1. Główna
  2. >
  3. Energetyka konwencjonalna
  4. >
  5. Gaz
  6. >
  7. Greenpeace kontra Polskie Sieci Elektroenergetyczne: spór o rolę gazu w energetyce

Greenpeace kontra Polskie Sieci Elektroenergetyczne: spór o rolę gazu w energetyce

Greenpeace: Nikt w państwie nie kontroluje liczby elektrowni gazowych w rynku mocy I ilości gazu, co grozi uwięzieniem Polski w gazowym skansenie. PSE odpowiada: Polski rynek mocy jest europejskim standardem, a bez jednostek gazowych nie da się zapewnić bezpieczeństwa systemu
Infrastruktura gaz`

Podejmowane dziś decyzje rozstrzygną o kształcie polskiej energetyki na wiele lat. Inwestycje w poszczególne sektory, takie jak OZE, sieci, gaz czy atom oraz sposób rozłożenia kosztów tych inwestycji pomiędzy budżet państwa i odbiorców będą miały wpływ na konkurencyjność całej gospodarki. Ta jedna z najważniejszych dla Polski spraw powinna być przedmiotem debaty publicznej znacznie bardziej pogłębionej niż to się dzieje do tej pory.

Fragmentem tej debaty jest spór o rolę gazu w energetyce. Redakcja WysokieNapiecie.pl publikuje dziś dwie opinie. Jedną z nich przedstawia Greenpeace, wedle którego inwestycje w energetykę gazową są nieprzemyślane i skończą się niepotrzebnymi kosztami społecznymi. Z kolei PSE odpowiada, że bez nowych elektrowni gazowych nie uda się zapewnić bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Stop gazowej samowoli – pisze Anna Meres

koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska

Transformację energetyczną w Polsce powinien planować i nadzorować rząd. Ale nawet Komisja Europejska nie jest w stanie tego od niego wyegzekwować. W praktyce rolę tę przejmują Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA. Wraz ze spółkami energetycznymi planują, co chcą. A chcą przede wszystkim dużo gazu z importu. Greenpeace wnioskuje do Najwyższej Izby Kontroli, by sprawdził, czy ta samowola jest legalna i skąd się biorą dane do prognoz ogłaszanych przez spółki.

Zanim w punktach wymienię, co nas skłania, by sprawie przyjrzał się NIK, krótkie przypomnienie. Transformacja energetyczna ma jeden, zasadniczy cel. Jest nim odejście od spalania paliw kopalnych, wywołującego katastrofalne zmiany klimatyczne. Dla wielu równie ważnym celem jest skok cywilizacyjny i gospodarczy, jaki towarzyszy przechodzeniu ku czystej energetyce przyszłości. Przyszłości, która właśnie nadeszła – wiemy, że paliwa kopalne to skansen, a nowe technologie w energetyce opartej na spalaniu węgla czy gazu to modernizowanie dyliżansów, kiedy część ludzkości odjeżdża koleją.

Gaz trwale przejściowy

Przypomnę też, że gaz nie jest czystym paliwem, jak próbuje nas oszukiwać branża gazowa. Szkodliwość dla klimatu emisji metanu powstających w energetyce opartej na gazie, zwłaszcza w postaci gazu skroplonego LNG, jest faktem. Ma to już przełożenie na międzynarodowe polityki ograniczania emisji, obowiązujące także Polskę.

Nieprzypadkowo więc do niedawna konsensus zakładał, że gaz w energetyce będzie paliwem przejściowym. Tymczasem logiczna niedorzeczność, która w debacie publicznej pojawiła się w 2023 roku, czyli określenie, że gaz jest „paliwem trwale przejściowym”  zaczyna nabierać realnych kształtów, co otwarcie deklarują czołowe polskie przedsiębiorstwa energetyczne. 

Widząc festiwal zapowiadanych inwestycji w nowe bloki gazowe i infrastrukturę odbiorczo-przesyłową z jednej strony, a z drugiej strony śledząc prace nad aktualizacją Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) i Polityki Energetycznej Polski (PEP), postanowiliśmy przeanalizować wszystkie dostępne dokumenty planistyczne rządu i ogłaszane publicznie plany spółek (w tym PSE i Gaz System) i postawić kilka zasadniczych pytań.

W trosce o polską rację stanu, bezpieczeństwo energetyczne kraju i realizację rzeczywistej transformacji energetycznej, należy poznać przyczyny chaosu, braku koordynacji i opieszałości w prowadzeniu polityki energetycznej państwa z jednej strony, a z drugiej – zadać pytanie o przyczyny rażących rozbieżności pomiędzy dokumentami rządu a planami spółek skarbu państwa i legalność niektórych działań spółki PSE, o czym poniżej.

Bloki gazowe elektrownie grudzien 2025
Największe istniejące, budowane i planowane bloki gazowe.

Na podstawie przeprowadzonej analizy złożyliśmy do NIK dwa osobne wnioski: o kontrolę ministerstw odpowiedzialnych za transformację energetyczną oraz o kontrolę PSE. Oczekujemy, że NIK określi co i jak należy naprawić by Polki i Polacy nie utknęli w gazowym średniowieczu, skazani na uzależnienie od importu na kolejne dekady.

Polska bez planu

Oto tezy, które potwierdziliśmy w toku naszej analizy i przekazujemy do NIK, by zostały zweryfikowane w postępowaniu kontrolnym:

  1. Polska nie posiada aktualnych najważniejszych dokumentów strategicznych określających jak ma przebiegać transformacja energetyczna. Komisja Europejska złożyła w październiku br. skargę na Polskę do TSUE za brak aktualizacji KPEiK. Ostatni KPEiK został przyjęty w 2019 roku. Dokumenty te powstają w sposób przewlekły, nie tworząc właściwego punktu odniesienia  dla spółek energetycznych. Co jakiś czas pojawiają się nowe założenia proponowanych aktualizacji – ostatnia wersja pochodzi z grudnia 2025 i jest nadal procedowana.
  1. W międzyczasie operator sieci, spółka PSE oraz grupy energetyczne publikują swoje własne prognozy i strategie, które są rozbieżne nie tylko ze starymi obowiązującymi dokumentami rządowymi, ale także z założeniami aktualizacji prezentowanymi przez rząd. Z faktu tego płynie pierwszy wniosek, że rząd nie kontroluje właściwe wdrożenia rządowych planów w zakresie energetyki – mimo iż sprawuje pośrednio nadzór nad działaniami PSE – poprzez pełnomocnika ds. Infrastruktury strategicznej.
  1. Z analizy planów PSE oraz strategii grup energetycznych wynika, że mają własną wizję transformacji, w której widzą znaczącą, dużą większą niż rząd rolę gazu w miksie energetycznym. W ostatniej, procedowanej aktualnie propozycji aktualizacji KEPiK z grudnia 2025 rząd przewiduje, że w 2035 w Polsce produkowanych będzie ok 27 TWh z gazu, gdy tymczasem PSE prognozuje 49-57 TWh, a grupy energetyczne ok. 72 TWh. To odpowiednio dwu i prawie trzykrotnie więcej niż zakłada rząd. Jednocześnie podczas gdy rząd przyjmował i prognozuje ok 12-15% udziału gazu w produkcji energii elektrycznej w 2035, największe przedsiębiorstwa energetyczne zakładają ten udział na znacząco wyższym poziomie np. PGE 43%, Enea 39%, Orlen 50% (przy czym Orlen podaje dane dla produkcji energii elektrycznej i ciepła).
  1. Realizacja tak dużych planów gazowych nie byłaby możliwa i opłacalna, gdyby nie kontrakty mocowe pozyskiwane przez grupy energetyczne na rynku mocy. I tu z pomocą grupom przyszło ostatnio PSE. Aukcja dogrywkowa na rynku mocy na rok 2029 przeprowadzona przez PSE promowała gaz jako źródło energii (poprzez sztuczną zmianę jednego ze współczynników) stawiając go przed magazynami energii (które wygrywały poprzednią aukcję) i tym samym sprzyjała planom znaczącej rozbudowy mocy gazowych przez grupy energetyczne. PSE działało tak mimo faktu, że łącznie grupy energetyczne planują znacząco więcej gazu w miksie niż prognozuje rząd, którego plany powinno wspierać PSE.
  1. Wygląda na to, że PSE, nie posiadając odpowiedniego umocowania, bazując na własnych modelach i założeniach, które nie są podawane do wiadomości publicznej, wpływa w istotny sposób na kierunek transformacji energetycznej w Polsce i promuje w ostatnim czasie gaz jako źródło energii z konsekwencjami na kolejne dekady. Ani PSE ani Ministerstwo nie odpowiedziało na prośbę Fundacji Greenpeace Polska o ujawnienie danych o modelu i przyjmowanych do modelowania założeń, które determinują decyzje i zapotrzebowanie na moce zgłaszane przez PSE do grup energetycznych.
  1. Zasadnym staje się przypuszczenie, że brak aktualnych dokumentów rządowych i niewłaściwy nadzór rządu nad działaniami PSE oraz wdrażaniem transformacji energetycznej przez grupy energetyczne, a także brak transparentności w zakresie modelowania rynku przez PSE i jego decyzji, sprawia, że doszliśmy do momentu, w którym nikt całościowo, na poziomie państwa, nie kontroluje ilości gazu w przyszłym miksie i może uwięzić Polskę w gazie (tak jak obecnie wciąż uwięziona jest w węglu) na kolejne dekady, bo taką żywotność ma nowa infrastruktura gazowa.
  1. Niesie to ze sobą konkretne zagrożenia dla Polek i Polaków: ryzyko wysokich cen energii, kosztów osieroconych w przyszłości (tak jak obecnie ma to miejsce dla węgla) szacowanych na dziesiątki miliardów złotych, ryzyko zależności od importu i większa podatność na działanie czynników geopolitycznych. Wobec nowych, nieobecnych przez dziesięciolecia zagrożeń dla konwencjonalnej infrastruktury energetycznej, wizja rozbudowy scentralizowanej energetyki paliwowej wydaje się radykalnie sprzeczna z koniecznością zabezpieczenia źródeł energii poprzez jej rozproszenie, na co pozwalają odnawialne źródła energii. To rozbudowa energetyki OZE powinna być priorytetem państwa w obecnej sytuacji geopolitycznej

Gaz trwale uzależnia i nie daje bezpieczeństwa

W podsumowaniu chciałabym podkreślić, że nasze wniosek do NIK o skontrolowanie planów inwestycji w energetykę gazową, wynika z zaobserwowanych przez nas rozbieżności w publicznie dostępnych dokumentach prezentowanych przez strony zaangażowane w transformację energetyczną i z ewidentnego nadmiaru mocy gazowych, planowanych przez spółki. Szczególnie PSE odmawia uzasadnienia dla swoich prognoz – jako Greenpeace domagamy się, by PSE w postępowaniu kontrolnym przedstawiło NIK uzasadnienie dla swych prognoz.

Mówiąc wprost, NIK musi zapytać, skąd PSE wie, że aż tyle gazu będzie potrzebne w energetyce, skoro dokumenty rządowego tego nie potwierdzają. Prezes General Motors miał powiedzieć przed laty, że co jest dobre dla jego spółki, jest dobre dla Ameryki. Aktualny obraz naszej transformacji energetycznej sugerowałby, że co jest dobre dla PSE i spółek paliwowych, jest dobre dla Polski. A to nie jest prawdą. Polacy potrzebują taniej, czystej i bezpiecznej energii.

Uzależnienie od dostaw gazu bezpieczeństwa nie zapewnia – pokazał to niedawno szantaż gazowy Kataru, który straszy unieważnieniem kontraktów na to paliwo, jeśli Europa nie odstąpi od regulacji dotyczących respektowania praw człowieka i przepisów środowiskowych przez eksporterów (dyrektywa CSDDD). Do podobnych działań może w każdej chwili posunąć się Donald Trump. Jeśli spółki mówią, że gaz to bezpieczeństwo, to zwyczajnie mijają się z prawdą.

Energetyka nie zdekarbonizuje się bez gazu

– replikuje Konrad Purchała, wiceprezes PSE

Energetyka wciąż stoi przed wyzwaniem zapewnienia odbiorcom czystej, nieemisyjnej energii elektrycznej w każdych warunkach pogodowych. Musi się to odbywać w sposób ekonomicznie akceptowalny i jednocześnie gwarantujący bezpieczną pracę systemu elektroenergetycznego.

Nie wpadajmy w ekonomiczną utopię

Mówi się że „Świętym Graalem” energetyki są magazyny energii. Postęp technologiczny w tym obszarze jest imponujący. Na obecnym etapie rozwoju technologii, niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie, potrzebujemy jednak elektrowni konwencjonalnych, zdolnych do pracy i zaspokajania potrzeb odbiorców niezależnie od warunków pogodowych.

To szczególnie ważne w okresie elektryfikacji, w której to energia elektryczna stanie się podstawowym źródłem ciepła i zasili transport oraz przemysł. Jest to duże wyzwanie dla całej elektroenergetyki, która musi przede wszystkim zagwarantować odbiorcom, że zawsze będą mieli dostęp do produktu, którego potrzebują.

Magazyny bateryjne mają do odegrania swoją rolę w bilansowaniu systemu i zapewnianiu mu regulacyjności. Jednak chociaż ich cena spada, pojemność magazynów potrzebna do zastąpienia przez nie jednostek konwencjonalnych sprawia, że takie przedsięwzięcie jest ekonomiczną utopią.

Pierwszym powodem są koszty instalacji magazynu. Cena magazynów o pojemności pozwalającej na nieprzerwaną pracę przez około 50 godzin jest ok. 10 razy wyższy, niż koszt elektrowni gazowej, pozbawionej limitu czasu pracy (10 mln EUR/MW vs 1 mln EUR/MW).

Jeśli chcielibyśmy zapewnić sobie zdolność do pracy przez jeszcze dłuży czas, koszt CAPEX rośnie prawie liniowo z pojemnością.

Nie wieje i nie świeci – nie ma energii nawet w magazynie

Drugim powodem jest dostęp do paliwa. O ile elektrownie gazowe czy węglowe mogą pracować właściwie bez ograniczeń czasowych, magazyny nie są źródłem jako takim, więc potrzebują energii do naładowania. Nie rozwiążą zatem problemu wielodniowej niskiej generacji z OZE, bo dodatkowa energia niezbędna do napełnienia magazynu po prostu nie będzie dostępna. W takich przypadkach źródła dyspozycyjne są niezastąpione.

W ramach rynku mocy, w każdej aukcji konkurują ze sobą wszystkie technologie. Ich przydatność do wsparcia bilansu mocy jest określana przez tzw. korekcyjny współczynnik dyspozycyjności (KWD). W ostatnich aukcjach KWD dla magazynów jest dość niski, co wynika właśnie z wyżej opisanych uwarunkowań. Przede wszystkim chodzi tu o stosunek dostępnej energii nadwyżkowej np. z OZE do pojemności magazynów, który przesądza o zdolności magazynów do naładowania się i dostarczania w ten sposób wymaganego poziomu pewności zasilania.

Na rynku mocy zakontraktowano już blisko 6 GW magazynów energii na lata 2027-2029 oraz kolejne ok. 5 GW na rok 2030. Tych 11 GW magazynów o łącznej pojemności ok. 44 GWh całkowicie wyeliminuje problem obsługiwania dobowych szczytów zapotrzebowania, w szczególności w okresie kwiecień-wrzesień.

magazyny baterie moce mw gw 10 2024
Do końca października 2024 r. warunki przyłączenia do sieci przesyłowej wydano magazynom energii o łącznej mocy 24 GW.

Rok trwa jednak 12 miesięcy, a w sezonie jesienno-zimowym znacznie trudniej będzie pozyskać nadwyżki energii do naładowania magazynów. Magazyny potencjalnie nie będą więc mogły zrealizować swoich obowiązków mocowych, stąd niski KWD.

Dlaczego gaz jest w sam raz

Skoro system elektroenergetyczny nadal wymaga dyspozycyjnych mocy wytwórczych, warto zastanowić się, jakie technologie są dziś w praktyce dostępne dla inwestorów. Bloki węglowe? Ostatnie duże bloki węglowe uruchomione w Unii Europejskiej to jednostki zbudowane w Polsce – bloki 5 i 6 w Opolu, blok 11 w Kozienicach oraz blok 7 w Jaworznie – a także niemiecki Datteln 4, oddany do eksploatacji w 2019 roku.

Od momentu przyjęcia przez Unię Europejską w 2019 roku ograniczeń emisyjnych w mechanizmach mocowych, nowe bloki węglowe nie mają już w Europie dostępu do finansowania w ramach tych mechanizmów i stały się bardzo trudno „bankowalne”. Co więcej, ograniczona elastyczność tej technologii oraz polityka dekarbonizacyjna UE i wynikające z niej rosnące koszty uprawnień do emisji CO2 bardzo istotnie osłabiają ich ekonomikę.

Jednostki biogazowe? Do pewnego stopnia tak, jednak ze względu na niewielkie moce jednostkowe oraz ograniczoną dostępność substratu pełnią one przede wszystkim rolę uzupełniającą i mają głównie znaczenie lokalne, a nie systemowe.

To może energetyka jądrowa? Ta z kolei wiąże się z bardzo długim i kapitałochłonnym procesem inwestycyjnym, podczas gdy potrzeba zastępowania starzejących się bloków węglowych ma charakter bieżący i nie może zostać odłożona w czasie.

Z powyższych względów w ramach aukcji rynku mocy inwestorzy proponują obecnie niemal wyłącznie nowe moce gazowe, realizowane w technologiach CCGT lub OCGT, które mogą być wybudowane relatywnie szybko, opierają się na dobrze rozpoznanej technologii, charakteryzują się umiarkowanymi kosztami utrzymania oraz wysoką elastycznością, dzięki czemu najlepiej spośród dostępnych technologii wytwarzania nadają się do współpracy ze zmienną generacją ze źródeł odnawialnych. Dodatkowo jednostki takie będą się w przyszłości nadawały do zasilania paliwami zdekarbonizowanymi.

Można więc postawić pytanie, czy zamiast budowy nowych mocy wytwórczych nie należałoby w większym stopniu wykorzystywać istniejących jednostek, w szczególności bloków węglowych. Nie jest to rozwiązanie długofalowe – większość tych bloków jest już w znacznym stopniu wyeksploatowana i wymagałaby kosztownych inwestycji odtworzeniowych, których ekonomiczne uzasadnienie jest coraz słabsze.

Jednocześnie możliwości uzyskiwania przychodów przez te elektrownie są istotnie ograniczone, między innymi ze względu na restrykcje w dostępie do mechanizmów wsparcia, takich jak rynek mocy. Również na rynku energii ich konkurencyjność jest coraz mniejsza, głównie z powodu wysokich kosztów uprawnień do emisji CO₂, które znacząco podnoszą koszty zmienne wytwarzania.

Ograniczona elastyczność technologiczna bloków węglowych dodatkowo pogłębia ten efekt, utrudniając im dostosowanie się do warunków pracy systemu z rosnącym udziałem źródeł odnawialnych.

Właśnie elastyczność jest dziś najpilniej potrzebną cechą systemu elektroenergetycznego. Nie istnieje jedna technologia, która mogłaby ją zapewnić w pełnym zakresie, jednak jednostki gazowe, charakteryzujące się relatywnie niskimi kosztami eksploatacji oraz zdolnością do szybkiego uruchamiania i odstawiania, oferują pod tym względem zdecydowanie lepsze parametry niż bloki węglowe czy jądrowe.

Istotnym źródłem elastyczności będą również magazyny energii, niekoniecznie wyłącznie bateryjne, ponieważ znaczącą rolę mogą odegrać także magazyny ciepła, które w połączeniu z elektrycznymi źródłami ogrzewania umożliwiają efektywne zagospodarowanie nadwyżek generacji ze źródeł odnawialnych.

Nie można przy tym pomijać roli odbiorców końcowych, których reakcje na sygnały cenowe na rynku hurtowym, polegające na dostosowywaniu profili zużycia do aktualnej sytuacji bilansowej systemu, mogą w istotny sposób przyczyniać się do ograniczania wahań cen energii i poprawy efektywności całego systemu.

Dekarbonizacja nie jest celem samym w sobie

Greenpeace zarzuca PSE przekraczanie uprawnień i promowanie gazu. To przedziwny zarzut. Rynek mocy jest technologicznie neutralny, a jego kształt jest europejskim standardem. Najwyższa Izba Kontroli prowadziła m.in. w PSE, Ministerstwie Klimatu i Środowiska oraz Urzędzie Regulacji Energetyki czynności kontrolne w zakresie funkcjonowania rynku mocy i nigdy nie dopatrzono się uchybień ze strony operatora w tym zakresie.

Autorom apelu umyka kluczowa kwestia – to nie PSE ani rząd, lecz inwestorzy podejmują decyzje dotyczące budowy nowych źródeł wytwórczych oraz wyboru technologii.

Rolą PSE jest natomiast określenie prognozowanego zapotrzebowania na moc niezbędną do zapewnienia bezpieczeństwa pracy systemu elektroenergetycznego oraz organizacja aukcji rynku mocy. Dane publikowane przez PSE jednoznacznie wskazują, że brak zastąpienia wycofywanych bloków węglowych innymi źródłami dyspozycyjnymi prowadziłby do niedotrzymania wymaganych wskaźników niezawodności dostaw energii.

Podobne wnioski formułują również organy administracji publicznej, w tym Urząd Regulacji Energetyki oraz minister odpowiedzialny za obszar energii. Co więcej, analizy prowadzone przez europejskich operatorów systemów przesyłowych w ramach European Resource Adequacy Assessment (ERAA), a następnie zatwierdzane przez Agencję ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER), potwierdzają zasadność tych ocen na poziomie całej Unii Europejskiej.

Dekarbonizacja nie jest celem samym w sobie – nadrzędnym celem pozostaje zaspokojenie potrzeb odbiorców. Rosnący udział OZE w krajowym miksie energetycznym pozwala ograniczać oddziaływanie sektora na środowisko, jednak odbywa się to w warunkach postępującej elektryfikacji na dużą skalę, w której to energia elektryczna będzie w coraz większym stopniu napędzać gospodarki i społeczeństwa przyszłości.

Oznacza to konieczność zapewnienia jej dostaw w sposób bezpieczny, niezawodny i przy możliwie najniższych kosztach. Dekarbonizacja jest procesem złożonym i długoterminowym, który musi być rozłożony w czasie, zwłaszcza w kraju takim jak Polska, gdzie uzależnienie od wysokoemisyjnych paliw kopalnych pozostaje bardzo wysokie.

Za nami pierwszy etap transformacji, czyli osiągnięcie około 30-procentowego udziału OZE w miksie energetycznym. Uzyskanie kolejnych 30% będzie znacznie trudniejsze, a pełna dekarbonizacja z pewnością będzie wymagała wdrożenia nowych, nieistniejących jeszcze technologii. Źródła odnawialne nie są uniwersalną receptą na wszystko  – nie są bowiem źródłami dyspozycyjnymi i wymagają rezerwowania.

Niskie poziomy generacji OZE to nie teoretyczny scenariusz: od początku grudnia generacja wiatrowa i fotowoltaiczna pokrywała średnio jedynie około 10% zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce, mimo że ich łączna moc zainstalowana sięga około 37 GW. OZE będą się oczywiście dalej rozwijać, a wraz z nimi będzie rosła rola magazynów energii, jednak zapewnienie odbiorcom nieprzerwanego dostępu do energii elektrycznej wymaga istnienia źródeł rezerwowych, które muszą charakteryzować się możliwie niskimi kosztami inwestycyjnymi i eksploatacyjnymi.

Próba zmiany władzy w Wenezueli to efekt obliczonej na długie lata strategii. Amerykański rząd chce dać zarobić rafineriom na południu USA. A kto na tym straci?
ropa usa fot. Depositphotos
Fot. Depositphotos
Zagraniczna prasówka energetyczna: Jaki los czeka wenezuelską ropę; Wiatraki nie w smak akcjonariuszom Siemensa; Czy Trump uratuje amerykański węgiel; Chińskie wiatraki dobijają się do Europy; Silniki lotnicze sposobem na kolejki po turbiny gazowe.
Oil and gas industry background. Oil pump silhouette against venezuela flag. 3D Rendering
Jak dotąd nikt nie został za to pociągnięty do odpowiedzialności na naftowe przekręty w Wenezueli. Fot. Depositphotos
Tydzień Energetyka: Nowe stare pomysły na wiatraki; Porozumienie w PG Silesia; Poślig nowych gazówek w Ostrołęce, Grudziądzu i Adamowie; PEJ ma 4,6 mld zł; Sukcesja w ZE PAK; Proces o Polimery Police.
Czy polskie wiatraki faktycznie tak bardzo potrzebują 500 metrów
Fot. Depositphotos
Technologie wspiera:
Zielone technologie rozwijają:
Włosi policzyli koszt fotowoltaiki „bez Chin”. Aukcyjny eksperyment NZIA, wiążący wsparcie PV z pochodzeniem kluczowych komponentów, pokazał wyraźną premię za „odporność” łańcucha dostaw – średnia cena była o ok. 17% wyższa niż w standardowej aukcji FER X.
Chinas manufacturing growth slows in April, hit by tightening