Spis treści
Mimo słów unijnego komisarza ds. energii Dana Jorgensena, że sytuacja w dłuższej perspektywie jest porównywalna z wielkim kryzysem i „szokiem naftowym” po wojnie Jom Kippur z początku lat 70. ubiegłego wieku, w ocenie Komisji wystarczy koordynacja i obserwacja zamiast przymusowych oszczędności i prawnie skoordynowanych działań.
Pytani o jakieś bardziej „twarde” rozwiązania europejscy komisarze ograniczali się do stwierdzeń, że jeśli jakieś państwo członkowskie uzna to za stosowne, to może wprowadzić jakieś restrykcje.
Czy leci z nami pilot
Pod tą nazwą kryje się nafta lotnicza, zwana też kerozyną, czyli paliwo do samolotowych silników. Tutaj sytuacja wygląda najgorzej, bo 25% światowej produkcji tego paliwa było produkowanego nad Zatoką Perską, a Europa importowała stamtąd około 40% paliwa lotniczego. Europejskie lotniska już od pewnego czasu alarmowały, że nafty wystarczy na najwyżej kilka tygodni i w sezonie wakacyjnych wylotów pojawi się poważny problem.
Zresztą linie lotnicze już zaczęły modyfikować siatki połączeń, przewidując kłopoty nie tylko z ceną, ale i z dostępnością paliwa w ogóle, więc kasują połączenia (Lufthansa około 20 tys. do końca roku), a paliwa w Europie według słów szefa Międzynarodowej Agencji Energii Fatiha Birola może starczyć na sześć miesięcy. Od rozpoczęcia wojny, ceny kerozyny wzrosły w UE o 85-100 proc. Paliwo to zwykle około 25-30 proc. kosztów linii, więc jest to podwyżka odbija się bardzo mocno na przewoźnikach.
Przed wystąpieniem Komisji nie brakło spekulacji, że zaproponuje ona coś w rodzaju uwspólnotowienia zapasów kerozyny wewnątrz UE. Co dla Polski byłoby problemem, bo akurat nasze rafinerie produkują więcej niż jest zużywane przez samoloty tankujące na polskich lotniskach.
Nic takiego nie nastąpiło. Komisja stwierdziła, że zamiast reglamentować, stworzy Obserwatorium Paliw, czyli strukturę monitorującą produkcję, import, eksport i zużycie paliw wykorzystywanych w transporcie. Obserwatorium ma alarmować zawczasu, jeśli gdzieś pojawi się wizja braku paliwa. Komisja „zachęca” też kraje członkowskie do poszukiwania alternatywnych źródeł paliwa lotniczego.

Komisja zaleca też koordynację działań w celu uniknięcia rywalizacji firm z państw UE o deficytowe paliwo.
Ale brakuje wskazówek jak w praktyce ta koordynacja miałaby wyglądać. Najlepszym sposobem uniknięcia wzajemnego podbijania ceny wydają się wspólne zakupy (tak jak przy szczepionce na COVID-19), ale w zaleceniach Brukseli nie wspomina się o tym. Kraje mają raportować do Brukseli o swoich zapasach, ale co Komisja zrobi z tą informacją – nie wiadomo.
Obserwatorium paliwowe
Obserwatorium ma także monitorować działalność europejskich rafinerii i tu Komisja wspomina o bliżej niesprecyzowanych wspólnych działaniach w celu koordynacji ich działania i produkcji, aby paliw nie zabrakło. Zabrakło za to konkretów, odnoszących się do warunków rynkowych, w których europejskie rafinerie z trudem albo wcale nie są w stanie konkurować z producentami importowanych paliw.
I tu wraca temat ograniczenia popytu. Generalnie kraje członkowskie, w tym i Polska nic nie robią w tym kierunku, a wręcz przeciwnie, obniżając podatki usiłują stwarzać wrażenie, że nic się nie dzieje i można tankować to woli. Zapewne do czasu.
W komunikacie Komisji nie ma też wzmianek na temat ewentualnego podatku od nadmiarowych zysków firm paliwowych. Według nieoficjalnych wypowiedzi urzędników Brukseli jeśli jakieś państwo wprowadzi taki podatek, to będzie on sprawdzany pod kątem zgodności z zasadami wspólnego rynku.
Problem z zapasami gazu wraca
Drugi rok z rządu wraca też problem z gromadzeniem zapasów gazu na następną zimę. Gaz, także dzięki awanturze na Bliskim Wschodzie jest obecnie na rynku droższy, niż z dostawą w zimie. To nie skłania komercyjnych podmiotów do gromadzenia zapasów, aby sprzedać je z zyskiem w sezonie chłodnym, kiedy teoretycznie to paliwo powinno być droższe. Ostatnio GIE, czyli organizacja operatorów infrastruktury gazowej wezwała nawet do wprowadzenia kontraktów różnicowych dla magazynujących gaz. Po to aby ich zabezpieczyć przed potencjalnymi stratami, i aby przede wszystkim zgromadzić zapasy.
Z kolei Komisja zapowiedziała „ułatwienia” poprzez monitoring tempa napełniania magazynów i zasugerowała, że może ewentualnie zmniejszyć obowiązkowy poziom zapełnienia magazynów jesienią. Ale konkretów na razie brak, a tymczasem ujemne rynkowe spready lato/zima nie zachęcają do gromadzenia zapasów.
Już w sobotę 25 kwietnia wchodzi w życie przyjęty wcześniej zakaz kupowania rosyjskiego LNG na rynku spot, który obejmie około jednej trzeciej dostaw LNG z Rosji.
W przyjętym właśnie 20. pakiecie sankcji na Rosję UE niby jest zakaz usług morskich (czyli przewożenia tankowcami) rosyjskiej ropy i produktów naftowych, ale nie wiadomo kiedy wejdzie w życie. Bo to ma zostać uzgodnione w ramach grupy G7. Jest też zakaz jakichkolwiek usług dla pływających pod rosyjską flaga jednostek do przewozu LNG. No i to w zasadzie tyle.
Elektryfikacja na przyszłość
Kryzys z dostawami paliw kopalnych ma wreszcie być impulsem do dalszej elektryfikacji czego się da w unijnych gospodarkach. Elektryfikacji za pomocą prądu wytwarzanego na miejscu, w Europie. Komisja argumentuje, że gdyby nie ETS, roczne zużycie gazu byłoby większe o 100 mld m sześc. rocznie niż jeszcze kilka lat temu. Należy zatem jeszcze bardziej naciskać na przestawianie transportu i ogrzewnictwa na zasilanie energią elektryczną. Czyli na samochody elektryczne i pompy ciepła.
Czytaj też: Europa uwikłała się w sieć strukturalnych sprzeczności. ETS jest jedną z nich
Komisja wezwała też kraje członkowskie do opóźnienia wygaszania elektrowni, które wyczerpały już swój resurs. Czy obejmuje to także elektrownie węglowe, którym w Polsce w 2028 roku kończy się teoretycznie źródło finansowania w postaci rynku mocy? Pytani przez o to nieoficjalnie urzędnicy KE unikali brzydkiego słowa na „c” (coal), ale teoretycznie polski rząd ma teraz dobry moment na negocjacje jakiegoś mechanizmu wsparcia po 2028 roku bo wiadomo, że część elektrowni węglowych będzie jeszcze potrzebna.
