1. Główna
  2. >
  3. Sieci
  4. >
  5. Co Amerykanie zrobili z miliardami dolarów za wenezuelską ropę?

Co Amerykanie zrobili z miliardami dolarów za wenezuelską ropę?

Zagraniczna prasówka energetyczna: Nie wiadomo, co się dzieje z kasą za wenezuelską ropę; Administracja Trumpa zaplątała się w cłach na aluminium; Chętnych do budowy elektrowni gazowych w Niemczech nie zabraknie; Wąskie gardła sieciowe coraz większym problemem w USA.
Trump wenezuela USA Fot. Depositphotos
Fot. Depositphotos

13 mld dolarów „pod kontrolą”, ale nie wiadomo czyją

USA po przejęciu w tym roku kontroli nad eksportem wenezuelskiej ropy mogły zarobić już ponad 13 mld dolarów. Administracja Donalda Trumpa nie informuje jednak, co dokładnie dzieje się z tymi pieniędzmi – pisze „Financial Times”.

Dziennik szacunkową kwotę wyliczył wykorzystując dane takich firm analitycznych jak Kpler czy Argus Media, dotyczące m.in. frachtów oraz cen i kosztów ropy wydobywanej w Wenezueli.

Kontrolę nad eksportem surowca USA przejęły na początku stycznia 2026 roku, gdy pojmano prezydenta Nicolasa Maduro. Jego stanowisko przejęła wiceprezydent Delcy Rodríguez, która współpracuje z administracją Trumpa. Po obaleniu Maduro zniesiono m.in. część sankcji.

Dochody z eksportu ropy naftowej dotychczas stanowiły około jednej czwartej PKB Wenezueli, więc oczekiwano, że w tej sytuacji łatwiej będzie tamtejszej gospodarce wyjść z trwającego od wielu lat kryzysu.

Zwłaszcza, że w ubiegłym miesiącu kraj ten został nawiedzony przez katastrofalne trzęsienie ziemi. ONZ sam koszt zniszczeń dotyczących budynków i infrastruktury szacuje na 37 mld dolarów.

Jednak według ekonomistów po pół roku od pojmania Maduro trudno doszukiwać się znaczących dowodów na ożywienie gospodarcze. Stąd pojawiają się domysły, że choć eksport wenezuelskiej ropy się zwiększa, to jednak czerpane z tego dochody tylko w niewielkiej części trafiają do Caracas.

Dlatego na administrację Trumpa zaczynają naciskać już zarówno politycy Partii Demokratycznej, jak i Republikanie, domagając się transparentności oraz informacji dotyczących handlu wenezuelską ropą. Według komentatorów ten temat może mieć także coraz większe znaczenie w kontekście kampanii przed jesiennymi wyborami połówkowymi do Kongresu.

„Financial Times” przypomina, że w styczniu Donald Trump oświadczył, że dochody z wenezuelskiej ropy będą pod jego kontrolą. Następnie wielokrotnie podkreślał, że USA na tym dużo zarabiają. Oficjalnie wskazywano również, że środki z handlu ropą mają być przechowywane na rachunkach powierniczych amerykańskiego rządu.

Z kolei Departament Energii informował, że fundusze „zostaną wykorzystane z korzyścią dla narodu amerykańskiego i narodu wenezuelskiego”. Departament Stanu w kwietniu informował, że do Wenezueli miało trafić około 3 mld dolarów. Od tamtego czasu brak jest dalszych informacji na ten temat.

Zobacz też: Nowy terminal LNG rozrusza rynek gazu? Jest szansa, ale trzeba poczekać przynajmniej cztery lata

Administracja Trumpa zaplątała się w cłach na aluminium

Od wielu lat amerykańska produkcja pierwotnego aluminium spada. Donald Trump chce, aby ten energochłonny przemysł znów się rozwijał w USA. Swój cel próbuje osiągnąć za pomocą ceł, ale bardziej szkodzi tym gospodarce niż pomaga producentom aluminium – uważa Robert Burgess, publicysta Bloomberga.

W ten sposób odnosi się do ogłoszonej w ostatnich dniach przez Biały Dom zmiany w cłach importowych na aluminium. Przewiduje ona, że obowiązujące od ubiegłego roku 50-procentowe cło może zostać obniżone do 25% dla podmiotów, które zainwestują w USA w produkcję aluminium – w budowę, rozbudowę lub modernizację zakładu produkcyjnego.

Burgess zaznacza, że w ten sposób administracja Trumpa w praktyce próbuje walczyć z problemem, który sama stworzyła wprowadzając 50-procentowe cło na podstawowy surowiec dla amerykańskiej gospodarki, wykorzystywany w licznych branżach przetwórstwa przemysłowego. Cło i spadek importu spowodowało wzrost kosztów aluminium, co odbija się na konkurencyjności amerykańskich produktów oraz cenach dla konsumentów.

Obecnie w USA działają cztery huty aluminium wobec 23 zakładów na początku XXI wieku. W 2025 roku – mimo wysokiego cła – import pokrywał około 60% zapotrzebowania na ten surowiec, wynoszącego około 4 mln ton rocznie.

Robert Burgess podkreśla, że inwestycje związane z budową nowych hut aluminium są kosztowne oraz czasochłonne, m.in. z powodu procedur administracyjnych i protestów społecznych. Ponadto kluczowy dla opłacalnej produkcji pierwotnego aluminium jest dostęp do taniej energii. Tymczasem w USA staje się ona coraz droższa z uwagi na gwałtownie rosnące zapotrzebowanie ze strony sektora technologicznego, inwestującego w centra danych i sztuczną inteligencję.

– Skuteczna polityka handlowa nie powinna opierać się na deficytach lub nadwyżkach, ale na tym, którzy partnerzy handlowi są bardziej wydajni w produkcji towarów i usługach. Stany Zjednoczone nie są konkurencyjnym producentem aluminium i mogą nigdy nim nie zostać – podkreśla publicysta Bloomberga i przypomina, że dotychczas głównym dostawcą tego surowca do USA była Kanada, która dzięki obfitości energii z elektrowni wodnych dysponuje znaczącą przewagą kosztową.

– Zamiast współpracować z Kanadą, wykorzystując jej przewagę w produkcji aluminium i przyczyniać się do obniżenia cen tego surowca dla krajowej gospodarki, administracja Trumpa bardziej skupia się na nadszarpnięciu relacji z najbliższym sojusznikiem USA – zaznacza Robert Burgess i dodaje, że amerykańskie cła na aluminium zasługują na miano „najgłupszych na świecie”.

Zobacz także: Reforma ETS: Bruksela łagodzi kurs, ale nie zmienia celu

Chętnych do budowy elektrowni gazowych w Niemczech nie zabraknie

Pierwsza z aukcji na budowę nowych elektrowni gazowych w Niemczech odbędzie się 8 września. Z deklaracji składanych przez koncerny energetyczne wynika, że zainteresowanie prawdopodobnie będzie większe niż określone w aukcji zapotrzebowanie na moc – analizuje Montel.

Chodzi o program wsparcia, dzięki któremu na początku przyszłej dekady ma zostać zagwarantowanych 11 GW mocy w dyspozycyjnych jednostkach. Warunki aukcji preferują elektrownie gazowe, które według założeń w przyszłości miałyby też wykorzystywać jako paliwo zielony wodór.

W ramach programu, który ma stanowić mechanizm przejściowy przed wprowadzeniem docelowego rynku mocy, przewidziano trzy aukcje. Dwie – po 4,5 GW każda – odbędą się w 2026 roku (we wrześniu i w grudniu), a trzecia – na pozostałe 2 GW – w 2027 roku. Nowe moce mają być gotowe w latach 2031-2032.

Z informacji, które zebrał Montel, wynika, że we wrześniowej aukcji podaż oferowanej mocy będzie prawdopodobnie większa od zapotrzebowania. Udział zadeklarował m.in. koncern Leag, który chce wybudować nowe bloki w Lippendorf i Schwarze Pumpe, gdzie wcześniej działały bloki na węgiel brunatny o łącznej mocy 3 GW, a także w Leipheim.

Z kolei Uniper planuje wystartować z projektami na łącznie 1,7 GW w elektrowniach Scholven i Staudinger. Udział otwarcie zapowiada również ENBW, choć nie zdradza szczegółów.

Tematu nie chcą też komentować takie grupy jak Steag, Trianel i RWE, ale ta ostatnia wcześniej zapowiadała, że może w aukcjach zaoferować projekty o łącznej mocy nawet 3 GW. Również Steag informował wcześniej, że do aukcji może zgłosić 2 GW.

Zobacz też: Baterie mogą przyciąć finansową kroplówkę dla elektrowni węglowych

Wąskie gardła sieciowe coraz większym problemem w USA

Popyt na energię w USA szybko rośnie z powodu rozwoju centrów danych i sztucznej inteligencji. To zapotrzebowanie można by zaspokoić taniej, gdyby amerykańska sieć przesyłowa miała mniej wąskich gardeł – uważa Gavin Maguire, komentator Reutersa.

Przywołuje przy tym przykład PJM Interconnection, największego operatora sieci przesyłowej w USA. Według wyliczeń firmy Gridraven, gdyby nie wąskie gardła, to tylko w maju i czerwcu klienci PJM mogliby zaoszczędzić 1,8 mld dolarów. Jeśli dotychczasowe tendencje się utrzymają, to w nadchodzących latach należy spodziewać się dalszego wzrostu kosztów.

Maguire wskazuje, że popyt na energię najszybciej rośnie w dużych aglomeracjach, wokół których są też lokowane inwestycje w centra danych. Natomiast większość inwestycji w źródła wiatrowe czy fotowoltaiczne jest realizowanych tam, gdzie gęstość zaludnienia jest niska i jest łatwiej o tereny pod budowę wiatraków lub farm fotowoltaicznych.

Bez rozbudowanej infrastruktury sieciowej jest więc trudno dostarczyć produkowaną w nich energię w okresach dużego popytu, a wtedy wysokie zapotrzebowanie muszą pokryć elektrownie gazowe czy węglowe.

Komentator Reutersa podkreśla, że przez wiele lat popyt na energię elektryczną w USA pozostawał praktycznie na niezmienionym poziomie, przez co energetycy mogli odkładać w czasie trudne decyzje dotyczące inwestycji w sieci elektroenergetyczne.

Swoje zrobiły również protesty społeczne, przewlekłe procedury administracyjne, a także kwestie związane z finansowaniem projektów. W efekcie w obecnej dekadzie średniorocznie oddawano do użytku w USA tylko około 180 km nowych linii przesyłowych.

Gavin Maguire podkreśla również, że tę sytuacje próbują wykorzystać firmy wyspecjalizowane w analizowaniu i modelowaniu przepustowości sieci, które oferują swoje usługi operatorom, aby ci mogli wykorzystywać jak najefektywniej już istniejącą infrastrukturę.

Zobacz również: Setki miliardów na inwestycje w sieci. Kto to wszystko zrobi?

Tydzień Energetyka: Decyzja prezydenta zabrała pieniądze dla pakietu CPN; Znów bomby w Zatoce, ropa i gaz drożeją; Nowe wsparcie dla ciepłownictwa, Brytyjski rząd znosi VAT na prąd
Businessman on blurred background using law protection right 3D rendering
Businessman on blurred background using law protection right 3D rendering
Zielone technologie rozwijają:
Spółki sieciowe muszą uzgadniać z URE swoje plany inwestycyjne. A co się dzieje gdy urząd nie zatwierdzi planu?
Handshake of two men in business suits. In the center is a globe, miniature wind turbines on a green base. Cooperation in the field of clean energy and global business initiatives.
Samochody elektryczne przestają być wyłącznie środkiem transportu. Wraz z rozwojem technologii vehicle to everything (V2X) mogą być ważnym elementem systemu elektrycznego wspierającym jego elastyczność.
Modułowy sterownik CHARX, wyświetlacz dotykowy i licznik energii Iskra oferują producentom i operatorom infrastruktury ładowania niezawodne i przyjazne dla użytkownika rozwiązanie zapewniające zgodność z prawem Eichrecht.
Modułowy sterownik CHARX, wyświetlacz dotykowy i licznik energii Iskra oferują producentom i operatorom infrastruktury ładowania niezawodne i przyjazne dla użytkownika rozwiązanie zapewniające zgodność z prawem Eichrecht.