Spis treści
Centra danych wyrosną na gruzach starych elektrowni
W Europie przybywa zamykanych elektrowni konwencjonalnych, zwłaszcza węglowych, które mogą być atrakcyjnymi lokalizacjami pod inwestycje w energochłonne centra danych. Jednocześnie operatorzy takich obiektów to atrakcyjni klienci dla koncernów energetycznych – podkreśla Reuters.
Agencja wskazuje, że wśród podmiotów zainteresowanych takimi lokalizacjami znajdują się również giganci technologiczni, m.in. Microsoft czy Amazon, którzy inwestują dziesiątki miliardów dolarów w budowę centrów danych na potrzeby rozwoju sztucznej inteligencji.
Dawne elektrownie konwencjonalne mają dostęp do kluczowej infrastruktury sieciowej oraz wody potrzebnej do chłodzenia centrów. Według analiz Synergy Research Group rozwój wielkoskalowych serwerowni w Europie jest znacznie wolniejszy niż w USA właśnie z powodu dłuższego oczekiwania na przyłącze do sieci, a także dłuższych procedur związanych z uzyskiwaniem pozwoleń administracyjnych.
Dlatego takie koncerny jak francuskie Engie i EDF, niemiecki RWE, portugalskie EDP czy włoski Enel liczą na to, że zainteresowanie ze strony firm technologicznych nie tylko rozwiąże problem związany z rekultywacją terenów po zamykanych elektrowniach, ale pozwoli także na pozyskanie nowych klientów. Samo Engie wytypowało już ponad 40 lokalizacji w Europie i na innych kontynentach, które chce zaoferować inwestorom centrów danych
Większość operatorów takich obiektów oczekuje długoterminowych dostaw dużych wolumenów energii, co dla grup energetycznych oznacza możliwość zabezpieczenia przychodów. Sektor technologiczny zazwyczaj oczekuje również niskiego śladu węglowego, co stwarza możliwości finansowania projektów OZE dzięki kontraktom w formule PPA.
Reuters wskazuje, że od 2005 r. zamknięto w Europie 190 elektrowni węglowych. Do 2038 r. podobny los ma spotkać kolejne 150 siłowni zasilanych węglem kamiennym i brunatnym.
Zobacz także: Elektrownie nie dostaną kasy za lipiec. W Brukseli zabrakło mocy
Brytyjski rząd oferuje tańszy prąd za sąsiedztwo słupów energetycznych
Obniżenie rachunków za energię nawet o 2500 funtów w ciągu dziesięciu lat chce zaoferować rząd Partii Pracy jako rekompensatę za sąsiedztwo nowych linii przesyłowych. Opór społeczny związany z tymi inwestycjami stanowi barierę dla planów dekarbonizacji brytyjskiej energetyki – donosi „The Guardian”.
Dziennik precyzuje, że beneficjentami tego rozwiązania będą gospodarstwa domowe położone w odległości do 500 metrów od nowej lub modernizowanej linii przesyłowej. Rozwiązanie, które ma wejść w życie od 2026 r., przewiduje obniżenie rachunku za energię o 250 funtów rocznie.
Rząd Partii Pracy liczy, że dzięki wprowadzeniu tego rozwiązania uda się ograniczyć skalę protestów społecznych związanych z inwestycjami w sieci elektroenergetyczne. Te są konieczne, aby przyspieszyć rozwój OZE, a tym samym dokonać zakładanej przez Labourzystów dekarbonizacji energetyki do 2030 r. – o pięć lat szybciej niż planował poprzedni rząd Partii Konserwatywnej.
Będzie to jednak bardzo trudne wyzwanie, gdyż wiąże się dużym wzrostem mocy zainstalowanej źródeł odnawialnych do końca obecnej dekady – w przypadku lądowych wiatraków dwukrotnym, a fotowoltaiki oraz morskich wiatraków kolejno trzy- i czterokrotnym.
Większość nowych mocy ma powstać w północnej części Wielkiej Brytanii, a linii przesyłowe mają stanąć głównie wzdłuż wschodniego wybrzeża, aby dostarczyć energię wyprodukowaną w wiatrakach na Morzu Północnym na południe. Oprócz wprowadzanej zachęty finansowej rząd zapowiada dalszą współpracę z lokalnymi społecznościami.
Jednak opór społeczny dotyczy nie tylko budowy nowych sieci przesyłowych. Z problemami zmaga się również proces wdrażania tzw. inteligentnych liczników. Pierwotnie gospodarstwa domowe miały zostać w pełni objęte zdalnym opomiarowaniem do 2019 r., ale wciąż nie zainstalowano go u około jednej czwartej odbiorców.
Wielu z nich nie chce instalować liczników zdalnego odczytu, gdyż według szacunków nawet jedna piąta dotychczas zamontowanych urządzeń mogła wzbudzać zastrzeżenia co do prawidłowego działania. Stąd sceptycyzm do tych urządzeń ze strony posiadaczy tradycyjnych liczników.
Rząd chce ten sceptycyzm rozwiać poprzez wprowadzenie wyższych wymagań technicznych dla urządzeń, nałożenie dodatkowych obowiązków na firmy energetyczne, a także przyznanie większej ochrony dla posiadaczy wadliwie działających inteligentnych liczników – w tym odszkodowań.
Zobacz też: Nowe bloki gazowe zakontraktowane, a kolejna aukcja tuż-tuż
Chińczycy coraz mocniej tną produkcję energii z OZE
Wraz z rekordowym tempem rozwoju energetyki odnawialnej w Chinach rośnie również skala redysponowania źródeł OZE. Dotyczy to zwłaszcza słabiej zaludnionych regionów, którym brakuje sieci elektroenergetycznych łączących z innymi prowincjami – informuje Bloomberg.
Jak podaje agencja, w pierwszej połowie 2025 r. wskaźnik redysponowania fotowoltaiki wzrósł do 5,7 proc. z 3 proc w analogicznym okresie minionego roku. W przypadku wiatraków wyniósł on natomiast 6,6 proc. wobec 3,9 proc. w pierwszym półroczu 2024 r. Ogółem w pierwszym półroczu ograniczono potencjalną produkcję energii odnawialnej o 5,7 proc.
Uśrednione wartości są jednak znacznie niższe od tych, które dotyczą słabo zaludnionych, zachodnich prowincji, gdzie powstają największe farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Przykładowo w Tybecie w pierwszym półroczu wskaźnik wyniósł 34 proc., a kilkanaście procent odnotowano w takich prowincjach jak Sinciang czy Qinghai.
Popyt na energię odnawialną w miejscu jej wytworzenia jest znacznie mniejszy od możliwości wytwórczych tych źródeł. Z kolei słaba przepustowość linii przesyłowych uniemożliwia spożytkowanie tej energii w bardziej zurbanizowanych i uprzemysłowionych regionach.
Analitycy chińskiego rynku energetycznego podkreślają, że tempo inwestycji w OZE było zbyt duże w stosunku do możliwości związanych z rozwojem sieci przesyłowych oraz magazynowania energii. W ubiegłym roku oddano do użytkowania 277 GW nowych mocy w wiatrakach i fotowoltaice. Władze zakładają, że do 2027 r. będzie przybywało co roku kolejnych 200 GW.
Jednocześnie eksperci podkreślają, że przed dekadą, gdy Chiny zaczynały wchodzić na szybką ścieżkę inwestycji w energetykę odnawialną, w takich prowincjach jak Gansu skala redysponowania sięgała blisko 50 proc. Ponadto inwestycje w OZE pomogły w ostatnich latach sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu Państwa Środka na energię – zwłaszcza podczas letnich szczytów.
Bloomberg wskazuje, że według zapowiedzi State Grid – chińskiego odpowiednika PSE – w 2025 r. spółka po raz pierwszy wyda na inwestycje ponad 90 mld dolarów. Co prawda sieci przesyłowe łączące zachodnie prowincje ze wschodnią częścią kraju znajdują się wśród priorytetów operatora, to najbliższych latach skala redysponowania OZE najpewniej wciąż będzie rosnąć – zwłaszcza biorąc pod uwagę zakładany dalszy przyrost nowych mocy.
Zobacz także: Zielone certyfikaty dzielą rząd, energetyków, branżę OZE i przemysł
Europa potrzebuje dziesięciokrotnego wzrostu magazynowania energii
Jeśli europejski system elektroenergetyczny ma dostosować się do elastycznej współpracy z odnawialnymi źródłami energii, to do 2040 r. będzie potrzebne dziesięciokrotne zwiększenie zdolności wielkoskalowego magazynowania energii – wskazuje Montel.
Portal powołuje się przy tym na badanie firmy Montel Analytics, które powstało na bazie planów operatorów sieci przesyłowych. Chodzi o takie kraje jak Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Belgia, Irlandia, Holandia, Czechy, Portugalia, Węgry, Francja, Finlandia, Austria i Polska.
Według wyliczeń analityków do końca obecnej dekady pojemność wielkoskalowych magazynów bateryjnych się potroi, a do 2040 r. osiągną one 280 GWh. Najwięcej z nich ma powstać we Włoszech (54,6 GWh), Niemczech (50,9 GWh) czy Wielkiej Brytanii (30 GWh), a dla Polski jest prognozowane 17,6 GWh.
Montel wskazuje, że w Niemczech, czyli na największym rynku energii w Europie, magazyny energii w ostatnim czasie były zasadniczo jedynymi projektami, w które deweloperzy byli skłonni zainwestować bez żadnej formy publicznego wsparcia.
Powodem jest coraz częściej występująca duża rozpiętość cen energii – od ujemnych w godzinach południowych, w czasie pracy fotowoltaiki, do kilkuset euro w trakcie wieczornych szczytów. To stwarza okazje do zarobku na arbitrażu cenowym.
Z kolei we Włoszech dużym bodźcem dla inwestycji w magazyny są aukcje, które pozwalają na pozyskanie wsparcia na okres 15 lat. Podobnie jest w Polsce, gdzie w ostatnich latach w aukcjach rynku mocy 17-letnie kontrakty mocowe pozyskały baterie o mocy przeszło 4 GW.
Zobacz również: Domowe magazyny energii pączkują, ale brakuje tych inteligentnych
