Spis treści
Kwestie zapasów paliw i ich rozmieszczenia wymagają dyskusji z udziałem tych, którzy rozumieją wnioski jakie widać z wojny za wschodnią granicą.
Minimalny program inwestycyjny pokazał artykuł Aleksandra Zawiszy z 03.10.2025 r. Dobrze się stało, że zaczęła się na ten temat dyskusja. Warto dodać trochę szerszych informacji, istotny jest też kontekst historyczny.
Czytaj również: Polska ma problem z zapasami paliw. Są pieniądze, ale nie ma ani nowych magazynów, ani rurociągów
Bazy na wojnę
System magazynowania paliw Anno Domini 1992 był przystosowany do III wojny światowej między Wschodem a Zachodem oraz planowanego po wybuchu wojny ataku państw Układu Warszawskiego.
Istniało prawie 100 baz magazynowych, z których tylko kilka było na końcówkach rurociągów paliwowych. Wiele baz miało swoje bocznice kolejowe i zespoły zbiorników (częściowo podziemnych). Magazynowane było głównie paliwo ze śladowym (technicznym) magazynowaniem ropy na Plebance i na Stogach.
Większość baz miała swoje fronty nalewcze, gdzie żołnierze trenowali szybkie zasilenie pojazdów i szybki odjazd do dalszego natarcia. Dodatkowo bazy wojskowe ZSRR miały zgromadzone swoje zapasy na Dolnym Śląsku w tym paliwa lotniczego dla wielu „tymczasowych” lotnisk na specjalnie poszerzonych odcinkach dróg w regionie. Zawsze gdzieś przy takim „poszerzeniu” ukryty był zespół zbiorników gotowych do użycia.
Z natury rzeczy mocno doinwestowane były bazy na zachodzie i w centrum Polski. Były one celowo rozrzucone a ich lokalizacja nie miała nic wspólnego z rynkiem paliw.
Zresztą w ogóle lokalizacje rafinerii w Płocku, Bratysławie, NRD i innych krajach oraz lokalizacje głównych baz paliw ustalono podczas odpowiedniej narady w Moskwie określając je z przebiegu i zasięgu typowych dywizji czołgów i ich zapotrzebowania na paliwo. Zakładano przy tym, że wiele dywizji czołgów będzie najpierw przerzucanych na zachód drogą kolejową (wszystkie mosty kolejowe miały wysokie parametry wytrzymałościowe!).
Paliwowe cuda i nieszczelne kawerny
W latach 90-tych bazy paliwowe początkowo służyły do produkcji paliw poprzez mieszanie „rozpuszczalników” i innych komponentów ze wschodu. Istniała nawet firma importująca 200.000 ton ropy naftowej rocznie, która robiła z niej 500.000 ton paliw – cud w Kanie Galilejskiej jest niczym w porównaniu do tego osiągnięcia.
Jedyny okres gdy wzrastała ilość nowych magazynów paliw miał miejsce po prywatyzacji IKS Solino gdzie ówczesna rafineria Płock zobowiązała się do jedenastoletniego programu inwestycyjnego i zbudowała sensowną ilość nowych kawern na różne paliwa. Nowych kawern bo te stare kawerny w IKS były nieszczelne – polscy geolodzy nie zadbali w latach 60-tych aby kawerny eksploatować powoli i nie dać się im połączyć.

Projekt zagospodarowania złoża nie brał pod uwagę użycia kawern na zbiorniki paliw. Było dostatecznie dużo zbiorników „nad ziemią” a więc nikomu nie chciało się w nie inwestować. Potrzeba też było dużo soli do produkcji sody, chloru, chlorotoluenu, PCW itp.
W RFN i w NRD geolodzy oszczędnie eksploatowali złoża soli i mają z nich teraz znacznie więcej lokalizacji na bazy paliw i gazu.
Gdzie spółki trzy…
Około 25 lat temu zamiast utworzyć jeden silny podmiot zajmujący się paliwami, ich magazynowaniem i przesyłaniem na duże odległości (w tym na utrzymanie baz) dokonano nierozsądnego podziału.
Do jednej spółki dano same duże magazyny paliw (Operator Logistyczny Paliw Płynnych, w 2017 r., wchłonięty przez PERN ), do drugiej rurociągi przesyłowe (PERN). W trzeciej, czyli w ówczesnym PKN Orlen, zostawiono w zasadzie niepotrzebne tej spółce stare bazy paliw, wymagające znacznych nakładów.
Rezultatem był brak budowy nowych magazynów paliw bo naszemu paliwowemu potentatowi wystarczały istniejące. Brak nowych magazynów (nie było prawa dostępu innych podmiotów) realnie blokował jakąkolwiek konkurencję na rynku hurtowym. Pozorowana konkurencja polegała na tym, że ciężarówki różnych firm mających stacje paliw wyjeżdżały z jednej bazy magazynowej.
Nasz ukochany potentat, co oczywista, nie interesował się rozbudową pojemności magazynowych. Dopiero gdy Komisja Europejska przy scalaniu Orlenu z Lotosem wymusiła pewne zmiany w zakresie hurtowego rynku paliw, pojawiło się światełko w tunelu.
Brak troski o spójną politykę w tym zakresie trwał przez dziesięciolecia. Polityków bardziej interesowało wiele rad nadzorczych i ciekawych synekur w trzech spółkach odpowiedzialnych za magazynowanie paliw. Niektóre nominacje były wręcz uwłaczające i wielu ekspertów odmawiało współpracy.
Co musimy zrobić
System magazynowania i przesyłu paliw Anno domini 2025 nie nadaje się do wzywań geopolitycznych, a jego uszkodzenie jest łatwe i proste. Czego nam brakuje:
– brakuje rurociągu paliwowego od Trójmiasta do Płocka;
– brakuje połączenia między tym rurociągiem a systemem rurociągów wychodzących z Płocka w tym rozbudowy i unowocześnienia pompowni Tak aby mogła pompować i od strony północnej i od strony zachodniej. A najlepiej wybudowania drugiej pompowni poza Płockiem dla redundancji w systemie tak aby obie pompownie mogły się wzajemnie zabezpieczać.
– brakuje pompowni w rejonie Trójmiasta dla zasilenia systemu paliwowego w razie potrzeby od północy;
– brakuje rurociągu z rejonu IKS Solino do granicy zachodniej i dalej do systemu NATO i to takiego rurociągu, którym paliwa w dużej ilości płynęłyby w razie potrzeby w obie strony. Jeśli byłby już taki rurociąg to też przydałoby się połączenie paliwowe Szczecin (i nowa pompownia) – do tego rurociągu i dodatkowy rozładunek/załadunek paliw w Szczecinie;
– brakuje przerobienia co najmniej 20 starych baz magazynowych na nowoczesne regionalne bazy paliw aby przechowywać zapasy paliw w różnych lokalizacjach;
– brakuje kilku łączników do niektórych baz , by-passów i systemu zwiększania bezpieczeństwa przez pewne podwójne trasy transportu;
– brakuje nam portu do rozładunku LPG z Luizjany (5-7 mln ton rocznie) i ewentualnie rurociągu z LPG do kilku lokalizacji z magazynami LPG. Ponadto kilka starych baz magazynowych na południu kraju tez można by przebudować na magazyny LPG co znacząco zwiększy bezpieczeństwo bo ten sektor wymaga doinwestowania.

Dojście do poziomu nie 90 a nawet 120-150 dni zapasów każdego rodzaju paliw powinno być rozsądnym celem tych wszystkich inwestycji. Dla polityków ważniejsze są jednak inne inwestycje – zwykle o trzyliterowych nazwach bo to łatwiejsze do wymówienia i pokazania sukcesu.
Inwestycji nie ułatwia też trend dekarbonizacji wszystkiego, w tym zakazu rejestracji samochodów na paliwa kopalne od 2035 r. Czy czołgi i haubice samobieżne będą w Unii Europejskiej od 2045 tylko na baterie elektryczne? Kto wie?
Płonące rafinerie i bazy paliw za wschodnią granicą pokazują jak ważny jest system paliwowy i jak od niego zależy cała gospodarka.
—
Piotr Syryczyński – ekspert techniczny, prowadził prywatyzację IKS Solino, uczestniczył w projektach paliwowych w Skandynawii i w kwestii wydobycia ropy na Morzu Bałtyckim
