Spis treści
Odnawialne źródła energii w Polsce rozwijają się. I to nawet szybciej, niż wymaga Unia Europejska i zakładał rząd. Resort gospodarki jest zadowolony z wyników, ale ekolodzy nie.

Szybciej niż wymaga Bruksela
Czy to dużo? Zdecydowanie więcej, niż wymaga tego od nas Unia Europejska. Zgodnie z unijną dyrektywą w latach 2013-2014 minimalny cel dla Polski wynosił 9,54%. Dla przypomnienia – cel na koniec 2020 roku, do którego dążymy, to 15% udział odnawialnych źródeł energii (OZE) w końcowym zużyciu energii brutto.
Gdybyśmy ekstrapolowali dotychczasowy rozwój OZE (w 2005 r. ich udział wynosił 6,89%), to z końcem dekady trafilibyśmy idealnie w cel. Dlatego rząd nie kryje zadowolenia.

Zgodnie z krajowym planem
Ministerstwo ma tym większe powody do zadowolenia, że rozwój energetyki odnawialnej przebiega niemal dokładnie tak, jak zakładał rząd. Zgodnie z Krajowym Planem Działania w zakresie OZE w 2014 roku powinniśmy mieć 5204 MW „zielonych” elektrowni, a w rzeczywistości pracowało ich nawet o 16% więcej – 6029 MW. Głównie za sprawą zdecydowanie szybszego, niż zakładano rozwoju elektrowni wiatrowych. Na koniec roku wiatraki mogły generować 3834 MW.
Także w tym roku energetyka wiatrowa najprawdopodobniej przekroczy rządowe założenia, bo wielu inwestorów buduje swoje farmy w przyśpieszonym tempie, aby uruchomić turbiny do końca roku. Dzięki temu będą mogli wybrać czy chcą korzystać z obecnego, czy spróbować przejść do nowego systemu wsparcia „zielonego” prądu.
Słabnący wzrost
Cień na rządowe samopoczucie rzuca jednak gasnące od dwóch lat tempo wzrostu udziału OZE. Jeżeli dane GUS pokażą, że w 2014 roku nie przekroczyliśmy 11,64%, rząd będzie miał problem.
– Gdybyśmy statystycznie i zdroworozsądkowo analizowali trendy zarówno w przypadku energii elektrycznej i ciepła z OZE jak i paliw transportowych, to widać że OZE hamują i nie damy rady powrócić na właściwą ścieżkę rozwoju do końca 2020 roku. Statystyka podawana z opóźnieniem i czytana wprost usypia – ocenia Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.
Ekspert zwraca uwagę, że system inwestycji w OZE ma dużą bezwładność, bo przygotowanie projektów farm wiatrowych albo kotłów na biomasę i ich budowa trwają kilka lat. W jego ocenie realną możliwością powrotu na ścieżkę wzrostu zapewniającą osiągnięcie celu na 2020 rok może dać energetyka rozproszona – czyli małe, gł. przydomowe instalacje.
Drzwi dla tzw. energetyki prosumenckiej szerzej otworzyła ustawa o OZE, która gwarantuje odkup energii, np. z paneli słonecznych, po cenie znacznie wyższej niż dotychczas. W oparciu o te przepisy powstać mogłoby 800 MW takich instalacji. Ich praca zwiększyłaby krajowy udział OZE o ok. 0,1 p.p.
Odnawialne źródła energii w Polsce rozwijają się. I to nawet szybciej, niż wymaga Unia Europejska i zakładał rząd. Resort gospodarki jest zadowolony z wyników, ale ekolodzy nie.
Spadek cen na Dalekim Wschodzie spowodował, że znacznie więcej LNG płynie do Europy. Stary Kontynent nie potrzebuje jednak aż tyle gazu, więc LNG od razu jest odsyłany tam, gdzie można jeszcze na nim zarobić – do Ameryki Południowej.
W ubiegłym roku brytyjskie władze lokalne odrzuciły większość wniosków o budowę farm wiatrowych na lądzie. Nowy rząd Davida Camerona chce wyhamować ich rozwój.
Rząd kończy prace nad rozporządzeniem, które ustali jakie źródła energii odnawialnej będą się w Polsce rozwijać do 2020 roku. Przepisy ustalą także maksymalne kwoty za jakie rząd zakontraktuje "zieloną" energię. Na ostatniej prostej mamy kilka zmian - wynika z informacji Obserwatora Legislacji Energetycznej.