Spis treści
Na posiedzenie sejmowych komisji w sprawie projektu zmian w przyłączach do sieci resort energii przyszedł z poprawkami, ale to nie wystarczyło. Potrzebne dodatkowe konsultacje z inwestorami, a resort energii musi się też dogadać z resortem klimatu.
Najważniejszy jak do tej pory dla branży energetycznej projekt rządu, oznaczony kryptonimem UC84, ma uwolnić sieci energetyczne z inwestycji, tzw. zombie, które nie mają szans na realizację, ale najczęściej są wystawiane na sprzedaż, co określane jest jako „spekulacja”. Problem występuje w większości krajów UE.
Czytaj też: Branża OZE ostro kłóci się o rządowy projekt
Projekt wzbudził olbrzymie kontrowersje i mocno podzielił branżę. Praktycznie wszystkie organizacje branżowe z wyjątkiem PSEW twierdzą, że rozwiązania proponowane przez rząd nie przyczynią się do rozwoju OZE, a w wręcz przeciwnie – zniszczą dotychczasowy model biznesowy, nie oferując żadnego w zamian.
Pod koniec stycznia obrady komisji po dyskusji odroczono na dwa tygodnie. Wydawało się, że na tym posiedzeniu rząd będzie dążył do szybkiego procedowania projektu. We piątek 6 lutego przygotowano poprawki, które miały częściowo wyjść naprzeciw oczekiwaniom inwestorów.
Biurokracja jak gradobicie
Najważniejsza z nich wprowadza pojęcie „siły wyższej”, która opóźniła działania inwestorów. W razie jej wystąpienia umowy przyłączeniowe nie wygasają z automatu w proponowanym przez ustawę terminie i można je przedłużyć.
Autorzy poprawki proponują, żeby „siłą wyższą” były nie tylko klęski żywiołowe, wojny, ataki terrorystyczne czy zakłócenia dostaw, ale także – uwaga, uwaga – „przewlekłość postępowań administracyjnych, w tym opóźnienia w wydawaniu decyzji, pozwoleń i opinii przez organy administracji publicznej”. W praktyce chodzi o pozwolenia budowlane i środowiskowe.
W ten sposób chyba po raz pierwszy w historii polskiego prawodawstwa padła propozycja uznania biurokracji za „siłę wyższą” i zrównania jej z innymi klęskami – cytując klasyka: „gradobiciem, trzęsieniem ziemi i kokluszem”.
Próby ułatwienia inwestorom życia poprzez uproszczenie procedur zostały zawetowane kilka miesięcy temu przez prezydenta Nawrockiego ze względu na to, że rząd umieścił tam też nieszczęsne 500 metrów odległości domów od wiatraków. Rząd ma podjąć kolejną inicjatywę, ale nie wiadomo, czy prezydent znowu jej nie zawetuje.

Rząd jeden, ale w dwóch postaciach
Inwestorzy na posiedzeniu komisji skarżyli się, że kilkadziesiąt zgłoszonych poprawek nie było z nimi konsultowane. Przewodniczący obradom połączonych komisji gospodarki oraz energii i aktywów Ryszard Petru odroczył obrady do następnego posiedzenia Sejmu. Przez ten czas mają się odbyć nie tylko kolejne konsultacje z branżą, ale także poszukiwania kompromisu w samym rządzie.
Na posiedzeniu rząd wystąpił bowiem w dwóch osobach, co dobrze oddaje rozdwojenie kompetencji miedzy resortem klimatu a energii.
Był wiceminister energii Wojciech Wrochna, który jako oficjalny reprezentant rządu mówił, że projekt przyspieszy niezbędne dla gospodarki inwestycje. Ale była też wiceminister klimatu Urszula Zielińska, która nie atakowała samego, jakby nie było rządowego, projektu, ale deklarowała otwarcie na postulaty branży.
Ile jest tych warunków
Polskie Sieci Energetyczne na prośbę posłów przygotowało zestawienie wniosków o wydanie warunków przyłączenia oraz umów przyłączeniowych. Okazuje się, że główna fala wniosków ruszyła na początku lat 20., gdy zaczął się boom na „dużą” fotowoltaikę.
Mniej więcej od 2024 gdy PSE skończyły się możliwości wydawania warunków przyłączenia dla PV, inwestorzy wpadli na inny pomysł – zaczęli składać wnioski o wydanie warunków dla OSDn czyli niezależnych operatorów dystrybucyjnych.
Co wynika z tych danych? Lekko posiłkując się neutralnym (o ile nam wiadomo) analitykiem czyli AI, możemy dojść do następujących wniosków. Na początek dane dotyczące PSE, czyli inwestycji podłączonych do sieci operatora przesyłowego.
Nie rzucają słów na wiatr
W przypadku lądowych farm wiatrowych zdecydowana większość warunków przyłączenia przechodzi w umowy.
W latach 2020–2022 praktycznie wszystkie wydane warunki kończyły się podpisaniem umów przyłączeniowych (1/1 w 2020 r., 2/2 w 2021 r. i 5/5 w 2022 r.). W 2023 r. już było gorzej – z 9 wydanych warunków podpisano 6 umów. Coś się zaczęło psuć w 2024 r. zawarto 1 umowę przy 12 wydanych warunkach (ok. 8%), a w 2025 r. 1 umowę przy 14 warunkach (ok. 7%).

Jednocześnie niemal wszystkie zawarte umowy wiatrowe pozostają ważne – nie ma tu praktyki wypowiadania umów przyłączeniowych przez inwestorów, która bardzo utrudnia życie sieciowcom. Podłączenie źródeł wiąże się przecież z kosztami (budowa nowych stacji itp.), za które ostatecznie płacą odbiorcy.
Zaćmienie słońca
Znacznie gorzej wygląda sytuacja w fotowoltaice. Do 2022 r. konwersja warunków w umowy była jeszcze wysoka: w 2020 r. trzy wydane warunki przełożyły się na trzy umowy, w 2021 r. dwa na dwie, a w 2022 r. cztery umowy na pięć warunków, czyli 80%. W 2023 r. był to już ostatni rok względnej równowagi – 24 umowy na 32 warunki, czyli ok. 75%.
W 2024 r. nastąpiło gwałtowne załamanie: tylko 13 umów przy 58 wydanych warunkach, co daje ok. 22%. W 2025 r. skala rozjazdu była jeszcze większa – 1 umowa na 54 warunki. Ale ponad 90–95% zawartych umów PV formalnie pozostaje ważnych, choć trudno powiedzieć, na ilu projektach rzeczywiście coś się dzieje.

Boom na niezależnych sieciowców
Jak już pisaliśmy, gdy wyczerpała się pula dostępnych warunków dla fotowoltaiki, inwestorzy rzucili się na wnioski na warunki podłączenia tzw. niezależnych operatorów systemów dystrybucji (OSDn).
OSDn to wydzielony kawałek sieci, w skład którego mogą chodzić zarówno wytwórcy, magazyny energii, jak i odbiorcy, np. centra danych.
W latach 2022–2025 wydano łącznie ponad 250 warunków przyłączenia dla OSDn, na ponad 70 GW mocy. Ale umów przyłączeniowych zawarto zaledwie jedenaście. Na razie wszystkie są ważne.
Jednocześnie zaczął się run na magazyny energii. Wydano warunków na 17,7 GW, ale umów przyłączeniowych zawarto raptem sześć, na niecały 1 GW.
Przy czym część wniosków „magazynowych” składana jest w formule hybrydowej, jako instalacje „magazyn plus PV”, często równolegle do wniosków dotyczących samych źródeł fotowoltaicznych.

Ruchy na niskim napięciu
PSE podaje też skrócone dane na temat sytuacji w sieci dystrybucyjnej czyli niższych napięć zarządzanych przez PGE Dystrybucja, Enea Operator, Energa Operator i Tauron Dystrybucja oraz warszawski Stoen.
Warunki przyłączenia wydano tam dla 47,9 GW mocy wprowadzanej do sieci i 23,3 GW mocy pobieranej, w tym około 5,5 GW przypisanej do odbiorców.
Ta ostatnia to zapewne centra danych, a raczej nadzieje inwestorów, że uda się to sprzedać rzeczywistym operatorom centrów.
A umów przyłączeniowych zawarto tylko czternaście, na 2,3 GW mocy wprowadzanej i 1,2 GW pobieranej.
Jednocześnie zaczął się run na magazyny energii. Wydano warunków na 17,7 GW, ale umów przyłączeniowych zawarto raptem sześć, na niecały 1 GW.
Część wniosków „magazynowych” składana jest w formule hybrydowej, jako instalacje „magazyn plus PV”, często równolegle do wniosków dotyczących samych źródeł fotowoltaicznych.
Czy inwestorzy wywiązują się z umów przyłączeniowych? Z danych PSE wynika, że problem jest dużo mniejszy niż z warunkami. We wszystkich segmentach – energetyce wiatrowej, fotowoltaice i OSD – od 90 do 100% zawartych umów przyłączeniowych pozostaje ważnych.
Potrzebne kij i marchewka
Największym problemem przed jakim stoją autorzy projektu jest odsianie nierealistycznych warunków przyłączenia i umożliwienie zawierania umów przyłączeniowych, tym, którzy rzeczywiście chcą je podpisywać. Wydaje się, że jest jeszcze kilka wariantów, które warto rozważyć – zachęcamy do debaty na łamach WysokieNapiecie.pl.
Czytaj też: Posłowie zmierzą się z „siecią żywych trupów”. Inwestycje muszą przyspieszyć
Trzeba też pamiętać, że jeśli projekt będzie budził takie kontrowersje, to mogą one dać asumpt prezydentowi do weta – a wtedy cały wysiłek autorów projektu obróci się wniwecz.
