1. Główna
  2. >
  3. Technologia
  4. >
  5. Zielony przemysł
  6. >
  7. Wodór ulatnia się Brukseli. Firmy rezygnują z unijnych dotacji i zwijają projekty

Wodór ulatnia się Brukseli. Firmy rezygnują z unijnych dotacji i zwijają projekty

Zielony wodór coraz silniej ulatnia się z planów transformacji energetycznej. Projekty kasowane są na świecie niemal hurtowo, także w UE - mimo hojnych dotacji nie ma rynku na drogi wodór. Ze jednego ze swoich projektów zrezygnowała Polenergia. 
wodór

Kto chce dotacje

Zgodnie z obowiązującymi dokumentami unijnymi, rozwijanie produkcji odnawialnego wodoru ma najwyższy priorytet, a plan REPowerEU z 2022 roku przewiduje w 2030 roku wytwarzanie w Unii 10 mln ton i drugie 10 mln to z importu. W przypadku produkcji rodzimej chodzi o wodór produkowany przy użyciu energii elektrycznej o odpowiednio wysokim udziale OZE i niskiej emisyjności. Tylko w takim przypadku wodór i to co z niego potem powstanie może zostać uznane za RFNBO czyli paliwo odnawialne pochodzenia niebiologicznego. I to też jest podstawa do dotacji. 

Jednak doroczny raport IEA Global Hydrogen Review w edycji z 2025 roku wskazuje na ostry zjazd w projektach zielonego wodoru. Znikło ich już tyle, że deklarowana docelowa produkcja tego co jest ciągle na stole spadła z 49 do 37 mln ton rocznie. 

Niemcy oficjalnie odwołały w grudniu swój program aukcyjny dotyczący odnawialnego wodoru o wartości 350 mln euro z powodu rozbieżności regulacyjnych z Komisją Europejską,

Jak pisze portal fuelcellworks.com, analizy wykazały, że ponad jedna piąta europejskich projektów wodorowych — odpowiadających 20,3% mocy w planowanych inwestycjach — została w 2024 roku anulowana lub opóźniona, co odzwierciedla powszechne problemy rozwojowe sektora pomimo wsparcia politycznego.

wodor luka

Ceny energii gdy nie wieje i nie świeci, mogą być znacznie wyższe. Wyłączanie elektrolizerów, gdy prąd jest drogi, zabija rentowność projektów. – W takich instalacjach najważniejsze jest maksymalizacja godzin pracy, bo to się będzie przekładało na koszt produkcji 1 kg wodoru – tłumaczył w podcaście „Uwaga, WysokieNapiecie” Grzegorz Jóźwiak, dyrektor Biura Technologii Wodorowych w Orlenie.

Komisja Europejska została zmuszona do realokacji subsydiów wodorowych gdy  trzej główni zwycięzcy aukcji, reprezentujący łączną moc 1,3 GW, wycofali się z projektów z powodu luk regulacyjnych i finansowych, co uwidoczniło utrzymujące się problemy strukturalne.

Jest produkcja, ale musi być też rynek

W ostatnich dniach kolejne dwa duże projekty, opierane na odnawialnym wodorze upadły w Niemczech i Austrii. W tym drugim kraju firma energetyczna Verbund i chemiczna LAT Nitrogen skasowały projekt Green Ammonia Linz mimo, że dostały na niego prawie 50 mln euro unijnego dofinansowania. Powodem była niemożność zdobycia reszty finansowania ze źródeł publicznych. Projekt przewidywał produkcję 7 tys. ton zielonego wodoru rocznie na cele syntezy amoniaku. 

Z kolei w Niemczech Steag Iquony przerwało projekt budowy 53 MW elektrolizera. HydroHub Fenne miał produkować 8,7 tys. ton wodoru na rok, tymczasem firma nie znalazła  chętnych na produkt. 

To tylko ostatnie pozycje na długiej liście. Tylko w ciągu ostatniego roku lista skurczyła się o kilkanaście projektów na całym świecie. 

Niemiecki LEAG odłożył ad kalendas graecas budowę hubu H2UB Boxberg na terenie kopalni węgla brunatnego w dawnym NRD. Planowana moc OZE, które miały zasilać elektrolizery sięgała 7 GW. Ani polityczne wparcie ani warunki ekonomiczne nie są wystarczające – stwierdziła firma.

Ze względu na wysokie koszty elektrolizerów, na razie produkcja wodoru jedynie z nadwyżek zielonego prądu nie jest uzasadniona. Produkcja wodoru powinna trwać non-stop, aby się opłacać inwestorowi
Ze względu na wysokie koszty elektrolizerów, na razie produkcja wodoru jedynie z nadwyżek zielonego prądu nie jest uzasadniona. Produkcja wodoru powinna trwać non-stop, aby się opłacać inwestorowi

ArcelorMittal wycofał się z planów przystosowania dwóch niemieckich hut do użycia wodoru. Całość miała kosztować 2,5 mld euro, ale hutniczy koncern zdobył 1,3 mld unijnego dofinansowania. I nawet to nie pomogło. Koszty energii w takim przedsięwzięciu okazały się za wysokie. 

Już w 2024 roku Iberdrola ograniczyła wodorowe ambicje o 2/3, i zamierza w 2030 roku produkować 120, a nie 350 tys. ton zielonego wodoru rocznie. W tym roku podobnie zrobił Repsol, który planuje teraz  mieć do końca dekady elektrolizery o mocy 0,7 do 1,3 GW, co oznacza ograniczenie produkcji w stosunku do planów o 63%. W zeszłym roku fińskie Neste zrezygnowało z budowy fabryki odnawialnego wodoru w Porvoo z powodu niekorzystnych perspektyw rynkowych. Z kolei Shell i Equinor wycofały się z planów budowy fabryk niskoemisyjnego wodoru w Norwegii. 

To tylko Europa, ale wodorowe projekty ulotniły się z planów w Australii, USA czy Japonii. 

Powody zawsze były takie same: wątpliwe perspektywy rynkowe. A w przypadku projektów amerykańskich – także niekorzystna zmiana polityki rządu po objęciu władzy przez Donalda Trumpa i skasowaniu ulg podatkowych dla zielonej energii. 

Polenergia planowała produkcję zielonego wodoru na Śląsku, miał głównie zasilać pojazdy.

„Czynnikiem hamującym rozwój tego rynku jest stosunkowo wysoki koszt produkcji elektrolitycznego zielonego wodoru w Polsce w stosunku do innych krajów Unii Europejskiej i wynikające z tego wąskie grono podmiotów, które są gotowe zapłacić za wykorzystanie zielonego wodoru w działalności.  

Oprócz systemu wsparcia realizacji inwestycji pozwalających na produkcję zielonego wodoru, na rozwój tego rynku w Polsce mogłaby wpłynąć implementacja dyrektywy RED III, określająca poziom udziału zielonego wodoru typu RFNBO (paliwa odnawialnego pochodzenia biologicznego) w zużyciu wodoru w polskiej gospodarce” – tłumaczyła spółka jeszcze w marcu.

Nie spina się

Budowę zielonej huty kontynuuje na razie ThyssenKrupp. Nad wartym na 3 mld euro (w tym 2 mld dopłat) projektem w Duisburgu wisi jednak ryzyko, że będzie kompletnie nieekonomiczny, o ile Niemcy nie zdobędą pewnego źródła zielonego wodoru po przystępnej cenie. Bo z tym, co ma być dostępne biznes w żaden sposób się ni spina – alarmowali wiosną szefowie koncernu. Docelowo huta ma potrzebować 150 tys. ton odpowiednio mocno zielonego wodoru, a dziś – jak stwierdził jeden z czołowych menedżerów firmy – nie ma żadnej gwarancji, że przedsięwzięcie może być dochodowe w przewidywalnej przyszłości. I tu mamy chyba wytłumaczenie.

Potencjalni odbiorcy twierdzą, że nie ma żadnych gwarancji, iż po zainwestowaniu miliardów ich instalacje będą w stanie zdobyć odpowiednie wolumeny surowca po kosztach, dających jakiekolwiek widoki na opłacalność. A potencjalni wytwórcy dochodzą do wniosku, że po kosztach, jakie sobie kalkulują odbiorców nie znajdą. I zielone wodorowe kółko się zamyka. 

Niemcy chcą jednak robić na szaro

Jakieś rozwiązanie, na razie dość mgliście zasygnalizowali Niemcy. Otóż w swoim najnowszym raporcie o dalszych drogach transformacji minister gospodarki Katherina Reiche zapowiedziała zmianę regulacji krajowych. Tak aby na równi z RFNBO w brukselskim rozumieniu na równi traktować, przynajmniej w kraju, wodór niskoemisyjny. Ma to być przejaw pragmatyzmu – stwierdziła Reiche. Wodór niskoemisyjny to nic innego niż wodór produkowany dziś na masową skalę w drodze reformingu parowego z metanu, czyli gazu ziemnego. Tyle, że z wychwytem powstającego w trakcie procesu dwutlenkiem węgla, z którym coś się później robi, np. zatłacza pod ziemię. 

Podobne postulaty już w zeszłym roku zgłaszał Orlen. Ze strategii Orlenu wynika, że polski koncern ma używać rocznie 210 tys. ton zielonego i odnawialnego wodoru w 2035 roku. Ale paliwo ma być zużywane głównie na potrzeby własne – prawdopodobnie w spółce zdają sobie sprawę, że znalezienie zewnętrznych klientów nie będzie sprawą prostą.

https://creators.spotify.com/pod/profile/wysokienapieciepl/embed/episodes/Walka-o-kontrakty-na-morskie-wiatraki-na-Batyku-e380auk/a-ac58l35

Coraz więcej firm przemysłowych – potencjalnych producentów i kupców wodoru – apeluje do Komisji Europejskiej aby nie upierała się przy „zieloności” wodoru lecz oceniała efekt końcowy, czyli zmniejszenie emisji CO2 w poszczególnych projektach.  – Chodzi o to żeby nie „kolorować” wodoru, ale liczyć jego emisyjność po inżyniersku, czyli w całym łańcuchu wartości – tłumaczył Grzegorz Jóźwiak, dyrektor ds. wodoru w naszym podkaście „Uwaga, Wysokie Napiecie”.

Bruksela robi dobrą minę

Tymczasem Komisja Europejska nadal wierzy w doskonałość swych regulacji. Niektóre projekty wybrane w ramach aukcji, które zdecydowały się nie kontynuować procedury zawarcia umowy o dofinansowanie, pokazują, że przewidziana procedura należytej staranności skutecznie zapobiega blokowaniu środków publicznych przez niedostatecznie dojrzałe projekty, które nie dostarczyłyby obiecanej ilości wodoru RFNBO w odpowiednich ramach czasowych” – czytamy w przesłanym nam przez służby prasowe stanowisku Brukseli.

Inny słowy, zdaniem urzędników KE program jest dobrze skonstruowany, a jeśli firmy z niego rezygnują, to nawet lepiej, bo oszczędzają pieniądze podatników.

Moje poparcie dla wodoru jest niezachwiane — jednak UE nie zamierza w najbliższym czasie ponownie rozpatrywać definicji zielonego wodoru – napisał komisarz ds. energii Dan Jorgensen w odpowiedzi na apel organizacji Hydrogen Europe.

Jak czytamy w branżowym portalu Hydrogen Insight, komisarz obiecał tylko kolejny raport, w którym KE „przeanalizuje potencjał rozwoju produkcji wodoru w UE w zestawieniu z importem. Obejmie to ocenę skuteczności istniejących ram polityki wodorowej, w tym — ale nie wyłącznie — zasad dotyczących RFNBO, oraz identyfikację potencjalnych barier dla szerokiego wdrożenia odnawialnego wodoru na dużą skalę„.

Czytaj też: Wszyscy chcą produkować wodór. Ale kto będzie go kupować?

Sodowo-jonowe magazyny energii trafiają na polski rynek. Estońska firma Freen jako jedna z pierwszych w Europie oferuje komercyjne, certyfikowane i skalowalne baterie nowej generacji, dostępne już dla prosumentów i przedsiębiorstw poszukujących niezależności energetycznej.
garage red car2
Materiał Partnera
Zagraniczna prasówka energetyczna: Nafciarze w USA narzekają na Trumpa i ceny ropy; Banki przesuwają akcenty z klimatu na bezpieczeństwo energetyczne; Elektrownie węglowe popracują dłużej dzięki AI; Dlaczego słynącemu z bogactwa Kuwejtowi brakuje prądu?
ropa
Fot. Depositphotos
Zielony wodór coraz silniej ulatnia się z planów transformacji energetycznej. Projekty kasowane są na świecie niemal hurtowo, także w UE - mimo hojnych dotacji nie ma rynku na drogi wodór. Ze jednego ze swoich projektów zrezygnowała Polenergia. 
wodór
Fotowoltaikę wspiera:
Partner działu Klimat:
Zielone technologie rozwijają:
Technologie wspiera:
Rynek korporacyjnych umów zakupu energii (cPPA) w Polsce rośnie w rekordowym tempie – popyt na PPA może sięgnąć aż 13,3 TWh. W ciągu ostatnich dwóch lat podpisano kontrakty odpowiadające 1,5 GW mocy z PV, głównie z udziałem odbiorców przemysłowych. To jasny sygnał: biznes stawia na zieloną, przewidywalną i lokalną energię. Do gry chcą wejść również samorządy.
Depositphotos 836764190 S