Atom za pieniądze Orlenu - to możliwe?

Atom za pieniądze Orlenu - to możliwe?

Angażowanie kolejnych spółek skarbu państwa do projektu budowy elektrowni atomowej nie zwiększa szans na jej wybudowanie. Musiałby powstać przede wszystkim sensowny model jej sfinansowania.

Dymisja zarządu Orlenu oraz powołanie nowego prezesa Daniela Obajtka wywołało falę domysłów na temat planów resortu energii wobec największej spółki skarbu państwa.

W przeddzień dymisji Orlen wydał enigmatyczny komunikat, z którego wynikało, że analizuje zaangażowanie się w elektrownię atomową. Ministerstwo Energii unikało sprawiania wrażenia, że naciska w tej sprawie na spółkę, ale w piątek  minister energii Krzysztof Tchórzewski stwierdził na antenie TV Trwam:  "Połączenie Orlenu i Lotosu  przyjąłbym osobiście z pozytywną opinią, ponieważ Orlen już wcześniej zadeklarował pewną gotowość uczestnictwa w budowie elektrowni jądrowej, a jej budowa przez taką dużą firmę mogłaby się odbyć bez nadzwyczajnych uzależnień od banków. Wtedy energia z elektrowni jądrowej mogłaby być dużo tańsza”.

Problem polega na tym, że nie wiadomo skąd minister czerpie to przekonanie. Dwa bloki elektrowni atomowej o mocy 3000 MW to koszt ok. 60 mld zł. Takich pieniędzy nie będą w stanie wyłożyć wszystkie spółki skarbu państwa dotychczas zaangażowane w projekt (PGE, Tauron, Enea i KGHM) nawet po dołączeniu Orlenu i Lotosu. W ogóle myśl o budowie elektrowni atomowej za własne środki spółek, bez istotnych kredytów bankowych, jest delikatnie mówiąc, bardzo daleka od realizmu.

Alergiczna reakcja inwestorów

Po informacjach o możliwym wciągnięciu Orlenu w atom kurs spółki zaczął spadać. Dlaczego inwestorzy tak  reagują?

– Przed Orlenem stoi duże wyzwanie - przedstawienie wizji tego, co powinno dziać się ze spółką po 2030 r. Widać już dzisiaj, że rynek paliw w perspektywie dekady zacznie się kurczyć ze względu na zmiany technologiczne, rozwój elektromobilności etc. Potrzebny jest nowy pomysł na biznes, co pokazał ostatnio MOL – wyjaśnia Kamil Kliszcz, dyrektor działu analiz mBank.

– W zależności od tego, w jaką stronę rynek będzie ewoluował, szersze wchodzenie w energetykę może być dobrym pomysłem. Jeśli jednak chodzi o projekt atomowy, to powszechnie wiadomo, że w formule rynkowej on się nie broni. Jego rentowność zależy od systemu wsparcia, czyli po prostu od woli państwa. Dotychczas PKN przyzwyczaił inwestorów do tego, że o nich dba i systematycznie generuje gotówkę. Kontrastem są doświadczenia PGE, Taurona czy Enei, które weszły w duże, oparte na węglu projekty energetyczne ze względu na oczekiwania państwa, bez gwarancji wsparcia. Do dzisiaj  nie wiemy czy te elektrownie się zwrócą. Perspektywa rynku mocy staje się coraz bardziej realna, ale w momencie podejmowania decyzji inwestycyjnych nie było w żadnej pewności. I gdyby Orlen miał brać udział w budowie elektrowni jądrowej na zbliżonych zasadach, to wskaźniki wyceny koncernu będą zmierzały w tym kierunku, co energetyki, czyli w dół – podsumowuje Kliszcz.

Zaznacza, że być może z czasem dałoby się wypracować system wsparcia gwarantujący rentowność inwestycji dla Orlenu. – Jednak pierwsza reakcja inwestorów jest i będzie negatywna. Podobnie było w przypadku CEZ-u i informacji o kontynuowaniu prac nad elektrownią jądrową w Temelinie.

Istniejące europejskie elektrownie atomowe budowane w latach 60. i 70. wybudowano za państwowe pieniądze lub dzięki państwowym gwarancjom kredytowym, w sytuacji niemal całkowitej regulacji rynku energii. Ale po 30 latach wiele się zmieniło. Konkurencja obniża ceny prądu na wolnym rynku, a dodatkowo przyczynia się do tego wsparcie dla odnawialnych źródeł energii, które wypychają z rynku elektrownie konwencjonalne.

Hinkley Point pod górkę

W UE trwają trzy próby zbudowania elektrowni jądrowej w warunkach rynkowych. Pierwsza z nich to Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii. Nowy blok o mocy 1600 MW mają postawić francuski EDF z chińskim partnerem. EDF jest mocno zadłużony i ma problemy, ale Chińczycy mają niemal nieograniczone zasoby finansowe.  Elektrownia opiera się jednak na modelu finansowania zwanym kontraktem różnicowym- rząd UK dopłaci inwestorom jeśli cena prądu na rynku zejdzie poniżej 92,5 funta za MWh. To dwukrotnie więcej niż dziś więc projekt wywołał w Wielkiej Brytanii falę krytyki, a szanse na jego realizację maleją wraz z upływem czasu. Kontrakt różnicowy został zatwierdzony przez Komisję Europejską, ale minister Tchórzewski odrzucił taki wariant jako zbyt drogi dla konsumentów.

Drugą elektrownię atomową mają także zbudować Węgrzy z rosyjskim Rosatomem (Paks II). Projekt opiera się na kredycie w wysokości 10 mld dol, przyznanym przez rosyjskie banki państwowe na podstawie umowy międzypaństwowej. Węgierski rynek jest praktycznie w całości kontrolowany przez jeden podmiot, państwową spółkę. Komisja Europejska wymusiła pewne zmiany w projekcie, ale zatwierdziła plany Budapesztu. Trudno wyobrazić sobie taki deal Polski  z Rosją, ale z Koreą Płd teoretycznie już tak.  Żeby zrealizować taki wariant, zaangażowanie Orlenu czy Lotosu jest jednak niepotrzebne. Pozostaje jeszcze tylko znaleźć sposób w jaki elektrownia spłaci kredyt, w sytuacji w której bieżące przepływy finansowe ze sprzedaży prądu nie wystarczą na przysłowiową „ratę”. Czyżby minister chciał żeby Orlen dopłacał do tego interesu z bieżącej działalności? Biorąc pod uwagę olbrzymie pieniądze, jakie będą potrzebne do budowy elektrowni atomowej, mogłoby się to skończyć dla spółki bardzo źle.

Trzeci wariant to fińska „spółdzielnia”, zwana Mankala. Duzi odbiorcy przemysłowi oraz samorządy łączą siły i zakładają spółkę, która buduje elektrownię atomową po to aby potem sprzedawać im prąd po kosztach. Pierwszy projekt realizowany w tej formule czyli Olkiluoto trudno uznać za sukces – francuski reaktor okazał się niedopracowany, elektrownia trzykrotnie przekroczyła budżet i opóźniła się o 10 lat. Kolejny projekt w tej formule, w Hanhikivi ma być budowany z Rosatomem, ale zobaczymy czy będzie kontynuowany.

 Orlen już jest istotnym uczestnikiem rynku energii elektrycznej dzięki własnym elektrociepłowniom. Ich łączna moc to blisko 1500 MW elektrycznych. Dwie ostatnie inwestycje w nowoczesne bloki gazowo-parowe we Włocławku i Płocku w pełni zaspokoją potrzeby grupy PKN Orlen w zakresie energii elektrycznej. Jednocześnie koncern próbuje jakoś włączyć się w energetyczny wyścig technologiczny- ubiega się o dofinansowanie kredytami Europejskiego Banku Inwestycyjnego w ramach  unijnego Planu Junckera m.in. do budowy magazynu energii w technologii sprężonego lub skroplonego powietrza, który będzie mógł aktywnie wspierać pracę Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Zgłoszone wcześniej dwa innowacyjne projekty – pilotaż baterii litowo-jonowych oraz wytwarzanie gazu syntezowego zostały jednak wstrzymane.

W strategii Orlenu z 2013 roku obszar energetyczny miał mocny akcent. Energetyka, obok wydobycia, była wskazana jako segmenty wzrostu. Wskazano wówczas na projekt budowy bloku o mocy 463 MWe we Włocławku. Według ówczesnych planów, 50 proc. wytwarzanej energii elektrycznej miało trafić na rynek.

Ale to nie dotychczasowy mariaż Orlenu z energetyką sprawia, że rynek spekuluje o jego potencjalnym zaangażowaniu w atom, a sytuacja finansowa. Cała grupa kapitałowa Orlen za w ubiegłym roku osiągnęła ponad 7,17 mld zł zysku netto. To rekordowy poziom, o ponad 1,4 mld zł wyższy niż w tym samym okresie 2016 roku.

Wciągnięcie Orlenu w budowę elektrowni atomowej będzie miało długofalowe konsekwencje, w sytuacji w której spółki paliwowe muszą myśleć o swojej przyszłości. Jeśli na świecie powiodą się plany rozwoju elektromobilności, to popyt na ropę i jej pochodne będzie  spadał. Oczywiście to nie stanie się nagle. Ale za 10-15 lat może być już odczuwalne nawet w naszym kraju. Szefowie branży naftowej  w rozwiniętych krajach zaczynają już to uwzględniać w swoich strategiach.  Amerykanie spalili w 2016 rekordowe 530 mld litrów benzyny. Ale Stephen Brown, wiceprezes niezależnej spółki Andeavor (10 rafinerii w USA) prognozował w rozmowie z „Washington Examiner”, że dzięki elektromobilności popyt na benzynę w USA spadnie w 2025 o ok. 17 mld litrów. Ktoś może powiedzieć, że to niewiele. Ale to dopiero początek. Popyt na siano, owies czy furmanki w Europie też nie spadł gwałtownie wraz z pojawieniem się samochodów na początku XX w. - Wierzę w konia. Samochód to przejściowy fenomen- mówił w 1908 r. niemiecki cesarz Wilhelm II. Ale już 30 lat później chyba nikt  kto przytomny nie  zainwestowałby swoich oszczędności  w firmę  opierającą długoterminową przyszłość na dostawie paszy dla koni.

Idzie nowe na rynku ropy

Część koncernów naftowych już teraz przygotowuje się na nowe trendy, zawierając alianse z producentami aut elektrycznych czy ładowarek. Shell instaluje ładowarki na swoich stacjach w Wielkiej Brytanii i Holandii, zainwestował także w energetykę słoneczną, kupując spółkę w Singapurze. BP rozmawia o z producentami aut elektrycznych. Spaść może także popyt na paliwo lotnicze. Boeing zainwestował w spółkę Zunum Aero pracująca nad uruchomieniem produkcji samolotu wyposażonego w silnik hybrydowy- spalinowo-elektryczny.

„Ropa, która napędza pojazdy, samoloty i statki, a także jest surowcem do produkcji plastików, wciąż będzie potrzebna przez wiele lat. Ale od Ameryki po Chiny standardy emisyjne dla aut stają się coraz ostrzejsze, wymuszając większy zasięg na mniejszej ilości paliwa. Smog i korki w wielkich miastach skłaniają kraje takie jak Chiny i Indie do poszukiwania alternatyw dla benzyny i diesla. Firmy- Tesla, Chevrolet, Nissan- zapowiadają plany sprzedaży aut elektrycznych o dłuższym zasięgu, które będą kosztować (ze wsparciem państw) ok. 30 tys. dol. zatem będą bardziej dostępne dla kieszeni. A na całym świecie rola energii we wzroście PKB maleje”- pisał prestiżowy brytyjski tygodnik „The Economist” w listopadzie 2016 r.

„Sytuacja się odwróciła. Kiedyś pytano kiedy skończy się ropa, dziś pytamy kiedy przestaniemy jej używać – stwierdził Daniel Yergin, znany amerykański analityk rynku energii, założyciel firmy doradczej IHS.

„The Economist” i Daniel Yergin to nie są działacze ekologiczni.

Dylemat rządu nie powinien sprowadzać się do pytania, czy kazać Orlenowi budować elektrownię atomową czy nie kazać, lecz raczej na tym jak wpisać spółkę w trwającą transformację energetyki. Od tego zależy jej przyszłość.

Zobacz także...

Komentarze