Spis treści
Inwestycje w gazówki zależne od turbinowej wielkiej trójki
Popyt na turbiny gazowe znacznie przekracza moce produkcyjne dostawców, co może być problemem w obliczu rosnącego zapotrzebowania na energię. Jednocześnie za ponad 70 proc. globalnych zdolności wytwórczych odpowiadają fabryki należące do trzech największych producentów turbin gazowych – analizuje Bloomberg.
Agencja podkreśla, że choć fabryki pracują na najwyższych obrotach, to lista oczekujących na dostawy kluczowych urządzeń do elektrowni gazowych wciąż się wydłuża. Wpływ na to ma przede wszystkim popyt związany z rozwojem sztucznej inteligencji i budową centrów danych – zwłaszcza w USA. Ten energochłonny sektor potrzebuje natomiast dyspozycyjnych źródeł energii.
W rozładowaniu kolejek po turbiny gazowe nie pomaga to, że większość globalnych mocy produkcyjnych należy do trzech producentów, którzy najlepiej opanowali tę technologię.
Wśród nich znajdują się GE Vernova (25 proc.), Siemens Energy (24 proc.) oraz Mitsubishi Heavy Industries (22 proc.). Pozostałe 29 proc. przypada na mniejszych producentów – również chińskich, którzy produkują mniej zaawansowane turbiny, w tym na licencji wiodącej trójki koncernów.
– Dekady konsolidacji i utrzymywania patentów w tajemnicy sprawiły, że trzej główni dostawcy turbin – GE Vernova, Siemens Energy i Mitsubishi Heavy Industries – są teraz gotowi na czerpanie zysków z gwałtownego wzrostu zamówień. Przynajmniej w krótkiej perspektywie nikt nie dysponuje zasobami, które pozwoliłyby naruszyć ich dominację – stwierdza Bloomberg.
Agencja szacuje, że do końca obecnej dekady zagrożone opóźnieniem lub anulowaniem mogą być projekty w energetyce gazowej o wartości ponad 400 mld dolarów. Przyczyną są ograniczone możliwości fabryk największych producentów turbin, którzy podkreślają, że nie są w stanie szybko odpowiedzieć na gwałtowny wzrost zamówień. Dzięki inwestycjom mają jednak zwiększyć swoje zdolności wytwórcze w nadchodzących latach.
Obecne zdolności produkcyjne branży to około 60 GW turbin gazowych rocznie i jeszcze przed kilkoma laty były wykorzystywane w 50-60 procentach. Jednak 2024 rok zakończył się już zamówieniami na poziomie 57 GW, a prognoza na 2025 rok przewiduje, że popyt osiągnie 80 GW. W przyszłym roku ma to być o ponad 10 GW więcej, a w latach 2027-2029 zamówienia mają oscylować wokół 100 GW. Dopiero w 2030 roku spodziewany jest spadek do 70 GW.
W tej sytuacji producenci mogą obecnie przebierać w klientach i preferować tych, którzy są w stanie zapłacić więcej – w tym za rezerwowanie mocy produkcyjnych na potrzeby przyszłych projektów, m.in. tych planowanych przez największe koncerny technologiczne w USA.
Zobacz także: Co zasili CPK? Już nie gaz, ale OZE i magazyny energii
Hiszpańska fabryka baterii będzie budowana chińskimi rękami
CATL, największy na świecie producent baterii, wyśle 2 tys. pracowników na budowę fabryki w Hiszpanii. Tak duży, dotychczas niespotykany najazd siły roboczej z Chin, uwypukla skalę zależności Unii Europejskiej od chińskich technologii bateryjnych – podkreśla „Financial Times”.
Dziennik wyjaśnia, że chodzi o warty ponad 4 mld dolarów projekt, który CATL rozwija w joint venture z koncernem Stellantis, czyli producentem takich marek jak Fiat, Opel, Citroen czy Peugeot.
Oba podmioty mają po połowie udziałów w przedsięwzięciu, a fabryka w pobliżu Saragossy ma zostać oddana do użytku w 2026 roku. Na przedsięwzięcie, kluczowe dla rozwoju w segmencie pojazdów elektrycznych, Stellantis otrzymał blisko 300 mln euro unijnego wsparcia.
– Masowa migracja pracowników z Państwa Środka, przypominająca wysyłanie chińskich robotników do budowy różnego rodzaju infrastruktury w Afryce, uwidacznia duże braki w umiejętnościach i wiedzy Europejczyków w temacie baterii do samochodów elektrycznych – uważa „Financial Times”.
Dodaje przy tym, że takie inwestycje jak ta w Hiszpanii wpisuje się w strategię Xi Jinpinga, przywódcy Chiny, która polega na wzmacnianiu zależności innych krajów od chińskich produktów i technologii. Pekin postrzega to bowiem jako sposób na umocnienie swojej pozycji w erze geopolitycznych turbulencji.
Mimo masowego zatrudnienia chińskich pracowników do budowy fabryki większość największych partii politycznych w Hiszpanii, w tym rządzący socjaliści i opozycyjna wobec nich Partia Ludowa, popierają inwestycję.
Podobnie jest w przypadku związków zawodowych, które skupiają się przede wszystkim na zapowiadanym przez CATL zatrudnieniu 3 tys. pracowników w już uruchomionym zakładzie. Jednocześnie nie mają jednak większych złudzeń, aby Chińczycy zamierzali dzielić się bardziej szczegółową wiedzą dotyczącą samej technologii.
Z kolei miejscowe organizacje branżowe wskazują, że nawiązanie współpracy z Chińczykami było konieczne, aby hiszpański przemysł motoryzacyjny mógł zyskać szansę na rozwój. „Financial Times” przywołuje jednak opinie ekspertów, według których UE powinna dążyć do tego, aby wprowadzać wymogi dotyczące zatrudnienia oraz transferu wiedzy w przypadku tego typu przedsięwzięć.
– W poprzednich dekadach, gdy zachodni producenci samochodów zaczęli inwestować w Chinach, Pekin zobowiązywał ich do zawierania umów o transferze technologii – przypomina dziennik.
Zobacz także: Pożar elektryka w garażu opanowany w 13 minut. KG PSP szkoli z niego strażaków
Elektrownie jądrowe hamują OZE w Japonii
Redysponowanie odnawialnych źródeł energii w Japonii prawdopodobnie osiągnie w 2025 roku rekordowy poziom, a przyczynia się do tego rosnące wykorzystanie elektrowni jądrowych, które mają priorytet we wprowadzaniu energii do sieci – donosi Reuters.
Agencja zwraca uwagę, że Japonia stopniowo przywraca do pracy kolejne elektrownie jądrowe, które zostały wyłączone po katastrofie w Fukushimie w 2011 roku. W sumie ponownie uruchomiono blisko połowę z przeszło trzydziestu reaktorów, z czego dwa w ubiegłym roku.
Większe wykorzystanie elektrowni jądrowych pozwoliło obniżyć import paliw kopalnych, ale jednocześnie ma również wpływ na pracę elektrowni wiatrowych i słonecznych, mających niższy priorytet w dostępie do sieci.
Według danych, które przeanalizował Reuters, od stycznia do sierpnia tego roku redysponowano niemal 1,8 TWh energii z wiatraków i fotowoltaiki – o 38 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Plany japońskiego rządu przewidują, aby do 2040 roku OZE pokrywały połowę krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną, a 20 proc. ma zapewniać energetyka jądrowa. Dla porównania w 2023 roku było to kolejno 23 proc. oraz ponad 8 proc.
Reuters podkreśla, że rosnąca skala redysponowania OZE zniechęca inwestorów do uruchamiania nowych projektów. Spowolnienie było już widać w danych za 2024 rok, wskazujących na wzrost nowych źródeł oddanych do użytku o nieco ponad 3 proc., co było najsłabszym wynikiem od 2009 roku.
Organizacje branżowe wskazują, że kilkudziesięciu deweloperów już wycofało z projektów, a część z nich zbankrutowała. Głośnym echem odbiło się m.in. wycofanie koncernu Mitsubishi z trzech projektów morskich farm wiatrowych.
Rząd chce zmniejszyć skalę redysponowania dzięki zwiększeniu przepustowości sieci przesyłowej pomiędzy obszarami o dużej generacji z OZE a regionami o dużym zapotrzebowaniu na energię. Ponadto promowany ma być rozwój bateryjnych magazynów energii oraz zwiększanie popytu energię w okresach wzmożonej pracy energetyki odnawialnej.
Niemniej część ekspertów ocenia, że bez nadania priorytetu w dostępie od sieci energii odnawialnej rządowe plany dotyczące udziału OZE w zużyciu energii nie zostaną zrealizowane.
Zobacz też: Rząd chce dopuścić wymianę turbin wiatrowych bez decyzji środowiskowej
Dlaczego Chińczycy nie dekarbonizują się szybciej?
Skłonność Pekinu do sprzyjania paliwom kopalnym i nieśmiałość Xi Jinpinga w konfrontacji krajowymi grupami interesu, przy jednoczesnych ogromnych możliwościach dotyczących inwestowania w czystą energetykę, stanowi większe zagrożenie dla klimatu niż potencjalny wpływ polityki Donalda Trumpa – ocenia David Fickling, publicysta Bloomberga.
W ten sposób nawiązuje on do ogłoszonego niedawno przez chińskiego przywódcę programu, który został okrzyknięty jako przełomowy w działaniach na rzecz klimatu. Jego założenia będą podstawą planu redukcji emisji CO2 do 2035 roku, który każdy sygnatariusz Porozumienia Paryskiego jest zobowiązany przedstawić w nadchodzących miesiącach.
Według założeń moc elektrowni wiatrowych i słonecznych do 2035 roku wzrośnie w Chinach do 3600 GW, czyli będzie wynosić mniej więcej tyle, ile obecnie jest ich zainstalowanych na całym świecie. Do tego jest przewidywane też m.in. dalszy intensywny rozwój elektromobilności. Dzięki temu emisja CO2 ma zostać zredukowana o 7-10 proc. w stosunku do szczytowych emisji.
Publicysta Bloomberga zaznacza jednak, że Xi Jinping nie mówiąc nic o węglu oraz nie precyzując, kiedy dokładnie Chiny osiągną szczyt emisji CO2, dał sobie pole manewru do dalszego zwiększania emisji do 2030 roku.
Fickling podkreśla również, że cel 3600 GW mocy w OZE oznacza spowolnienie w przyroście nowych mocy do około 170 GW rocznie. Tymczasem tylko w pierwszej połowie 2025 roku oddano ich do użytku 290 GW.
Przed pięcioma laty Xi Jinping zdobył już globalne uznanie za zobowiązanie Chin do osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2060 roku i osiągnięcia szczytu emisji do 2030 roku. Jednak rok po tej zapowiedzi, w obliczu szybko rosnącego zapotrzebowania na energię, zmienił kurs i nakazał inwestycje w wydobycie węgla i budowę elektrowni na to paliwo.
David Fickling podkreśla, że pomimo całej retoryki Donalda Trumpa przeciwko ochronie klimatu, emisje USA spadły o około 6 proc. podczas jego pierwszej kadencji. Natomiast w ciągu czterech lat po deklaracji Xi Jinpinga o neutralności klimatycznej, emisje Chin wzrosły o ponad 8 proc. Chiński model gospodarczy wciąż opiera się bowiem na energochłonnym wzroście.
– Nie da się ukryć faktu, że redukcja emisji CO2 w Chinach oznaczałaby skurczenie chińskiego przemysłu węglowego, co wiązałoby się z utratą miejsc pracy, bankructwami, a nawet falą protestów społecznych. W obliczu podejmowania tak trudnych decyzji Xi Jinping pozostawia więc furtkę dla dalszego zanieczyszczania środowiska – konkluduje publicysta Bloomberga.
Zobacz również: Wodór ulatnia się Brukseli. Firmy rezygnują z unijnych dotacji i zwijają projekty
