Spis treści
Będzie kolejna ustawa wiatrakowa
Niespodzianki nie było, prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę odległościową. Niespodzianką nie było także uzasadnienie, bo obok rytualnego seansu niechęci do energetyki wiatrowej, a odnawialnej w ogóle, prezydent wskazał też na wrzucenie do ustawy przepisów o zamrożeniu cen prądu dla gospodarstw domowych w IV kwartale.
Parę godzin później do Sejmu trafił prezydencki projekt o zamrożeniu cen, żywcem wyjęty z zawetowanej ustawy. W odpowiedzi rząd w osobie ministra energii Miłosza Motyki zapowiedział złożenie własnego projektu o zamrażaniu. Minister zasygnalizował też, że jakieś przepisy, ułatwiające budowę farm wiatrowych rząd będzie starał się przeforsować w porozumieniu z organizacjami branżowymi.
Budząca najwięcej emocji kwestia odległości minimalnej od zabudowań jest drugorzędna, ważniejsze jest skrócenie procedur, tak aby cały proces inwestycyjny nie trwał co najmniej 5 lat.
Czytaj też: Czy polskie wiatraki faktycznie tak bardzo potrzebują 500 metrów?
Przydałaby się w tej sprawie sensowna kohabitacja prezydenta z rządem, tak aby obie strony wyjaśniły sobie jakie są ich priorytety, a gdzie nie będą chciały ustąpić.
Prezydent Nawrocki wezwał rząd do współpracy już na etapie projektowaniu ustaw, ale minister energii Miłosz Motyka stwierdził, że zgodnie z konstytucją prezydent może ustawy podpisywać, wetować lub skierować do TK, natomiast nie może wpływać na ich kształt w trakcie prac legislacyjnych.
Literalnie rzecz biorąc, Motyka ma rację. Jednak przeszkód konstytucyjnych dla negocjacji projektów z prezydentem nie ma i takie rzeczy działy się wcześniej. Np. w 1999 r. kształt reformy administracyjnej po pierwszym wecie Aleksandra Kwaśniewskiego rząd AWS negocjował z prezydentem zanim ustawę uchwalono. Wymagałoby to jednak obniżenia temperatury politycznego sporu oraz większego poczucia odpowiedzialności za państwo ze strony głównych aktorów sceny politycznej.
W dyskusję nad wiatrakami włączyło się też PSE. W sporządzonej na potrzeby rządu analizie czytamy, że „generacja z dodatkowego 1 GW mocy farm wiatrowych (zwiększenie mocy z 11 GW do 12 GW) będzie skutkowała obniżeniem kosztów wytwarzania energii elektrycznej o ok. 5% w stosunku do scenariusza referencyjnego. Efekt ten jest silniejszy w latach charakteryzujących się większą wietrznością.
Po dodaniu kolejnego 1 GW (zwiększenie mocy z 11 GW do 13 GW) można oczekiwać dalszego spadku średnich kosztów wytwarzania energii, sumarycznie o ok. 9% w stosunku do scenariusza referencyjnego. Zwiększając tę moc jeszcze bardziej aż do 15 GW, spadek kosztów sięga około 15-16%.
Prezydenccy urzędnicy prawdopodobnie nie mieli okazji zapoznać się z analizami PSE, za to ogłosili, że wkrótce pojawi się następny projekt głowy państwa, mający obniżyć ceny energii ni mniej ni więcej tylko o 33%. Oficjalnie nie wiadomo, jaki to cud miałyby zawierać propozycja tych przepisów. Jednak sam Nawrocki, uzasadniając weto napomknął, że dla obniżenia cen prądu nie należy budować wiatraków, tylko „zrezygnować z tego, co najbardziej na cenę wpływa” i wymienił tu ETS i Zielony Ład. Prezydent nie wyjaśnił w jaki sposób Polska miałaby uchylić się od stosowania unijnego prawa, pozbawiając w dodatku polski budżet ok. 15 mld zł wpływów z ETS.
Magazyny gazu czekają na decyzję
W spisie ustaw nad którymi pochylił się prezydent zabrakło tej o zapasach ropy i gazu. Ustawa m.in. usuwa z przepisów o możliwości magazynowaniu gazu za granicą zapis, za który Komisja Europejska planuje wytoczyć Polsce proces. W czasie prac w parlamencie cały projekt był ostro zwalczany przez PiS, a rząd częściowo uległ i znacząco go zmodyfikował. Co jednak nie zmieniło podejścia największej partii opozycji.
Los ustawy na razie jest więc nieznany, prezydent na decyzję ma czas do 27 sierpnia. Pominięcie jej w spisie ustaw podpisanych i zawetowanych może sugerować, że i tu możemy mieć do czynienia z wetem.
Powrót obliga giełdowego
Ministerstwo energii zapowiedziało ustawową inicjatywę przywrócenia obliga giełdowego dla energii elektrycznej na poziomie 55%. Całkowita likwidacja obliga doprowadziła m.in. do wzrostu podatności cen na spekulacje, a skupieni w grupach kapitałowych wytwórcy i spółki obrotu 70% energii zakontraktowali pomiędzy sobą, w transakcjach wewnątrzgrupowych – argumentuje ministerstwo. Przywrócenie obliga ma więc poprawić konkurencyjność. Założenia ustawy przewidują szereg zwolnień: dla małych OZE, mniejszych i odpowiednio wysokosprawnych jednostek CHP, linii bezpośrednich itp.
Ministerstwo planuje też podniesienie z 55 do 85% obliga giełdowego dla gazu. Efektem ma być wzrost podaży, liczby ofert i w końcu spadek cen.
Bon ciepłowniczy dla odbiorców ciepła
Kolejnym pomysłem ministerstwa energii jest bon ciepłowniczy, czyli wsparcie, skierowane do odbiorców ciepła sieciowego o odpowiednio niskich dochodach. Zgodnie z założeniami wartość bonu zależałaby od ceny ciepła. Przy cenie od 170 do 200 zł za GJ bon wynosiłby 1000 z rocznie, przy 200-230 zł za GJ – 2000 zł rocznie, a powyżej 230 zł za GJ – 3500 zł rocznie. Ministerstwo przewiduje, że bo będzie wypłacany za II połowę 2025 roku, czyli od momentu ustania poprzedniego systemu wsparcia, oraz przez cały 2026 rok. Szacowany koszt przez półtora roku to 900 mln zł.
NIK o Ostrołęce C: kolejny miliard strat
Przy zamykaniu i rozliczaniu projektu węglowej elektrowni Ostrołęka C zarząd spółki celowej wypłacił wykonawcy 958 mln zł tytułem roszczeń ale bez sprawdzania ich zasadności, ani wysokości – ustaliła Najwyższa Izba Kontroli. Według NIK, przyczyną takiego kroku była chęć jak najszybszego rozliczenia projektu, po to by szybciej zacząć budować blok gazowy. Dodatkowo Izba stwierdziła, że zarząd wprowadził w błąd głównych udziałowców, czyli Energę i Eneę, przedstawiając im niepełne i nieprawdziwe informacje o kosztach, w tym rozliczeń.
Tym samym wytropiona przez NIK kwota strat kontrolowanych przez państwo spółek przy próbie zbudowania na polityczne zamówienie gigantycznego bloku na polskie „czarne złoto” grubo przekroczyła 2 mld zł. Poprzednio, w latach 2020 i 2021 Izba ustaliła, że bezpowrotnie stracono 1,3 mld zł.
Reaktor zasilający Google ma stanąć w Tennessee
Koncern Google ogłosił, że pierwszy z jądrowych bloków do zasilania jego centrów obliczeniowych stanie w Oak Ridge w stanie Tennessee, na terenach należących do państwowej amerykańskiej firmy energetycznej TVA.
Google ocenia, że ok. 50 MW blok zbudowany w technologii Kairos Power ruszy ok. 2030 roku. O Kairos Power w Polsce niewiele wiadomo, może dlatego, że firma skupia się na pracy, a nie na działaniach PR, jak to często bywa w przypadku reaktorów SMR. Wiadomo, że jako chłodziwa reaktor używa soli fluorkowych zamiast wody. Model finansowy przewiduje sprzedaż prądu do TVA na mocy długoterminowego kontraktu PPA. Google w zeszłym roku ogłosiło, że docelowo planuje mieć ok. 500 MW mocy jądrowych do nieprzerwanego zasilania swoich centrów danych.

