekady, a ceny tego surowca dla odbiorców znacząco wzrosły w stosunku do czasów przed pandemią COVID-19. W 2025 roku surowiec dla gospodarstw i odbiorców komercyjnych było o około 50% droższy niż w 2019 roku, a w przypadku przemysłu i energetyki ceny wzrosły o około 30%.
Publicysta Reutersa zwraca uwagę, że eksporterzy skroplonego gazu konkurują o błękitne paliwo z krajowymi odbiorcami i ta konkurencja może się nasilać w nadchodzących latach z uwagi na oddawanie do użytku nowych terminali LNG. Według EIA do 2027 roku zdolności eksportowe branży mogą się podwoić w stosunku do 2024 roku.
Gavin Maguire ocenia, że w 2026 roku eksporterzy mogą znaleźć się pod wzmożoną polityczną kontrolą i pod presją ograniczenia ekspansji – nawet jeśli będzie to sprzeczną wizją amerykańskich władz, związaną z dominacją USA na globalnym rynku energetycznym.
Zobacz też: Globalny potentat wybuduje elektrownię gazową na Podkarpaciu